Connect with us

Szybka piątka

Filmy, które POWINNY dostać sequel

Odkryj, które FILMY powinny dostać sequel! Poznaj produkcje, które zasługują na kontynuację w świecie kina pełnym niespodzianek.

Published

on

Filmy, które POWINNY dostać sequel

Choć w Hollywood co rusz produkowane są kontynuacje kinowych przebojów, niektóre filmy albo w ogóle nie dostały sequela, albo stały się częścią zakończonej już serii. W tej edycji „Szybkiej piątki” piszemy o produkcjach, których kolejne odsłony chętnie byśmy zobaczyli.

Advertisement

Łukasz Budnik

  1. Hulk – niektórzy twierdzą, że swego rodzaju kontynuacją Hulka Anga Lee był The Incredible Hulk należący do MCU, ale w ogóle nie mogę się z tym zgodzić choćby ze względu na fakt, że wypadek w laboratorium w obu produkcjach wygląda zupełnie inaczej.

    W każdym razie bardzo chciałbym zobaczyć pełnoprawny sequel Hulka z Erikiem Baną, bo to jedna z moich ulubionych produkcji opartych na komiksie, która ujmuje mnie eksperymentalną formą i skupieniem się na psychice oraz rozterkach Bruce’a Bannera. Dziś tak odmienna interpretacja mogłaby zostać należycie doceniona.

  2. The Social Network – film z 2010 roku pokazał, że David Fincher i Aaron Sorkin to wspaniały duet. Bardzo bym się ucieszył, gdyby postanowili zrealizować kolejną część opowieści o Zuckerbergu i rozwoju Facebooka.

    Mogę sobie tylko wyobrazić, jak wspaniałą sekwencją byłaby scena przesłuchania w Kongresie USA, podparta genialnymi dialogami Sorkina i techniczną maestrią Finchera.

  3. Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera – lubię styl Snydera i odpowiada mi jego interpretacja komiksów DC, a że Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera zostawia otwartą furtkę na sequele (które pierwotnie miały zresztą powstać i miały swój zarys fabularny), mogę tylko czekać na ewentualne efekty akcji #RestoreTheSnyderVerse.
  4. Trylogia Before – z jednej strony zdaję sobie sprawę, że trylogia Linklatera jest wspaniała w takiej formie, w jakiej istnieje dziś, z drugiej jestem pewny, że reżyser wraz z Ethanem Hawke’em oraz Julie Delpy nie zawiódłby i stworzył kolejny znakomity film mądrze opowiadający o związkach. W 2023 roku minie 10 lat od premiery Przed północą – może to dobra okazja, by sprawdzić, co słychać u Celine i Jessego?
  5. Pewnego razu… w Hollywood – choć ostatni film Tarantino podzielił widownię, sam byłem nim zachwycony (a fragmenty z Cliffem Boothem jeżdżącym po ulicach LA z muzyką z lat 60. w tle mógłbym oglądać godzinami). W związku z tym, że Tarantino w końcówce filmu zmienił bieg historii, bardzo chciałbym zobaczyć jego wizję świata kina, w którym Sharon Tate przeżyła, a Rick Dalton – zapewne – stał się gwiazdą filmową, która współpracowała m.in. z Romanem Polańskim.

Odys Korczyński

  1. Sok z żuka – wiem, że dla wielu miłośników jakakolwiek kontynuacja historii bez Michaela Keatona nie ma sensu, ale po tylu latach można by zaryzykować nie tylko sequel, ale i zupełnie nową wersję. Michael Keaton oczywiście mógłby się pojawić np. jako mentor nowego antagonisty.
  2. Wielka draka w chińskiej dzielnicy – niesprawiedliwe, że taka postać jak Jack Burton nie doczekała się jakiejś szerszej formy docenienia w postaci np. drugiej części czy też całej serii filmów. Komiks pt. Big Trouble in Little China: Old Man Jack to jednak za mało, żeby docenić Burtona. Mam nadzieję, że kiedyś się doczekam rozwinięcia uniwersum.
  3. Interkosmos – niestety zestarzała się nam ta kultowa komedia dość paskudnie. W tym przypadku przydałby się nie tylko sequel, ale i remake.

    Z dobraniem kogoś za Martina Shorta mógłby być problem, ale za to jakie dzisiaj są możliwości zwizualizowania wnętrza ludzkiego ciała.

