Connect with us

Recenzje

KIEDY HARRY POZNAŁ SALLY. 12 lat dojrzewania do uczuć

KIEDY HARRY POZNAŁ SALLY to komedia romantyczna o długiej drodze do miłości, pokazująca, jak czas zmienia nas i nasze uczucia.

Published

on

KIEDY HARRY POZNAŁ SALLY. 12 lat dojrzewania do uczuć

Dwanaście lat. Szmat czasu w życiu człowieka. Okres, w ciągu którego dziecko przeistoczyć się może w osobę dorosłą, rodzic w dziadka, osoba samotna – parokrotnie zmienić swój stan cywilny. Twórcy klasycznej już komedii romantycznej Kiedy Harry poznał Sally… starają się zaś udowodnić nam, że w ciągu tych długich dwunastu lat możemy wcale nie zauważyć, że poznaliśmy już miłość swojego życia…

Advertisement

…i w zasadzie nie mamy powodu, by im nie wierzyć. Bo choć tytułowi bohaterowie nie są parą, jakich wiele wokół nas, ich trudność w zrozumieniu i zaakceptowaniu własnych uczuć może być nam dobrze znana. To jeden z tych związków, których istnienie zdaje się wszystkim od początku niemal oczywiste – wszystkim poza tymi, którzy mają go stworzyć.

Jest coś ujmująco melancholijnego w tym, jak przez dwie dekady Harry Burns (Billy Crystal) i Sally Albright (Meg Ryan) przypadkowo „wpadają na siebie”, z czasem nawiązując stały kontakt i coraz bardziej go zacieśniając. Świat zdążył już zaznać burzliwości i transowego, narkotycznego rytmu lat 70., beztroski i żywiołowości lat 80., u nich zaś niby wiele się zmieniało, tak naprawdę jednak praktycznie nic. Gdy się po raz pierwszy spotykają, kończą właśnie studia, znajdując się u progu udanych zawodowych karier. Nawiązywanie bliższego kontaktu nie idzie im łatwo, ale można wyczuć, iż nie z powodu tego, jak wiele ich dzieli, lecz właśnie dlatego, jak ewidentne jest to, co dla nich wspólne. Owo „wspólne” zaczyna się na stylu bycia i języku, kończy zaś – na podejściu do uczuć. Uczuć, których oboje niewątpliwie się boją.

Advertisement

Ich pierwsze wspólne spotkanie nie jest typowym „meet cute” (jak określają anglosascy recenzenci pierwsze spotkanie głównych bohaterów w komedii romantycznej) – okoliczności poznania nie są zbyt specyficzne, umiarkowanie komediowe, a Harry i Sally niezbyt, jak się zdaje, przypadają sobie do gustu. Tym bardziej wyraźna i godna wyróżnienia jest owa specyficzna chemia, jaką wyczuwamy między obojgiem, tak fundamentalna dla każdego udanego filmu tego typu. Nietrudno przychodzi nam uwierzyć w bohaterów Crystala i Ryan jako parę, choć w istocie daleko im do romantycznego ideału, jaki teoretycznie wymusza ta konwencja.

To raczej dość zdystansowani ludzie, pełni specyficznego wdzięku i humoru, ale też i tacy, którym niełatwo będzie się w sobie (a tak naprawdę: w kimkolwiek) zakochać – wydają się z początku o wiele bardziej stworzeni do zrobienia poważnej kariery zawodowej w wielkim mieście (tak się w istocie dzieje) niż przeżywania uczuciowej ekstazy. A jednak udaje im się stosunkowo łatwo zaskarbić sympatię widza.

Advertisement

Duża w tym zasługa aktorstwa. Crystal, weteran komedii, wtedy jeszcze wciąż wypracowujący swoją markę, bardzo naturalnie odnajduje się w roli błyskotliwego, ironicznego, choć też słabo skrywającego potrzebę uczuć mężczyzny. Meg Ryan, owa delikatna blondynka o charakterystycznym, urzekającym uśmiechu, która w latach 90. stała się jednym z symboli współczesnej komedii romantycznej, ma tu nieco cieplejszy wizerunek niż jej ekranowy partner, lecz dzieli jego niechęć do zaakceptowania uczuć, jakie się między nimi rodzą. Oboje przekonują nas jako osoby, które zaangażowane w swe życie zawodowe i dość specyficzne pod względem wyrażania emocji, niełatwo pogodzą się z tym, że fakt, iż utworzyliby udany związek, jest więcej niż oczywisty.

Kolejne przypadkowe spotkania ze sobą i kolejne przypadkowe i krótkotrwałe relacje, w które (niezbyt głęboko) się angażują, coraz bardziej zbliżają ich do siebie, lecz Harry i Sally pozostają uparcie niechętni, by zaakceptować oczywistą prawdę. Wychodząc od jakże oczywistego w tej filmowej konwencji pytania („Czy przyjaźń między kobietą a mężczyzną jest możliwa?”) starają się usilnie zaprzeczyć swej pierwotnej konkluzji („Seks i pożądanie zawsze uniemożliwiają ten rodzaj przyjaźni”), powoli wcielając się w rolę swoich powierników. Są w owej przewrotnej taktyce imponująco konsekwentni – nawet jeśli swoim znajomym prawdę o wzajemnych uczuciach już właściwie powiedzieli.

Advertisement

W drugiej części filmu pojawia się świetnie zaaranżowana sekwencja, w której powodowani nietypowym dla siebie, ale odświeżająco spontanicznym porywem emocji jednego dnia uprawiają seks, by kolejnego zaprzeczyć, że całe zajście miało jakikolwiek sens. Oboje zgodnie stwierdzają, iż należy tę relację przywrócić z powrotem na bezpieczne, przyjacielskie tory, a Ryan i Crystal sugestywnie oddają ich słabo ukrywane rozczarowanie tym, że żadne z nich nie powiedziało czegoś dokładnie przeciwnego.

Ten osobliwy upór jeszcze bardziej podkreśla obecność ich najlepszych przyjaciół, którzy zostają parą w maksymalnie szybkim tempie. To wprowadza do filmu nieco tęsknej, może nawet odrobinę smutnej tonacji. Prawie każda naprawdę udana komedia romantyczna zawiera w swej fabule bardziej refleksyjne elementy, jednak film Roba Reinera jest pod tym względem szczególny. Stopniowo bowiem Harry i Sally uświadamiają sobie, jak wiele pięknych, wspólnych chwil, okazji do spędzenia czasu razem stracili – my zaś uświadamiamy to sobie razem z nimi.

Advertisement

Lwia część filmu oparta jest na dialogach, które najczęściej wypadają bardzo świeżo i błyskotliwie. Nie mają w żadnym stopniu oddać prawdy o tym, jak wyglądają realne, codzienne rozmowy większości z nas – raczej to, iż tytułowi bohaterowie od wspólnego kontemplowania romantycznych zachodów słońca wolą kolejne wymiany inteligentnych i ciętych uwag na temat otaczającej rzeczywistości, przy okazji starając się (przeważnie udanie) rozbawić nas. Humor jest więc zazwyczaj nieco allenowski (choć mniej cyniczny i cierpki niż ten dominujący w filmach twórcy Annie Hall), znacznie mniej tu ciepła znanego choćby z kanonicznych dla współczesnej komedii romantycznej utworów Richarda Curtisa.

Obrana przez twórców i konsekwentnie realizowana konwencja siłą rzeczy wymusza pewną monotonię i stopniowo zwiększające się wrażenie powtarzalności, dlatego tak odświeżająco wypadają sceny odważniej wykorzystujące komizm sytuacyjny. W tym kontekście wyróżnia się choćby prawdopodobnie najbardziej kojarzona z filmem sekwencja w barze, w której bohaterka Meg Ryan udaje orgazm (ponoć kręcona wielokrotnie, jedna z tworzonych najdłużej w całym filmie). Nawet jeśli wydaje się ona niezbyt prawdopodobna w realnym życiu, nie da się zaprzeczyć, że (zwłaszcza dzięki ripoście, którą chwilę po całym zajściu czyni jedna z siedzących nieopodal klientek) przydaje filmowi wyrazistości i trudno się wówczas szeroko nie uśmiechnąć.

