Recenzje

OSTATNI DOM PO LEWEJ (2009)

Mocne, intensywne, pełne napięcia kino.

Autor: Bartosz Czartoryski
opublikowano

Druga odsłona koszmaru

W ponad stuletnim dorobku światowego kina nie brakuje pozycji kultowych, o których tak samo dużo się mówi, co czyta. Jednak wielokrotnie po seansie z takimi obrazami nerwowo patrzymy na opakowanie, obracając je w rękach i zastanawiać się, czy na pewno obejrzeliśmy właściwy film. Podobnie sprawa ma się z debiutem reżyserskim Wesa Cravena zatytułowanym Ostatni dom po lewej, który często jest jednym z większych rozczarowań przeżywanych przez amatorów horrorów eksplorujących zakamarki gatunku. Amatorska produkcja przeraża kiepskim wykonaniem, sceny finałowe są nie tyle szokujące, co zabawne, a dialogi włożone w usta bohaterów powodują u widza zgrzytanie zębów. Film stał się jednak legendą z uwagi na inną rzecz: rewelacyjną historię. Autorem szkieletu fabularnego nie był jednak Wes Craven, a Ulla Isaksson, scenarzystka filmu Źródło Ingmara Bergmana, który stał się pierwowzorem debiutanckiego utworu amerykańskiego reżysera. Po prawie trzydziestu latach od premiery Ostatniego domu… opowieść o zbrodni i karze została wskrzeszona raz jeszcze w remake’u zrealizowanym przez Dennisa Iliadisa.

Ostatni dom po lewej miał być pierwotnie przeznaczony na rynek DVD.

Kto widział zwiastun, tak naprawdę widział cały film. Zresztą intryga w Ostatnim domu po lewej żadną tajemnicą nie jest i twórcy zdecydowali się streścić w trailerze całe dwie godziny filmu, nie wyłączając ostatniego ujęcia. Oglądając opisywany obraz nie zadajemy więc sobie pytania „CO się wydarzy?” ale „JAK?”. Trudno pisać o dziele Iliadisa, nie zdradzając i tak już dość oczywistych elementów fabuły, lecz warto zanotować w pamięci już teraz, że w poniższym tekście odkrytych zostaje wiele z nich.

Spędzająca wraz z rodzicami wakacje nad odizolowanym od świata jeziorem siedemnastoletnia Mari i jej miejscowa koleżanka zostają uprowadzone przez bandę zwyrodnialców pod wodzą zbiegłego z konwoju policyjnego Kruga. Facet, który w oryginalnej wersji filmu stał się protoplastą innego psychopaty, Freddy’ego Kruegera znanego z serii Koszmar z ulicy Wiązów (również autorstwa Cravena), serwuje dwóm dziewczynom prawdziwą gehennę, dowodząc, że całkowicie zasługuje na swoją złą sławę. Pomimo że Garrett Dillahunt nie ma takiego ładunku charyzmy jak niezapomniany David Hess z wersji filmu z 1972 roku, jego rola urzeka pozorną „zwykłością” czarnego charakteru. Hess jako Krug był psychopatą w każdym calu; nie miał w oczach cienia normalności, był niebezpiecznie przerażający, co potwierdził później jeszcze lepszą kreacją w Domu na skraju parku Ruggero Deodato. Dillahunt jest bardziej zwodniczy w swoim zachowaniu, pod maską względnej codzienności kryje się socjopata z morderczymi skłonnościami, przez co jego Krug wydaje się jeszcze bardziej niebezpieczny niż przed dwudziestoma siedmioma laty. Wywiezione do lasu dziewczyny są upokarzane, bite, wreszcie jedna z nich zgwałcona. Na tym nie kończy się jednak Ostatni dom po lewej, prawdziwe emocje dopiero nadchodzą.

Chyba każdy widz, oglądając horror o podobnej tematyce, po kilkudziesięciu minutach zdążył na tyle znienawidzić czarne charaktery, że sam chętnie sięgnąłby po jakąkolwiek broń, by wymierzyć im sprawiedliwość. Oryginalność i siła przyciągania Ostatniego domu… polega na tym, że nie musimy tego robić, bohaterowie za nas karzą przestępców. Ileż to razy oglądaliśmy głupiutkie dziewczęta i przystojnych chłopców uciekających z krzykiem na ustach jak najdalej od prześladowców. W filmie Iliadisa nie ma na to czasu i miejsca. Rodzice Mari, w deszczową noc przyjmując pod dach oprawców ich córki, odpłacają im w efekcie za wszystko, co ci uczynili dziewczynom. Orgia przemocy dopiero się rozpoczyna i co więcej – jako widzowie nie możemy się tego doczekać i kibicujemy, oczekując na kolejny krwawy mord. Zabrzmi to nieco groźnie, lecz rodzice Mari wydają się być nami samymi. Pomimo że to ich ręce trzymają pistolety i noże, jest to spełnienie naszych chorych fantazji o ukaraniu zwyrodniałych morderców-gwałcicieli. Niebezpieczna konkluzja jest siłą Ostatniego domu…, gdyż obnaża nasze lęki, jednocześnie zadając pytanie o to, do czego jesteśmy zdolni, by bronić naszych bliskich.

Ostatni dom po lewej miał być pierwotnie przeznaczony na rynek DVD, jednak pokazy próbne cieszyły się tak dużym zainteresowaniem, że postanowiono wprowadzić obraz do kin. Była to niezaprzeczalnie dobra decyzja, gdyż Iliadis nakręcił film mocny, intensywny, trzymający w napięciu. Pomimo momentami irytującej roboty operatorskiej opierającej się na mnóstwie niepotrzebnych dużych zbliżeń i detali w sposobie kadrowania, jego drugi w karierze profesjonalny film to przyzwoita robota także w sferze realizatorskiej. Ostatni dom po lewej to najbardziej antywakacyjny film, jaki będziemy mieli okazję zobaczyć tego lata.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane