search
REKLAMA
Wywiad

Rozmawiamy z Łukaszem Sychowiczem, wiodącym scenarzystą THE OFFICE PL

„Nigdy nawet nie myślałem o tym, że coś takiego w ogóle będzie powstawało w Polsce, a tym bardziej, że ja będę w tym uczestniczył” – mówi nam Łukasz.

Paulina Zdebik

30 października 2021

REKLAMA

Rozmawiamy z Łukaszem Sychowiczem, który we współpracy z Mateuszem Zimnowodzkim oraz Jakubem „Muflonem” Rużyłło przekuł swoją miłość do formatu The Office w scenariusz polskiej wersji serialu.

Na planie The Office PL, jeszcze podczas zdjęć, zapytałam cię o to, dlaczego będzie to dobry serial. Teraz, kiedy wszystko zostało już nakręcone i zmontowane, chciałabym zapytać, jak oceniasz efekt końcowy – czy faktycznie wyszedł z tego dobry serial?

Naprawdę nie mnie oceniać. I to nie jest z mojej strony wymigiwanie się od odpowiedzi, tylko człowiekowi, który jest tak blisko przez tak długo, który pisał to i tworzył, straszliwie ciężko jest o jakikolwiek dystans i ocenę. Ale dlaczego mógłby być dobry, a może nawet jest? Wszystkie składowe: pewnie w miarę spoko scenariusz, aktorzy, reżyser, cała ekipa, dobra energia… To składa się na szansę, żeby powstało coś fajnego, i mamy nadzieję, że tak się w tym przypadku stało.

 A jak oceniasz to, w jaki sposób napisane przez ciebie scenariusze zostały przeniesione na ekran?

Nie powinno się zadawać takiego pytania scenarzyście, bo nie znam scenarzysty, który byłby zadowolony z finalnego efektu… Trochę sobie oczywiście żartuję. Ale tylko trochę. Oceniam naprawdę pozytywnie, nasza współpraca przebiegała bardzo dobrze: jest scenariusz, są aktorzy, jest reżyser, jest rozmowa, praca, realizacja, montaż – i to naprawdę fajnie wszystko przebiegało i jestem z tego bardzo zadowolony.

Masz w głowie pomysły na kolejne sezony?

Staram się nie mieć, bo gdybym uruchomił to myślenie, to bym nie mógł robić innych rzeczy, które obecnie robię. Może zaraz padnie informacja o kolejnych sezonach i trzeba będzie to myślenie włączyć, ale dopóki nie trzeba, to nie myślę, bo bym się nie mógł od tego uwolnić.

Jesteś gotowy zmierzyć się falą hejtu? Na pewno są fani The Office, którzy nie zgodzą się z tym, że The Office PL w ogóle powstało.

Malutką rzeczą, która może troszeczkę ten hejt zmniejszyć, jest to, że my napisaliśmy swoje scenariusze – inspirowane, ale jednak własne. Mamy swoje postaci, które są tylko w jakimś stopniu podobne, więc to wytrąca jakąś tam broń – ale oczywiście tylko trochę. Wszystko, co się teraz robi na świecie, dotyka jakiś tam hejt, ten serial też, bo wiadomo, z czym się mierzymy. Jak powiedział Spider-Man: „Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność”. Czy jestem na to gotów na hejt? Okaże się. Ale ja to specjalnie się nie przejmuję takimi rzeczami. Póki wszyscy jesteśmy zdrowi, to takie rzeczy jak hejt niespecjalnie mnie obchodzą – mam nadzieję.

A po co właściwie robić polską wersję tak kultowego serialu, jakim jest The Office?

Chcieliśmy po prostu zrobić fajny serial komediowy, a to, że jest to The Office, sprawia, że na starcie jest o tym głośno i serial ma szansę być popularny, szeroko pójść i być oglądany. Z tym się oczywiście wiąże ogrom oczekiwań. Ale coś za coś, musimy wziąć to na klatę, jeśli chcemy wystartować z mocną marką i nazwą.

W którym momencie swojego życia czy też swojej przygody z The Office pomyślałeś: napiszę scenariusz do polskiej wersji?

