Publicystyka filmowa
RESTARTY serii, które okazały się NIEPOTRZEBNE
Oto filmowy przegląd RESTARTÓW SERII, KTÓRE OKAZAŁY SIĘ NIEPOTRZEBNE. Odkryj niewypały, które rozczarowały producentów i widzów.
W zeszłym tygodniu prezentowałem rebooty, które wbrew pozorom okazały się potrzebne. Dziś przedstawiam te bardziej stereotypowe – zwyczajne niewypały, które nie przyniosły producentom upragnionych sukcesów.
Conan Barbarzyńca 3D
Historia Conana Barbarzyńcy, znanego też jako Conan z Cymerii, sięga lat 30.
ubiegłego wieku i serii opowiadań fantasy stworzonych przez pisarza Roberta E. Howarda. I chociaż z postacią mierzyli się też kolejni twórcy literatury, a Conanowi poświęcone zostały także seriale, gry i komiksy, to w zbiorowej świadomości postać ta istnieje z twarzą Arnolda Schwarzeneggera. Austriacki aktor wcielał się w bohatera z Cymerii w filmach Conan Barbarzyńca i Conan Niszczyciel.
Zmienić ten stan rzeczy w 2011 roku próbował reżyser Marcus Nispel, do którego projekt rebootu Conana Barbarzyńcy trafił po wielu nieudanych próbach wcześniejszej realizacji. W tytułową rolę wcielił się znany dziś z roli Aquamana Jason Momoa, a partnerowali mu m.in. Rachel Nichols i Stephen Lang. Całość dystrybuowana była w popularnej wtedy konwersji do trzech wymiarów. Film nie odniósł jednak ani sukcesu komercyjnego, ani tym bardziej artystycznego. Bardzo szybko – bo już w 2012 roku – producenci porzucili Conana-Momoę i zaczęli planować film The Legend of Conan, w którym do swojej kultowej roli powrócić miał Arnold Schwarzenegger. Na planach jednak się skończyło.
Niesamowity Spider-Man
Na początku XXI wieku Sony Pictures spełniło odwieczne marzenie fanów Spider-Mana na całym świecie – oto mogli podziwiać swojego ukochanego bohatera na wielkim ekranie. Spider-Man Sama Raimiego z Tobeyem Maguire’em, Willemem Dafoe i Kirsten Dunst w rolach głównych okazał się ogromnym przebojem i sprawnie wprowadził ekranizacje komiksów superbohaterskich w XXI wiek. Studio szybko zdecydowało się zatem na powierzenie Raimiemu realizacji sequela (z dużym zresztą sukcesem), a następnie trzeciej części serii. Właśnie tam doszło do dużych zgrzytów między producentami a reżyserem, których podłożem były oczywiście różnice w wizji. Mimo to Raimi przygotować miał czwartą (a nawet i piątą!) część dochodowej serii, ale kiedy okazało się, że analogiczne spory powróciły, obie strony postanowiły się rozstać.
Sony zareagowało impulsywnie i postanowiło zrealizować reboot całej serii. W ten oto sposób swoją szansę na ponowne przedstawienie origin story bohatera dostał znany z 500 dni miłości Marc Webb. W roli głównej obsadził on Andrew Garfielda, a partnerowała mu Emma Stone. Niesamowity Spider-Man był filmem dużo skromniejszym w formie, poważniejszym i nieco bardziej mrocznym.
Całość sprawnie oparta została na znakomitej chemii między dwójką głównych aktorów. Koniec końców reboot został przyjęty jednak dość chłodno, a zatem przy sequelu postanowiono pójść inną, dużo bardziej kolorową i (nieudolnie) nawiązującą do Kinowego Uniwersum Marvela drogą. Niesamowity Spider-Man 2 okazał się jednak dziełem iście nieoglądalnym, które całkowicie pogrążyło ledwo powstałą markę. Sony zaś po raz kolejny musiało szykować reboot…
Wojownicze Żółwie Ninja
Historia Wojowniczych Żółwi Ninja zaczęła się w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych, kiedy Kevinowi Eastmanowi i Peterowi Lairdowi, dwóm niezależnym twórcom, udało się wydać pierwszy, czarno-biały komiks o tych bohaterach. Mimo niezależnego, undergroundowego charakteru komiksu twórcy podjęli się rozmów z Playmates Toys, których to celem miało być podpisanie umowy na stworzenie linii zabawek nawiązującej do wykreowanych przez nich postaci.
