Publicystyka filmowa
5 NAJLEPSZYCH RÓL EVY GREEN. Delikatna femme fatale
Odkryj pięć niezapomnianych ról EVY GREEN, która z wdziękiem łączy urok femme fatale z emocjonalną głębią. Każda z nich zachwyca!
Eva Green jest jedną z tych aktorek, które – nawet jeśli pojawiają się w filmie na drugim planie – trudno przeoczyć. Francuzka o nietypowej, fascynującej urodzie i specyficznej grze aktorskiej zaskarbiła sobie sympatię zarówno widzów, jak i twórców z całego świata. Role Green zwykle są charakterystyczne, intrygujące, na swój sposób uwodzicielskie oraz pełne emocji, które aktorka nie zawsze wyraża wprost. Dziś była dziewczyna Bonda, paryska marzycielka, lecąca w kosmos matka, opiekunka pewnego osobliwego domu i damulka warta grzechu kończy już 40 lat. Z tej okazji przygotowaliśmy dla was wybór pięciu najlepszych występów w niemal dwudziestoletniej karierze Green, z których każdy potrafi głęboko zapaść w pamięć.
5. Marzyciele (2003) reż. B. Bertolucci
Aktorski debiut w kontrowersyjnym filmie Bernardo Bertolucciego nie tylko otworzył Evie Green drzwi do międzynarodowej kariery, lecz także okazał się jednym z najciekawszych występów w jej filmografii. Już na starcie swojej pracy Francuzka otrzymała nominację do Europejskiej Nagrody Filmowej, a postać przez nią odgrywana – podobnie jak bohaterowie Michaela Pitta i Louisa Garrela – zyskała w pewnych kręgach status kultowej. Green zadebiutowała jako Isabelle, młoda kinofilka z Paryża, która wraz z bratem Théo (Garrel) zaprasza nowo poznanego amerykańskiego znajomego, Matthew (Pitt), aby z nimi zamieszkał. Wywiązuje się relacja, która szybko przeradza się w dziwny trójkąt, co z czasem coraz mniej podoba się Amerykaninowi.
Trudno nie nazwać rodzeństwa tytułowych marzycieli pretensjonalnymi. Zatrzymali się oni na etapie nastoletnim, w stanie granicznym między niewinnością a odkrywaniem seksualności. W efekcie Isabelle w interpretacji Green to dziewczyna absolutnie beztroska, nieskrępowana, ale w swoim wyzwoleniu A.D. 1968 całkowicie sztuczna, wtłoczona w rolę obytej intelektualistki-marzycielki tak mocno, że staje się właściwie wymuszoną diwą z filmów, które tak zachłannie pochłania. Green świetnie oddaje fasadowość swojej bohaterki, przechodząc od ekstatycznej wesołości do desperackiej pogoni za wolnością w sposób przekonujący – bo zgodny z napuszoną personą Isabelle – ale wyraźnie, kontrolowanie pozbawiony autentyczności. Eva pokazuje też swoje drugie, równie ciekawe oblicze, gdy Matthew udowadnia granej przez nią postaci, że jej życie to bańka stanowiąca ochronę przed rzeczywistością, w której niedojrzała Isabelle praktycznie nigdy nie brała udziału i nie potrafiłaby się w niej odnaleźć. Wówczas francuska aktorka pozwala nam zobaczyć prawdziwą twarz bohaterki Marzycieli, a więc maskowany wieczną beztroską strach. Film Bertolucciego cierpi na wiele problemów, ale aktorstwo zdecydowanie nie jest jednym z nich.
4. Proxima (2019) reż. A. Winocour
Jak dotąd jest to ostatnia filmowa rola Evy Green, za którą otrzymała ona pierwszą nominację do nagrody swojej ojczystej akademii filmowej, czyli Cezara. W Proximie aktorka zagrała Sarę Loreau, astronautkę, która podczas przygotowań do lotu w kosmos zmaga się z lękiem przed pozostawieniem małej córeczki samej. I chociaż koniec końców film Alice Winocour nie wzlatuje może tak wysoko jak rakiety kosmiczne, to Green zaprezentowała tu jedną z ciekawszych ról w swojej filmografii.
Sarah stara się być twarda, odważna i niezależna. Jest jedyną kobietą biorącą udział w operacji, co koledzy po fachu bardzo często dają jej odczuć. Green, bardzo dobrze radząca sobie z graniem bohaterek nieugiętych, tutaj musi nie tyle zademonstrować wewnętrzną siłę astronautki, ile uwidocznić jej niepokój. I wychodzi jej to znakomicie. Eva najlepsza jest w tych scenach, w których gra razem z małą Zélie Boulant, czyli córeczką Sary. Wówczas Francuzka pokazuje matczyną opiekuńczość i ogromną troskę w sposób niezwykle naturalny, znacznie doskonalszy niż w średnio udanym Łonie. Nie korzysta tu z efektownego aktorstwa (choć kilka takich scen się trafia), stawiając bardziej na oddanie bliskiej, zażyłej relacji matki z córką w sposób minimalistyczny, którego nie można jednak nazwać mikroekspresywnym. To rola wyrazista, ale silnie osadzona w realistycznej poetyce, gdzie największe emocje rozgrywane są w spojrzeniach, gestach i milczeniu.
3. Pęknięcia (2009) reż. J. Scott
Na początku Pęknięć rola Evy Green może nie wydawać się niczym szczególnym. Francuzka posługuje się standardowym repertuarem swoich aktorskich możliwości, ale wraz z rozwojem fabuły aktorka robi się coraz konkretniejsza, coraz ciekawsza i coraz bardziej intrygująca. Jej panna G to postać z pozoru zwyczajna, ot, specyficzna wychowawczyni w szkole dla dziewcząt.