W żadnym. Nawet jak dostałem telefon i zostałem poproszony o to, żeby to zrobić, to powiedziałem: „nie, po co?”. Ale później zaczęliśmy rozmawiać, zebrała się fajna ekipa i zaczęło wyglądać na to, że może to jednak ma sens, może jednak się udać. Będąc kosmicznym fanem przez lata, nigdy nawet nie myślałem o tym, że coś takiego w ogóle będzie powstawało w Polsce, a tym bardziej że ja będę w tym uczestniczył.

Jak to się stało, że to akurat ty zostałeś o to poproszony?

Dorota [Kośmicka-Gacke, producentka – przyp. red.] wiedziała, że jestem fanem The Office i że umiem pisać komediowo, tak jak reszta chłopaków: Kuba Rużyłło  i Mateusz Zimnowodzki [współscenarzyści The Office PL – przyp. red.], więc myślę, że z komediowego punktu widzenia zwróciła się do nas, bo już pewne rzeczy robiliśmy wcześniej razem. Zaczęliśmy to pisać, okazało się, że idzie dobrze, i wyszło.

W tym momencie, ku świadomości naszych czytelników, musimy zaznaczyć, że mówiąc o tym, jak wielkim jesteś fanem The Office, masz na myśli wersję amerykańską. Jaki jest twój stosunek do oryginalnego, czyli brytyjskiego serialu?

Stosunek mam super fajny, aczkolwiek dla mnie to jest nie do porównania z racji chociażby objętości. Brytyjskie The Office ma kilkanaście odcinków, a amerykańskie 201 chyba dokładnie. Gdybyś skończył amerykańską wersję po kilkunastu odcinkach, byłaby bliższa brytyjskiej, niż jest po 200.

Najpierw widziałeś The Office UK czy The Office US?

Najpierw chyba widziałem brytyjskie, ale pokochałem amerykańskie. Rozumiem wyznawców brytyjskiego, rozumiem, że to jest oryginalne, postać Davida Brenta jest bardziej brudna i chamska, a świat bardziej szary, ale dla mnie oryginalną wersją – jak to obrazoburczo mówię – jest amerykańska wersja.

Czyli jeśli chodzi o czerpanie inspiracji do polskiej wersji serialu, to bliżej nam do The Office US?

Na pewno. Chociaż, jak rozmawialiśmy o tym z BBC, to oni na początku mówili: wam pewnie w Polsce to jest bliżej do brytyjskiej wersji. Mieli wyobrażenie, że bliżej nam będzie do brytyjskiego brudu, syfu, szarości. Ale my, wszyscy scenarzyści, jesteśmy bardziej związani z amerykańską wersją, więc pisząc, na pewno to właśnie ją bardziej mieliśmy w głowach.

A pomijając kwestię twoich osobistych preferencji, jak myślisz, do rzeczywistości z której wersji jest bliżej polskiej mentalności?

Pewnie tak na szybko to bardziej do brytyjskiej, tam jest jeszcze większy dół i szarość, ale to była kwestia wyboru. Przeciętnemu Polakowi pewnie bliżej jest do Davida Brenta niż do Michaela Scotta. To jest kwestia wyboru: nie to, że dobrego czy złego, tylko po prostu pójścia w którąś stronę. Aczkolwiek też nie do końca, bo scenariusze są oryginalne, więc nie jest tak, że musieliśmy się zdecydować: okej, to wybieramy między amerykańskimi a brytyjskimi scenariuszami i je adaptujemy.

Na ile BBC miało wpływ na to, jak wygląda The Office PL?

Wszystko musieli zatwierdzić: postaci, pomysły na odcinki i przebieg sezonu, później scenariusze, aczkolwiek od początku dali nam sporo wolności i od początku podobało im się to, co dostają, więc de facto nie było z ich strony za wielu uwag czy ograniczeń. Na początku przedstawili nam kluczowe punkty The Office, coś jakby DNA tego serialu, czyli na czym opiera się jego sukces. Po pierwsze: szef, który jest, jaki jest, oraz kamera, która jest dla niego paliwem rozniecającym w nim jeszcze większy pożar. Po drugie: „office life”, czyli codzienna nuda, to, że tam się za dużo nie dzieje i nagle pojawia się przykładowa plama na ścianie i to staje się tematem odcinka; to, że komedia bierze się z tej nudy tam siedzącej. No i oczywiście, po trzecie i bardzo ważne, jeśli serial ma być długowieczny: wątek miłosny, jak we wszystkim, czyli tutaj nasi Asia i Franek. Powiedzieli, żeby tym się bawić, ale nie przegrzewać, żeby za szybko tego nie spalić.

Mówisz, że zapoznali się ze scenariuszem, jak rozumiem, widzieli też potem wszystkie odcinki – jaki jest ich stosunek do tego, co powstało?

Są bardzo zadowoleni. Słyszałem nawet, że powiedzieli, że to najlepsza adaptacja, jaką widzieli.

Pozostaje liczyć na to, że skoro Michałowi Holcowi z Siedlec udało się podbić serca w BBC, powinien poradzić sobie również z polską widownią. Pisząc scenariusz, mieliście kogoś konkretnego w głowie do kluczowej w tym formacie roli szefa? Czy od początku było wiadomo, że będzie to Piotr Polak?

Jak pisaliśmy pilot, to wyobrażaliśmy sobie bardziej Michała Milowicza. Żartuję. Pisząc pilota, nie wiedzieliśmy, kto będzie grał. Nie pamiętam, w którym momencie już wiedzieliśmy, że to jest Piotrek – nie pamiętam, czy to było po napisaniu całości, czy w trakcie. Ale finalnie Piotrek wbił się w garnitur Michała Holca i zrobił świetną robotę.

Jako scenarzyści mieliście jakiś wpływ na dobór obsady?

Przy castingach wszyscy gdzieś tam byliśmy i dyskutowaliśmy. Oczywiście to nie my jako scenarzyści finalnie decydowaliśmy o tym, komu przypadnie rola, ale tak, uczestniczyliśmy w castingach, oglądaliśmy zarówno aktorskie nagrania self-tape, jak i zdjęcia próbne.

Myślisz, że Michałowi Holcowi udaje się dorównać charyzmą Michaelowi Scottowi?

Porównywać to na pewno nie ma co, bo myślę też, że Piotrek w życiu nie chciałby robić drugiego Michaela Scotta – to byłoby samobójstwo. Tu chodziło o to, żeby znaleźć swoją dróżkę, grając troszeczkę podobną postać, albo nawet i troszeczkę więcej niż troszeczkę, ale zrobić to po swojemu. Ale jeśli pytasz, czy Piotrka jako Michała da się pokochać, to moja odpowiedź brzmi: oczywiście, że tak, myślę, że wzbudza sporą sympatię.

W twoim wypadku była to miłość od pierwszego wejrzenia czy musiałeś się przekonywać?

Musiałem się przekonywać, ale takie jest całe The Office. Jestem ogromnym wyznawcą amerykańskiego The Office, jest ono dla mnie niczym biblia, ale to też nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. To jest taki format, taki rodzaj komedii, że trzeba obejrzeć trzy, cztery, pięć – to już zależnie od człowieka – odcinków, żeby w to wejść i wtedy ewentualnie sobie powiedzieć, czy się to lubi, czy nie, ale to jest właśnie fajne. Większość rzeczy, do których trzeba trochę, nie mówię, że dojrzeć, ale jakoś tam się z nimi otrzaskać i dopiero po jakimś czasie wychodzi, że to jest fajne – to są właśnie te najtrwalsze rzeczy. Fajne są albumy, o których dopiero po którymś przesłuchaniu myślisz sobie: to jest genialne. Z kolei często te, o których po pierwszym przesłuchaniu myślisz: to jest świetne, to za chwilę ci się nudzą i odpadają. Więc jak coś wymaga czasu i okazuje się, że ten czas był dobrze zainwestowany, to ma to dużą wartość, a takie właśnie jest The Office – a tak mi się przynajmniej wydaje.

Dziękuję za rozmowę.

Paulina Zdebik

Paulina Zdebik

Z urodzenia gdańszczanka, z miejsca zamieszkania - katowiczanka, paryżanka, a aktualnie warszawianka. Studentka Szkoły Filmowej im. Krzysztofa Kieślowskiego Uniwersytetu Śląskiego. Na planach zdjęciowych najlepiej odnajduje się w pionie reżyserskim bądź kostiumowym. Oprócz tworzenia filmów, bardzo lubi też o nich pisać. Wielka fanka Mechanicznej pomarańczy, Xaviera Dolana, Yorgosa Lanthimosa, francuskiej Nowej Fali oraz... horrorów. Kontakt: paulinazdebik@wp.pl.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA