Connect with us

Recenzje

PAMIĘTNIK ANDY’EGO WARHOLA. Portret artysty z czasów miłości

Autor słynnej Puszki z zupą firmy Campbell wyrasta w dokumencie Rossiego na bohatera ambiwalentnego, targanego sprzecznościami (a ponoć im więcej sprzeczności, tym człowiek ciekawszy).

Published

on

PAMIĘTNIK ANDY'EGO WARHOLA. Portret artysty z czasów miłości

„Ludzie czytają pamiętniki z wielu powodów. Historyk sztuki czyta je, żeby znaleźć pewne wskazówki. Osoba publiczna czyta je, by sprawdzić, czy jest tam jej nazwisko” – mówi w Pamiętniku Andy’ego Warhola Benjamin Liu, wieloletni asystent oraz przyjaciel nowojorskiego artysty. A w jakim celu po prywatne zapiski znanych osobistości sięgają „zwyczajni” odbiorcy? Przyznam się bez bicia – sam jestem wielkim fanem czytania cudzych dzienników. Chyba w żadnej innej formie, może poza listami, pisarz, reżyser czy generalnie artysta nie jawi się w moich oczach jako człowiek z krwi i kości, egzystujący w konkretnym miejscu i czasie, borykający się z uniwersalnymi, ponadczasowymi problemami.

Advertisement

I chociaż tego typu zapiski wciąż naznaczone są swego rodzaju kreacją artystyczną (w skrajnych przypadkach, jak chociażby Witolda Gombrowicza, przebijającą przez każde zdanie książki), to wciąż otrzymujemy za ich sprawą zdecydowanie bardziej otwarty i bezpośredni dostęp do świata myśli i doświadczeń drugiej osoby niż na przykład w przypadku powieści, którą wpierw należy prawidłowo rozkodować, a następnie zinterpretować – jeżeli koncentrujemy się na postaci twórcy, to najlepiej, rzecz jasna, w kluczu biograficznym.

Swoje pamiętniki Warhol zaczął prowadzić w wyjątkowo nieprzypadkowym momencie życia, niedługo po tym, jak w 1968 roku został postrzelony przez Valerie Solans, radykalną feministkę, pisarkę i aktorkę. Artysta znalazł się wówczas na moment w stanie śmierci klinicznej. Po powrocie do rzeczywistości rozpoczął proces spisywania swojego „życia”, podchodząc jednak do tego bardzo swobodnie – na kartach pamiętników zapiski stricte biznesowe, powiązane z prowadzoną przez niego firmą, mieszają się z uczuciowymi wyznaniami, opiniami na temat szeroko pojętej sztuki i refleksjami, dotyczącymi ludzkiej egzystencji w ogóle.

Advertisement

Co istotne, Warhol nie sporządzał swoich notatek własnoręcznie. Każdego dnia, zaraz po przebudzeniu, rozmawiał przez telefon ze swoją przyjaciółką Pat Hackett, która przelewała jego słowa na papier przy pomocy maszyny do pisania. W ten sposób przez niespełna dwadzieścia lat pracy udało im się zapełnić ponad 1000 stron maszynopisu (w oryginalnym, anglojęzycznym wydaniu pamiętniki Warhola liczą ponad 1200 stron).

W wywiadzie dla „Interview” (pisma założonego przez Warhola w 1969 roku) Andrew Rossi, reżyser Pamiętnika…, wspomina, że pierwszy raz przeczytał tytułowe zapiski jeszcze w czasach licealnych, zaraz po ich wydaniu. Jak sam mówi: „dla dojrzewającego, biseksualnego mężczyzny było to niesamowicie mocne przeżycie”. Druga lektura, zbiegająca się z momentem rozpoczęcia pracy nad miniserialem (2011 rok!), pozwoliła mu dostrzec i wydobyć na światło dzienne to, co w według niego jest w pamiętnikach Warhola najbardziej unikalne – „jego życie miłosne, queerowe pragnienia”, ukryte na co dzień przed wścibską opinią publiczną pod grubą, trudną do spenetrowania warstwą autokreacji.

