search
REKLAMA
Wywiad

JEDENASTA EDYCJA JAK PIERWSZA. Rozmawiamy z organizatorami Festiwalu Kamera Akcja

Tomasz Raczkowski

8 października 2020

REKLAMA

Tomasz Raczkowski: Na ile wykorzystujecie ten w pewnym sensie komfort, że jesteście w październiku, ogólnie na jesieni, podczas gdy całkiem sporo wydarzeń, które były zaplanowane na wiosnę czy lato, zostało odwołanych czy bardzo szybko musiało zmieniać swoje formuły – czy śledziliście inne wydarzenia, jak np. Wiosna Filmów Online? Na ile uczyliście się na ich doświadczeniach czy błędach, które się tam pojawiały?

Malwina Czajka: Bardzo. Obserwowaliśmy w zasadzie wszystko, nie tylko Polskę, ale też świat. Właściwie każda impreza, nie tylko nominalnie festiwal filmowy, była naszym punktem obserwowania, co kto jak robi – wszystko związane z kulturą, warsztatami, spotkaniami czy pokazami filmowymi. Stąd właśnie decyzja o naszej platformie i stąd kolejna decyzja o tym, że wydarzenia i rozmowy z twórcami będą streamingowane tylko w tym jednym miejscu. Wszystko to wynika z tego, że uczestniczyliśmy we wszystkich możliwych wydarzeniach – i w markecie Cannes, i w Wiośnie Filmów, i w Krakowskim Festiwalu Filmowym, byliśmy w stałym kontakcie z Kinem Na Granicy i pytaliśmy się ich też o ich decyzje i obserwowaliśmy, jak oni sobie radzą w tej sytuacji… Oczywiście dla nas to przerzucenie się wszystkich wiosennych wydarzeń na jesień też jest trudne, bo to ogromne wyzwanie. Nie jesteśmy jakimś wielomilionowym wydarzeniem, które ma dosyć dużą swobodę, tylko działamy na bardzo specyficznej formie opartej na tym, że w cztery dni kumulujemy to, co się wcześniej wydarzało. A to, co się wcześniej miało wydarzać, częściowo dzieje się później, więc jest to cały czas dla nas duże wyzwanie, także to, co inni robią. Ale staramy się widzieć plusy. Śmiejemy się też, że to, ile trzeba było w tym roku pokonać przeszkód, to jest dla nas standard, bo zawsze mamy dużo wyzwań i też jesteśmy bardzo dużym wydarzeniem. Właściwie co roku czekały na nas bardzo duże rewolucje, jak nie przenoszenie się z miejsca na miejsce (ponieważ zmieniamy średnio co trzy lata miejsce festiwalowe), to to, że w pierwszych latach byliśmy w zupełnie innych terminach czy właśnie kłopoty z dofinansowaniami… To są takie czynniki, które sprawiają że mam wrażenie, że my jako Kamera Akcja żyjemy w permanentnej zmianie i funkcjonowaniu „na alarmie”, w którym dziś znaleźli się wszyscy, więc pod pewnym względem dla nas myśl „ojej, znowu mamy jakąś przeszkodę” to było „OK, teraz pandemia, spoko, lecimy dalej, wymyślmy coś z tym”.

Przemysław Glajzner: Ja jeszcze dodam do tego uczenia się na przykładach innych, że bardzo nam też zależało i zależy, żeby ta internetowa część była w jakimś sensie alternatywą centrum festiwalowego. Zależy nam bardzo na estetyce, żeby to wszystko, co dzieje się na festiwalu, było zaprezentowane w taki atrakcyjny sposób właśnie przez platformę, żeby chciało się w tym uczestniczyć. Właśnie te różnego typu doświadczenia, przede wszystkim wspomniany przez Malwinę market w Cannes, był momentem, w którym sprawdziliśmy, czy da się obejrzeć pięć filmów dziennie w takim właśnie stylu i rytmie festiwalowym, wziąć udział w panelu dyskusyjnym, bo tam też było tego mnóstwo. Mam wrażenie że po tym byliśmy jakoś pozytywnie nastawieni do pomysłu, bo okazało się, że da się to zrobić, mimo że jest to męczące. Ale był to czas bardzo dobrze spędzony i pozytywnie zapamiętany.

Malwina Czajka: Korzystamy też z wiedzy naszych gości, podpytujemy ich – np. Ewa Puszczyńska podpowiedziała nam, w jaki sposób Hollywood Reporter rozwiązywał taką mniej stresogenną formę case study. Łukasz Dzięcioł też nam podpowiadał, więc cały czas jesteśmy w stałym kontakcie, również z ludźmi, którzy jeżdżą, rozmawiamy i jesteśmy otwarci na wszystkie sugestie, żeby to zebrać i wybrać to, co dla naszej formy festiwalu jest najlepsze. Bo to też nie znaczy, że to, co my wybieramy, to jest najlepsze dla wszystkich. Mamy swoją specyfikę, więc w tej swojej specyfice staramy się poruszać.

 

Tomasz Raczkowski: Zwróciłaś uwagę już niejeden raz, że Kamera Akcja jest wydarzeniem specyficznym, które ma swoją tożsamość zbudowaną przez lata, a opierającą się mocno na byciu wspólnie w jednym miejscu. I chyba jednym z większych wyzwań dla was jest zachowanie tej tożsamości w momencie, kiedy jest forma hybrydowa. Rozumiem, że własna platforma VOD ma m.in. taki cel?

Przemysław Glajzner: Jak najbardziej tak. Pomysł był taki, żeby nasza platforma pełniła funkcję centrum festiwalowego, gdzie rzeczywiście można np. podyskutować w gronie uczestników, zostawić komentarz pod filmem, podczas warsztatów spotkać się z prowadzącymi, generalnie żeby był aspekt rozmowy i wszystko było estetycznie zrobione w taki zachęcający sposób. To są właśnie usilne próby utrzymania tej tożsamości, którą mamy. Ale jesteśmy też świadomi wartości spotkania na miejscu i mamy nadzieję, że to jest tylko ten jeden rok przerwy, zmiany, a potem chcielibyśmy jak najszybciej powrócić do rzeczywistości i kontynuować już sytuację, którą przez 10 lat budowaliśmy. Chociaż ponieważ serwis VOD z nami zostanie, to nadal może pełnić w przyszłości taką funkcję rozszerzenia naszej działalności, np. dla osób, które nie dojeżdżają na nasz festiwal do Łodzi.

Tomasz Raczkowski: Przejdźmy teraz może do programu. Wspomnieliście już, że dużo się zmieniło w kalendarzu festiwalowym, wiele wydarzeń zostało odwołanych lub przeniesionych na jesień. Czy jest to dla was jakaś okazja, choćby pod tym kątem, że nawet jeśli nie trafiły do programu inne filmy, niż trafiłyby w normalnej sytuacji, to niektórych pokazów nie poprzedza ten letni przebieg festiwalowy? Czy obecna sytuacja dużo zmieniła w kontekście samej konstrukcji programu?

Przemysław Glajzner: To jest tak, że my nigdy nie ścigaliśmy się z innymi festiwalami na premiery. Zawsze chcieliśmy budować atrakcyjny program w oparciu o te tytuły, do których mieliśmy przekonanie, oczywiście te, które są w danym okresie po prostu dostępne. Przez cały rok szukamy filmów, które można zagrać. Udało nam się jeszcze być na festiwalu w Berlinie w tym roku, odbył się festiwal w Sundance… Tych tytułów trochę się pojawiło, również takich, których nie udało nam się pokazać w zeszłym roku. Każdy festiwal, jak myślę, też się boryka z tymi problemami, że nie da się tego programu zbudować tak szeroko jak zwykle, bo wachlarz możliwości nie jest tak duży. Ale wydaje mi się, że jak powiedziałeś, możemy zrobić to inaczej, skorzystać z możliwości, których wcześniej nie mieliśmy – to też są kwestie licencyjne, ograniczające, co można pokazywać online, a co offline – i to próbujemy mocno wykorzystać. Mamy bardzo atrakcyjny program filmowy, to jest utrzymane z poprzednich lat. To nie jest tak, że w programie pojawiły się tytuły, które możemy pokazać, ale niekoniecznie chcemy. Takich kompromisów nie było, zbudowaliśmy to w pełnej świadomości i pełnym przekonaniu. Mamy więc tytuły właśnie z Berlina, Złotego Niedźwiedzia (Zło nie istnieje), mamy premierę, o którą chcieliśmy walczyć jeszcze przed pandemią, czyli Sole Carlo Sironiego, która jest łódzką koprodukcją. Mamy fantastyczny film z Wenecji Tylko zwierzęta nie błądzą Dominika Molla, który był z nami po Wenecji ubiegłorocznej; Babyteeth, które pojawiło się w kinach, ale właściwie z bardzo niskim zainteresowaniem publiczności, bo to był zły czas, więc my też go pokażemy i przywołamy, ponieważ to był tytuł z Wenecji bardzo nam bliski. Różnego typu sekcje, bo jak zawsze zresztą staramy się, żeby oprócz Krytycznych Premier, tych filmów, które są pokazywane przedpremierowo albo niedostępne w dystrybucji polskiej, pojawiła się także Klasyka Krytyka. I tutaj mamy spotkanie z kinem amerykańskim, to są lata 40., 50., 60., więc wydaje mi się, że to też bardzo ciekawie wygląda… No i kino współczesne pojawia się w takiej fajnej formule, Jonathan Glazer ze swoimi filmami online, więc jeżeli ktoś jego tytułów nie widział, to będzie miał naprawdę fajne cztery dni z jego kinem. Jestem przekonany, że ten program jest na tyle atrakcyjnie zbudowany, że tutaj nie cierpieliśmy, ale na pewno trzeba być świadomym, że namnożenie festiwali filmowych w jednym czasie nie ułatwia nam sprawy. Aczkolwiek jeszcze jakiś czas temu wydawało mi się, że będzie jeszcze gorzej.

Avatar

Tomasz Raczkowski

Antropolog, krytyk, praktyk kultury filmowej. Entuzjasta kina społecznego, brytyjskiego humoru i horrorów. W wolnych chwilach namawia znajomych do oglądania siedmiogodzinnych filmów o węgierskiej wsi.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA