Publicystyka filmowa
PLAKATY-PLAGIATY. Gdy kreatywność grafika upada na twarz
PLAKATY-PLAGIATY to przewrotna analiza podobieństw w sztuce graficznej, odkrywająca kulisy inspiracji i kontrowersji w kinie.
Uwe Boll już jakiś czas temu postanowił zawiesić swoją reżyserską karierę i zaprzestać dostarczania widzom kolejnych filmowych perełek, ale nie oznacza to, że daje o sobie zapomnieć. Trzy miesiące temu niemiecki twórca zarzucił na Twitterze, że poster Nici widmo to plagiat plakatu do jego Bloodrayne, popełniony w ramach zemsty za słowa krytyki wobec najnowszego filmu Paula Thomasa Andersona. Podobieństwo możecie ocenić sami spoglądając powyżej.
Choć Boll chyba nie zdaje sobie sprawy, że poster został przygotowany zanim było mu dane obejrzeć film, to rzeczywiście nie można nie dostrzec podobieństwa między oboma plakatami. Kompozycja jest właściwie identyczna, a naśladownictwo ma swoje odbicie nawet w kroju czcionki, którą zapisany jest tytuł. Trudno wyjaśnić, dlaczego grafik postanowił zainspirować się akurat tym plakatem, ale wygląda na to, że faktycznie to zrobił. Nie on pierwszy zresztą dopuścił się podobnego czynu (i na pewno nie ostatni). Wielokrotnie było nam dane zaobserwować sytuację, w której dany plakat bezczelnie stworzono na modłę pierwowzoru. Niekiedy można to jeszcze wytłumaczyć jako celowy zabieg i swego rodzaju hołd, są jednak przypadki, gdzie graficy wyraźnie poszli po linii najmniejszego oporu.
Takiemu właśnie lenistwu przyjrzymy się w niniejszym zestawieniu.
DAJ SPOKÓJ, NIKT NIE ZAUWAŻY. Wyjątkowo niska kreatywność
Poniżej kilka słynnych przykładów plakatów-plagiatów (polskich i zagranicznych), gdzie inspiracje poszły o kilka kroków za daleko, co doprowadziło do powielenia rozwiązań zastosowanych w oryginalnej grafice – podobnie jak w przypadku plakatu do Nici widmo. Siedem propozycji. Niekoniecznie wspaniałych.
Przekręt (2000) – Weekend (2010)

Plakaty przedstawiające postaci na białym tle były swego czasu specjalnością polskich grafików, szczególnie w przypadku komedii romantycznych. Zakładam, że umieszczanie sylwetek aktorów na pustym arkuszu to nie żadna wyższa matematyka, ale nawet i tutaj znaleźć można miejsce na zgapienie czegoś od zachodnich sąsiadów.
Plakat do Weekendu Cezarego Pazury perfidnie opiera się na posterze do Przekrętu Guya Ritchiego, włączając w to ułożenie bohaterów i użytą czcionkę. Żeby jeszcze oryginał był tak dobrym plakatem…
Ocean’s Twelve: Dogrywka (2004) – Sztos 2 (2012)

Podobnie sytuacja ma się w przypadku plakatu do kontynuacji Sztosu, który co najmniej bezczelnie zgapia koncept z postera promującego Ocean’s Twelve: Dogrywkę. No, chyba że grafik akurat wpadł na ten sam pomysł zapisania tytułu czerwoną czcionką i w perspektywie, wklejając jeszcze stojących pod nim i wypranych z koloru bohaterów filmu.
Oryginalności starczyło na dodanie cienia rzucanego przez napis (przez postaci już nie). „Są chłopaki, jest zabawa”, rzecze tagline filmu Lubaszenki. „Jest plakat, są pieniądze”, dodał grafik zadowolony ze swojej pracy.
Casino Royale (2006) – Popiełuszko (2009)
To już prawie dziesięć lat odkąd plakat Popiełuszki ujrzał światło dzienne, a ja wciąż nie mogę się nadziwić jego podobieństwu do postera Casino Royale. Wpisanie fotosów z filmu w okręgi znajdujące się za bohaterem nie jest zabiegiem spotykanym na tyle często, żeby mówić o przypadkowości, szczególnie biorąc pod uwagę podobną kolorystykę i sposób umieszczenia głównego bohatera na plakacie. Aston Martina podmieniono na Syrenę, jachty na czołg, a drogi garnitur na kożuch i szalik. To nie wystarczyło, by nie zauważyć podobieństwa, ale powiedzmy, że doceniam próbę.
Czysta krew (2008) – Zabójcze ciało (2009)

Przykład wyjątkowego lenistwa – tła tych plakatów można byłoby ze sobą zamienić i niewielu zauważyłoby różnicę. Trudno to mówić o zwyczajnym wzorowaniu się, bo ani film z Megan Fox nie jest żadnym hołdem dla serialu HBO, ani nie podejmuje dokładnie takiej samej tematyki, oprócz zamiłowania do gryzienia ludzi.
Zresztą, nawet gdyby, to przecież nie trzeba opierać się na identycznym pomyśle, już i tak zaczerpniętym z plakatu do tworu takiego jak Draghoula (1995). Grafik cierpiał tamtego dnia na bolesny spadek kreatywności. Mógł chociaż zmienić kolor szminki.
Sekretarka (2002) – X (2011)

Cóż, inspirację grafika odpowiedzialnego za plakat do filmu X w pewnym sensie można zrozumieć. Szkoda tylko, że jego własna inwencja ograniczyła się do zamienienia nogi na pierwszym planie i koloru tła z białego na czarne. Chyba nikt mu nie powiedział, że jego plakat nadal wygląda niemal identycznie jak oryginał. Niewykluczone też, że nikomu to nie przeszkadzało.
Projekt: Monster (2008) – Tornado w Nowym Jorku (2008)
– Słuchaj, John, masz dwie godziny na zrobienie plakatu do naszego filmu o tornado w Nowym Jorku. Uwiniesz się, co?
– Nie wiem, Mark, mam strasznego kaca i zupełną pustkę w głowie, nie wiem nawet, co mógłbym umieścić na takim plakacie…
– Zerknij sobie na postery do tego filmu katastroficznego sprzed kilku miesięcy, wiesz, tego, w którym potwór zaatakował Nowy Jork, może się zainspirujesz!
– No dobra, Mark, zobaczę, co da się zrobić… Ta kompozycja jest w sumie całkiem niezła…
– Aha, aha. Pamiętaj, John, dwie godziny! I ani minuty dłużej.
Prawdopodobnie właśnie tak powstał plakat do Tornada w Nowym Jorku.
Nagi instynkt (1992) – Zdradzony (2005)

Jestem niemal pod wrażeniem poziomu bezczelności, na jaki pozwolili sobie ludzie tworzący grafiki promocyjne do przeznaczonego bezpośrednio na nośniki domowe filmu ze Stephenem Baldwinem. Szkoda, że nie poszli na całość i po prostu nie nałożyli na oryginalny poster innych twarzy (najlepiej zostawiając dookoła trochę pikseli, żeby nikt nie pomyślał, że ktokolwiek się starał).
Zapraszam na stronę drugą, gdzie znajdziecie kolejne obrazkowe zestawienia.
PLAKATY Z SZABLONU
Przytoczone na poprzedniej stronie propozycje to na swój sposób wyjątkowi reprezentanci plagiatów. Teraz zerknijmy na kopie na tyle powszechne, że można je wręcz nazwać plakatowymi kliszami, opartymi na dokładnie tym samym schemacie, nierzadko charakterystycznym dla jednego gatunku.
NOGI, NOGI
Graficy najwyraźniej wychodzą z założenia, że nogi – zazwyczaj kobiece – stanowią bardzo dobrą zachętę dla potencjalnego widza i skrzętnie korzystają z możliwości umieszczania pomiędzy nimi bohaterów danego filmu. Właściwie to trudno im się dziwić, szkoda tylko, że bardzo często sam fakt umieszczenia kończyn na pierwszym planie nie ma większego sensu.
POPISANE TWARZE
Kolejny modny zabieg – twarz lub sylwetka, a na niej nałożony napis. Bywa, że wygląda to naprawdę dobrze, jak w przypadku Social Network chociażby, ale nieraz ma się wrażenie, że taka kompozycja wynikła z braku pomysłu na cokolwiek ciekawszego. Jest to dziwne szczególnie w przypadku filmów akcji, które aż proszą się o jakąś dynamiczną grafikę.
DLACZEGO MASZ TAKIE WIELKIE OCZY, GRAFIKU?
Jak widać na powyższej kompilacji, twórcy plakatów lubują się w wykorzystywaniu fotografii oczu. Jeśli napis na twarzy jest przykładem lenistwa, to nie wiem, jak nazwać powtarzający się schemat z okiem. Cóż – ty patrzysz na plakat, a plakat patrzy na ciebie. Tworzy się więź. Może o to właśnie chodzi.
ZZA PLECÓW
Kolejny schemat niezwykle często obecny na plakatach, a więc pojedyncza postać widziana od tyłu. Przyznam, że to rozwiązanie – choć powtarzane być może zbyt wiele razy – w rękach kogoś o kreatywności większej niż zerowa może zaowocować całkiem miłym dla oka rezultatem. Choćby w powyższym zestawieniu postery do Watchmen: Strażników (2009) czy Spider-Mana 2 (2004) prezentują się naprawdę nieźle dzięki dobrze dobranemu oświetleniu i ulokowaniu bohatera.
NIECH SIĘ PAN TU O MNIE OPRZE
Jak najlepiej zareklamować komedię romantyczną lub nieszczególnie ambitny film akcji? To proste – należy oprzeć o siebie parę głównych bohaterów i kazać im spojrzeć w stronę obiektywu. Poleca się również umieszczenie ich na białym tle. Nic tak dobrze nie mówi, o czym będzie opowiadać film.
PLAKATY AZJATYCKIE. Żadnych granic
Na zakończenie jeszcze wzmianka o posterach prosto z Azji. Nie umieszczałem ich w przykładach powyżej, bo działania Chińczyków to już pewien ewenement. O ile podane przeze mnie propozycje starają się jakkolwiek odróżnić od oryginałów, choćby jednym drobnym elementem, tak Chińczycy skrupułów najwyraźniej nie mają, wielokrotnie odtwarzając po prostu amerykańskie grafiki na potrzeby promocji własnych filmów. Poniżej zestawienie niektórych przykładów.
Przyjrzyjcie się – choćby Sherlock Holmes zwyczajnie rozbraja brakiem skrępowania przy plagiatowaniu oryginału.
Jakie inne przykłady dorzucilibyście do tej listy?

