search
REKLAMA
Recenzje

ZAKOLE RZEKI

Jan Brzozowski

25 lutego 2020

REKLAMA

Lata 50. to w filmografii Jamesa Stewarta przede wszystkim dwa wielkie nazwiska – Hitchcock i Mann. Z brytyjskim mistrzem suspensu amerykański gwiazdor nakręcił w tej dekadzie trzy znakomite thrillery (Okno na podwórze, Człowiek, który wiedział za dużo i Zawrót głowy). Z twórcą Gwiazdy szeryfa – osiem filmów, w tym aż pięć westernów (Winchester ’73, Zakole rzeki, Naga ostroga, Daleki kraj i Mściciel z Laramie). Interesujące nas dziś Zakole rzeki nie było więc pierwszym spotkaniem Stewarta i Manna. Panowie z wielkim powodzeniem współpracowali wcześniej przy Winchesterze ’73 – jednym z pierwszych westernów z udziałem gwiazdy Tego wspaniałego życia (w tym samym roku na ekrany amerykańskich kin trafiła Złamana strzała).

James Stewart może mówić o wielkim szczęściu. Stawiał pierwsze kroki w zupełnie nowym dla siebie gatunku pod skrzydłami reżysera wysokiej klasy. Westerny Manna okazały się dla niego fenomenalną szansą na rozszerzenie aktorskiego emploi. Dotąd kojarzony ze szlachetnym panem Smithem i altruistycznym George’em Baileyem, Amerykanin przeistoczył się w poharatanego psychicznie kowboja, dźwigającego na plecach nie tylko siodło, ale również bagaż ciężkich, najczęściej traumatycznych doświadczeń. Taki właśnie jest Glyn McLyntock z Zakola rzeki – były zawadiaka, który postanowił zmienić swoje życie o 180 stopni i na dobre powrócić na ścieżkę prawa. Poznajemy go już po owej wewnętrznej przemianie – trzyma się uczciwej pracy, prowadząc grupę osadników przez niebezpieczne górskie tereny.

Jego postawa nie zmieni się przez cały film. McLyntock uporczywie trzymać się będzie narzuconych samemu sobie moralnych drogowskazów. Jest zatem niezwykle ciekawym przykładem bohatera dynamicznego, który kluczową przemianę przeszedł jeszcze przed rozpoczęciem właściwej fabuły, poza obrębem sjużetu. Wzorowa postawa McLyntocka swój kontrapunkt odnajduje w dwóch znakomicie nakreślonych „pozornych” antagonistach Zakola rzeki – Tomie Hendricksie (Howard Oetrie) i Emersonie Cole’u (świetny Arthur Kennedy). Obydwu Mann przedstawia nam jako bohaterów pozytywnych. Pierwszego z nich poznajemy w Portland jako sympatycznego, uśmiechniętego od ucha do ucha przedsiębiorcę, który z radością zgadza się pomóc osadnikom w transporcie ich towarów przez rzekę. Drugiego – na samym początku filmu jako byłego rewolwerowca, który po uniknięciu śmierci przez powieszenie przyłącza się do osadników i pomaga McLyntockowi uporać się z groźnym atakiem Indian. Obydwaj zmieniają się pod wpływem pieniędzy. Owładnięty gorączką złota Hendricks odmawia wysłania osadnikom niezbędnych zapasów na zimę (za których przewóz wcześniej sowicie i zgodnie z umową zapłacili), zaś Cole zaaferowany wizją 100 tysięcy dolarów nagrody zdradza McLyntocka i decyduje się przekazać owe zapasy górskim poszukiwaczom. Chciwość (ta sama, która sprawiała, że tytułowy Winchester nieustannie zmieniał właściciela) – oto jedyny prawdziwy antagonista filmu Manna.

Wróćmy jeszcze na moment do protagonisty, czyli postaci odgrywanej przez Jamesa Stewarta. Tak jak wspomniałem – jego postawa nie zmienia się przez cały film, a kluczową przemianę wewnętrzną przeszedł on poza ekranem. To jednak nie wszystko – portret byłby wówczas niepełny, zbyt jednowymiarowy. Zbrodnicza przeszłość jest w McLyntocku nieustannie obecna, przybierając postać czerwonej bandany zakrywającej kompromitujące ślady na szyi oraz, jak określił to Donald Dewey, „niewysłowionej przemocy1. Przyjrzeć się należy chociażby jednej z ostatnich scen – niezwykle brutalnej finałowej walce w rwącej rzece. Pojedynek McLyntocka i Cole’a bardziej przypomina zapasy czy szkolną bójkę niż pojedynek godny dwóch sławnych rewolwerowców. Mężczyźni tarzają się w wodzie, desperacko walcząc o przetrwanie w ciężkich ubraniach, które ciągną ich na dno. Nie ma w tej scenie ani patosu, ani godności; jest za to zwierzęca determinacja oraz wspomniana przez Deweya „niewysłowiona przemoc”.

Czy człowiek może się zmienić? To pytanie powraca w filmie Manna niczym bumerang, stając się swego rodzaju lejtmotywem Zakola rzeki. Najpełniej wybrzmiewa podczas rozmowy Jeremy’ego (Jay C. Flippen), nieformalnego przywódcy osadników, i McLyntocka. „Kiedy jabłko jest zepsute, nic nie można zrobić, trzeba je wyrzucić albo zepsuje całą beczkę” – mówi pierwszy z nich, na co drugi odpowiada: „Istnieje różnica pomiędzy jabłkami i ludźmi”. Mann w Zakolu rzeki udowadnia, że owszem, taka różnica istnieje, a człowiek może się zmienić. Zarówno na lepsze, jak i na gorsze.

1D. Dewey, James Stewart: A Biography, Londyn 1997, str. 353.

Janek Brzozowski

Jan Brzozowski

Absolwent poznańskiego filmoznawstwa. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska (w szczególności proza Huntera S. Thompsona i Philipa Rotha) oraz francuska (zwłaszcza dzieła Marcela Prousta i Alberta Camus), a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Ostatnimi czasy odkrywa w sobie ogromne pokłady miłości względem kina dokumentalnego. Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA