Connect with us

Recenzje

SERCE MIŁOŚCI. Kupidyn w świecie awangardy

W filmie SERCE MIŁOŚCI miłość splata się z awangardą, ukazując złożone relacje artystów w świecie pełnym kreatywności i emocji.

Published

on

Filmowe historie o miłości opowiadane już były w najróżniejszych konwencjach: szekspirowskich, musicalowych, komediowych i sensacyjnych, a tłem dla pięknego uczucia bywały już niemal wszystkie możliwe środowiska. Serce miłości oferuje jednak zupełnie nowe spojrzenie na miłość – spojrzenie z perspektywy awangardowych artystów, dwóch silnych twórczych osobowości, które łączą się w czymś, co należałoby ulokować pomiędzy bokserskim klinczem a miłosnym splotem.

Advertisement

Łukasz Ronduda, krytyk sztuki i kurator w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, na scenę filmową wkroczył stosunkowo niedawno – nakręcony wspólnie z Maciejem Sobieszczańskim eksperymentalny Performer (2015) opowiadał o artyście Oskarze Dawickim, który grał w filmie samego siebie, i dawał jasny sygnał odnośnie tego, co interesuje Rondudę w kinie. Serce miłości to kontynuacja tego kierunku, a bohaterami – choć tym razem wykreowanymi przez profesjonalnych aktorów – ponownie są tu niszowi artyści, uznany muzyk, performer i artysta wizualny Wojciech Bąkowski i wkraczająca dopiero na salony sztuki, młodsza od swojego partnera o 14 lat Zuzanna Bartoszek.

Opowieść o ich związku przypomina nieco Blue Valentine, tyle że osadzone w świecie spontanicznego artyzmu i permanentnej umowności. Mimo licznych podobieństw (nie tylko tych dosłownych, fizycznych), Wojciech i Zuzanna stale ścierają się i konfrontują, ale te konfrontacje aż kipią od uczucia. „Nie mam definicji miłości. W naszym wypadku to coś pomiędzy symbiozą a ciągłą walką” – mówiła Bartoszek w wywiadzie udzielonym kilkanaście dni temu Wysokim Obcasom i właśnie to „coś pomiędzy” świetnie uchwycił w Sercu miłości Ronduda.

Advertisement

Przez niespełna półtorej godziny oglądamy impresyjne wizje związku Bąkowskiego i Bartoszek, opartego w znacznym stopniu na artystycznych zainteresowaniach, występach muzycznych Wojciecha (współzałożyciela projektów Kot, Czykita i Niwea, w których realizuje się zarówno muzycznie, jak i wokalnie) i wspólnych wycieczkach po miejskich świątyniach handlu (znanych powszechnie jako galerie), w których zakochani szukają inspiracji. Jacek Poniedziałek i Justyna Wasilewska (przeżywająca właśnie najlepszy sezon w karierze) znakomicie wczuli się w awangardową konwencję, a w ich naturalności naprawdę da się dostrzec Wojciecha i Zuzannę.

Robert Bolesto, usilnie pracujący na miano naczelnego scenarzysty polskich artystów w rodzimym kinie, napisał tę historię tak, aby poszczególne sceny stanowiły zamknięte całości i dały się oglądać jako osobne rozdziały z życia osobliwej pary. Ataki zazdrości przeplatają się tu z intymnymi scenami pełnymi pocałunków i uścisków, a gesty wzajemnej inspiracji sąsiadują z sytuacjami podkradania artystycznych pomysłów.

Advertisement

Przy całej swej wiarygodności, Serce miłości jest też umownym spektaklem, fantazją, w której główni bohaterowie wielokrotnie odcinają się od rzeczywistości, zagłębiając się w odmętach wyobraźni. Tak dzieje się przy okazji każdego z występów Bąkowskiego (film Rondudy po brzegi wypełniony jest elektroniczną muzyką projektów Wojciecha), tak jest też w scenach intymnych zbliżeń, w których zamiast nagości oglądamy dwie sylwetki tak podobne (oboje są łysi, bardzo często ubrani w jednolitą czerń), że nierzadko wyglądające jak jeden organizm. Związek Bartoszek i Bąkowskiego nie jest jednak harmonijną symbiozą – ich relacje zależne są często od ich zmiennych nastrojów (Zuzannę dopadają ataki zazdrości, Wojciech obwinia ukochaną za negatywny wpływ na jego kreatywność), a wspólne mieszkanie zdaje się być ulokowane na szczycie aktywnego wulkanu, którego erupcja może nastąpić w dowolnym momencie.

Miłość artystycznej pary jest równie umowna jak wytwory ich wyobraźni – uczucie, podobnie jak twórcze alegorie i metafory, można dowolnie kwestionować, a jedynym constansem jest tutaj wyłącznie sztuka.

Advertisement

Serce miłości jest nie tyle filmem, co przeżyciem – zapomnijcie o klasycznej narracji i konsekwentnym budowaniu tożsamości bohaterów. Dajcie się ponieść temu impresyjnemu doznaniu i posmakujcie twórczego eksperymentowania, które zazwyczaj można odnaleźć jedynie w polskim filmie animowanym.

Advertisement

Zawsze w trybie "oglądam", "zaraz będę oglądał" lub "właśnie obejrzałem". Gdy już położę córkę spać, zasiadam przed ekranem i znikam - czasem zatracam się w jakimś amerykańskim czarnym kryminale, a czasem po prostu pochłaniam najnowszy film Netfliksa. Od 12 lat z różną intensywnością prowadzę bloga MyśliwiecOgląda.pl.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *