Recenzje

THE BREADWINNER (Żywiciel). Nominowana do Oscara animacja od twórców “Sekretów morza”

Szczera i wzruszająca historia, ale też kino z tezą.

Autor: Maciej Niedźwiedzki
opublikowano

Bez iskry

Wielkie Cartoon Saloon (już bardzo cenione, ale niedostatecznie znane), odpowiedzialne za Sekret księgi z Kells i Sekrety Morza, powraca ze swoją najnowszą animacją. Tym razem jednak sięga po bardziej realistyczną stylistykę i zaangażowany politycznie temat. The Breadwinner (o polskim tytule Żywiciel) to twardo stąpająca po ziemi historia, nieunikająca obrazów fizycznego cierpienia. Choć jeszcze bardziej boli to odczuwalne na poziomie mentalnym. Bezradność, rozpacz i poczucie wykluczenia to emocjonalne tony, w które reżyserka Nora Twomey najczęściej uderza. The Breadwinner to wymagające kino i ważny głos w ważnej sprawie.

Fabuła The Breadwinner podobnie jak Sekretów morza rozwija się na dwóch płaszczyznach: faktycznej i symbolicznej.

Kabul, Afganistan. Niebo co chwila przecinają wojskowe samoloty, szczęśliwie ocalałe budynki ścianę w ścianę stoją z przygnębiającymi gruzowiskami. Po drogach jeżdżą opancerzone auta Talibów, a wśród pieszych co chwila dostrzegamy okaleczonych przez wojnę cywilów. Jednym z nich jest pozbawiony prawej nogi poczciwy Nurullah. Razem z nim na straganie siedzi jego nastoletnia córka Parvana. Na kocu rozłożone na sprzedaż mają ostatnie cenniejsze rodzinne pamiątki. Każdy grosz i każdy kęs chleba są na wagę złota. Tym bardziej, że w domu czekają jeszcze trzy kolejne osoby do wykarmienia.

Twórcy umiejętnie nakreślają silną więź łączącą Parvanę z ojcem. To dla niej autorytet, nauczyciel i opiekun, u którego boku w tych ciężkich czasach można czuć się odrobinę bezpieczniej. Świat Parvany i jej rodziny zawali się jednak po tym, jak Nurullah zostanie bezprawnie zatrzymany i skazany na niewiadomy okres na więzienie. Życie jego dwóch córek, żony i kilkuletniego synka zawiśnie na włosku. Ekstremistyczne, fanatyczne prawo Talibów zakazywało wtedy kobietom jakiegokolwiek uczestnictwa w życiu społecznym. To jedynie mężczyzna mógł pójść do sklepu po zakupy i być potraktowany jak klient. Ukryte pod burkami kobiety nie wychodziły z domów, gotując obiady i opiekując się dziećmi.

Bez Nurullaha sytuacja rodziny Parvany staje się naprawdę tragiczna. Ratunkiem może być jedynie poświęcenie najwyższej próby. Bohaterka ścina włosy, przebiera się w pozostawione po zmarłym bracie ubrania i wychodzi z domu-schronu (swoją drogą ta scena jest jakby żywcem wyciągnięta z disneyowskiej Mulan). Parvana w pierwszej kolejności chce przynieść prowiant rodzinie. W drugiej – spróbować wyciągnąć ojca z więzienia.

Fabuła The Breadwinner podobnie jak Sekretów morza rozwija się na dwóch płaszczyznach: faktycznej i symbolicznej. W najnowszej produkcji Cartoon Saloon ta druga realizuje się w opowieści o Sulaymanie. Rówieśnik Parvany decyduje się na wyprawę, by odzyskać zboże skradzione przez wysłanników mitycznego Króla Słonia. Niestety poboczna historia w The Breadwinner nie wnosi za dużo do głównego wątku. Na pewno w interesujący sposób wizualnie urozmaica film, ale nie wskazuje nowych ścieżek interpretacji, będąc praktycznie bezpośrednim przełożeniem perypetii Parvany z rzeczywistych wydarzeń. Historia Sulaymana miała odgrywać podobną rolę jak mistyczna otoczka Sekretu księgi z Kells czy baśniowość konwencji Sekretów morza. Jednak w przypadku wymienionych animacji fantastyczne wydarzenia dodawały kolejnych znaczeń. Tym razem trudno jest się ich doszukać.

The Breadwinner jest kinem zdecydowanie bardziej prostolinijnym i łatwiejszym do odczytania. Kinem szczerym i wzruszającym, ale zrobionym z tezą. Słuszną, ale mimo wszystko aż nadto wyczuwalną. To film przypominający o konieczności równouprawnienia i o ofiarach wojny. Przestrzegający przed religijnym fanatyzmem i skupiający uwagę na bezbronnych jednostkach postawionych w obliczu wielkich imperialnych konfliktów.

Każdemu z poruszonych wątków mogę przyklasnąć, ale brakuje mi w wyrażaniu ich tak typowej dla Cartoon Saloon finezji i delikatności. The Breadwinner to kino pisane wielkimi literami. Na pewno z korzyścią dla ideologicznej klarowności, ale umyka przy tym to, co w produkcjach tego wybitnego irlandzkiego studia cenię najbardziej: wrażliwości w opisie bohaterów i wykwintności nieoczywistej symboliki. The Breadwinner to dalej ponadprzeciętnie dobry film, ale pozbawiony iskry dzieła wybitnego.

Ostatnio dodane