search
REKLAMA
Recenzje

THE WOLF OF SNOW HOLLOW. Zakrapiane polowanie na wilkołaka w zimowym kurorcie

Mikołaj Lewalski

2 stycznia 2021

REKLAMA

John Marshall (wspaniale łopatologiczne imię i nazwisko dla aspirującego szeryfa) przeżywa trudny okres. Pracujący z nim ojciec ignoruje swoje problemy zdrowotne, niekompetencja i lenistwo bezczelnych podwładnych sięgają zenitu, była żona z upodobaniem utrudnia mu życie, nastoletnia córka obarcza go nastoletnimi problemami, a w miasteczku niedługo rozpoczyna się długo wyczekiwany sezon narciarski. Każdy z tych problemów rodzi wyzwania, które dodatkowo komplikują się, kiedy spokojną społecznością wstrząsa brutalne morderstwo. Paskudnie poszarpane zwłoki młodej kobiety to jednak zaledwie początek krwawej historii, która zepchnie walczącego z alkoholizmem Johna w mroczne odmęty własnej duszy.

Szybko bowiem wychodzi na jaw, że potworna zbrodnia otwierająca film nie ma w sobie nic oczywistego. Część dowodów wskazuje na atak zwierzęcia, podczas gdy inne poszlaki sugerują udział seryjnego zabójcy. Wśród mieszkańców sennego miasteczka, a nawet w policyjnym zespole Johna zaczynają pojawiać się pogłoski o istnieniu prawdziwego wilkołaka. Główny bohater traktuje te podejrzenia ze złością i sceptycyzmem, a przygniatająca go ze wszystkich stron presja doprowadza do coraz bardziej chaotycznego zachowania i nerwowych wybuchów. The Wolf of Snow Hollow w pierwszej kolejności jest miksem dramatu i gorzkiej komedii; horror (a w zasadzie jego pastisz) stanowi tło i fabularne spoiwo całości, nie będąc przy tym jej najważniejszym wątkiem. Tym jest rozpadająca się psychika nieradzącego sobie z obowiązkami Johna, w którego bezbłędnie (choć nieco odtwórczo względem poprzedniej podobnej roli) wcielił się reżyser i scenarzysta filmu, Jim Cummings.

Cummings zachowuje idealny balans między dramatyzmem losów swojego bohatera i komicznymi reakcjami na absurdalne sytuacje, w których się on znajduje. Dominujący tu humor w dużej mierze opiera się na sarkazmie i kontraście między okazjonalną przesadną wybuchowością Johna a kompletnym wypraniem z emocji w skrajnych momentach (w języku angielskim zgrabnie ujmują to terminy deadpan dry humour). W połączeniu z zimową scenerią i szeregiem przygłupich i/albo zdziwaczałych postaci otrzymujemy klimat przywodzący na myśl wspomniane już wcześniej Fargo, z tym że w znacznie bardziej dynamicznym, a nawet chaotycznym wydaniu. Pomysłowy i nadzwyczaj przemyślany montaż przedstawiają bowiem filmowe wydarzenia z perspektywy coraz bardziej zatracającego się w alkoholizmie Johna; nawet sekwencje morderstw zdają się być ukazane przez pryzmat jego później zdobytej wiedzy lub wyobrażeń. Subiektywizacja narracji czyni The Wolf of Snow Hollow coraz bardziej zagmatwanym doświadczeniem z każdym kolejnym kwadransem. W obrębie wątków pojawiają się dziury, pewne fakty pozostają bez wyjaśnienia, a w głowie widza zaczyna pobrzmiewać pytanie: „czy ja o czymś nie zapomniałem?”. Gdyby nie umiejętne i charakterystyczne zabiegi montażowe, pomyślałbym, że właśnie opisałem poważne scenariuszowe problemy produkcji, należy jednak pamiętać, że reżyserem, scenarzystą i głównym bohaterem (którego pijacką percepcję świata przyjmujemy) jest ten sam człowiek, który konsekwentnie realizuje swoją wizję.

To, że Jim Cummings wie, co robi, jest oczywiste już podczas sekwencji otwierającej film. Interesujące zestawienie ujęć górskiej scenerii zmienia banalny montaż krajobrazów w wizualny fajerwerk, który momentalnie przykuwa uwagę. Świeżych pomysłów tego typu nie brakuje zresztą w całym dziele; nietuzinkowe przejścia między sekwencjami, masa kreatywnych sposobów na podkreślanie obecności Księżyca w historii czy niezłe (choć nieidealne) kamuflowanie malutkiego budżetu. Szkoda tylko, że całość zamyka się w 84 minutach i z tej racji traktuje niektóre wątki przesadnie skrótowo, pozostawiając widza z poczuciem niedosytu. Wciąż jednak mamy do czynienia z intrygującym i umiejętnie przełamującym schematy z filmem, który okazał się także pożegnalną rolą Roberta Forstera. Jego postać funkcjonuje wprawdzie na drugim planie, ale nie przeszkodziło to nieodżałowanemu aktorowi w skupieniu wokół siebie emocjonalnego ciężaru historii. Nie trzeba chyba dodawać, że dla fanów Forstera The Wolf of Snow Hollow jest pozycją obowiązkową; cała reszta również nie powinna być zawiedziona.

Avatar

Mikołaj Lewalski

REKLAMA