Korporacja była jednak zaniepokojona niską rozpoznawalnością marki i postanowiła stworzyć najpierw serial animowany, który pozwoli dotrzeć postaciom do szerokiej publiczności. To właśnie ten serial uczynił żółwie kolorowymi, kochającymi pizzę postaciami, które do dziś funkcjonują w zbiorowej świadomości, i to serial był podstawą do stworzenia serii kultowych dziś filmów aktorskich – liczącego trzy odsłony reliktu swoich czasów.
Na początku drugiej dekady XXI wieku Hollywood przypomniało sobie o postaciach Eastmana i Lairda (chociaż już telewizja nigdy o nich nie zapomniała, wciąż produkując kolejne seriale) i powierzając projekt rebootu serii Michaelowi Bayowi. Początkowe plany, by uczynić tytułowe postaci przybyszami z kosmosu, spełzły na niczym, gdyż spotkały się z dużą krytyką fanów. Podobnie próba uczynienia Shreddera (kultowego antagonisty Żółwi Ninja) zachodnim biznesmenem. Powstał zatem film pisany na szybko od nowa, odrzucający komputerowymi projektami tytułowych postaci oraz stawiający w centrum historii postać graną przez wprawdzie niezwykle urodziwą, ale pozbawioną jakiejkolwiek charyzmy i talentu Megan Fox.
Wojownicze Żółwie Ninja z 2014 roku doczekały się sequela, który trochę bardziej korzystał z mitologii świata zmutowanych żółwi, ale też reprezentował sobą jeszcze niższy poziom. Filmy przemknęły przez kina, fani raczej niechętnie do nich wracają, a Hollywood planuje kolejny reboot marki.
Fantastyczna Czwórka
Na fali popularności ekranizacji komiksów Marvela w 2005 roku na ekranach kin pojawiła się Fantastyczna Czwórka z Chrisem Evansem i Jessicą Albą. Infantylny, kiepsko zagrany i fatalnie napisany film został jednak przyjęty przez nierozpieszczonych wtedy jeszcze fanów całkiem ciepło, a studio postanowiło przygotować sequel. Fantastyczna Czwórka: Narodziny Srebrnego Surfera została już jednogłośnie skrytykowana – głównie za kiepskie przedstawienie kultowego dla czytelników komiksów Galactusa i tytułowego Surfera, co ostudziło zakusy Hollywood na dalszą przygodę z pierwszą rodziną Marvela.
Sytuacja zmieniła się kilka lat później. Studio rozochocone modą na dojrzałe i mroczne ekranizacje komiksów postanowiło dać Fantastycznej Czwórce jeszcze jedną szansę. Reżyserię powierzono obiecującemu Joshowi Trankowi, udało się też skompletować całkiem niezłą obsadę w postaci Milesa Tellera, Micheala B. Jordana i Kate Mary. Niestety, ogromny chaos produkcyjny i problemy praktycznie wszystkich współpracowników z reżyserem sprawiły, że do kin trafił nieskończony, pozbawiony środkowego aktu produkt filmopodobny. A Fantastyczna Czwórka z 2015 roku pozostaje chyba najbardziej zapomnianą ekranizacją komiksu Marvela XXI wieku.
Hellboy
Historia Hellboya rozpoczyna się w latach 90. na kartach komiksu Mike’a Mignoli, jednego z najbardziej cenionych twórców komiksowych. Po latach funkcjonowania w tym medium, w 2004 roku na ekranach kin pojawił się Hellboy w reżyserii Guillermo del Toro. Tytułową rolę odgrywał w nim Ron Perlman, a całość z jednej strony dość wiernie odwzorowywała fabułę pierwowzoru, z drugiej strony mocno odchodziła od niego klimatem. Jeszcze mocniej na własną wizję del Toro postawił w sequelu, który zapowiadał część trzecią, a która nigdy nie powstała.
Zamiast tego studio zdecydowało się na reboot marki. Pierwsze informacje sugerowały chęć powrotu do korzeni i oddania sprawiedliwości komiksowi Mignoli. Tajemnicą poliszynela pozostaje jednak, że wizja ta szybko się zmieniła, przynajmniej u części zaangażowanych w projekt, a proces tworzenia filmu okazał się kompletną katastrofą, podczas której wcielający się w tytułową rolę David Harbour miał ostentacyjnie trzaskać drzwiami i wielokrotnie opuszczać plan zdjęciowy. Nowy Hellboy został przyjęty fatalnie i z pewnością na długo zamknął temat ekranizacji przygód tej postaci.
