search
REKLAMA
Archiwum

OBCY KONTRA PREDATOR 2. Znacznie lepszy niż część pierwsza

Adam Łudzeń

24 listopada 2020

REKLAMA

Ten film zyskał już miano dziadostwa i ścierwa zanim jeszcze zaczęto jego realizację. Zresztą podobnie było z pierwszym Obcy kontra Predator spod ręki Paula Andersona, na którego rzucono zeusowe gromy zarówno przed, jak i po premierze. A jednak sequel był nieunikniony – bo pierwszy Obcy kontra Predator i wyniki kasowe miał nienajgorsze (ponad 170 mln $ wpływów z kin na całym świecie), a i – o dziwo – znalazła się niemała grupa zwolenników tego filmu, wśród których znalazła się moja skromna, znienawidzona przez przynależność do wymienionej grupy, osoba. Za kontynuację zabrali się bracia Colin i Greg Strause, do tej pory mało znani w filmowym świecie. Obcy kontra Predator 2 to ich pierwsza poważna reżyseria. Do tej pory były tylko teledyski oraz udział w tworzeniu efektów specjalnych do takich tytułów jak Titanic, Terminator 3: Bunt maszyn, obie części Fantastycznej Czwórki, Posejdon, X-Men: Ostatni Bastion czy 300. Bracia Strause zapowiedzieli, że sequel będzie zupełnie inny niż pierwszy Obcy kontra Predator – i jest to prawda. Obiecali kategorię R, czyli krwawą sieczkę na ekranie (co później potwierdził jeden z szefów wytwórni 20th Century Fox) – nie kłamali…

I generalnie przez długi czas realizacja Obcego kontra Predatora 2 była objęta pewnego rodzaju tajemnicą. Ze strzępków informacji udało się wyciągnąć pierwsze konkrety – miejscem akcji miała być Ziemia, dokładniej małe miasteczko. To wzbudziło pierwsze zaniepokojenie wśród fanów, choć ciężko mówić o jakimkolwiek niepokoju w przypadku osób, które już na starcie zakwalifikowały ten film jako szambo i dno. Potem pierwsze trailery i fotosy. I choć pierwszy zwiastun (Red Band trailer) wzbudził olbrzymie zainteresowanie i zyskał mnóstwo przychylnych głosów (głownie dlatego, że był krwisty), tak już zdjęcia z PredAlienem, nową kreaturą, nie bardzo. I choć PredAlien prezentował się na zdjęciach (i w zwiastunie) bardzo dobrze, tak pewna część osób po prostu nie toleruje tego typu zabiegów (krzyżówki genetyczne). Oczywiście PredAlien to nie żadna nowa postać wymyślona przez braci Strause – hybryda ta obecna już była chociażby w grach Obcy kontra Predator (dwie części) na licencji 20th Century Fox.

Potem już było gorzej – pierwsze fragmenty w internecie, łącznie z 5-minutowym początkiem filmu, nie wzbudziły zachwytu, a wręcz przeciwnie. Fragmenty wywiadów z braćmi Strause raczej odstraszały, miast przyciągać. Design graficzno-promocyjny również nie należy do zbyt udanych – wprawdzie podoba mi się logo z Obcym i Predatorem na tle Ziemi (słusznie kojarzone przez niektórych z logiem przeglądarki Firefox), ale już inne plakaty ze źle wyprofilowanymi głowami Aliena i Preda to jakaś marna podróbka świetnych posterów z pierwszej odsłony (nie mówię o tych lepszych, które zamieszczone są na końcu niniejszej recenzji). Także napis na plakatach to jakaś pomyłka – twórcy do dyspozycji mieli dwie wspaniałe, firmowe czcionki, które przecież pojawiają się w czołówce filmu (i na napisach końcowych), zatem zupełnie niezrozumiały jest dla mnie jakiś zwykły napis. A już ten na polskich plakatach woła o pomstę do nieba (Microsoft Paint rulez). Ogólnie to graficy dali ciała na całej linii. Wracając jednak do samego filmu – mimo wszystko wierzyłem w braci Strause i koniec końców nie rozczarowałem się – dostałem po raz kolejny dokładnie to, czego oczekiwałem. Nie mniej i nie więcej. Jeśli chodzi o kwestię fabularną, to Obcy kontra Predator 2 jest bezpośrednią kontynuacją – zaczyna się dokładnie w tym samym momencie, w którym kończy się pierwsza część. Ale, jak już wspomniałem powyżej – dalej jest zupełnie inaczej… Zanim przejdę do rzeczy – jeszcze jeden fakt: niniejsza recenzja została napisana na gorąco po pokazie przedpremierowym (za ewentualną chaotyczność tekstu z góry przepraszam), który miał miejsce 25 grudnia w kinie Cinema City. Należą się brawa polskim dystrybutorom, a to rzadka sytuacja, gdyż większość długo oczekiwanych nowości trafia do naszego kraju z opóźnieniem (czasem masakrycznym). W tym przypadku mamy premierę poniekąd w tym samym czasie, co w USA – to cieszy.

Najpierw wady. Tak, tak – nie będę wychwalał tego filmu pod niebiosa, czego pewnie wiele osób się po mnie spodziewało. Wbrew pozorom tak samo miałem z pierwszym Obcy kontra Predator – lubię ten film, podoba mi się, ma mnóstwo wad, ale one mi po prostu nie przeszkadzają. Jeśli chodzi o część drugą, to mam jej do zarzucenia tylko jedno: film jest zdecydowanie za krótki, wszystko dzieje się miejscami trochę za szybko i przydałby się jakiś przerywnik – cokolwiek. Miałem wrażenie, że to specjalnie zmontowana do kin krótsza wersja, w której jak na dłoni brakuje wielu scen (m.in. kilku z trailerów i fotosów – jak chociażby kapitalna scena z Obcym na samochodzie w deszczu). Może taki był zabieg 20th Century Fox, by w okresie świąteczno-noworocznym w kinach było jak najwięcej seansów Obcy kontra Predator 2, niemniej jednak z oficjalnych wieści wynika, że na DVD wyjdzie solidnie rozbudowana wersja Unrated, trwająca ok. 100 minut (ta kinowa trwa zaledwie 86). Co jeszcze jeśli chodzi o wady? Kilka nawiązań do sagi Obcego jest tu umieszczonych jakby na siłę. I to właściwie tyle. Naprawdę. Poza tym, co wymieniłem, nie mam filmowi nic do zarzucenia. Bzdur jest tu zdecydowanie mniej niż w obrazie Andersona. Wprawdzie można się przyczepić do tego samego, co w AvP, czyli do przyspieszonego cyklu rozwojowego Obcych (razi szczególnie początek z PredAlienem i jego błyskawiczne uzyskanie dorosłej formy), ale podpinam to właśnie pod główny zarzut – czyli do tego, że wszystko dzieje się za szybko.

Odpowiedź na zarzuty osób, które już ten film widziały? Owszem, mam takową (uwaga na spojlery w niniejszym akapicie!). Jedni mówią, że Obcy kontra Predator 2 sprawia wrażenie niskobudżetowej chałtury zrobionej na tzw. “odpieprz się”. Nie zgadzam się – owszem, budżet filmu był niewielki (coś koło 45 mln dolarów, co jest budżetem bardzo niskim, jak na film robiony w USA), ale po pierwsze: nie ma tu żadnych spektakularnych scen ani wymyślnych efektów specjalnych, i po drugie: nie grają tu żadni znani aktorzy. Dalej: działko Predatora strzela samo po odpięciu od zasilania. Widać, że zarzut ten stawiają prawdziwi znawcy technologii Predatorów, innego wytłumaczenia nie widzę. Bo w filmie wyraźnie jest pokazane, że działko za każdym razem strzela dopiero po naładowaniu się, ale jeszcze przed tym Łowca coś z nim robi, by w ogóle działało – przydałoby się cholera wziąć pod uwagę ten jakże istotny szczegół przed napisaniem czepialskiego zarzutu. I na deser scena rzekomego gwałtu (!) ciężarnej kobiety przez PredAliena, która miała być tak żenująca, że ludzie powinni wyjść z kina solidarnym wężykiem. Cóż, moje kino było chyba jakieś dziwne, bo nikt nie wyszedł, a zarówno ja, jak i towarzysze mojej kinowej wyprawy nie widzieliśmy absolutnie NIC żenującego w scenie… no właśnie, jakiego gwałtu do diaska?! PredAlien dozujący embriony poprzez swój jęzor to nic innego jak wariacja facehuggera dozującego embriony dokładnie w ten sam sposób. No ale ok – ktoś, kto nie akceptuje PredAliena, nie zaakceptuje też “zapłodnienia” z jego udziałem, nazywając to po prostu gwałtem. Oralnym, rzecz jasna. Ok, dość narzekania. Wielokrotnie to wspominałem, więc nie omieszkam wspomnieć raz jeszcze – pierwszy i drugi Obcy kontra Predator podobają mi się w takim stopniu, że wady zupełnie nie przeszkadzają mi w odbiorze obu filmów, tylko nieznacznie obniżając ocenę całości. Zatem szybciutko przejdźmy do tego, co w drugiej odsłonie Obcy kontra Predator najlepsze.

REKLAMA