Zestawienie

ZAPOMNIANE ARCYDZIEŁA INGMARA BERGMANA. Mniej znane twarze szwedzkiego mistrza

Autor: Mariusz Czernic
opublikowano

W swojej długiej, 60-letniej karierze reżyserskiej Ingmar Bergman zrealizował 56 filmów pełnometrażowych i trzy miniseriale. Liczba filmów, którą podałem, zawiera również produkcje telewizyjne. Jak na filmowca, którego uważa się za artystę, a nie rzemieślnika, jest to naprawdę imponujący dorobek. W samym roku 1958 miały premierę cztery jego filmy. Kreatywność Bergmana nie ograniczała się tylko do jednego medium. Działał w kinie, telewizji, teatrze i operze. Pisał scenariusze, opowiadania, książki autobiograficzne i sztuki teatralne. To właśnie w teatrze poznał grono świetnych aktorów, których potem stale obsadzał w filmach.

Za swoje filmowe osiągnięcia otrzymał dziewięć nominacji do Oscara (plus trzy statuetki w kategorii najlepszy film obcojęzyczny), Nagrodę imienia Irvinga G. Thalberga, Złotego Niedźwiedzia w Berlinie i wiele innych laurów. Zapracował na to, by jego nazwisko stało się pewną marką, która przyciąga wymagającego widza, konesera nieszukającego eskapistycznej rozrywki, lecz materiału do rozważań i wyszukiwania ukrytych znaczeń. Wybrałem pięć tytułów, które nie mają dziś tak dużej rangi jak Siódma pieczęć, Tam, gdzie rosną poziomki, Źródło, Persona czy Fanny i Aleksander. Cytując fragment wstępu do Wieczoru kuglarzy, można by rzec, że są to „obrazki warte miedziaka”. Ale potrafią sprawić większą satysfakcję niż niektóre dzieła za milion, więc warto poświęcić im swój czas. Kolejność chronologiczna.

1. Wieczór kuglarzy (1953)

Kino, teatr, cyrk – każdy z tych rodzajów sztuki, choć pełni funkcję eskapistyczną, stanowi niemal doskonałe odzwierciedlenie prawdziwego życia. Klauni, kuglarze, akrobaci to także pewne typy ludzkie, a maski i kostiumy symbolizują sztuczność i zakłamanie otaczającego nas świata. Wieczór kuglarzy to pierwsza wspólna realizacja Bergmana i Svena Nykvista. Obaj zostali nagrodzeni na festiwalu Camerimage (w 1998) w kategorii najlepszy duet reżyser-operator. Ich współpraca zaczęła się na dobre w 1960 (od Źródła), ale jej preludium to właśnie Wieczór kuglarzy. Nykvist i współoperator Hilding Bladh zastosowali masę kapitalnych ujęć kamery. Pomysłowa kompozycja kadrów, ekspresyjność, łączenie realistycznego stylu z nastrojowością spektaklu dla mas – to wszystko świetnie współgra z filozoficznym charakterem szwedzkiego reżysera. Od tego filmu rozpoczęła się również współpraca Bergmana z kostiumologiem o pseudonimie Mago (pracowali razem przez prawie pół wieku). Złego słowa nie da się powiedzieć o aktorstwie. Bardzo dobra rola Åke Grönberga, wcielającego się w postać dyrektora cyrku. Towarzyszy mu również niepozbawiona temperamentu Harriet Andersson. Wśród wczesnych dramatów szwedzkiego mistrza – czyli tych zrealizowanych przed Siódmą pieczęcią – najlepszy jest właśnie Wieczór kuglarzy. Inne dzieła z tego okresu, poza Uśmiechem nocy, mają do zaoferowania mniej, co nie oznacza, że nie warto ich sprawdzić (ja wszystkich nie widziałem… a nuż ukrywa się tam jeszcze jakieś zapomniane arcydzieło).

2. Uśmiech nocy (1955)

Pierwszy międzynarodowy sukces Ingmara Bergmana. Dziś może wydać się nietypowy dla tego twórcy, bo zrealizowany jest w tonacji komediowo-romantycznej. Wbrew pozorom nie jest to jedyna komedia tego reżysera. Nakręcił on co najmniej pięć filmów, które można przyporządkować do tego gatunku. W większości z nich wystąpiła Eva Dahlbeck, która ze wszystkich aktorek Bergmana miała największy talent komediowy. Uśmiech nocy powstał z inspiracji Snem nocy letniej Williama Szekspira, ale pasują do niego również słowa Alfreda Hitchcocka: „Miłość to partia kart, w której wszyscy oszukują: mężczyźni, by wygrać, kobiety, by nie przegrać”. To dziewiętnastowieczna salonowa groteska, w której humor przeplata się z melancholią, a lekka i żywa tonacja niejednokrotnie zostaje wzbogacona liryczno-refleksyjnym charakterem i chłodnymi odcieniami. Zabawny jest ukazany mimochodem dawny postęp technologiczny („Kiedy droga na to pozwalała, pędziliśmy z prędkością 30 kilometrów na godzinę”). Obok wspomnianej Evy Dahlbeck znakomite role zagrali: Gunnar Björnstrand, Harriet Andersson, Ulla Jacobsson i Jarl Kulle. Niezwykły rytm, kompozycję, elegancję można zaobserwować w pracy operatora Gunnara Fischera. Podobnie jak w Wieczorze kuglarzy, wyróżniają się kostiumy zaprojektowane przez artystę podpisującego się jako Mago.

3. U progu życia (1958)

Choć film powstał już po dwóch wybitnych dziełach Bergmana (Siódma pieczęć, Tam, gdzie rosną poziomki), został też doceniony przez krytyków i festiwalowe gremia. Nagrodę otrzymał na festiwalu w Cannes za najlepszą reżyserię i najlepszą aktorkę, aczkolwiek w tej ostatniej kategorii pojawił się ewenement – laureatkami okazały się cztery aktorki: Eva Dahlbeck, Ingrid Thulin, Bibi Andersson i Barbro Hiort af Ornäs. I to właśnie pokazuje przewagę, jaką ten festiwal ma nad Oscarami, gdzie też niektórych wykonawców (lub filmowców) wypadałoby nagradzać ex aequo. U progu życia to kameralny dramat psychologiczny na motywach opowiadań Ulli Isaksson, która napisała również scenariusz (jej najsłynniejsze osiągnięcie to autorstwo Źródła, też w reżyserii Bergmana).

Opowieść o trzech kobietach stojących u progu macierzyństwa – autorzy wnikliwie badają psychikę położnic przed ich momentem przełomowym, czyli narodzinami dziecka. Każda inaczej reaguje. Pojawiają się zdenerwowanie, płacz, irytacja i strach, albo jak w przypadku postaci granej przez Evę Dahlbeck – najpierw radość i entuzjazm, a potem obawa, że może jednak zdarzy się coś złego. Scena porodu z udziałem tej bohaterki trzyma w napięciu – widz nie ma pewności, czy dziecko urodzi się zdrowe, czy jego przyjście na świat nie jest zagrożeniem dla życia matki. Szwedzkie aktorki nie tylko znakomicie wczuwają się w sytuację, ale mają twarze bardzo zwyczajne, dodające autentyzmu postaciom. I są tak od siebie różne, że na pierwszy rzut oka wyraźne stają się ich charakterologiczne niuanse. W moim odczuciu jest to najlepszy film Bergmana, jeśli chodzi o tematykę kobiecą. Wiarygodność uzyskał głównie dzięki temu, że autorem scenariusza była kobieta (i do tego świetna pisarka).

4. Twarz (1958)

Zaczyna się niemal jak gotycki horror...

Ten film również – mimo iż dzisiaj pozostaje w cieniu innych dzieł Bergmana – w swoim czasie zdobywał uznanie na międzynarodowych imprezach. Między innymi na festiwalu w Wenecji otrzymał Nagrodę Specjalną Jury. Zaczyna się niemal jak gotycki horror, ale szybko okazuje się, że pod kostiumem z epoki kryje się wiwisekcja ludzkiej psychiki, a pod nienaturalnym zarostem i peruką Maxa von Sydowa ukrywa się dusza wybitnego artysty. Jeden z bohaterów wypowiada zdanie: „Oszustwa są tak powszechne, że ten, kto mówi prawdę, jest uznawany za największego kłamcę”. Na pierwszym planie mamy grupę iluzjonistów-hipnotyzerów, a więc ludzi, którzy zgodnie z racjonalnym myśleniem uchodzą za oszustów i szarlatanów, a nie prawdziwych magików. Dochodzimy więc do punktu, kiedy wypada zadać pytanie o istnienie Boga (to pytanie dręczyło Bergmana niemal przez całe życie). Jeśli Bóg istnieje, to wydaje się normalne, że musi istnieć także prawdziwa magia.

Twarz to intrygujący film o spójnej konstrukcji fabularnej, ale i wizualnej (Gunnar Fischer – mistrz!), wywołujący wrażenie właściwie od samego początku aż do zaskakującego finału. Wielu tu świetnych, ulubionych aktorów Bergmana, ale grają na tyle wyraziście, że nie odczuwa się powtarzalności i nudy. Szczególnie Max von Sydow zaskakuje – ten świetny aktor o mocnym, nasyconym głosie przez długi czas nic nie mówi, a w jego spojrzeniu jest coś problematycznego. Trudno odgadnąć, kim jest i jakie są jego plany. Akurat odpowiedź na pytanie, czy jest magikiem czy oszustem, nie jest trudna do odgadnięcia, ale motyw z tytułową twarzą daje do myślenia. Interesującą postać wykreowała Naima Wifstrand, pasująca szczególnie do ról wiedźm (w jednej scenie wykonuje poruszającą pieśń o żołnierzu). Według Woody’ego Allena jest to jeden z tych filmów, od których warto zacząć przygodę z Bergmanem. Widzom niezaznajomionym z twórczością reżysera ten film oferuje klucz, który otwiera drzwi prowadzące do świata pełnego kuglarzy i zagubionych dusz.

5. Godzina wilka (1968)

„Godzina wilka to czas od północy do świtu, gdy większość ludzi umiera, gdy sen jest najgłębszy, a koszmary nadzwyczajne. Osoby cierpiące na bezsenność są ścigane przez ich najostrzejsze lęki. To czas, kiedy panują duchy i demony, a dzieci rodzi się najwięcej”. Brzmi dosyć niepokojąco i ze względu na obecność pierwiastka niesamowitości film określany jest niekiedy jako horror. Dzieło cechuje się odrealnioną, posępną atmosferą, co sprawia, że bliżej mu do koszmaru sennego niż tradycyjnej opowieści z prostym przekazem. Tematem obrazu jest ogarnięta trwogą dusza artysty. Choć o klasycznym straszeniu nie ma mowy, operowanie światłocieniem jest na poziomie prawdziwych mistrzów kina grozy. Sven Nykvist stworzył wiele kapitalnych kadrów i wykreował świat na pograniczu jawy i snu, wzorując się najpewniej na osiągnięciach niemieckich ekspresjonistów. W tym osobliwym świecie – w Skanii nad Morzem Bałtyckim – możemy też zaobserwować wyjątkowo sugestywne, pełne cierpienia i goryczy, aktorstwo ulubionych aktorów Bergmana: Maxa von Sydowa i Liv Ullmann.

Ostatnio dodane