Recenzje

GNIAZDO. Sceny z kryzysu małżeńskiego

Czy dla Rory'ego i Allison istnieje jeszcze jakaś nadzieja? Z takim pytaniem Durkin pozostawia widzów, puentując swój film wybitnie nieoczywistą sceną rodzinnego śniadania. Wychodząc z kina przeczuwamy, że wszystko zależy od tego, czy wewnętrzną przemianę będzie potrafił przejść doszczętnie skompromitowany mężczyzna. 

Autor: Janek Brzozowski
opublikowano

Gniazdo Seana Durkina rozpoczyna się bardzo niepozornie. Rory O’Hara (Jude Law) przynosi ukochanej żonie Allison (Carrie Coon) kubek gorącej kawy, całując ją zaraz po przebudzeniu. Później zawozi dzieci, Benjamina (Charlie Shotwell) i Samanthę (Oona Roche), do szkoły. W tym czasie żona pracuje jako instruktor jeździectwa, łącząc w ten sposób pasję z zarobkiem. Raj na ziemi? Spełniony amerykański sen? Do czasu. Ni stąd, ni zowąd Rory ogłasza, że dostał lepiej płatną posadę w rodzimej Wielkiej Brytanii, i namawia najbliższych do przeprowadzki.

W tym momencie kończy się wstęp (nie tylko tej recenzji) i atmosfera zaczyna robić się coraz mroczniejsza. Mężczyzna jest przekonany, że spełnia marzenia całej rodziny, obdarowując żonę i syna (córka pozostaje nieco na uboczu – pochodzi z poprzedniego małżeństwa) niespodziewanymi prezentami oraz wynajmując gigantyczną gotycką posiadłość, w której, zgodnie z zapewnianiami agenta nieruchomości, nad jednym ze swoich albumów pracowali członkowie Led Zeppelin. Bohaterowie nie potrafią jednak zaadaptować się do nowych warunków – wraz z upływem czasu czują się coraz bardziej wyobcowani, co nie pozostaje bez wpływu na relację Rory’ego i Allison.

Na dobrą sprawę Sean Durkin opowiada w Gnieździe o tym samym, o czym opowiadał w nakręconym niemalże 10 lat wcześniej Martha Marcy May Marlene – braku komunikacji. W swoim debiutanckim filmie Kanadyjczyk przedstawił historię młodej kobiety, która po ucieczce z toksycznej komuny zamieszkuje u siostry i szwagra. Bohaterka nie potrafi w pełni otworzyć się przed bliskimi, bojąc się odrzucenia. Siostra i jej mąż nie naciskają, powoli utwierdzając się w przekonaniu, że dziewczyna jest chora psychicznie, a więc może stanowić dla nich zagrożenie. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku bohaterów Gniazda – pomiędzy Rorym i Allison nie ma prawdziwej komunikacji, przepływ informacji jest właściwie jednostronny.

Jednostronny, czyli całkowicie zdominowany przez Rory’ego. Mężczyzna jest w filmie Durkina samolubnym, kłamliwym, niecierpliwym, narcystycznym, skoncentrowanym na własnej karierze materialistą (nazwisko O’Hara pasuje więc jak ulał). Bezduszną maszyną – nastawionym na jak największy zysk i jak najszybszą sprzedaż produktem swojej epoki (agresywnego kapitalizmu spod znaku pierwszej kadencji Ronalda Reagana). Kontrast wobec niego stanowi, rzecz prosta, Allison, która charakteryzowana jest przede wszystkim poprzez kontakt z naturą. Kobieta wolny czas spędza najpierw ze swoim koniem Richmondem, a później „przerzucając gnój” na sąsiadującej z posiadłością farmie.

Durkin bardzo szybko odkrywa karty – właściwie już od momentu przeprowadzki widz wie, za kogo powinien trzymać kciuki w trakcie seansu.

Durkin bardzo szybko odkrywa karty – właściwie już od momentu przeprowadzki widz wie, za kogo powinien trzymać kciuki w trakcie seansu. Myślę, że to właśnie w tym tkwi główna słabość Gniazda. Najlepsze filmy dotyczące rozpadu, gnicia relacji rodzinnych zaludniali zawsze zniuansowani bohaterowie, mający swoje wady i zalety – wspomnieć wystarczy chociażby Walkę żywiołów i Historię małżeńską Baumbacha, Krainę wielkiego nieba Dano albo, sięgając nieco głębiej w przeszłość, Sceny z życia małżeńskiego Bergmana. W pewnym momencie Durkin próbuje ocieplić wizerunek Rory’ego, wprowadzając do filmu scenę, w której mężczyzna składa niezapowiedzianą wizytę swojej niewidzianej od kilkunastu lat matce. Dowiadujemy się wówczas, że bohater miał trudne dzieciństwo, naznaczone skomplikowaną relacją z surowym ojcem. Rory stara się wciągnąć matkę z powrotem do swojego życia – opowiada o wielkiej posiadłości na obrzeżach Londynu, o pięknej żonie i ślicznym synku. Kobieta pozostaje jednak niewzruszona, do końca zdystansowana względem marnotrawnego potomka. Niestety, po tej krótkiej scenie cały wątek matki Rory’ego znika bezpowrotnie. Szkoda, być może za jego pomocą udałoby się uczynić bohatera Jude’a Lawa trochę bardziej ludzkim.

(...) z całą pewnością to właśnie wcielająca się w bohaterkę Carrie Coon jest największą beneficjentką nowego filmu Durkina.

Ciekawszą postacią wydaje się więc Allison. Bohaterka przechodzi na przestrzeni fabuły istotną ewolucję – od cichej, ukrytej w cieniu bufonowatego męża kury domowej do wyemancypowanej, pewnej siebie głowy rodziny. Finałem tej metamorfozy, a zarazem punktem kulminacyjnym całego filmu, jest scena kolacji, podczas której Allison demaskuje Rory’ego przed bliskim współpracownikiem oraz potencjalnymi klientami. Na snute przez męża – a zatem niemające żadnego pokrycia w rzeczywistości – opowieści o wizytach w teatrze, wybitnych rolach Anthony’ego Hopkinsa i portugalskiej riwierze reaguje histerycznym śmiechem, po czym opuszcza zakłamane towarzystwo, udając się na nocną eskapadę po Londynie. Świetnie napisana i zagrana postać – z całą pewnością to właśnie wcielająca się w bohaterkę Carrie Coon jest największą beneficjentką nowego filmu Durkina.

Pod względem wizualnym Gniazdo jest filmem niesamowicie zimnym. Durkin i jego niezwykle utalentowany operator Mátyás Erdély (Syn Szawła, Schyłek dnia) zadbali o to, żeby odbiorca poczuł na własnej skórze ochłodzenie w relacji Rory’ego i Allison – kadry niemalże zawsze skąpane są w mroku (wielka w tym zasługa pięknego, naturalnego oświetlenia), kolory wyblakłe, na podobieństwo bohaterów wyprane z życia, a spora część akcji rozgrywa się wieczorem, w nocy bądź tuż nad ranem. Za sprawą tego rodzaju zabiegów twórcy nadają Gniazdu, przynajmniej od strony formalnej, posmak horroru. Dorzućmy do tego jeszcze ogromną, nieumeblowaną posiadłość, skrzypiące, mimowolnie otwierające się drzwi wejściowe, długie, niezręczne zbliżenia na twarz bohaterki i czarnego, bardzo dziwnie zachowującego się konia (główny, miejscami zdecydowanie zbyt nachalny, symbol filmu), a otrzymamy pełny, wyjątkowo niepokojący obrazek.

Czy dla Rory’ego i Allison istnieje jeszcze jakaś nadzieja? Z takim pytaniem Durkin pozostawia widzów, puentując swój film wybitnie nieoczywistą sceną rodzinnego śniadania. Wychodząc z kina, przeczuwamy, że wszystko zależy od tego, czy doszczętnie skompromitowany mężczyzna będzie potrafił przejść wewnętrzną przemianę. 

Ostatnio dodane