Advertisement

Największa słabość utworu stanowi, paradoksalnie, jego największą siłę. Od komedii romantycznej oczekujemy bowiem przeważnie przede wszystkim ciepła, inspiracji do uśmiechu i, cóż – romantyzmu właśnie. Kiedy Harry poznał Sally, choć to zabawny i nierzadko pełen uroku film, nie zawsze nam to oferuje. W zamian za to otrzymujemy zaś sporo całkiem błyskotliwych refleksji na tematy „okołozwiązkowe” – choćby wtedy, gdy bohaterowie trafnie zauważają, jak trudno jest pogodzić bycie dobrym rodzicem ze szczęściem w małżeństwie, by chwilę później dostrzec, iż przecież wiele razy zaprzepaszczamy to szczęście w o wiele bardziej błahy sposób.

Przede wszystkim zaś nominowany do Oscara scenariusz Nory Ephron w inteligentny sposób przypomina nam, jak bardzo czasem boimy się zaangażować emocjonalnie w relacje z innymi ludźmi, tracąc niemało czasu na udawanie przed innymi oraz samymi sobą, że uczucia, które tak mocno nami powodują, wcale nie istnieją. Z tego powodu Kiedy Harry poznał Sally może być postrzegany jako nieco „chłodna” komedia romantyczna – kiedy jednak dochodzi już do finalnej sceny, w której bohaterowie wreszcie owe uczucia decydują się wyrazić, odczuwamy wagę tego momentu i jest on w stanie naprawdę nas poruszyć.

Advertisement

Szybka piątka #11 - Znakomite role aktorów, których nikt nigdy nie podejrzewałby o posiadanie talentu

Na przełomie lat 80. i 90. Rob Reiner był znaczącym nazwiskiem na reżyserskiej mapie, twórcą, który dał się poznać jako artysta o zróżnicowanym i intrygującym repertuarze. Jego umiejętności sprawdzały się w różnych konwencjach: od satyryczno-paradokumentalnej (sławny w kręgach muzyki rockowej Oto Spinal Tap), i romantyczno-przygodowej (Narzeczona dla księcia), przez dramatyczną (Ludzie honoru) aż po stylistykę charakterystyczną dla dreszczowca (Misery). W latach 90. nastąpiło jednak załamanie jego kariery, którego symbolem stała się porażka fatalnie przyjętego przez widzów i krytykę komediowego Małolata, wymienianego czasem wśród najgorszych filmów wszech czasów. W Kiedy Harry poznał Sally obserwujemy zdolności twórcze Reinera w najbardziej charakterystycznym dla niego wydaniu, łączącym romantyzm z komizmem, konwencję kina popularnego z bardziej refleksyjnymi i artystycznymi tendencjami.

W dzisiejszych, zmaterializowanych i podejrzliwie odnoszących się do uczuć czasach komedia romantyczna siłą rzeczy nie jest gatunkiem zbyt cenionym i jeśli pojawia się na ekranach kin – to zazwyczaj w tym bardziej przyziemnym i wtórnym wydaniu. Udane filmy wykorzystujące tę konwencję jednak przypominają nam o czymś, o czym dziś nietrudno jest zapomnieć – że wszystkie pragmatyczne czynności jakie na co dzień wykonujemy i tak znajdują się w cieniu naszych uczuć, choćbyśmy nawet z całych sił starali się temu zaprzeczyć. I nawet jeśli czasem ten obraz wydaje się nam zbyt wyidealizowany, to u jego korzeni leży uniwersalne przecież marzenie o tym, iż owej naiwności i niewinności powinno być w naszym życiu więcej. I że czasami tak właśnie może być. Bo, skoro ostatecznie udało się nawet Harry’emu i Sally, czemu nie miałoby się udać i nam?

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *