Connect with us

Recenzje

SERIA O ŻANDARMIE. Na straży prawa i porządku!

SERIA O ŻANDARMIE to komediowa podróż z inspektorem Cruchotem, który w niecodzienny sposób strzeże porządku w chaotycznej rzeczywistości.

Published

on

Louisa de Funèsa zna chyba każdy. Ten niski (164 cm wzrostu), szczupły (55 kg) i łysawy mężczyzna o twarzy zmieniającej wyraz jak w kalejdoskopie wcielił się w ponad 130 postaci telewizyjnych i 100 teatralnych. Znamy go jako komisarza Juve’a (seria o Fantomasie), gangstera Leopolda (Gamoń), Leoforta (Wielka włóczęga), Glaude’a (Kapuśniaczek) czy wielu innych. De Funès zasłynął również jako inspektor Ludovic Cruchot w serii o Żandarmie, która zamyka jego karierę aktorską.

Advertisement

Pierwszy raz wystąpił na deskach sceny teatralnej już w wieku 12 lat – został wtedy zauważony przez dziennikarzy jako świetnie zapowiadający się aktor – w sztuce Le Royal Dindon, wystawionej w miejskim teatrze z okazji 50. rocznicy powstania kolegium im. Julesa Ferry’ego. Mimo to jego kariera aktorska rozwijała się bardzo powoli. Lata 1945–1962 to czas, w którym de Funès zagrał w kilkudziesięciu obrazach. Były to jednak głównie role drugo-, a nawet trzecioplanowe czy epizody. W jednym z nich aktor przebywał na ekranie całe… 3 sekundy. Przełomem stał się rok 1956, w którym aktor otrzymał rolę w filmie Czarny rynek w Paryżu, który otworzył mu drogę do ról głównych postaci. Już rok po Czarnym rynku… zagrał swój debiut pierwszoplanowy – była to rola kompozytora Pierre’a Cousina w filmie Jak włos w zupie. Otrzymał za nią Grand Prix śmiechu.

Początkiem prawdziwej kariery był jednak dopiero rok 1964 i rola w Fantomasie (sukces filmu sprawił, że nakręcono dwie kolejne części, a w planach była również część czwarta, która jednak nie doszła do skutku) oraz w Żandarmie z St. Tropez. Louis miał wtedy już 50 lat. Postać Ludovica Cruchota wyniosła de Funèsa na same wyżyny talentu komediowego.

Advertisement

Cruchot: Baczność! Patrz mi w oczy! (Żandarm z St. Tropez)

Ludovic Cruchot to choleryczny i gorliwie pilnujący porządku prawnego żandarm, który w małej francuskiej wiosce łapie „przestępców” – złodziei kur czy wędkarzy nielegalnie łowiących ryby. Pewnego dnia zostaje oddelegowany do Saint Tropez, gdzie obejmuje kierownictwo nad grupą żandarmów. Od tej pory może się poświęcić poważniejszym misjom. Pracy nie ułatwia mu jednak jego prawie już dorosła córka Nicole, która próbując odnaleźć się wśród młodzieży dużego miasta, popada w coraz to nowe kłopoty.

De Funès stworzył bohatera, u którego emocje zmieniają się na twarzy jak w kalejdoskopie, co rusz wykrzywiając ją w grymasie niezadowolenia, zdziwienia, przerażenia czy usłużnego uśmiechu. Przerysowanie – to chyba najlepsze określenie jego gry aktorskiej. Wszystkiego jest tutaj dużo – gestów, grymasów, krzyków. Cruchot wymachuje rękami, skacze i biega, jakby zwyczajnie cały czas był na jakichś prochach. Stanie się to dla de Funèsa znakiem rozpoznawczym, marką jego gry aktorskiej. Kolejne postaci również będą typami cholerycznymi, krzyczącymi, gestykulującymi. A twarz – twarz to prawdziwe aktorskie dzieło sztuki. De Funès potrafi odmalować na niej każdą emocję i zrobić z nią niemal wszystko (jak w Oskarze, w przekomicznej scenie ciągnięcia się za nos).

