Felietony - Cykle
ZABAWA W CHOWANEGO. Pod sutanną NAJBEZPIECZNIEJ
W ZABAWIE W CHOWANEGO braci Sekielskich odkrywamy szokujące metody tuszowania przestępstw w Kościele, odsłaniając mroczne więzi władzy.
Pierwszy, wstrząsający film braci Sekielskich Tylko nie mów nikomu obejrzały 23 miliony osób. Ofiary księży pedofili zdecydowały się na milowy dla nich krok, którym było odsłonięcie twarzy, podanie tożsamości i opowiedzenie przed kamerą o swoich traumatycznych przeżyciach, ale świecka rzeczywistość organów państwowych pozostała niewzruszona. Jak stwierdził kilkanaście minut przed premierą Tomasz Sekielski, nic się nie zmieniło, chociaż Morawiecki, Kaczyński, a nawet Schetyna dumnie wykrzykiwali, że nie będzie dla sprawców litości, niezależnie od tego, z jakiego środowiska pochodzą.
Teraz, znów dzięki prywatnym środkom, powstała druga część dokumentu pt. Zabawa w chowanego, jeszcze mocniej obnażająca metody tuszowania przestępstw seksualnych w Kościele. Po obejrzeniu udostępnionej na YouTube produkcji nasuwa się tylko jedna refleksja – Kościół to organizacja posługująca się metodami mafijnymi, za pomocą których tuszuje się przestępstwa, korumpuje świecką władzę, a także wykorzystuje polityków do osiągania własnych biznesowych celów.
Nic więc gorszego nas nie mogło spotkać, zwłaszcza że większość z nas została członkami tej organizacji niezależnie od własnej woli.
To jedna z najskuteczniejszych KORUMPUJĄCYCH METOD, jaką kiedykolwiek wymyślono, tyle że od zarania korumpowane są umysły niepotrafiących jeszcze decydować dzieci. I to właśnie, jakże celnie, po raz kolejny Sekielscy pokazali – historia wykorzystywanych seksualnie braci Bartłomieja i Jakuba Pankowiaków jest opowieścią ludzi, którzy wciąż nie mogą wyzwolić się spod władzy Kościoła. Niezależnie od tego, co zrobił z nimi ksiądz Arkadiusz Hajdasz (czy też po prostu Hajdasz) i jak potraktowała ich kuria, w tym biskup kaliski, doktor teologii moralnej, Edward Janiak, oni wciąż są blisko Kościoła, nawet jeśli tę bliskość rozpatrywać negatywnie jako zgniłą pępowinę.
Nie mogą się wyzwolić spod jego władzy, zwłaszcza Jakub. Takim przemawiającym do emocji momentem jest ten, kiedy Kuba gra Toccatę d-moll Jana Sebastiana Bacha na kościelnych organach. Jego ojciec jest organistą. On nim został. Wierzy w Boga. Żyje niejako zawsze z cieniem oprawcy za plecami, łącząc cierpienie z zakłamanym moralnie byciem członkiem Kościoła. W jakimś sensie może udział w Zabawie w chowanego uwolni braci Pankowiaków, zetrze te indoktrynacyjne zaklęcia, bo taką rolę, można powiedzieć, że już życiową, wzięli na siebie Sekielscy i współpracujący z nimi adwokat Artur Nowak – również molestowany przez księży. Jak mówi – Trzeba strącić duchownym aureolę.
Cieszę się, że w Zabawie w chowanego już nie leje się mleko, które miało przywodzić na myśl tryskającą spermę jak w filmach porno. Porównania z dewiacyjnymi zachowaniami wobec dzieci są o wiele subtelniejsze i wcale nie tracą przez to mocy. Sceny zrobione z plasteliny lub materiału ją przypominającego od razu przywodzą na myśl wizualizacje zabaw z dzieciństwa. Z jednej strony ten dziecięcy świat wydaje się taki beztroski, a z drugiej czają się w nim złowrogie cienie i nawet gdy plastelina z czasem kamienieje, traci kolor i rozsypuje się w kawałki, ciemne plany pozostają.
To dobrze, że Sekielscy nie poszli w zbytni tragizm, który nieco uwierał mnie w pierwszej części. Oczywiście wykorzystali slow motion, ilustracyjną muzykę, naprzemienny montaż scen z melancholijnymi przebitkami z rzucanymi przez polityków i księży na kazaniach hasłami, żeby udramatyzować scenariusz, jednak w przeciwieństwie do Tylko nie mów nikomu, tym razem nie czuć dysproporcji między formą i treścią.
Jak wyjaśniali twórcy, druga część powstała dlatego, że skomplikowana historia braci Pankowiaków nie zmieściłaby się ramach kilku historii zaprezentowanych w pierwszym filmie. Poza tym ich opowieść mogła być mocniejszym przykładem do ukazania mechanizmów krycia przestępstw oraz wysługiwania się władzą świecką. Dla zrównoważenia materiału twórcy dodali również nie mniej przejmującą opowieść, którą z trudem streścił Andrzej Hurny, kolejna ofiara Hajdasza.
Pokrzywdzonych rzecz jasna jest znacznie więcej, jednak tym razem nie chodziło o ilość, lecz zrekonstruowanie mafijnego sposobu działania instytucji. Z tymi bohaterami dokument okazał się wciągający i logicznie spójny.
Kiedyś Kościół zręcznie pozbywał się odpowiedzialności za śmierć prześladowanych za czary, gdyż wykonanie wyroku oddawał w ręce władzy państwowej. Dzisiaj zręcznie wykorzystuje władzę państwową do ukrywania przestępców i rozkłada ręce, gdy prokuratura nie znajdzie powodu, żeby oskarżyć domniemanego pedofila w sutannie, bo np. zaginęły akta. Oczywiście, że zostały zniszczone. Trzeba nie umieć racjonalnie myśleć, żeby sądzić inaczej. Sekielscy ustami mecenasów Artura Nowaka i Janusza Mazura oraz nagraniami z kamery na sali sądowej podczas procesu księdza Pawła Kani dyskretnie sugerują, że za przestępstwo pedofilii odpowiedzialni są nie tylko duchowni sprawcy, ale również najwyżsi kościelni hierarchowie oraz co najgorsze prokuratura.
Tę na najniższym szczeblu, jak stwierdza mecenas Nowak, można czasami zrozumieć, bo nie wszyscy prokuratorzy są „niezłomni”. Mają rodziny, ciężko wypracowaną karierę, całe życie przed sobą, a decyzje w sprawach księży podejrzanych o przestępstwa seksualne akceptowane są na tzw. górze. Układ pedofilski jest więc na szczycie aktualnie nam panującej, świeckiej władzy?
Wspominanemu kilkakrotnie w filmie biskupowi Janiakowi, chociaż nie był jeszcze stroną, to i tak prokurator udostępnił akta sprawy podejrzanego o pedofilię księdza Hajdasza. Prokuratura zrobiła to na podstawie wewnętrznego zarządzenia Prokuratury Krajowej. Co ciekawe obowiązuje ono wyłącznie w przypadku „zawodu” księdza. Episkopat najzwyczajniej w świecie dogadał się z ministrem Ziobro, żeby mieć kontrolę nad tym, co wie o kościelnych pedofilach świecka prokuratura. Zapewne nie była to autonomiczna decyzja polskich hierarchów, lecz przyszła z „jeszcze wyższej góry”.
Kościół zatem wie wszystko, co wie prokuratura. Może się przygotować na każde przesłuchanie, uprzedzić wypadki, przygotować wersję. Jak widać świeckie instytucje naszego państwa ewidentnie ułatwiają działania tzw. „mafii lawendowej”. Jakaż to ironia, gdy porówna się to postępowanie ze stosunkiem prawicowych środowisk do osób LGBT. Coś tu mocno nie gra albo ludzie są wyjątkowo perfidni, a miliony polskich obywateli bezgranicznie naiwna, biorąc udział w tej grze. Do lawendziarzy i wypowiedzi księdza Isakowicza-Zalewskiego jeszcze wrócę, bo to najciekawszy moment w całym dokumencie Sekielskich i wypada go dokładnie zacytować.
Po projekcji pierwszej części prymas Wojciech Polak wyraźnie powiedział – Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby pomóc ofiarom. To pokrętna wypowiedź. Albo więc nic nie zrobił, albo nic nie mógł, nawet jeśli miał szczere chęci. Po prostu nie mógł, jakkolwiek to dwuznacznie brzmi. Jakieś dwie godziny po premierze Zabawy w chowanego media obiegła wiadomość, że Wojciech Polak zdecydował się zawiadomić Watykan o tym, że nie dochowano procedur, żeby chronić ofiary i pociągnąć do odpowiedzialności seksualnych dewiantów. Tyle że to chyba najgorsza ironia całej sytuacji, bo właśnie w Watykanie mieści się centrum tzw. kościelnej „mafii lawendowej”.
Jakkolwiek byśmy nie patrzyli na swoje życie, to nie my ostatecznie będziemy siebie sądzili – tak mówi ksiądz Hajdasz, zupełnie nie poczuwając się w obecności ofiary, Bartka, że czymś złym było wsadzanie ręki do majtek dziecka, które nie skończyło jeszcze 10 lat. W tych słowach znakomicie widać, jaka bezkarność panuje w kościelnym systemie, gdyż stoi za nią siatka wzajemnych powiązań. Siatka tworzona przez setki lat, natomiast w świadomości zwykłych obywateli funkcjonująca zaledwie od lat 60. XX wieku. Mówić o niej zgodzili się dla Sekielskich m.
in. Tomasz Terlikowski i ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zalewski. Ten drugi podzielił się z widzami ciekawym doświadczeniem nie tylko na temat pedofilii, ale i homoseksualizmu, który przecież przez Kościół uznawany jest za wynaturzenie.
W środowisku naszym, księżowskim, nieraz te skłonności [homoseksualizm] nazywa się chorobą rzymską. Dlaczego? No bo bardzo często ludzie tam się dopiero stykają z tą sprawą. Ja byłem bardzo krótko w Rzymie. Tylko kilka miesięcy w kolegium ormiańskim. I pierwsza informacja, jaka przekazał mi jeden ze starszych księży, to przede wszystkim, żebym zdawał sobie sprawę, że Watykan i Rzym to jest siedlisko tej mafii lawendowej. A nawet mi powiedział, żebym wieczorem sobie zawsze zamykał pokój od wewnątrz. […] Oczywiście to nie znaczy, że wszyscy, którzy zostają biskupami czy później kardynałami, należą do homolobby, TYLKO PROCENT JEST OGROMNY…
OGROMNY! Aż się prosi, żeby bracia Sekielscy zrealizowali swój kolejny film właśnie o mafii lawendowej i domniemanym w niej udziale Jana Pawła II. Ciekawe, co zostanie z jego „świętości”? No i co wtedy z tym całym handlem pamiątkami i relikwiami po nim. Należy przy tym uściślić, że charakter działania lawendziarzy jest bardzo szeroki. Ukrywają oni zarówno pedofilów, jak i homoseksualistów. Zajmują się kryciem wszelkich przestępstw dokonywanych przez duchownych (nie tylko seksualnych), w imię zasady, że wszyscy jadą na tym samym wózku.
Dlatego nie wyciągałbym z tego daleko idącego wniosku, jak to potrafią niektórzy katolicy, że pedofilia jest tożsama z homoseksualizmem. Nie jest, a potwierdzeniem tego jest nauka. Lawendziarze muszą chronić po prostu wszystkich złoczyńców, jak również pomagać w karierze swoim członkom, którzy nie zawsze popełniają czyny przestępcze, jednakże w sensie doktryny kościelnej są grzeszni. Z dokonywania grzechów nie zrezygnują, ale także z kościoła nie odejdą. Uzyskują więc pomoc, a przez to związani są ze swoimi mocodawcami umową zadośćuczynienia. Tak się rodzi układ, podobnie jak w polityce.
Praktyka pokazuje, że od Kościoła niemal niemożliwe jest uzyskanie sprawiedliwości, bo Kościół reprezentuje sprawiedliwość nieludzką. Wpajana od wieków księżom koncepcja boskiego bytu osobowego znieczuliła ich na wszystko to, co w sensie społecznym etycznie właściwe, a przy tym nie pozbawiła czysto ludzkich pragnień. Dlatego jest to dzisiaj instytucja tak wewnętrznie zakłamana, w której występują idealne warunki do rozwoju wszelkich zbrodniczych dla natury ludzkiej pomysłów. Weryfikuje je tylko Bóg – coś, czego ani nie widać, ani nie słychać, a na dodatek wszelkie o nim informacje pochodzą z drugiej, prorockiej, ludzkiej ręki.
Jaka więc to może być zasada penalizująca księżowskie poczynania, mało tego, stojąca wyżej (lex divina) niż prawo stanowione (lex positiva)? Dla wszystkich, którzy będą pytali, dlaczego tak jest, dlaczego pedofilia w Kościele jest wciąż nierozliczona i masowo się dzieje, odpowiedź jest prosta – panuje ona w instytucji, której doktryna teologiczna, sposób formacji kleru oraz zasady jego życia na to pozwalają, a wręcz umożliwiają, dokładnie jak w rodzinie, której prawna i kulturowa hermetyczność również ułatwia działanie pedofilom – ojcom, wujkom, babciom i ojczymom, i wszelkim innym siewcom rodzinnej przemocy. To jedna płaszczyzna, na której można rozważać problem.
Drugą jest sposób, w jaki Kościół przez wieki się zabezpieczył przed penalizacją czynów dokonywanych przez jego przedstawicieli – inkorporacja do struktur wyznawczych Kościoła dzieci, ich religijna formacja oraz uznawanie tych, które nie należą do instytucji za z natury gorsze oraz grzeszne. Kara przychodzi od władzy świeckiej, prawda? Czy przyszła na Arkadiusza Hajdasza? Co jasno wskazał film braci Sekielskich w planszach z napisami, Kościół nie tylko tuszuje już raz dokonane przestępstwa, ale popełnia kolejne poprzez przenoszenie księży pedofilów z parafii do parafii, gdzie znajdują nowe ofiary.
Ten wymiar produkcji Sekielskich bulwersuje niesłychanie, przynajmniej tak działać na widzów powinien. I tylko od nich zależy decyzja, co z tym zrobią. Muszą jednak pamiętać, że łatwo przegapić ten moment, kiedy już się w sensie politycznym wolnym nie jest.
Angażując się w ten projekt, brania Sekielscy idealnie zrealizowali cel, jaki przyświeca każdemu zaangażowanemu społecznie kinu dokumentalnemu – uświadamianie dla dobra ogółu. Celnie wyciągnęli wnioski z odbioru pierwszej części. Nieco zmienili formę produkcji, co sprawiło tylko, że stała się wyrazistsza i ostrzejsza. Nie poddali się, gdy chciano ich zmusić, żeby zeszli z konfrontacyjnej ścieżki, nawet korupcyjnymi propozycjami. Zapewne nakręcą kolejny film, obnażając, co się kryje za jednym z naszych narodowych symboli, nazwanym kiedyś przez profesora Stanisława Obirka złotym cielcem naszych polskich czasów, Janie Pawle II.
Spośród kilkunastu tysięcy komentarzy, które pojawiły się do tej pory pod filmem braci Sekielskich, wybrałem jeden, który znakomicie podsumowuje kuriozalność i zbrodniczość sytuacji z pedofilami w Kościele. Mieszkaniec Teraźniejszości napisał:
Problem jest w tym, że jak murarz zgwałci, to idzie do więzienia, a nie jest sądzony przez sąd murarzy, który wyśle go budować inny budynek.