Tyle że z czasem dowiadujemy się, iż zarówno jej podopieczne, jak i ona sama trafiły do placówki, z której nigdy nie miały zostać przez nikogo odebrane. Względnie stabilne życie całej grupy zaburza przyjazd nowej dziewczyny, Fiammy (María Valverde), niezależnej arystokratki, która nie zamierza być dwulicową panienką zapatrzoną w pannę G.
Rola Green w pierwszych kilkudziesięciu minutach filmu jest dość standardowa jak na emploi tej aktorki, ale z czasem na jej twarzy zaczyna malować się coś na pograniczu paraliżującej niepewności i chorej fascynacji. Kobieta widzi we Fiammie kogoś, kim sama nigdy nie mogła być – wolną dziewczynę z ambicjami, burzliwą przeszłością i świadomością własnej niezależności. Kiedy młoda hiszpańska arystokratka odmawia bycia kolejną pupilką panny G, Green doskonale oddaje dogłębne rozczarowanie swojej bohaterki, które wkrótce przeradza się w obsesję. A w takich niebezpiecznych, nieco obłąkańczych rolach Francuzka zawsze spisuje się fenomenalnie.
Im dalej w Pęknięcia, tym Eva staje się coraz bardziej rozchwiana i zafiksowana, kapitalnie oddając żal panny G, który momentalnie potrafi przejść w niezdrową manię. Fantastyczna jest zwłaszcza scena kulminacyjna, gdy wcześniejsza ulubienica kobiety, Di (Juno Temple), patrzy w oczy swojej wychowawczyni, która właśnie dopuściła się makabrycznego czynu. Wtedy na twarzy Green maluje się przerażające szaleństwo, wściekłość i potężna uraza – i to wszystko wyrażone w jednym milczącym spojrzeniu. Wspaniała rola.
2. Euforia (2017) reż. L. Langseth
Film Lisy Langseth nie jest może bardzo znany, ale dwa nieprzeciętne nazwiska w rolach głównych są bez wątpienia głośne – Alicia Vikander oraz Eva Green. Aktorki grają tutaj siostry, Ines i Emilie, które z początku zdają się darzyć szczerym, serdecznym uczuciem, ale bez trudu można zauważyć, że coś jest między nimi nie tak. Wkrótce, na życzenie Emilie, obie kobiety wyjeżdżają do ośrodka w głębi lasu, gdzie grana przez Green siostra wyjawia Ines, że jest śmiertelnie chora. Pensjonat, w którym się znajdują, to zaś miejsce pozwalające umierającym osobom wybrać, w jaki sposób chcą odejść.
Green i Vikander stworzyły tutaj fenomenalny duet, wcielając się w dwie zupełnie odmienne od siebie bohaterki postawione w sytuacji bez wyjścia. Francuzka, znana przecież ze swoich tajemniczych, nieco mrocznych kreacji, postawiła tu na wyjątkowo wyciszoną, emocjonalną grę. Jej Emilie robi dobrą minę do złej gry, na jej twarzy często gości uśmiech, ale trudno nie zauważyć, że jest to wymuszony grymas. Green fantastycznie oddaje przeszywający lęk i ból (fizyczny, a także psychiczny), które jej bohaterka przykrywa pogodną fasadą ubraną w idealistyczne hasła. W kilku scenach Langseth pozwala bohaterce Evy wyrzucić z siebie to, co naprawdę czuje, a wtedy aktorka daje upust kłębiącym się w jej postaci emocjom, wśród których dominują strach, żal i rozczarowanie. To bodaj najbardziej poruszająca rola w dorobku Green, udowadniająca, że jej domeną są nie tylko osobliwe outsiderki czy niebezpieczne femmes fatales.
1. Dom grozy (2014–2016), tw. J. Logan
Dotychczas czołowe amerykańskie kapituły nie były skłonne do nominowania Evy Green do swoich nagród, poza jednym przypadkiem – w 2016 roku Francuzka dostała bowiem nominację do Złotego Globu za rolę w serialu Dom grozy. I to właśnie ten występ jest jej najwybitniejszym w całej karierze. Green wcieliła się tutaj w Vanessę Ives, tajemniczą mieszkankę wiktoriańskiego Londynu, której ciało i dusza są obiektem pożądania piekielnych sił, w tym samego Lucyfera. Vanessa to potężne medium, którego moc jest tyleż niebezpieczna, co fascynująca, zarówno dla otoczenia, jak i jej samej.
W Domu grozy Eva Green połączyła wszystkie swoje twarze, którymi posługiwała się w innych produkcjach ze swojej filmografii, tworząc kreację w pełni kompletną. Jej Vanessa to postać zagadkowa, zamknięta w sobie – w czym Green nie ma sobie równych – ale pod pozorami niedostępności, niezależności i odwagi kryje się psychicznie wyniszczona, wrażliwa kobieta. Francuzka wspina się na wyżyny swoich umiejętności, raz prezentując aktorstwo niezwykle fizyczne (zwłaszcza w niezapomnianych scenach opętania), wręcz przerażająco naturalistyczne, innym razem zaś stawiając na wycofanie i coś, co zawsze wychodzi jej doskonale, czyli grę samym wzrokiem. Vanessa w interpretacji Green potrafi być uwodzicielska i intrygująca, agresywna i niebezpieczna, a także przerażona, potrzebująca wsparcia kogoś bliskiego. To kreacja pełna sprzeczności, dzięki którym Eva mogła zaprezentować całą gamę swoich umiejętności.