Advertisement

Dla jednych wszystko to będzie zaletą, dla innych wadą. Jedni będą widzieć w tym talent, inni przerysowanie i powielanie ciągle tego samego wzorca. De Funèsa albo się lubi, albo wręcz przeciwnie. To aktor, wobec którego nie można pozostać obojętnym.

Skąd jednak pomysł na takie właśnie odgrywanie postaci? Czemu Cruchot, a za nim inni bohaterowie grani przez de Funèsa, są takimi nerwusami i raptusami? Podobno matka Louisa była choleryczką. To ona stała się dla niego pierwowzorem wielu postaci. Na ekranie de Funès naśladował jej zmienne nastroje, gwałtowność i szybkie przechodzenie od płaczu do śmiechu. Ponadto jego ulubionymi postaciami filmowymi byli Charlie Chaplin i Kaczor Donald. To nie mogło pozostać bez wpływu na jego aktorstwo.

Advertisement

Pomysł na pierwszą część Żandarma narodził się w głowie Richarda Balducciego podczas wakacji w Saint-Tropez. Scenarzyście tajemniczo zniknęła wtedy kamera, a miejscowi przedstawiciele prawa nie bardzo kwapili się do szukania złodzieja. Pomysł na film okazał się na tyle trafiony, że po pierwszej części powstało ich jeszcze pięć.

Gerber: My flowers are beautiful (Żandarm w Nowym Jorku)

Druga część przygód żandarmów z Saint-Tropez przenosi nas do Nowego Jorku, gdzie bohaterowie wyjeżdżają, by uczestniczyć w Międzynarodowym Kongresie służb policyjnych. I tym razem kłopoty na Cruchota spadają za sprawą Nicole, która wbrew zakazowi ojca wsiada na statek i także chce zwiedzić Nowy Świat.

Advertisement

Nie jest to najlepsza część całej serii. Niby jest śmiesznie, jest de Funès, jest Michel Galabru, jest nawet zakonnica – która stanie się nieodłączną postacią całej serii – ale czegoś zwyczajnie brakuje. Być może to wynik tego, że w pracach nad scenariuszem nie brał udziału Richard Balducci? Jean Girault i Jacques Vilfrid – którzy pracowali przy każdej części serii o przygodach francuskich żandarmów – napisali film, podczas oglądania którego ma się wrażenie pośpiechu realizacji dzieła. Tak jakby twórcy chcieli szybko wykorzystać sukces pierwszej części, nie mieli do końca pomysłu na drugą, więc przenieśli akcję do Stanów Zjednoczonych.

Jakby samo to miało być atrakcyjne. Oczywiście nie oznacza to, że film nie ma dobrych momentów – nauka angielskiego, odprawa na statku w trakcie próbnego alarmu, sceny tańca na ulicach Nowego Jorku, mecz w baseball – to wszystko się udało. De Funès czaruje swoim talentem aktorskim, wtóruje mu Galabru, tuż za nimi jest reszta żandarmów. Może więc narzekam?

Advertisement

Cruchot: Mój mały Fougasse (Żandarm się żeni)

Co do kolejnej części nie mam jednak wątpliwości. Żandarm się żeni to przyjemna komedia o nieskomplikowanej fabule i wątku miłosnym. Film powstał trzy lata po przygodach w Nowym Jorku. Być może dystans czasowy wpłynął na to, że odbiera się ten obraz jako bardziej dopracowany, napisany z pomysłem. A może był to wkład Balducciego?

W największym skrócie – jak można się spodziewać po samym tytule – Ludovic poznaje kobietę, która okazuje się miłością jego życia. Josepha jest wdową i szybko wpada w oko samotnemu żandarmowi. Lubi ją nawet jego córka! Małżeństwo będzie trwało przez kolejne części, a nawet zostanie przeniesione na inne filmy z udziałem de Funèsa i Claude Gensac, czyniąc z nich prawdziwe filmowe małżeństwo. Jedynie w Żandarmie i kosmitach Gensac zastąpi Maria Mauban.

Advertisement

Od tej pory Cruchot musi liczyć się już nie tylko wyznawanymi wartościami, ale również z oczekiwaniami Josephy. A oczekiwania te mogą być zupełnie inne niż wartości Ludovica – jak na przykład lojalność wobec przełożonego (lojalność? A może usłużność? Albo wręcz przerysowane i przezabawne lizusostwo?). Żandarm staje więc do konkursu o awans. Gerber również. Co wyniknie z tej walki? Kto wygra? I na jak długo?

Mocnym punktem tej części przygód żandarmów jest dobrze napisany scenariusz, zabawne dialogi i sytuacje oraz obsada aktorska. To przedostatni film, w którym możemy zobaczyć ich wszystkich razem – Gerbera, Cruchota, Tricarda (Guy Grosso), Merlota (Christian Marin), Berlicota (Michel Modo) i małego Fougasse’a (Jean Lefebvre), który staje się w tej części ulubieńcem Cruchota. Nie byłoby serii bez de Funèsa i Galabru, ale bez wątpienia nie byłoby jej również bez pozostałych aktorów.

Advertisement

Skoro w tej części Cruchot pokazany jest od strony bardziej prywatnej i intymnej, to wspomnę jeszcze tylko, jaki był w tej sferze Louis de Funès. Otóż ten choleryk i nerwus na ekranie w rzeczywistości był spokojnym i cichym człowiekiem! Lubił spędzać czas w gronie rodziny, a – mimo wielkiego talentu aktorskiego – peszyło go udzielanie wywiadów. Dobrze czuł się w swoim ogrodzie, w którym pielęgnował róże. Jego sukcesem było wyhodowanie nowej odmiany róży – o pomarańczowych płatkach – którą nazwano jego imieniem. Zadziwiający kontrast z postaciami filmowymi, prawda?

Fougasse: Ja chcę do sanatorium (Żandarm na emeryturze)

Żandarmi zostają wysłani na emeryturę. Mamy tutaj pewne uproszczenie – twórcy filmu wysyłają na nią wszystkich, a przecież gołym okiem widać, że Gerber i Chruchot znacznie odstają wiekiem od pozostałych. Fakt jednak pozostaje faktem – na posterunek wkraczają młodzi i piękni (niczym sklepowe manekiny), nowi żandarmi.

Advertisement

A co z dotychczasowymi? Próbują znaleźć sobie nowe zajęcie. Bez powodzenia jednak. Dopiero wieść o tym, że Fougasse w wyniku wypadku traci pamięć, jest dla nich motorem do działania. Wyruszają w podróż wspomnień, by przywrócić przyjacielowi pamięć. Spotka ich przy tym wiele przygód, będą gonić i łapać, ale też uciekać. Wskoczą w wygodne stroje żandarmów, dzięki którym poczują się znowu na miejscu.

Sam de Funès na emeryturę nie wybrał się nigdy, grał do samego końca. Można powiedzieć, że znamy go tylko starego, pamiętamy go w wieku 50-60 lat. Przez późny debiut większość widzów nie widziała go jako młodzieńca, nie obserwowała jego dorastania, dojrzewania, młodzieńczego błądzenia po różnych – pewnie lepszych i gorszych – rolach. Grał bardzo dużo, w 1975 roku przeszedł pierwszy zawał serca, który przekreślił jego udział w filmie Gérarda Oury’ego Le Crocodile. Gdy po kilku miesiącach doszedł do zdrowia rzucił palenie, przeszedł na dietę. Miał też zwolnić tempo życia.

Advertisement

Już rok później był na planie filmowym Skrzydełka czy nóżki. W 1979 roku ukazała się kolejna część przygód żandarmów – Żandarm i kosmici. W roku 1980 de Funès dostał nagrodę specjalną Cesara oraz zadebiutował jako reżyser – w Skąpcu. W tym samym roku doznał także drugiego zawału. Czy przestał grać? Ależ skąd!

Zwierzchnik: Jaki kształt miał ten talerz?

