search
REKLAMA
Recenzje

THE QUAKE. Trzęsienie ziemi w Norwegii

Tomasz Raczkowski

15 grudnia 2018

REKLAMA

Współcześnie coraz częściej mówimy o zagrożeniu i kwestiach związanych z przemianami klimatu oraz środowiska. Powraca też często pytanie, co jako ludzie możemy zrobić, by takich niebezpieczeństw uniknąć, lub chociaż jak należy na nie zareagować, by nie stać się w jednej sekundzie ofiarą wzbudzonych żywiołów. Takie pytania i towarzyszący im niepokój są fundamentem kina katastroficznego, które w kontekście raz po raz uderzających w różne miejsca na świecie kataklizmów pozostaje od lat gatunkiem bardzo aktualnym. Właśnie o starciu człowieka z potęgą natury opowiada wchodzący na ekrany kin norweski dramat The Quake. Trzęsienie ziemi, stanowiące dowód na to, że kino katastroficzne nie musi kojarzyć się wyłącznie z wysokobudżetowymi produkcjami zza Oceanu.

The Quake to kontynuacja dobrze przyjętego filmu Fala z 2015 roku, opowiadającego o osunięciu skały do fiordu w norweskim Geiranger, w efekcie czego w miasteczko uderzyła olbrzymia fala tsunami. Akcja sequelu rozgrywa się trzy lata po tamtych zdarzeniach i tym razem przenosi się do stolicy kraju, Oslo. W centrum tragedii po raz kolejny znajduje się rodzina Kristiana Eikjorda, geologa, który przez lata zajmował się monitorowaniem skały w Geiranger i którego zachowanie ocaliło podczas wydarzeń z pierwszego filmu wielu ludzi. W The Quake zagrożenie znów pochodzi bezpośrednio z ziemi, na której mieści się miasto, jednak w tym wypadku chodzi nie o osunięcie skały, a nadchodzący niepostrzeżenie potężny wstrząs sejsmiczny. Tym razem więc to nie niszczycielska woda, ale trzęsienie ziemi będzie przeciwnikiem Kristiana i reszty Bogu ducha winnych obywateli, niespodziewających się tak dramatycznego obrotu spraw.

Choć film Johna Andreasa Andersena powstał w efekcie sukcesu Fali, nie jest sequelem zbudowanym na zasadzie „więcej, mocniej, lepiej”. Owszem, The Quake w sposób naturalny powtarza klasyczną katastroficzną strukturę pierwszej części, ale nie powiela bezpośrednio tamtego filmu, budując w dużej mierze autonomiczną narrację, zakorzenioną w poprzedzającej ją opowieści, ale rozwijającą jej wątki w intrygujący sposób. Wydarzenia sprzed trzech lat, skrótowo przypomniane w prologu, kładą się cieniem na życiu powracających na ekran postaci, które starają się żyć dalej po traumatycznym doświadczeniu. Choć na wstępie widzimy, jak Kristian pojawia się w telewizji jako bohater, widać od razu, że doświadczenie kataklizmu nieodwracalnie go odmieniło. Trzy lata po uderzeniu fali jego małżeństwo z Idun rozpadło się na skutek pogłębiającej się obsesji geologa na punkcie przewidywania kolejnych katastrof – złamany, żyje wciąż w Geiranger, z dala od rodziny mieszkającej teraz w Oslo, nieudolnie próbując podtrzymać kontakt z dorastającymi dziećmi. Impulsem, który wyrwie go z postępującego marazmu, będą badania kolegi po fachu, sugerujące możliwość gwałtowniejszej powtórki z trzęsienia ziemi, które nawiedziło stolicę Norwegii ponad sto lat temu.

The Quake to kino sprawnie poruszające się po ścieżkach konwencji i rozsądnie wyważające proporcje między dramatem obyczajowo-psychologicznym a katastroficznym widowiskiem. Znaczna część filmu służy umiejętnemu nakreśleniu dynamiki relacji między bohaterami oraz stosunku władz do ostrzegawczych nawoływań Kristiana. Choć skrupulatna, ekspozycja nie jest przeciągnięta i w pewnym momencie niepostrzeżenie zagęszcza atmosferę, nienachalnie budując odpowiedni suspens. Gdy wisząca od początku filmu nad bohaterami groźba trzęsienia ziemi w końcu się ziści, twórcy nie przełączają się drastycznie na tryb intensywnej akcji, pamiętając o nakreślonych wcześniej wątkach, których poszczególne sekwencje zmagań z niebezpieczeństwem są naturalnym rozwinięciem. W tym aspekcie twórcy The Quake wyciągają wnioski z niedoskonałości Fali, polegającej na nie do końca zgrabnym spięciu części skoncentrowanych na postaciach i sekwencji zmagań z żywiołem. Wszystkie części nowego filmu pozostają w efekcie spójne, a kataklizm jest integralną częścią wysuwającego się na pierwszy plan rodzinnego dramatu. Walorem The Quake jest też utrzymanie kameralnej konwencji, nawet podczas siłą rzeczy zrealizowanych z większym rozmachem scen akcji. Przedstawiając katastrofę, scenarzyści nie próbują stworzyć panoramy, ale koncentrują się na starannie przemyślanych wycinkach całości. Dzięki temu zachowują intymną perspektywę, która wyrasta na wyznacznik indywidualnej tożsamości filmu.

Całość jest więc bardzo rzetelna i angażująca, również dzięki staraniom duetu pierwszoligowych norweskich aktorów, Kristoffera Jonera i Ane Dahl Torp, wcielających się w Kristiana i Idun, oraz powracającej w roli ich córki Julii 11-letniej Edith Haagenrud-Sande. Umożliwiając tej trójce wykazanie się aktorskim warsztatem, twórcy osiągnęli coś dosyć bliskiego złotemu środkowi pomiędzy charakterystycznym skandynawskim ujęciem dramatu a trzymającym w napięciu thrillerem. Bardzo dobrze wypada motyw spustoszenia psychicznego zostawionego w głównym bohaterze przez poprzednią tragedię, której nie zdołał w porę przewidzieć, i traumy ocalonych z katastrofy naturalnej. Niestety, do całkowitego sukcesu zabrakło nieco precyzji – w The Quake zdarzają się potknięcia w postaci nierozwiniętych czy wręcz urwanych wątków, brakuje także chociaż krótkiego epilogu, który wyprowadziłby widzów z narracji po intensywnej kulminacji.

Bilans zalet i wad jest jednak dla norweskiego filmu pozytywny. Całościowo film nie wybija się ponad gatunkową solidność, jednak wystarczy ona, by widz poczuł się usatysfakcjonowany seansem. The Quake. Trzęsienie ziemi to sprawnie zrealizowany, ciekawy dramat katastroficzny, z interesującymi postaciami oraz trzymającym w napięciu rozwojem akcji. Wnioski, jakie wyciągnąć można z dwóch części historii Kristiana Eikjorda i jego rodziny, nie są pozytywne – wygląda na to, że zagrożenie może spaść na nas w każdej chwili, a systemy ostrzegania i decyzyjny paraliż administracji nie chronią nas przed nimi zbyt skutecznie (fabuła obu filmów bazuje zresztą dość silnie na faktycznych ustaleniach geologów). Innym, może nieco bardziej pozytywnym, wnioskiem może być fakt, że Norwegia wciąż pełna jest niebezpieczeństw ze strony bagatelizowanej natury, co pozwala przypuszczać, że w przyszłości jeszcze przyjdzie nam się spotkać z bohaterami The Quake. Chociaż życzę im spokojnego dalszego życia, nie będę narzekał na takie spotkanie.

Avatar

Tomasz Raczkowski

Konsekwentnie poszukuje kina niemieszczącego się w sztywnych ramach, prowokującego i nieoczywistego.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA