Ranking redakcyjny

FILMY ZE ŚWIATA HARRY’EGO POTTERA. Dyskusja i ranking redakcyjny

Autor: REDAKCJA
opublikowano

Z okazji premiery kolejnej odsłony stworzonego przez J.K. Rowling świata magii i czarodziejów postanowiliśmy zebrać się w małym gronie redaktorów i podyskutować na temat serii filmów o Harrym Potterze oraz prequeli w postaci Fantastycznych zwierząt. Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z dyskusją spisaną oczywiście za pomocą samopiszącego pióra! Jednocześnie otwieramy tym tekstem nowy format na stronie, w ramach którego co jakiś czas będziemy tworzyć redakcyjny ranking filmografii ludzi kina i serii filmowych.

Filip Pęziński: Zacznijmy może od prostego i znaczącego pytania – jak zaczęła się Wasza przygoda z Harrym Potterem?

Agnieszka Stasiowska: Od książek oczywiście. Byłam już dorosła, kiedy zaczął się ten szał – a ponieważ uważam, że powinnam znać, zanim zacznę krytykować, przeczytałam. I wpadłam jak śliwka w kompot, jestem fanką do dzisiaj, czytałam całą serię wiele razy.

Filip: Ja, jako dziecko lat 90., mocno klasycznie – od książek przyniesionych z biblioteki, przez te wystane w nocnych kolejkach, do obowiązkowych wizyt w kinie na każdej części.

Agnieszka: Byłam na premierze ostatniego tomu w Empiku – to była histeria, północ, pełny salon, wszyscy chcieli się dowiedzieć, kto zginie…

harry-potter-książka

Rafał Oświeciński: Moja przygoda zaczęła się od książki, pierwszego Pottera, kupionego na dworcu, przez przypadek, choć ze znajomością reklamy, ale bez nadziei na coś niezwykłego. Okazało się to jednak wciągającą lekturą nawet dla osoby dorosłej.

Katarzyna Kebernik: U mnie jakoś tak naturalnie, pokoleniowo. Jako dzieciak urodzony w połowie lat 90. nie mogłam uniknąć tej fazy. Harry Potter to chyba pierwsza moja samodzielnie przeczytana książka, a przynajmniej tak gruba. Starszy brat dostał komplet na święta, podkradłam mu.

Jakub Piwoński: Zacząłem czytać książki jakiś rok po tym, jak stopniowo szał zaczął ogarniać Polskę. Wciągnął mnie mój kolega, który czytał je pomiędzy lekcjami. Wydało mi się to interesujące. Dodam, że w tym czasie unikałem czytania jak ognia. Harry Potter zmienił moje podejście do literatury. Pozwolił mi się nią cieszyć.

Filip: Skoro wszyscy znamy książki, to pewnie mieliśmy nieco bardziej wygórowane oczekiwania wobec ekranizacji. Jak podobała Wam się wizja odpowiedzialnego za dwie pierwsze części i wprowadzającego Pottera w świat filmu Chrisa Columbusa? Co działało, co nie? No i jak odebraliście obsadę?

Jakub: Jak już wspomniałem, zacząłem czytać książki w momencie, gdy wiele rzeczy już ruszyło, w tym także pomysł na ich ekranizacje. Dlatego bardzo szybko decyzje castingowe pokryły się z moimi wyobrażeniami co do tego, jak wyglądają Harry, Hermiona i Ron. To było na swój sposób komfortowe.

harry potter i komnata tajemnic

Rafał: Nie miałem większych wymagań, bo już Władca Pierścieni, obecny na ekranach w podobnym czasie, nauczył mnie tego, że książka należy do wyobraźni, a film do zmysłów. Inne doznania, a co za tym idzie, oczekiwania bez napinki co do dokładności ekranizacji. Ekranizacji, która okazała się niezła, w duchu powieści – przygoda i magia w lekko naiwnym sosie.

Kasia: Ja mam największy sentyment do tych pierwszych części właśnie – kiedy Harry był jeszcze taki niewinny i słodki. Powody mam nieobiektywne – najmocniej kojarzą mi się z dzieciństwem.

Filip: Ja absolutnie nie mam Columbusowi nic do zarzucenia. Powstały filmy proste i mocno familijne, ale przy tym wierne książkom, więc trudno mieć tu o taką konwencję pretensje. Sprawnie przeniesiono wizję Rowling, John Williams stworzył wspaniałą ścieżkę dźwiękową (ten motyw przewodni!), drugi plan robi ogromne wrażenie, a młodzi, cóż, pasowali.

Jakub: Jak by nie patrzeć, wybór studia był bardzo bezpieczny. Columbus ma doświadczenie w tej konwencji.

Agnieszka: Mnie filmy Columbusa odpowiadają. Uważam, że dobrze wyczuł klimat, to jest bajka dla młodszych nastolatków i tak powinna być odbierana. Główny nacisk poszedł w samą magię, nie w zagrożenie ze strony Voldemorta, więc przyjemnie się to ogląda nawet z młodszymi dziećmi. Obsada? Dla mnie bezkonkurencyjna jest Maggie Smith. Główna trójka za to sprawdza się moim zdaniem najlepiej właśnie w tych pierwszych filmach.

Filip: Od naiwności odchodzi właśnie nieco trójka.

Kasia: Najlepsza w całej serii.

Agnieszka: Podobnie jest w książkach, ta linia została tu zachowana. Dementorzy, Azkaban – tego nie można już było utrzymać w konwencji baśni. Kasiu, ja ją doceniłam po latach. Pierwszy odbiór miałam fatalny, wyobrażałam sobie Syriusza jako młodego w gruncie rzeczy człowieka i Oldman (nomen omen) mi nie pasował.

Rafał: Więzień Azkabanu nie był jakąś wyjątkowo świetną historią, żeby tworzyć z niego coś wyjątkowego. Lifting klimatu na plus.

Filip: Muszę przyznać, że ja trochę pod prąd opiniom nie jestem ogromnym fanem tej części. Jasne, wizualnie jest znakomicie, klimat urzeka, a i mam wrażenie, że trójka głównych bohaterów nie spisała się nigdy lepiej. No i rewelacyjny David Thewlis! Ale Alfonso Cuarón, mam wrażenie, za bardzo skupił się na klimacie, wizualiach i – nazwijmy to – emocjach, a za mało na napisaniu dobrej historii. Do tej pory głowię się, czy dla osób nieznających książek wątek ojca Pottera i jego przyjaciół z czasów szkolnych jest w ogóle jasny i zrozumiały.

Agnieszka: Moim zdaniem średnio. Choć i tak większe tu były możliwości wyjaśnienia czegokolwiek niż w czwórce, która – książkowo – nagle potwornie zyskała na objętości. Zrobić z tego jeden film, i to tak dobry, to był karkołomny wyczyn.

harry potter i wiezięń azkabanu

Filip: Uważam czwórkę za jedną z najlepszych filmowych odsłon Pottera. Tu właśnie moim zdaniem twórcy ładnie wybrali to, co w historii najważniejsze. Powstał film spójny, dynamiczny i uderzający niewymuszenie mrocznym klimatem. Finał na cmentarzu? Kocham!

Agnieszka: To moja ulubiona i filmowa, i książkowa część. Finał na cmentarzu jest doskonały przez konfrontację zabawy i fajerwerków z tragedią, która rozpoczyna się tym wejściem do mglistego labiryntu.

Kasia: Też mam wrażenie, że im dalej, tym bardziej chaotycznie dla osób, które nie czytały. Za dużo skrótów, bardzo mi przeszkadza np. to, że Zakon Feniksa jest taki krótki i tak wiele pominięto z tych niemal tysiąca stron. I też lubię czwórkę, oprócz wspomnianej mrocznej końcówki to najbardziej luzacka i najśmieszniejsza część.

Jakub: Rzucę śmiałą tezę, pod którą może się podpiszecie, może nie – seria o Potterze to jedna z najrówniejszych serii filmowych w historii. Złapałem się na tym podczas oceniania, wszystkim filmom dałem 7, nie umiem wyróżnić, który z nich był diametralnie gorszy, a który najlepszy. Generalnie filmy te dają bardzo małe pole do dyskusji. Dlaczego? Bo można rozmawiać, oceniając głównie, co je różni z książkami, a nie o to chodzi. Jako seria to bardzo stabilny twór i tu duża zasługa studia za umiejętne trzymanie w ryzach reżyserów.

Rafał: Kuba, zdecydowanie. Wysoki poziom, z kilkoma słabościami wynikającymi z rozwleklej fabuły, ale na pewno nie, że słabej reżyserii lub kiepskiej produkcji.

Filip: Nie mogę zgodzić się z Jakubem! Według mnie to seria, gdzie po pierwsze jak na dłoni widać, kto siedzi na stołku reżyserskim, a po drugie właśnie, w takim Zakonie Feniksa czy Księciu Półkrwi wyraźnie nikt nie miał pomysłu na skrócenie tych historii do ram filmu, przez co powstały kalejdoskopowe sklejki. Zwróćmy uwagę na np. wątek Snape’a w Zakonie… czy beznadziejnie budowaną relację z Ginny w Księciu… Pamiętacie OKROPNĄ scenę z wiązaniem sznurówek?

Agnieszka: Ginny w ogóle była słaba. I jako postać, i aktorsko, niestety. Wyszła papierowa i niewidoczna.

harry potter i insygnia śmierci

Filip: Za to nie mogę kryć mojej miłości do pierwszej części Insygniów…, którą uważam za najlepszą z serii. W końcu udało się stworzyć dynamiczne, pełnokrwiste, oparte na emocjach i ciekawej historii fantasy.

Kasia: Dla mnie były rozwleczone na siłę.

Filip: Ja mam wrażenie, że odwrotnie – zyskały na rozbiciu.

Jakub: Zdecydowanie, podzielam opinię. Pierwsza część była spokojniejsza i o to chodziło. Moja ulubiona scena – taniec. To niejako kwintesencja tego odcinka, mającego przygotować nas do walki ostatecznej.

Filip: Scena tańca jest znakomita! Pełna luzu, oddechu i pozwalająca bohaterom być właśnie bohaterami. Chociaż dwójka już została popsuta powrotem do skrótów, brakiem poszanowania dla oryginału przy jednoczesnym wymaganiu od widza jego znajomości i kiepskim, przekombinowanym finałem.

Agnieszka: Rozbicie było potrzebne, natomiast pierwsza część dzięki temu, że „nic się w niej nie dzieje”, mówiąc kolokwialnie, może mieć zwolenników i przeciwników. Ja chyba należę do tych drugich…

Rafał: Materiał literacki był rozwlekły, wielowątkowy, przekombinowany, choć koniec końców można go określić całkiem zgrabną serią. Podobnie filmy.

Jakub: To jak w takim razie oceniacie, bo myślę, że to pytanie kluczowe w tym momencie, powrót do tego świata za sprawą Fantastycznych zwierząt? Z mojej strony – bezbolesna to przygoda i solidny film, ale jest to dla mnie podręcznikowy przykład odcinania kuponów.

Rafał: Solidna produkcja, klasyczny blockbuster, który jest przede wszystkim spektakularny, ale… spodziewałem się więcej znanej z Pottera magii, a tutaj zaproponowano coś innego: nieciekawego bohatera i nudnego przeciwnika – dym, który nastraszył mego syna. I tyle.

Jakub: Fantastyczne zwierzęta to przede wszystkim marketing. Po mistrzowsku wmówiono gawiedzi, że ten bohater i ten los mają jeszcze także znaczenie. A nie oszukujmy się, bez względu na to, co zostanie pokazane, jakie nawiązania zostaną użyte, to NIGDY nie będzie to samo.

Filip: David Yates wyrobił sobie sprawdzony sposób na przedstawienie tego świata, więc trochę jestem już zmęczony powtarzającymi się rozwiązaniami wizualnymi, ale Fantastyczne zwierzęta to wciąż fajna, lekka rozrywka, gdzie dużo lepiej gra strona przygodowa od rodzącego się na drugim planie zagrożenia. Mam tylko wrażenie, że ze wszystkich protagonistów to Newt Scamander wypada najgorzej. Może to kwestia Eddie’ego Redmayne’a, któremu w takiej akurat roli zwyczajnie brakuje charyzmy. Zwiastuny drugiej części sprawiają wrażenie, że do tej większej historii (Rowling zapowiedziała pięć części) jest wciśnięty nieco na siłę.

Jakub: Tu zgoda. Facet jest całkowicie bezbarwny. Gra bez powietrza. Zaraz, pięć części? Przesada.

Kasia: Harry Potter to przede wszystkim Hogwart. Świat poza nim nie jest tak ciekawy i dopracowany. Rowling to nie Tolkien, nie ten poziom budowania świata. Fantastyczne zwierzęta nie miały solidnego materiału źródłowego, na którym mogłyby się oprzeć.

Agnieszka: Masz rację. Potter wygrywał pięknym, spójnym światem. Przeniesienie akcji do świata mugoli odziera go z wyjątkowości. Fantastyczne zwierzęta to kolejny film z efektami specjalnymi, na który się chwilę miło patrzy i zapomina o nim.

Filip: Mnie się z kolei podobało przeniesienie akcji do Stanów – odrobina świeżości i nieco inny świat, ale można było z tego wycisnąć więcej. No i niezwykle ryzykowne wydaje się powierzenie roli głównego antagonisty Johnny’emu Deppowi. Ten wrak człowieka już chyba nikogo nie przyciąga do kin. O wiele chętniej oglądałbym potyczki z Colinem Farrellem, który spisał się w jedynce bardzo dobrze.

Jakub: Jestem zdania, że to wszystko jest tylko przygrywką przed daniem głównym. Mam przypuszczenie graniczące z pewnością, że trójka aktorów z obsady Harry’ego Pottera miała w kontraktach klauzulę, że jeśli Rowling stworzy nową książkę, to oni do roli wrócą. Jak wiecie, powstała część ósma w formie teatralnej sztuki, nienapisana co prawda przez samą Rowling, ale przez nią nadzorowana. Jestem zdania, że po Fantastycznych zwierzętach i w obliczu ich sukcesu to będzie kolejny materiał do wzięcia na warsztat. Ja np. chciałbym widzieć sequele, także książkowe, opowiadające o wydarzeniach, gdy nasza trójka jest już dorosła.

Filip: Zatem czekamy na rozwój wydarzeń, kolejne odsłony cyklu o Fantastycznych zwierzętach, a może i nowego Harry’ego Pottera. Ja na pewno chętnie odwiedzę kino z jednego nawet tylko powodu – Jude’a Lawa jako Dumbledore’a!

Ostatnio dodane