Tricard: Trupozoidalny.

Advertisement

(Żandarm i kosmici)

Początkowo nikt mu nie wierzy, jednak później sam Cruchot widzi latający spodek. Co więcej – kosmici odwiedzają obu żandarmów. Ludovic zaczyna szalony pościg za nimi, jednocześnie uciekając Gerberowi, który nie wierzy w opowieści o przybyszach z innej planety potrafiących przybrać ludzką postać, pijących olej i wydających dziwne, metaliczne łoskoty przy uderzeniu.

Advertisement

Mimo ewidentnie absurdalnej fabuły i komicznie śmiesznych efektów specjalnych (taki statek kosmiczny stworzyłby chyba każdy z nas) film bardzo przyjemnie się ogląda. Żandarm i kosmici to komedia pomyłek – szybko bowiem niemal każdy policjant ma swojego sobowtóra „nie z tej ziemi. Pociąga to za sobą lawinę nieporozumień. Cruchot – gdy już mu się wydaje, że odkrył, pod kogo podszywa się kosmita, a on tymczasem szybko ucieka, zostawiając na swoim miejscu prawdziwego człowieka – zdaje się wręcz popadać w obłęd. I tak jak w pozostałych częściach – trzeba przymknąć oko na uproszczenia i śmieszne rozwiązania, które tak naprawdę są urokiem całej serii.

Słabszym elementem jest tylko obsada aktorska. Nie ma już Fougasse’a ani Merlot. Jest Tricard i Berlicot, a do załogi dołączył również Beaupied (świetny Maurice Risch) oraz Taupin (Jean-Pierre Rambal). Tym razem również w roli Josephy nie zobaczymy Claude Gensac, której udział w przedstawieniu teatralnym La Maison des cœurs brus uniemożliwił grę w filmie Giraulta.

Advertisement

 Gerber: Wyrywał skrzydełka muszkom.

Cruchot: Tylko raz i to ważce!

Gerber: Do 14. roku życia robił siusiu do łóżka.

Advertisement

Cruchot: Siusiu nigdy! Tylko kupkę!

(Żandarm i policjantki)

Advertisement

To ciekawe, że Jean Girault najpierw nakręcił część o kosmitach, a dopiero potem o policjantkach. Jakby bardziej realne było dla niego spotkanie żandarmów z obcymi niż wcielenie w ich szeregi przedstawicielek płci pięknej.

To oczywiście żarty i spekulacje. Faktem pozostaje jednak coś innego, o wiele smutniejszego. Stan zdrowia Giraulta pogarszał się od jakiegoś czasu, jednak reżyser zdecydował się na pracę nad szóstą częścią przygód Cruchota. Niestety zmarł na gruźlicę w trakcie realizacji zdjęć. Obraz dokończył jego asystent Tony Aboyantz.

Advertisement

Ostatnia część serii o żandarmach opowiada o tym, co wydarzyło się na komisariacie po pojawieniu się na nim czterech pięknych policjantek. Jak łatwo się domyślić, kobiety – zapewne bezwiednie – wprowadzają rozkojarzenie wśród męskiej części załogi i element rywalizacji między żandarmami. Na straży porządku i regulaminu jak zawsze staje Cruchot, jednak sprawy szybko wymykają mu się z rąk. I to bynajmniej nie przez miłosne zaloty. Policjantki – jedna po drugiej – tajemniczo znikają.

Żandarm i policjantki to naprawdę wciągająca komedia kryminalna z elementami zaskoczenia. Przy pierwszym seansie trzyma w napięciu, przy kolejnym świetnie bawi. W planach było nakręcenie kolejnej, siódmej części przygód de Funèsa. Miał to być Żandarm pod Waterloo. Cruchot po przeniesieniu w czasie miał się spotkać z samym Napoleonem Bonaparte. Niestety na skutek śmierci de Funèsa 27 stycznia 1983 pomysł został zamknięty. Żandarm i policjantki to ostatni film, w którym możemy oglądać króla komedii – francuskiej, a może nie tylko?

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *