search
REKLAMA
Zestawienie

12 kultowych HORRORÓW nakręconych przez DEBIUTANTÓW

Piotr Sawicki

3 listopada 2019

horrory debiutantow
REKLAMA

Ostatni dom z lewej (1972), reż. Wes Craven

Na długo zanim Wes Craven stworzył postać Freddy’ego Kruegera, a Sean Cunningham zainicjował niekończącą się serię krwawych wyczynów Jasona Voorheesa, obaj nakręcili jeden z najokrutniejszych filmów w dziejach amerykańskiego kina. Craven, debiutujący reżyser i scenarzysta Ostatniego domu z lewej, przyznał po latach, że chciał poprzez ekran wykrzyczeć swój bezsilny gniew na przygnębiającą rzeczywistość przełomu lat 60. i 70. Rozwiązłość w następstwie rewolucji seksualnej, kontestacja będąca w istocie tchórzliwą ucieczką w świat narkotyków, wzrost brutalnej przestępczości wśród młodzieży, kompromitacja i bezradność państwa wraz z jego instytucjami – wszystko to znalazło odbicie w fabule Ostatniego domu. Schematem nawiązuje ona do Źródła Ingmara Bergmana: grupa młodocianych zwyrodnialców uprowadza, gwałci i bestialsko morduje dwie nastolatki, by na koniec w nie mniej brutalny sposób zginąć z rąk zrozpaczonych rodziców jednej z ofiar. Niski budżet i techniczne niedoróbki produkcji, jak nieco toporny montaż i brudny, ziarnisty obraz z niskogradacyjnej taśmy 16 mm, paradoksalnie stanowią o sile filmu, który dzięki nim nabiera cech surowego, wręcz reporterskiego realizmu. Sceny kaźni dziewcząt nawet po latach sprawiają widzowi ból, tym bardziej dojmujący, że Craven gasi wszelkie potencjalne promyki nadziei. Spieszący na odsiecz policjanci okazują się parą nieogarniętych błaznów; towarzyszący oprawcom pacyfista jest tchórzem, zbyt wystraszonym, by przeciwdziałać zbrodni; całe brutalne zajście inicjuje kobieta, a jedyną skuteczną odpowiedzią na zło okazuje się jeszcze większa przemoc.

Craven nie tylko nie ucieka od rzeczywistości, ale nawet jej nie metaforyzuje, jak czynił to choćby Romero w Nocy żywych trupów. Nie musi. Sama rzeczywistość – namacalna, będąca w zasięgu ręki – jawi się w jego filmie najbardziej przerażającym horrorem. Slogan reklamowy Ostatniego domu z lewej zachęcał widzów, by powtarzali sobie, że to, co widzą na ekranie, to tylko film. W kontekście unaocznionych przez Cravena problemów owo nawoływanie wydaje się naiwnym zaklinaniem rzeczywistości. Po latach nawet reżyser przyznał, że do Ostatniego domu z lewej jako jedynego ze swych filmów boi się wracać.

Teksańska masakra piłą mechaniczną (1974), reż. Tobe Hooper

Tobe Hooper nakręcił wiele świetnych horrorów. Zjedzeni żywcem, Miasteczko Salem, Funhouse, Siła witalna, Najeźdźcy z Marsa… Prawie wszystko, co stworzył w latach 70. i 80., godne jest odnotowania w annałach gatunku. A jednak za każdym razem, gdy mowa o Hooperze, kojarzymy go podświadomie z jednym konkretnym tytułem, który przywarł do jego nazwiska nierozerwalnie i po wsze czasy. Podobnie jak Orson Welles, którego każdy kolejny film, nieważne jak udany, musiał kryć się w cieniu debiutanckiego Obywatela Kane’a, Tobe Hooper w ogólnym mniemaniu uchodzi za reżysera jednego filmu. Zjedzeni żywcem czy Funhouse znane są głównie fanom horroru; o Teksańskiej masakrze piłą mechaniczną słyszano wszędzie, gdzie dotarł wynalazek braci Lumière.

Hooper stał w kolejce w sklepie z narzędziami, gdy jego uwagę zwróciła zawieszona na ścianie piła łańcuchowa. Skojarzył ją z szokującą sprawą Eda Geina – słynnego seryjnego mordercy wyrabiającego przedmioty z części ludzkich ciał – i w ciągu kilku chwil obmyślił zarys scenariusza przyszłego filmu. Zdjęcia realizowane w nieznośnym skwarze teksańskiego słońca doprowadzały ekipę na skraj obłędu, aktorzy w swym poświęceniu nierzadko dochodzili do granic fizycznego bólu, lecz rezultatem jest film, który do dziś uchodzi za niedościgniony wzorzec ekranowego shockera. Choć Hooper ani razu nie posuwa się do epatowania efektami gore, wstrząsającego wrażenia po seansie nie da się łatwo zapomnieć. Nakręcony za 300 tysięcy dolarów, w samych tylko Stanach zarobił grubo ponad 30 milionów, ustanawiając pod tym względem rekord kina niezależnego. Chociaż wskutek cynicznej polityki dystrybutora twórcy niewiele z tych pieniędzy ujrzeli na własnych kontach, sam Hooper nigdy już nie mógł narzekać na brak pracy.

REKLAMA