  4. Krull – zapomniany, funkcjonujący w coraz starszej świadomości fanów lat 80., dość już dzisiaj słaby technicznie, lecz znakomity pod względem treści film z gatunku przygodowego fantasy. Jeśli nie sequel, to chociaż coś w podobnym klimacie, zrealizowane na przekór współczesnej modzie na science fiction.
  5. Powrót do przyszłości – tak jak Jakub Piwoński poniżej, Powrót do przyszłości 4 brałbym w ciemno, ale pewnie bym się rozczarował, bo w ogóle myśląc o kontynuacji, chyba nie do końca jesteśmy świadomi, jak bardzo kultowość tej produkcji scaliła się z biegiem lat z Michaelem J. Foxem i Christopherem Lloydem. Nawet jeśliby jakimś cudem wymyślono sensowny pomysł na kontynuacje, to kto by w niej zagrał?

Filip Pęziński

  1. Han Solo – najlepsza odsłona Gwiezdnych wojen stworzonych przez Disneya. Oparta na świetnych bohaterach, ekscytującej akcji i pasji kina Nowej Przygody. A przy tym z pełnym potencjałem na sequele, szczególnie że pozostawił kilka otwartych wątków, które śmiało można byłoby rozwijać w kolejnych odsłonach. Słaby wynik finansowy i chłodny odbiór publiczności na to jednak raczej nie pozwoli.

    Może w serialowym Lando uda się dopisać kolejne rozdziały do historii młodego Hana Solo i bohaterów z jego solowego (hehe) filmu.

  2. Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera – niesamowity splot wydarzeń, który doprowadził do realizacji tego filmu, rozbudził mój apetyt na więcej. W końcu Snyder planował realizację jeszcze dwóch rozdziałów swojej superbohaterskiej sagi. A zatem mocno kibicuję akcji #RestoreTheSnyderVerse.
  3. Maska – kultowy film z lat 90. mógł być pięknym otwarciem serii.

    Oczywiście, powstał żenujący Syn Maski, ale osobiście oczekiwałbym pełnoprawnego sequela z ukochanymi bohaterami. Nawet dziś chętnie dowiedziałbym się, co słychać u Stanleya Ipkissa i Tiny Carlyle.

  4. John Carter – kultowa seria książek została w bardzo sprawny sposób przeniesiona przez Disneya na wielki ekran. Przygody Johna Cartera to jeden z ojców chrzestnych gatunków space opery, więc rozrywkowy magnat bez wątpienia liczyć mógł na to, że filmem rozpocznie cały cykl na miarę chociażby Piratów z Karaibów. Był na tyle pewny siebie, że postawił na otwarte zakończenie.

    Niestety, nigdy nie poznaliśmy dalszych losów Cartera i pięknej księżniczki z Marsa. Wynik finansowy jedynki zwyczajnie na to nie pozwolił.

  5. Nowi mutanci – szalenie zdziwiły mnie negatywne recenzje filmu. Mnie Nowi mutanci przypadli do gustu i chętnie zobaczyłbym dalsze ich przygody, szczególnie że film jawi się niemal jak pilot serialu, który aż prosi się o dalszy ciąg.

Jakub Piwoński

  1. Piąty element – szkoda, duża szkoda, że ten barwny świat stworzony przez Luca Bessona nie otworzył przed nami kolejnego rozdziału. Teraz już jest na to za późno, bo Bruce Willis odcina kupony od kariery, na dobre gnieżdżąc się w kinie klasy B, ale był moment, że sequel Piątego elementu przyjąłbym z otwartymi ramionami.

    Podobnie mam z Valerianem od Bessona – niedoceniony film, ze sporym potencjałem na kontynuację.

  2. Constantine – może to właśnie ten moment? Może właśnie teraz, u szczytu popularności Keanu Reevesa, możliwe będzie nakręcenie dalszych losów jego wersji Johna Constantine’a? Coś tam ptaszki ćwierkają, niby producenci wyrażają zainteresowanie, jeden z aktorów z filmu coś przebąkuje, ale nic oficjalnego jeszcze nie padło. Nie ma się nad czym zastanawiać, fala wznosząca w karierze Keanu może w końcu opaść.
  3. Serenity – kto sympatyzuje z science fiction, a zwłaszcza jego przygodowym wydaniem w postaci różnej maści space oper, ten zapewne miał styczność z serialem Firefly i jego filmową wersją Serenity.

    Gorycz związana z brakiem kontynuacji tych projektów jest wciąż żywa w moim sercu i sercach wielu fanów. Ostatnio Nathan Fillion dobił do pięćdziesiątki. Może jeszcze nie jest za późno, by zebrać ekipę kultowego statku kosmicznego po latach i razem z Jossem Whedonem raz jeszcze polecieć w kosmos?

  4. Powrót do przyszłości – wiem, że kompletnie nie jest to możliwe, raz z racji wieku aktorów głównych, dwa z racji krępującej Michael J. Foxa choroby, a trzy z racji dość kompletnego zakończenia trzeciej części. Ale jeśli pytacie mnie, jaki sequel hitowego SF chciałbym zobaczyć, bez względu na możliwości, bez względu na sens i warunki, to ja brałbym w ciemno Powrót do przyszłości 4.

    Na remake bym się obraził, ale sequel wsparty młodszymi aktorami i dobrymi efektami specjalnymi – to mogłoby zadziałać.

  5. Warcraft – wpływy ze świata zmazały kiepskie przyjęcie w samych Stanach Zjednoczonych. Choć pieniądze się zgadzają i nie da się mówić o filmie Duncana Jonesa jako o klapie, wielu wciąż jako taką Warcrafta traktuje. Sequel (niejeden) mógłby w końcu raz na zawsze zamknąć usta krytykom, pokazując, jak ciekawym, bogatym, różnorodnym światem fantasy jest Azeroth. Gracze wiedzą to od dawna.

Tomasz Ludward

  1. Forrest Gump – w książkowym sequelu Forrest na powrót odhacza kolejne przełomowe momenty w historii Stanów Zjednoczonych (na przykład urozmaica recepturę coca coli). Sam Eric Roth jednak porzucił pomysł kontynuowania przygód ulubionego bohatera Ameryki zaraz po atakach z 11 września, uważając, że realizacja filmu nie ma już sensu. W sferze domysłu pozostaje, co by było gdyby Roth jednak ukończył scenariusz oparty tylko częściowo na powieści.

    Jednym z wątków, który miał się znaleźć w filmie, jest ten z Markiem Zuckerbergiem. Forrest spotyka go i w swoim stylu oznajmia uczciwie, że świetnym pomysłem byłaby książka ze zdjęciami osób, które stałyby się twoimi znajomymi.

  2. Dzień świstaka – być może „przeżyjmy to jeszcze raz” nie jest najbardziej trafnym argumentem za stworzeniem sequelu tego kultowego dzieła. Ale spójrzmy prawdzie w oczy – Billa Murraya i Andie MacDowell nigdy za wiele. Dla aktorki to mógłby być jeden z tych wielkich comebacków, dla Murraya, cóż, kolejny nieskończenie długi dzień.

    Co ciekawe, Dzień świstaka dostał nowe życie pod postacią gry wideo oraz opery. Wydaje się, że niewiele zabrakło, byśmy mogli obejrzeć go po raz kolejny i kolejny, i kolejny.

  3. Zaklęte rewiry – gdyby tylko zmienić historyczne podłoże, Zaklęte rewiry mogłyby dziś opowiadać o popularnych restauratorach, ich bolączkach i patologiach czających się na kuchennym zapleczu. W samym środku wydarzeń znalazłby się szanowany właściciel ekskluzywnego warszawskiego lokalu walczącego o gwiazdkę Michelin. A zatem – czy stara szkoła gastronomii stawi czoła blogerom i food truckom?
  4. Speed (pełnoprawny sequel) – powiało nostalgią, ale czy kolejny autobus, mknący po ulicach metropolii, nie byłby dobrym pomysłem? Od tamtej pory Keanu nabrał nie lada wprawy z radzeniu sobie z oprychami, więc poprzeczka trudności musiałaby być zawieszona jeszcze wyżej. Pozostaje jedno zasadnicze pytanie: co na to Sandra Bullock?
  5. Déjà Vu – ten odrobinę zapomniany akcyjniak od nieodżałowanego Tony’ego Scotta zasługuje na kontynuację, której podjąć mógłby się Doug Liman.

    Z technologicznego punktu widzenia podróże w czasie oraz zaawansowane systemy inwigilacji mogłyby zostać ubrane w kolejną karkołomną intrygę, do której producenci musieliby namówić Denzela Washingtona. Bez niego ani rusz.

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *