Connect with us

Recenzje

MARKIZ DE SADE: JUSTYNA. Kinski jako osławiony libertyn

Dramat kostiumowy Jessa Franco z 1969 roku.

Published

on

MARKIZ DE SADE: JUSTYNA. Kinski jako osławiony libertyn

Markiz de Sade: Justyna nie oddaje ducha twórczości de Sade’a, ale ma swoje zalety.

Paryż, koniec XVIII wieku. Markiz de Sade zostaje zamknięty w Bastylii, gdzie wymyśla opowieść o dwóch siostrach, naiwnej i prostodusznej Justynie oraz cynicznej i bezwzględnej Juliette, które po śmierci ojca trafiają na bruk. Juliette zabiera Justynę do burdelmamy Madame de Buission, która w zamian za wikt i opierunek w domu publicznym żąda od kobiet pracy w charakterze prostytutek. Juliette przystaje na te warunki, tymczasem Justyna zatrudnia się u niejakiego du Harpina, który wkrótce wrabia ją w kradzież złota. Dziewczyna trafia do więzienia, ale zrządzeniem losu udaje jej się uciec i znaleźć azyl u malarza Raymonda.

Advertisement

Młodzi zakochują się w sobie, jednak poszukiwana przez żandarmów Justyna znów musi salwować się ucieczką, trafia kolejno do rezydencji małżeństwa de Bressac i sekty maniaków seksualnych okupujących opuszczony klasztor. Po wielu perypetiach i upokorzeniach Justyna nieoczekiwanie spotyka Juliette, której życie pozornie potoczyło się lepiej.

Donatien Alphonse François de Sade (1740-1814) pochodził z szacownej szlacheckiej rodziny, jako młody człowiek odebrał staranne wykształcenie, a potem służył w gwardii królewskiej; wsławił się męstwem w trakcie wojny siedmioletniej, lecz jego reputacja szybko zaczęła podupadać z powodu skłonności Donatiena do hazardu, rozrzutności i przede wszystkim rozpusty. Wielokrotnie trafiał za kratki: a to za trucicielstwo, a to za sodomię, a to za pobicie pokojówki podczas orgii. W 1772 roku skazano go na śmierć, ale markizowi udało się uciec do Włoch. Po powrocie do Francji jego wyrok został uchylony, lecz to nie oznaczało końca kłopotów de Sade’a: z Bastylii trafił prosto do przytułku dla obłąkanych w Charenton, gdzie zmarł na niezidentyfikowaną chorobę zakaźną.

Advertisement

Zamiłowanie do przemocy sprawiło, że nazwisko de Sade’a posłużyło do ukucia terminu „sadyzm” jako określenia zaburzenia na tle seksualnym polegającego na zadawaniu fizycznego bólu i upokarzaniu partnera.

Pośród wszystkich tych skandali, orgii i odsiadek de Sade odnajdywał czas na pracę twórczą: pisał powieści, opowiadania, nowele, sztuki teatralne, dialogi, dzienniki, eseje, listy, traktaty polityczne i rozprawy filozoficzne poruszające temat przyjemności i absolutnej wolności nieograniczonej przez moralność, prawo i religię. Wiele z jego pism uchodzi za zaginione lub zniszczone, jednak te, które przetrwały, wywarły znaczący wpływ m.in. na Stendhala, Baudelaire’a, Dostojewskiego, Bataille’a, Freuda, Nietzschego, Foucalta, Derridę i Barthesa (nie wspominając o psychiatrach i seksuologach). Do najważniejszych dzieł de Sade’a należą: Sto dwadzieścia dni Sodomy, czyli szkoła libertynizmu, Filozofia w buduarze, Zbrodnie miłości, Julietta – powodzenie występku, Dialog między księdzem a umierającym i Justyna, czyli nieszczęścia cnoty. Tę ostatnią napisał de Sade w 1787 roku podczas odbywania kary w Bastylii; dziesięć lat później opublikował rozszerzoną wersję pt. Nowa Justyna.

Advertisement

Justyna porusza bodaj wszystkie ulubione wątki francuskiego libertyna, czyniąc to poprzez postać niewinnego dziewczęcia, które przechodzi seksualną transformację pod wpływem społeczeństwa; de Sade był przy tym daleki od potępiania takiej drogi, wręcz przeciwnie – zdawał się mu nie tylko hołdować, ale i je propagować, nie wykazując przy tym żadnej sympatii dla zgnębionej bohaterki. Twórcy filmowej adaptacji pt. Markiz de Sade: Justyna, czyli reżyser Jesús Franco oraz producent i scenarzysta Harry Alan Towers, obrali nieco inną drogę.

Ich utwór to bardziej opowieść pikarejska i kostiumowy dramat niż perwersyjny erotyk; pod tym względem tylko w niewielkim stopniu oddaje on okrucieństwo materiału źródłowego, toteż widz oczekujący wiernej ekranizacji może poczuć się zawiedziony, bo jak na film posiłkujący się spuścizną de Sade’a, zaskakująco mało tu zepsucia – nie ma niczego, co mogłoby równać się z Salò, czyli 120 dni Sodomy (1975) Piera Paolo Pasoliniego.

Advertisement

Nie oznacza to, że Markiz de Sade: Justyna to film dla widzów innych niż dorośli, jednak cała ta de Sade’owska perwersja została tu znacznie uładzona – co zresztą zakrawa na ironię, bo Francowi marzyła się wersja bliższa duchowi oryginału, musiał jednak skapitulować pod naciskami Towersa [na więcej mógł pozwolić sobie dopiero przy De Sade 70 (1970), ekranizacji Filozofii w buduarze]. Reżyser był też zmuszony wprowadzić zmiany w scenariuszu pod kątem odtwórczyni głównej roli, czyli popularnej piosenki Rominy Power, której udział narzucili finansiści filmu (Franco optował za Rosemary Dexter) i która – według niepochlebnej opinii hiszpańskiego filmowca – nie miała ani odpowiedniego doświadczenia aktorskiego, ani zmysłowości właściwej dla postaci Justyny.

Takie zabiegi dodatkowo rozwodniły przekaz literackiego pierwowzoru i w rezultacie Markiz de Sade: Justyna jawi się jako de Sade (oraz Franco) w wersji ocenzurowanej, odtłuszczonej i ugrzecznionej.

Advertisement

Film ma jednak swoje zalety. Jak na standardy znanego z niskobudżetowych, często ocierających się o tanią tandetę produkcji Franco, Markiz… to film wręcz wystawny, do czego przyczynił się na pewno największy w dotychczasowej karierze reżysera budżet (nieco ponad milion dolarów). Te pieniądze nie poszły na marne: zdjęcia, oświetlenie, kostiumy oraz muzyka (Bruno Nicolai!) robią bardzo dobre wrażenie. Power rzeczywiście nie jest najlepszą aktorką na świecie, jednak drugi plan rekompensuje jej nieco drewnianą grę: Jack Palance jako brat Antonin stworzył bez wątpienia jedną z najdziwniejszych postaci w filmografii pełnej dziwaków (według relacji Franco aktor był zwykle pijany – i to widać), Mercedes McCambridge jako Madame Dusbois zagrała ze wspaniałą przesadą (niczym żeński odpowiednik Vincenta Price’a), a obsadę uzupełnia sam Klaus Kinski jako de Sade, którego udział jest wprawdzie symboliczny, ale wzbogaca ten niedoskonały, choć interesujący film.

Advertisement

Autor książek „Bóg w sprayu. Filozofia według Philipa K. Dicka” (2012) i „SoundLab. Rozmowy” (2017) oraz opowiadań zamieszczanych w magazynach literackich „Czas Kultury” i „Akcent”. Publikował m.in. na łamach „Gazety Wyborczej”, „Trans/wizji” i „Gazety Magnetofonowej” oraz na portalach Czaskultury.pl i Dwutygodnik.com.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *