search
REKLAMA
Recenzje

TAJEMNICE MARILYN MONROE: NIEZNANE NAGRANIA. Co się zdarzyło Normie Jean?

Gdzie kończy się Marilyn Monroe, a zaczyna Norma Jean Mortenson?

Janek Brzozowski

3 maja 2022

REKLAMA

Od tragicznej śmierci Marilyn Monroe mija w tym roku równo 60 lat. Pomimo znacznego upływu czasu aktorka wciąż pozostaje niekwestionowaną ikoną popkultury, inspirując powstawanie kolejnych książek, filmów i seriali. W zeszłym roku wznowiono w Polsce wydanie Blondynki – monumentalnej, fabularyzowanej biografii aktorki, napisanej przez Joyce Carol Oates (autorkę, która już kilkukrotnie nominowana była do nagrody Pulitzera, w tym również za powieść o życiu Monroe). Na podstawie książki powstaje właśnie film – produkowany przez Netfliksa, a reżyserowany przez Andrew Dominika, który dość szumnie reklamuje swój najnowszy projekt jako „córkę Wściekłego byka i Obywatela Kane’a”. Na premierę Blondynki będziemy musieli jednak jeszcze poczekać – co najmniej do ostatniego kwartału 2022 roku. Aby nieco osłodzić oczekiwanie, na platformie Netflix pojawił się właśnie dokument poświęcony życiu, a przede wszystkim śmierci Monroe, zatytułowany jednocześnie enigmatycznie i sensacyjnie: Tajemnice Marilyn Monroe: Nieznane nagrania.

Taśmy Anthony'ego Summersa

W oryginalnym tytule dokumentu Emmy Cooper odnaleźć możemy dość znaczące słowo „tapes”. Znaczące, bo filmy non-fiction oparte na archiwalnych, pierwszy raz publikowanych „taśmach” i wpisujące się jednocześnie w popularną konwencję true crime to ostatnimi czasy spécialité de la maison Netfliksa – przywołać można chociażby miniseriale reżyserowane przez Joego Berlingera. Dokument Cooper korzysta z bliźniaczej stylistyki, choć, oczywiście, rozmów z seryjnymi mordercami w nim nie uświadczymy. Pomimo to konwencja true crime wybija się tutaj niejednokrotnie na plan pierwszy – sprawą priorytetową dla twórców wydaje się bowiem wyjaśnienie okoliczności śmierci gwiazdy filmowej. Nieszczęśliwy wypadek? Samobójstwo? A może skrzętnie zatuszowane morderstwo?

„Ta historia kryje w sobie zagadkę. Seks i polityka. Bracia Kennedy. Rewolucja kubańska. Znaki zapytania. Znaki zapytania. Znaki zapytania” – mówi w prologu filmu Anthony Summers, momentalnie rozbudzając zainteresowanie widza. Summers jest nie tylko narratorem dokumentu, ale również dziennikarzem śledczym oraz autorem biografii Monroe, zatytułowanej Bogini. Tajemnice życia i śmierci Marilyn Monroe. Amerykanin staje się naszym przewodnikiem po życiu słynnej gwiazdy – to on odpowiada za wspomniane „taśmy”: kilkaset wywiadów, przeprowadzonych z ludźmi, którzy na pewnym etapie swojego życia zetknęli się z Monroe. Film Cooper to w dużej mierze rekonstrukcja drogi, którą podążał dziennikarz śledczy, badając okoliczności życia i śmierci tytułowej bohaterki. Wszystko, czego dowiadujemy się w trakcie filmu, jest przefiltrowane przez osobę Summersa – liczą się rozmowy, które przeprowadził, informacje, które pozyskał, dokumenty, do których się dokopał. Cała skarbnica raz bardziej, a raz mniej rzetelnej wiedzy na temat Monroe, zgromadzona w gigantycznych pudłach, kurzących się w tajemniczym schowku nieopodal pokaźnego domu bohatera.

Podmiot czy przedmiot?

Na głównych antagonistów dokumentu wyrastają mężczyźni, którzy towarzyszyli Marilyn podczas jej aktorskiej kariery. Najpierw Joseph Schenck (współzałożyciel 20th Century Fox) i John Hyde (wpływowy biznesmen), wiekowi mężczyźni, z którymi bohaterka „umawiała się” na początku kariery, aby móc zadebiutować na dużym ekranie. Później dwaj słynni mężowie, Joe DiMaggio i Arthur Miller, znęcający się nad nią psychicznie (Miller) i fizycznie (DiMaggio). Wreszcie, bracia Kennedy – John i Robert. W ostatnim z tych wątków dokument Cooper wydaje się zresztą najodważniejszy (a co za tym idzie – najciekawszy), obalając spiżowe pomniki dwójki amerykańskich mężów stanu i przedstawiając ich jako niewyżytych, seksualnych dewiantów, wymieniających się Monroe niczym przedmiotem podczas regularnych orgii organizowanych w domu aktora Petera Lawforda. Na obronę Kennedych dodać należy, że twórcy nie przedstawiają w tym temacie żadnych twardych dowodów (nagrań, taśm czy fotografii), posługując się jedynie relacjami kilkorga świadków, z którymi udało się porozmawiać Summersowi. Inna sprawą jest, że przedstawiciele rządowych agencji wywiadowczych mogli swego czasu zadbać, aby takie dowody nigdy nie ujrzały światła dziennego.

Tajemnice Marilyn Monroe… stawiają ostatecznie więcej pytań niż odpowiedzi. Narracja odbija się od ściany do ściany, sklecając ze sobą fakty i stawiając kolejne teorie. Jest to szczególnie mocno widoczne we fragmentach odautorskich wypowiedzi Summersa, często mętnych, nierozjaśniających sprawy, próbujących budować napięcie w sztuczny, momentami wręcz irytujący sposób: „Hollywood, Los Angeles, podsłuchy, pluskwy. Zamordowano ją? John F. Kennedy, Robert Kennedy, Jimmy Hoffa, plotki. Akta Białego Domu, akta FBI. Szczerość. Gromadzenie faktów. I… śmierć Marilyn”. Kiedy rozłoży się tę narrację na czynniki pierwsze, przestaje ona brzmieć tajemniczo i efektownie, a zaczyna absurdalnie, groteskowo, zwyczajnie głupio i hochsztaplersko. Całe szczęście równoważona jest przez bogaty zbiór archiwaliów, z bezcennymi, tytułowymi nagraniami na czele. Głosy Billy’ego Wildera, Johna Hustona czy Jane Russel ubogacają portret aktorki, jednocześnie umożliwiając nam wgląd za kulisy Hollywood lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych.

Podczas oglądania nielicznych scen, w których z offu płynął uroczy głos samej Marilyn, zacząłem się zastanawiać nad tym, jak chętnie obejrzałbym dokument złożony tylko z wypowiedzi Monroe i fragmentów filmowych z jej udziałem. Czy byłoby to dzieło zbyt hermetyczne? Niewpisujące się w inkluzywną politykę Netfliksa? Być może. Z całą pewnością byłby to film, w którym Monroe traktowana byłaby podmiotowo, odzyskałaby należny jej głos. Jak na razie funkcjonuje w popkulturze przede wszystkim jako przedmiot. Produkt wabiący odbiorców podniesioną sukienką, zalotnie puszczający oko do każdego konsumenta z osobna. Tragiczną sytuację Monroe znakomicie oddał Andy Warhol w swoim Marilyn Diptych, obrazie ukończonym zaledwie tydzień po śmierci aktorki. Widzimy na nim 25 identycznych portretów Marilyn, przechodzących stopniowo z pastelowego, żywego koloru w czarno-biały, fotograficzny negatyw. Człowiek niknie gdzieś za zużytą, zbyt wiele razy zakładaną maską – na ostatnich portretach widzimy już tylko niewyraźne plamy, w nikłym stopniu przypominające twarz słynnej aktorki. Gdzie kończy się Marilyn Monroe, a zaczyna Norma Jean Mortenson? Do rangi symbolu urasta w tym kontekście fakt, że w dokumencie Cooper prawdziwie imię i nazwisko bohaterki nie pojawia się ani razu.

Janek Brzozowski

Janek Brzozowski

Student poznańskiego filmoznawstwa. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska oraz francuska, a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Ostatnimi czasy odkrywa w sobie ogromne pokłady miłości względem kina dokumentalnego. Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym. E-mail kontaktowy: jan.brzozowski@protonmail.com

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA