Homeland - artykuł o serialu | FILM.ORG.PL

Homeland




Niekończące się pytania




Rafał Oświeciński
06.02.2013


Złote Globy (dwa lata pod rząd), Emmy, Satelity, wiele laurów, statuetek, wyróżnień, nominacji i pochwała samego Baracka Obamy – “Homeland” to zdecydowanie największy hit serialowy ostatnich miesięcy, który swój dumny pochód zaczął jesienią 2011 roku i – na razie – zakończył zimą 2012. Za sobą pozostawił słynną “Grę o tron”, “Boardwalk Empire”, “Newsroom”, “Breaking Bad”, “American Horror Story”, “Bossa”. Ta produkcja, oklaskiwana z każdej strony, to prawdziwy fenomen telewizyjny, skupiający na sobie uwagę milionów widzów. To na jego temat, tuż po każdym odcinku, w sieci pojawia się tysiące twittów; to jego twisty budzą emocje i generują niekończące się dyskusje. Bo “Homeland” to kawał znakomicie opowiedzianej i zrealizowanej sensacji skąpanej w rewelacyjnym aktorstwie.

Z IZRAELA DO STANÓW, CZYLI JAK TO BYŁO

Nie każdy o tym wie, ale “Homeland” to swoisty remake izraelskiego serialu “Hatufim” (“Prisoners of War”), który pobił wszelkie możliwe rekordy frekwencyjne i zdobył niezliczoną liczbę nagród w Państwie Izraela. Twórca tego sukcesu, Gideon Raff, podrzędny reżyser wykształcony w Stanach (“The Killing Floor”, anyone?), napisał scenariusz, wyreżyserował i całość wyprodukował. Co ciekawe, zanim okrzyknięto go telewizyjnym cudotwórcą, kilka miesięcy przed premierą pierwszego sezonu “Hatufim” prawa do “zamerykanizowania” tej historii kupił 20th Century Fox. I – jak plotka niesie – decyzja została podjęta tylko na podstawie arcyciekawego treatmentu scenariusza Raffa, którego pomysł powalił włodarzy wielkiej wytwórni na kolana. A już szczególnie mocno wytwórnia musiała być zadowolona, gdy zobaczyła na ekranie efekt jego twórczości, który, jak już wspomniałem, został przez publiczność doceniony i ozłocony. Szybko więc podjęto decyzję o realizacji serialu na jankeskiej ziemi. Produkcji podjęło się studio Fox21, serialowa odnoga Foxa, a stacja Showtime, jedna z najpopularniejszych w amerykańskiej kablówce, postanowiła bez najmniejszych oporów zakupić “Homeland”. Nad całością czuwali bowiem dwaj doświadczeni scenarzyści, Howard Gordon i Alex Gansa, którzy na swoim koncie mieli pracę nad “Z archiwum X”, “Aniołem ciemności”, “Buffy-postrach wampirów” i w szczególności nad “24”. Czyli byli to ludzie, którzy znali się na swoim fachu, tym bardziej gdy mowa o serialu akcji-sensacji-kryminału.

Skompletowano także obsadę, której gwiazdą miała być Claire Danes, słynna Julia z szekspirowskiej adaptacji Baza Luhrmanna. Danes miała już konkretne doświadczenie z telewizją – w połowie lat 90. wystąpiła w znanym gdzieniegdzie serialu “Moje tak zwane życie”, który przyniósł jej sporo nagród (z Globami i Emmy na czele), choć było to tylko 19 odcinków. Rok przed “Homeland” zdobyła Złoty Glob za “Temple Grandin”, film telewizyjny wyprodukowany przez HBO. W tym czasie prawie nie była obecna w kinach – skupiła karierę na teatrze, na duży ekran wskakując okazjonalnie, kierując uwagę w stronę indie cinema. Danes za partnera otrzymała Damiana Lewisa, brytyjskiego aktora, który miał zagrać sierżanta Nicholasa Brody’ego, a którego czytelnicy mogą kojarzyć jako jednego z żołnierzy w “Kompanii braci” oraz z serialu “Life” (przerwanego po dwóch sezonach). W roli żony Brody’ego, po początkowym obsadzeniu w tej roli Laury Fraser, pojawiła się  przepiękna Morena Baccarin, która chyba najczęściej kojarzona jest z kultowym serialem “Firefly” i niezbyt udanym “V”. Przełożonego Carrie zagrał Mandy Patinkin, słynny z roli Inigo Montoyi z “Narzeczonej księcia”, w tym czasie aktor teatralny, musicalowy (tenor!), chwilami telewizyjny (“Criminal Minds”), To ci najważniejsi.