Advertisement

I rzeczywiście, lwia część Pamiętnika… skupiona jest właśnie wokół prywatnego życia nowojorskiego artysty, a przede wszystkim jego dwóch najważniejszych relacji miłosnych – z Jedem Johnsonem i Jonem Gouldem. Konsekwentnie rozwijając ten wątek, Rossi posługuje się nie tylko rozmowami z wciąż żyjącymi przyjaciółmi Warhola, ale również obszernymi fragmentami jego zapisków, czytanymi przez sztuczną inteligencję, której głos, za zgodą Andy Warhol Foundation, został wykreowany w taki sposób, aby jak najmocniej przypominał głos zmarłego w 1987 roku artysty (namiętnie używam słowa „artysta”, ponieważ trudno zamknąć Warhola w węższych ramach – na przestrzeni lat zajmował się on malarstwem, reżyserią filmową, modelingiem, fotografią, performance’em, rysunkiem, poezją i Bóg wie iloma innymi gałęziami sztuki). Wrażenie jest jednocześnie olśniewające i niepokojące. Jakkolwiek tandetnie to nie zabrzmi, momentami naprawdę można pomyśleć, że Warhol przemawia do nas nie tylko z offu, ale również zza grobu.

Godne podziwu jest to, że twórcy Pamiętnika…, kiedy trzeba, potrafią być wobec swojego bohatera, funkcjonującego na prawach ikony, krytyczni. Przedzierają się przez spiżowy pomnik Warhola, aby dotrzeć do sedna, a zatem do człowieka – istoty, której zdarza się popełniać błędy, podejmować niewłaściwe decyzje. Eksploatacja zostaje nazwana tutaj po imieniu, gdy wspominany jest projekt „Ladies and Gentlemen”, na potrzeby którego artysta, wraz ze swoimi asystentami, zebrał w swoim studiu grono czarnoskórych transseksualistów, obfotografował ich, a następnie, jak to już miał w zwyczaju, na podstawie fotografii namalował obrazy.

Advertisement

Swoim modelom zaproponował przy tym głodowe stawki (wahające się, w zależności od długości konkretnej sesji zdjęciowej, od 50 do 100 dolarów), z pełną świadomością tego, że dzieła, które przy ich pomocy stworzy, osiągną wartość kilkuset tysięcy dolarów. O jakimkolwiek wspomnieniu pozujących z imienia i nazwiska nie było nawet mowy – wszystkich, za wyjątkiem jednej osoby, udało się odnaleźć dopiero po 45 latach od feralnej wystawy.

Warhol wypada niekorzystnie również wtedy, gdy na kartach jego pamiętników pojawiają się niewybredne zapiski na temat życia oraz twórczości innych artystów. Myśli i wypowiedzi, które w przestrzeni publicznej zostałyby, i słusznie, jednoznacznie potępione, znajdują ujście w prywatnych sferach dziennika. Świetnym przykładem jest chociażby wpis dotyczący jego bliskiego przyjaciela, Jeana-Michela Basquiata, z którym w latach osiemdziesiątych, w ramach artystycznej kolaboracji, namalował ponad 200 obrazów: „Jak wielu krzyczących Murzynów [w oryginale użyte zostało słowo: „Negroes”] może jeszcze stworzyć?”.

Advertisement

Dzisiaj taka uwaga, co jasno podkreślają autorzy miniserialu, rozpatrywana powinna być nie tylko w kategoriach zwykłej złośliwości, ale również jako przejaw podskórnego rasizmu, wyrastającego w przypadku Warhola z egzystencjalnego lęku przed tym, co inne, nieznane.

Autor słynnej Puszki z zupą firmy Campbell wyrasta więc w dokumencie Rossiego na bohatera ambiwalentnego, targanego sprzecznościami (a ponoć im więcej sprzeczności, tym człowiek ciekawszy). Jest jednocześnie nieśmiałym, pryszczatym chłopcem z Pittsburgha i guru nowojorskiej bohemy, dyktującym aktualne trendy sztuki współczesnej. Natchnionym artystą, nieustannie eksperymentującym, tworzącym pod wpływem chwili i komercyjnym wyrobnikiem, realizującym zamówienia celebrytów i marszandów z całego świata. Niewyoutowanym homoseksualistą, regularnie spotykającym się z mężczyznami i przykładnym chrześcijaninem, co niedzielę udającym się do kościoła na mszę świętą.

Advertisement

Wreszcie, co najdobitniej widać właśnie na kartach jego pamiętnika, czułą, delikatną istotą, chłonącą świat i ubogacającą go o liczne dzieła sztuki oraz zawistnym, zakompleksionym człowieczkiem, dostrzegającym w sukcesach innych przede wszystkim zagrożenie.

Serial Rossiego traktować można również jako bogatą w materiały archiwalne, „obiektywne” głosy ekspertów oraz „subiektywne” wspomnienia uczestników wydarzeń kronikę społeczno-polityczną Nowego Jorku lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Warhol bez dwóch zdań był sercem tego miasta, oddającym jego atmosferę nie tylko w swojej sztuce, ale również za pośrednictwem magazynu „Interview” czy programu Andy Warhol’s Fifteen Minutes, emitowanego na antenie MTV. Jeżeli w latach siedemdziesiątych królowało w Nowym Jorku umiłowanie życia, wszechogarniające uczucie wolności artystycznej i świetnej, niekończącej się zabawy, to epidemia AIDS, rozwijająca się dynamicznie na przestrzeni lat osiemdziesiątych, w wyjątkowo brutalny sposób położyła temu wszystkiemu kres.

Advertisement

I choć Warhol nie padł, wbrew popularnym swego czasu plotkom, jej ofiarą (przyczyną śmierci artysty były komplikacje po operacji wycięcia woreczka żółciowego), to wielu jego przyjaciół, znajomych, współpracowników już tak – m.in. Jon Gould, który zachorował i zmarł w 1986 roku, zaledwie kilka miesięcy przed Andym. Dwa ostatnie odcinki Pamiętnika… skupione są właśnie wokół kwestii tzw. „gejowskiego raka” (termin używany wielokrotnie przez bohaterów serialu, szalenie popularny w latach osiemdziesiątych) – pytań o to, jaki był stosunek Warhola do tej choroby, czy w jego późnej sztuce można odnaleźć do niej wizualne nawiązania, czy artysta mógł i czy powinien zrobić coś więcej dla szykanowanej wówczas przez amerykańską prawicę (epidemię AIDS uważano w niektórych kręgach za „karę od Boga”) społeczności LGBT.

Poważnym, a rzadko wybijającym się na pierwszy plan atutem Pamiętnika… jest z całą pewnością ścieżka dźwiękowa, na której króluje starannie wyselekcjonowana muzyka z epoki. Odnajdziemy tu m.in. przeżywających obecnie drugą młodość Sparksów, kultową formację Bee Gees i nieśmiertelnego Davida Bowiego, który swego czasu nagrał piosenkę zatytułowaną „Andy Warhol”, a w 1996 roku wcielił się w nowojorskiego artystę na potrzeby filmu Basquiat – taniec ze śmiercią Juliana Schnabela; od tytułu jednego z utworów Bowiego, „Loving the Alien”, pochodzi również nazwa ostatniego epizodu miniserialu Rossiego.

Advertisement

Amerykańskim klasykom towarzyszą równie angażujące kompozycje stworzone specjalnie na użytek Pamiętnika…. Ich autorem jest Brad Oberhofer – założyciel i wokalista zespołu Oberhofer, dobrze znanego wszystkim fanom BoJacka Horsemana (to ich piosenka, Sea of Dreams, rozbrzmiewa pod koniec słynnego odcinka Fish Out of Water, wybranego przez magazyn „Time” najlepszym epizodem telewizyjnym 2016 roku). Utwory napisane przez trzydziestoletniego muzyka zachwycają swoją dojrzałością i namacalną wręcz czułością.

Znakomicie korespondują ze stanem uczuciowym wycofanego, prowadzącego bogate życie wewnętrzne Warhola, przypominając delikatne, minimalistyczne kompozycje Maxa Richtera, który, podobnie jak Oberhofer, lubuje się w łączeniu muzyki klasycznej z elektroniczną.

Advertisement

„Homoseksualizm Warhola jest składową jego sztuki, ale to jego dorobek artystyczny zawsze pozostaje na pierwszym planie. W pewien sposób odkrywamy, kim jesteśmy, zamiast to wyrażać. Tworzenie sztuki to eksploracja tego, kim jesteśmy, a nie stwierdzenie: «Jestem taki» i namalowanie tego na płótnie” – mówi pod koniec ostatniego odcinka Pamiętnika… Glenn Ligon, amerykański artysta konceptualny. Trudno się z nim nie zgodzić. Wydaje się, że sztukę Warhola, w tym również jego ostatnie wielkie dzieło – wydane pośmiertnie pamiętniki, czytać należy właśnie w taki sposób: jako nieustanne poszukiwanie własnej tożsamości, odkrywanie i wewnętrzne negocjowanie jej istoty, ukrytej gdzieś w gąszczu pustych butelek po coca-coli, kolorowych twarzy Marilyn Monroe i puszek z zupą firmy Campbell.

Advertisement

Absolwent poznańskiego filmoznawstwa, swoją pracę magisterską poświęcił zagadnieniu etyki krytyka filmowego. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska oraz francuska, a także piłka nożna - od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony (ze wszystkich tej decyzji konsekwencjami). Od 2017 roku jest redaktorem portalu film.org.pl, jego teksty znaleźć można również na łamach miesięcznika "Kino" oraz internetowego czasopisma Nowy Napis Co Tydzień. Laureat 13. edycji konkursu Krytyk Pisze. Podobnie jak Woody Allen, żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym. E-mail kontaktowy: jan.brzozowski@protonmail.com

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *