Publicystyka filmowa
FILMOWE PEREŁKI, które pojawiły się w 2020 roku na VOD
Odkryj FILMOWE PEREŁKI z 2020 roku, które wprowadzą cię w świat emocji i niecodziennych historii dostępnych na VOD.
Rok 2020 był okropny pod wieloma względami. Miejmy nadzieję, że w swojej okropności pozostanie wyjątkowy i przez kolejne dziesięciolecia będzie wspominany jako najgorszy rok XXI wieku. Spróbujmy jednak, w ramach corocznych podsumowań, odnaleźć w nim nieliczne plusy. W tym przypadku zaś – premiery interesujących produkcji, które ostatecznie zamiast trafić do kin, powędrowały na VOD. W tym zestawieniu przyjrzymy się filmom, które w tej chwili można z powodzeniem znaleźć w internetowych wypożyczalniach i które prawdopodobnie okażą się świetnymi wyborami na filmowe rozpoczęcie 2021 roku.
Przedstawione poniżej tytuły podzielę na odpowiednie kategorie, by możliwie najbardziej precyzyjnie dotrzeć do gustu odbiorcy. Nie przedłużając, oto lista „perełek”, które pojawiły się na VOD (a częściowo także na streamingu) w ubiegłym roku!
DLA FANÓW HORRORU: Kolor z przestworzy
Lubicie kreację Nicholasa Cage’a w Mandy, gdzie właściwie ani na chwilę nie cofa się przed granicę aktorskiej szarży? No to macie już jeden powód, dla którego powinniście być Kolorem z przestworzy zainteresowani. Tych jest oczywiście więcej, gdyż to bardzo dobrze zrealizowany, uzupełniony sugestywnymi praktycznymi efektami specjalnymi powrót po latach twórcy zapomnianego Hardware, który tym razem postanowił przenieść na ekran jedno z najsłynniejszych (a moim zdaniem także najlepszych) opowiadań Lovecrafta.
Za głównego antagonistę filmu możemy uznać tytułowy Kolor, czyli tajemniczą istotę z kosmosu manifestującą się w ogródku rodziny Gardnerów. Obecność magentowego bytu szybko zaczyna wywierać wpływ na okoliczną faunę i florę, a także obecnych na tym terenie domowników przechodzących dziwne i bardzo niepokojące transformacje. Co konkretnie się z nimi wydarzy, spoilerować nie będę, lecz musicie wiedzieć, że Cage ma tu momenty, gdy może wykazać się pełnym zakresem swojej ekspresji i dać upust wszelkim rozrywającym go od środka frustracjom. Warto również zaznaczyć, że postrzeganie alpak jako uroczych i przyjaznych stworzeń może zostać w trakcie seansu poważnie zaburzone… W razie czego ostrzegałem.
DLA FANÓW KOMEDII: Król Staten Island
Grający głównego bohatera Pete Davidson na poły autobiograficznie opowiada o latach wczesnej dorosłości, na potrzeby dzieła filmowego wcielając się w postać Scotta Carlina. Zmaga się on z utratą ojca-strażaka, którego śmierć wciąż wywiera wpływ na niego i matkę, pomimo że wydarzyła się 17 lat temu. To podnosząca na duchu opowieść o emocjonalnym wracaniu do życia i wierze w siebie. Mimo że reżysera Judda Apatowa możemy kojarzyć z niewybrednym – nawet jeśli zawsze podporządkowanym przekazowi – poczuciem humoru znanym z chociażby 40-letniego prawiczka, tutaj znajdziemy go stosunkowo mało, gdyż sercem historii pozostaje chęć ostatecznego przepracowania traumy i znalezienia dla siebie miejsca w świecie.
Aż się prosi o użycie wyświechtanego powiedzenia – ten film ma serce po właściwej stronie. Jednocześnie wcale nie oznacza to, że się na nim nie uśmiejecie, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że równie często będziecie sięgać po chusteczki z powodu wzruszenia i ataku wesołości. Dodajmy do tego wkradający się coraz częściej do filmów przetworzony klimat pierwszej dekady XXI wieku, a otrzymamy prawdziwą bombę nostalgii. Czy to najlepsze dzieło Apatowa? Na to nie odpowiem – oceńcie sami!
DLA FANÓW KINA SPOŁECZNEGO: Asystentka
W tytule napisanej przeze mnie recenzji można znaleźć sformułowanie: „Spojrzenie na mobbing ery #MeToo”, i trudno o bardziej skrótowy opis zawartości filmu. To thriller bez zabiegów gatunkowych, włażący pod skórę i nieprzyjemnie zimny. Protagonistką jest Jane (Julia Garner), kobieta świeżo po studiach, młoda i ambitna, pracująca ciężko jako asystentka producenta filmowego.
Podobno to praca jej marzeń, ale warunki nie wyglądają na zachęcające. Brak pomocy ze strony kolegów, szef-despota, nawał obowiązków, nadgodziny, a do tego pogłębiające się podejrzenia o nadużywanie statusu przez przełożonego. Konkretniej zaś – w jego gabinecie zaczynają pojawiać się stanowczo zbyt młode dziewczyny, rzekomo pod pretekstem rozpoczęcia pracy. I choć ani w jednej chwili nie ujrzymy tego, co producent robi z przychodzącymi do niego nastolatkami, z ironicznych uwag pracowników łatwo się domyślić, że niewiele ma to wspólnego z obowiązkami zawodowymi. Domyśla się tego także Jane i staje przed następującym dylematem: czy poświęcić całą karierę dla „dobra sprawy”? I czy w ogóle miałaby jakąś szansę w starciu z tak potężnym przeciwnikiem? Reżyserka i scenarzystka Kitty Green, nigdy nie popadając w dosłowność, stworzyła niezwykle aktualny i niepokojący dramat o zacięciu społecznym.
DLA FANÓW NIETYPOWEGO FORMALNIE KINA ARTYSTYCZNEGO: The Last Black Man in San Francisco
Zdaję sobie sprawę z tego, że na dźwięk słów „kino artystyczne” niektórym więdną uszy, a oni sami od razu uciekają w przeciwnym kierunku. Nie ma w tym zresztą niczego złego – niech każdy ogląda to, co mu się podoba. Dajcie mi jednak szansę, abym i was spróbował przekonać do filmu Joego Talbota, bo kto wie, może akurat ten arthouse przypadnie wam do gustu.
The Last Black Man in San Francisco zawiera duże pokłady kina społecznego nierozłącznie związanego z miłością do tytułowego miasta. Miłość tę widać w każdym kadrze, bowiem operator kamery Adam Newport-Berra portretuje je niczym baśniowy zakątek, jak gdyby zaraz produkcja miała przejść w realizm magiczny. Podzielają ją również bohaterowie historii, Jimmie (Jimmie Fails) i Montgomery (Jonathan Majors), przyjaciele od dziecka i wielbiciele wystawnego, zaprojektowanego w stylu wiktoriańskim domu. Obecnie nieruchomość należy do kogoś innego, ale to nie przeszkadza im w roztaczaniu planów co do jej przejęcia. Produkcja zrobiona z miłości do miasta i narracji wizualnej. Kolejny dowód na to, że A24 oddaje swoim twórcom być może największą swobodę artystyczną w branży.
DLA FANÓW DRAMATÓW RODZINNYCH: Żegnaj, mój synu
Dzieło Xiaoshuaia Wanga budzi skojarzenia z innym chińskim filmem z ostatnich lat, Siedzącym słoniem. Poza oczywistymi podobieństwami, czyli metrażem (choć warto nadmienić, że Siedzący słoń jest jeszcze dłuższy, bo trwa blisko cztery godziny) i kilkoma bohaterami równorzędnymi, oba zawierają ogromne natężenie melancholii, dekadencji wręcz. Żegnaj, mój synu opowiada o trzech dekadach z życia pewnej rodziny.
Dekadach pod wieloma względami dla nich tragicznymi, gdyż w pewnym momencie Liyun (Mei Yong), żona Yaojuna (Jingchun Wang), zostaje zmuszona do aborcji ze względu na chińską politykę jednego dziecka. Wydarzenie to narzuci ton całej opowieści, a wynikająca z niego posępność nie opuści ekranu niemal do samego końca seansu. Jednocześnie zostanie nam zaprezentowany wieloletni rozwój Chin, które stopniowo – a jednak w ujęciu globalnym zaskakująco szybko – zaczną bogacić się i rozbudowywać. W tym momencie przestrzegam – to nie jest film dla każdego. Już sam czas trwania produkcji (równe trzy godziny) w wielu głowach zapali czerwone lampki ostrzegawcze, a trzeba do tego dodać, że nastrój całości jest mocno depresyjny i wszelkie momenty radości bohaterów reżyser oraz scenarzysta bezlitośnie gaszą. Z drugiej strony to chwytający za serce obraz przemiany gospodarczo-kulturowej Chin. Zdecydujcie sami, czy dacie mu szansę.
DLA FANÓW ROMANSÓW Z PAZUREM: Queen & Slim
Przedstawiona w filmie Meliny Matsoukas historia budzi nieodłączne skojarzenia z Bonnie i Clyde’em. Tak jak wspomniana historyczna para morderców, tak i tutejsi Slim (Daniel Kaluuya) oraz Queen (Jodie Turner-Smith) wyruszają w podróż po Ameryce, jednocześnie uciekając przed ścigającą ich za zbrodnie policją. O ile jednak w przypadku arcydzieła Arthura Penna chodziło o pieniądze, a opowieść o kochankach była punktem wyjścia do antykapitalistycznego przekazu, o tyle sens Queen & Slim wpisuje się w wydarzenia, które odcisnęły piętno na USA roku 2020.
Tym razem nie chodzi o pandemię, lecz protesty będące następstwem zabójstwa George’a Floyda oraz stojący za nimi ruch Black Lives Matter. Poza polityczną aktualnością film ma do zaoferowania także znakomite kreacje pary głównych bohaterów, dużo suspensu – szczególnie w scenie zatrzymania randkowiczów – i stylowe, nieprzestylizowane, acz bawiące się symetrią zdjęcia Tata Radcliffe’a. Mniej psychopatyczni, a bardziej świadomi społecznie Bonnie i Clyde na miarę naszych czasów.
Widzieliście już pozycje z listy? Może dodaliście któreś z nich do swojej? A może macie do polecenia inne tytuły? Zapraszamy do dyskusji!