Na 2 tygodnie przed oficjalną premierą 2 października 2011 roku stacja Showtime wpuściła do sieci pilot serialu, ukrywając go na specjalnej stronie (http://watchcareful.ly) za różnego typu grami (oglądaj, słuchaj, czytaj – uważnie). To autentycznie zaintrygowało widzów, którzy chwilę potem zasiedli przed telewizorami.

SETKI TAJEMNIC, CZYLI O CO TU CHODZI?

Bo rzeczywiście pomysł jest rewelacyjny. Do Stanów wraca pewien żołnierz, który przez ostatnie 8 lat był przetrzymywany w niewoli pewnego terrorysty, Abu Nazira. Torturowany, męczony, poddawany różnym psychicznym manipulacjom, zamknięty na odludziu, oderwany od dotychczasowego świata… Ale facet nie poddał się, został odbity przez amerykańskich Delta Force, wraca teraz w glorii i chwale na Ziemię Obiecaną, czyli do domu, na amerykańskie przedmieście, gdzie czeka na niego piękna żona z dwójką dzieci i trawnikiem do skoszenia. W tym samym czasie Brody, bo tak się bohater nazywa, staje się medialną gwiazdą, w której blasku chcą się kąpać wszyscy. Oczywiście z politykami na czele.

Wgląd w taką fabułę sugerować może pewien dramat o dostosowaniu się do nowych wyzwań, utracie tego, co było, na rzecz tego, co nieprzewidziane. Bo zbyt wiele rzeczy się zmieniło – usta żony inaczej smakują po 8 latach, dzieci są trudne do poznania (ba! one ojca nie poznają), uścisk dłoni kumpla choć krzepki, to bez większego znaczenia. I to wszystko prawda i o tej bolesnej rzeczywistości jest również “Homeland”.

Ale to tylko pozory. Głębia relacji międzyludzkich, kreowanie charakterów, walka z rodzinnymi kłopotami i traumatyczną osobowością to tylko mniej istotna powłoka, która skrywa rzecz zdecydowanie ciekawszą i która ukrywa się w pytaniu: czy Brody to terrorysta? Czy Brody przeszedł na stronę wroga i czy Brody planuje w związku z tym jakiś akt terrorystyczny? Na bezzasadne na pierwszy rzut oka pytania stara się znaleźć odpowiedź Carrie, młoda, ambitna, przenikliwa agenta CIA, której specjalizacja oscyluje wokół Abu Nazira. To pytania, które wzmacniane są niejednoznacznym zachowaniem Brody’ego.

Czy Brody jest tym, kim mówi, że jest, czy tym, kim zdaje się być? Jeśli to pierwsze, to co można zrobić, jak go złamać, aby się przyznał? Jeśli to drugie, to co zrobić, aby zapobiec hipotetycznemu zamachowi? Kto mówi prawdę? Kto ściemnia? Kto ma jakie intencje? I na ile owe intencje są pokryte brudem? Co to za brud? Przez kogo dosypany? Kto? Jak? Gdzie? Z kim? Po co?

ODPOWIEDZI, CZYLI CO JEST, A CZEGO NIE MA

Pierwszy sezon idealnie dawkuje wiedzę – wciąż coś sugeruje, nęci, ktoś podrzuca dziwny trop, gdzieś pojawia się smrodek spiskowy. Nagle wielkie BUM! i na światło dzienne wychodzi nowa informacja, która wszystko wywraca do góry nogami i stawia bohaterów w zupełnie niezwykłym położeniu. Taki schemat, pełen fabularnych niespodzianek, stopniowego wypełniania luk i wiecznych cliffhangerów na koniec, działa jak dobry narkotyk, dzięki któremu wciąż chce się więcej, bez przymusowego odwyku. Po prostu się chłonie, z niecierpliwością wyczekując dilera, który przyniesie kolejny odcinek do wciągnięcia nosem, okiem i wyobraźnią.

“Homeland” to przede wszystkim znakomicie wyreżyserowana gra między Carrie, angażującą się emocjonalnie aż do wykończenia psychicznego, a Brodym, którego postać jest jednoznaczna w swojej… niejednoznaczności. Ta dwójka lgnie do siebie na zasadzie podobieństw (choć często to właśnie przeciwności są niby dla ekranu atrakcyjniejsze) – oboje wiedzą coś, z czego inni nie zdają sobie sprawy. Oboje wiedzą o sobie nawzajem – o swoich celach, dążeniach –  i oboje nie potrafią się do tego przyznać. I oboje łączy tajemnica, wzajemna gra w kotka i myszkę, która kończy się wygraną tego słabego (ale właśnie – kto nim jest?). W drugim sezonie jeszcze intensywniej zaakcentowano podobieństwo: oboje wydają się tak samo osamotnieni  – ona nie ma oparcia u przełożonych, on nie może liczyć na zrozumienie rodziny. Oboje dążą do prawdy, ale każde z nich wie, że prawda ich nie wyzwoli. Bo nic nie jest takim, jak się wydaje i oprócz pierwszego, widocznego dna, po ujawnieniu prawdy pojawiają się – lub mogą się pojawić – nieprzewidziane konsekwencje, niezrozumienie, źle odczytane intencje. Honor może być odczytany jako głupota; poświęcenie jako daremny czyn; żal jako udawanie.

Świadomość tychże prowadzi na drogę, która obiera inny kierunek w obu sezonach, szczególnie przy ich końcu. Pierwszy sezon to przede wszystkim historia Carrie, która uparcie dąży do celu, jakim jest prawda o Brodym. Drugi sezon to Brody i Carrie od początku zdefiniowani, praktycznie z odkrytymi kartami, którymi grają raz lepiej, raz gorzej, jak im ich wspólny wróg pozwoli. O ile początek sezonu nie zwiastuje aż takiej otwartości, tak po kilku odcinkach następuję fabularne tąpnięcie, które wymusza trochę inne spojrzenie na tę historię – idzie ona innym rytmem, inaczej scenarzyści rozkładają akcenty dramatyczne, twisty. W centrum uwagi znajduje się Brody i jego sposoby radzenia z rodziną, polityką. Widz wie o nim praktycznie wszystko – żadnych niespodzianek w zanadrzu, żadnych trupów w szafie. Obok tego wszystkiego znajduje się Carrie, skupiona tym razem na Abu Nazirze, mniej na Brodym. Bardziej widoczne jest też tło agencyjne, różnorakie gry wpływów, które grzęzną w wymownym milczeniu i masie podtekstów.

POGOŃ ZA KRÓLIKIEM, CZYLI GDZIE JEST JACK BAUER?

Tym samym “Homeland”, który w pierwszym sezonie był wybornym dramatem o proweniencji czysto ludzkiej, w drugim sezonie ustępuje miejsca klasycznym knowaniom i myleniu tropów niczym z kolejnego sezonu “24 godzin”. Zamiast Jacka Bauera – Carrie. Zamiast CTU – CIA. Bohaterowie drugiego planu mają swoje zaczepienie w bliźniaczym serialu. W roli głównej – planowany akt terrorystyczny. Każda sekunda to pościg za cieniem, każda minuta to kolejny zwód fabularny. Oczywiście to duże uproszczenie – “Homeland” jest zdecydowanie spokojniejszy, wielotonowy niż intensywny, wypełniony akcją świat Jacka Bauera. Jednak oba seriale idą podobnym tropem, który ma doprowadzić do złapania królika.

Czy to źle? Absolutnie. Zarówno “24” jak i “Homeland” to wzorowe przykłady tego, w jaki sposób powinno się realizować niebanalne, emocjonujące i nowoczesne seriale sensacyjne i kryminalne. No chodzi bowiem tylko o to, aby zanęcić pomysłem, choćby najbardziej intrygującym – tu trzeba błyskotliwej realizacji, zabawy powoli odkrywaną tajemnicą, realnego tła, które uwiarygodni fikcję, charakterystycznych bohaterów, którzy działają zaskakująco. Potrzebny jest dynamiczny montaż, błyskotliwy dialog, umiejętne operowanie ciszą, muzyką. Podobna zasada tyczy się i pewne samego kina akcji, od którego wymaga się równie wiele: kochamy przecież nie tyle sceny pirotechniczne, których w tym gatunku jest wiele, ale przede wszystkim ceni się dobrze skonstruowanych bohaterów żyjących i działających w niezwykłych okolicznościach przyrody i brawurowo walczących – nie tylko pięściami, ale i mózgiem – z niestandardowo pokazanymi bad guyami. “The international”, ostatnie Bondy, Bourne z Damonem i wiele innych akcyjniaków takimi właśnie są.

“Homeland” jest więc ucieleśnieniem tego, co Jankesi potrafią zrobić z pewnymi szablonami, o których istnieniu zdaje sobie każdy serialowy oglądacz. Ale powyższe wspomniane cechy to jedynie szkoła podstawowa scenopisarstwa. Musi zaistnieć coś ekstra, jakaś wartość dodana, która może stać się podstawą sukcesu – musi to być choć jedna cecha, która zadziała jak najlepszy dopalacz. Każdy dobry serial ma to znane coś, co odróżnia od całej reszty. “Six Feet Under” miał myśl, “The Wire” miał policyjny realizm, “Z archiwum X” mitologię, “Firefly” przygodę itd. Często ciężar serialu spada na barki aktorów, bo, jakby nie było, bez ich talentu, nieprzeciętności i odwagi telewizyjne przedstawienia nie byłyby takie, jak są.

HISTERIA, CZYLI JULIA MA NOWEGO ROMEO

“Homeland” ma Claire Danes. Ma oprócz niej oczywiście dobry scenariusz, który zaskakuje i który buduje ogólną solidność tej produkcji. Ma także wszystkie gatunkowe zalety, o których już wspomniałem. Ma też znakomitego Damiana Lewisa. Ale to postać Carrie Mathison robi różnicę i winduje “Homeland” zdecydowanie wyżej niż można by oczekiwać. Bez jej rozbieganych oczu, które raz świdrują oponentów na wylot, innym razem chowają się przed wzrokiem innych; bez jej żywiołowości, nieokrzesania, pewności siebie; i odwrotnie: bez jej stanów depresyjnych, zagubienia i introwertyczności “Homeland” nie byłby tym samym serialem. Claire Danes stworzyła postać ikoniczną dla osobowości bipolarnej, czyli łączącej w sobie skrajnie odmienne cechy charakteru, podporządkowane często odpowiedniemu momentowi, chwilowym emocjom. To postać nieprzewidywalna, krocząca odważnie po granicy normalności i choroby psychicznej. Namiętność może w jednej chwili stać się ekstazą, niechęć – nienawiścią. Claire Danes doskonale oddaje tę złożoność – oczami, gestami, sposobem wypowiadania słów, wyrzucania z siebie uczuć. Jest w tym tak charakterystyczna, tak cudownie autentyczna, że nic, tylko bić pokłony, zachwycać się kunsztem i odwagą. W telewizyjnym świecie zdobyła już zasłużoną nagrodę za najlepszą rolę żeńską, a jej sposób odgrywania tej postaci szybko został sparodiowany, co można poczytać wyłącznie jako formę docenienia kreacji.

*

Co dalej z “Homeland”? Nie mam pojęcia. Serial jak zwykle pozostawia otwartą furtkę dla wielu domysłów, choć w kwestii tajemnic wszystko na pierwszy rzut oka zostało odkryte, przynajmniej jeśli chodzi o głównych bohaterów. Jeśli to zmyłka – a pewnie tak jest – twórcy spróbują wrzucić widzom coś na żer, czyli odkryć coś, co jeszcze jest tajemnicą. Prawda leży daleko – głosiło hasło w takim jednym serialu. I tego się trzymajmy. We wrześniu 2013 “Homeland” startuje z trzecią odsłoną

Rafał Oświeciński

Rafał Oświeciński

REDNACZ at FILM.ORG.PL
Celuloidowy fetyszysta.
Kino istnieje nie tylko dla rozrywki. Powinno budzić emocje. Powinno szokować ibulwersować. Powinno bez skrupułów zmuszać mózg i serce do wytężonej pracy. Dlatego wolę nieudane eksperymenty od udanych średniaków tworzonych od linijki.
Rafał Oświeciński











Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Urwany Film #24 - Primer

Następny tekst

Pierwszy plakat do "Wałęsy"



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE