search
REKLAMA
Recenzje

CHMARA, czyli moja stara to fanatyczka szarańczy

„Chmara” jest filmem, który gatunkowo stanowi skrzyżowanie eko i body horroru, a fabularnie najprościej opisać go… parafrazując początek słynnej internetowej pasty: moja stara to...

Paulina Zdebik

12 sierpnia 2021

REKLAMA

Chmara (oryg. La nuée) w ubiegłym roku znalazła się w selekcji canneńskiego Tygodnia Krytyków, a od zeszłego piątku jest dostępna na polskim Netflixie. To pełnometrażowy debiut fabularny francuskiego reżysera Justa Philippota, który gatunkowo stanowi skrzyżowanie eko i body horroru, a fabularnie najprościej opisać go… parafrazując początek słynnej internetowej pasty: moja stara to fanatyczka szarańczy.

Virginie Hébrard (Suliane Brahim) jest wdową samotnie wychowującą dwójkę dorastających dzieci – Laurę (Marie Narbonne) i Gastona (Raphaël Romand). Kobieta trudni się hodowlą szarańczy, które następnie przetwarza na wysokobiałkową mąkę. Jednak owady nie rozmnażają się w wystarczającym tempie, by była w stanie w ten sposób utrzymać rodzinę, więc ledwo wiąże koniec z końcem i zmuszona jest do pożyczania pieniędzy od przyjaciela – Karima (Sofian Khammes). Pewnego dnia, zupełnie przypadkiem, Virginie odkrywa sposób na to, jak szybko przyśpieszyć ten proces, i odtąd nie może już myśleć o niczym innym jak tylko o tym, by powiększyć swoją hodowlę. Kobieta stopniowo popada w obsesję na punkcie owadów, tworzy z nimi coraz bardziej toksyczną relację, przez co nie zauważa nadciągającego niebezpieczeństwa…

Chmara w kategoriach typowego horroru rozwija się bardzo wolno – tak naprawdę staje się nim dopiero w ostatnich kilkunastu minutach. Niemniej jednak pojawia się tu wiele elementów, które może niekonwencjonalnie, ale będą w stanie przerazić część widzów. Jeśli choć trochę boicie się owadów, ten seans będzie dla was bardziej niepokojący niż niejeden film grozy, i to właściwie już od samego początku. Zbliżenia na szarańczę występują w dziele Philippota w bardzo dużych ilościach; co więcej, zawsze są przeciągnięte o te kilka sekund za długo, by mieć pewność, że nawet u mniej wrażliwej osoby dojdzie do wywołania poczucia dyskomfortu. Podobnie sytuacja wygląda pod względem elementów body horroru. Nie jest to może Cronenberg, ale wszelkie rany, obrażenia i deformacje cielesne zostają tu bez skrupułów pokazane wystarczająco blisko i długo, by na waszej własnej skórze zdążyły pojawić się ciarki. Jeśli z kolei należycie do ludzi, którzy mdleją na widok krwi, to też z pewnością nie będzie to dla was łatwy seans – przygotujcie się na czerwień przelewaną na ekranie w hektolitrach, choć nie w formie, której spodziewalibyście się po tym gatunku.

W przypadku kiedy nie dotyczy was żaden z wyżej wymienionych lęków, Chmara przez większość czasu będzie funkcjonowała dla was jako rodzinny dramat. Pogrążoną w szarańczym fanatyzmie Virginie coraz mniej obchodzi świat wokół niej, w tym własne dzieci; doprowadza to do konfliktu z nastoletnią Laurą, która zmuszona jest przejść kurs przyspieszonego dojrzewania, by zastąpić matkę młodszemu bratu. Nie ukrywa, że jest jej z tym ciężko, ale gdy trzeba, potrafi zacisnąć zęby i dzielnie robić to, czego wymaga od niej zaistniała sytuacja. Nawet w najbardziej kryzysowych momentach pozostaje tą trzeźwo myślącą. Jej bohaterka skonstruowana jest w ten sposób, by kontrastować postać Virginie i to, jak bardzo zawodzi jako głowa rodziny w walce o jej przetrwanie. Gdy dochodzi do przełomowego momentu, w którym film staje się „prawdziwym” horrorem, nie ma on żadnych skrupułów, by być nim pełną parą; stawia kobietę w bezkompromisowej sytuacji, w której ta nie ma już szans na jednoznaczny happy end. 

Suliane Brahim, wcielająca się w Virginie Hébrard (znana m.in. również z dostępnego na Netflixie serialu Czarny punkt czy filmu Nadzwyczajni z 2019 roku), bardzo dobrze spełnia się w roli bohaterki z wielką wizją i ambitnymi planami, ale niepotrafiącej sprostać zwykłym, przyziemnym obowiązkom, takim jak bycie matką dla swoich dzieci. Na jej twarzy maluje się zarówno determinacja, jak i desperacja, by osiągnąć wyznaczone sobie cele za wszelką cenę. Im w większą obsesję popada, tym bardziej zdaje się zapadać sama w siebie, co aktorka wprawnie ogrywa całym ciałem. Nie gorsza pozostaje 19-letnia Marie Narbonne, która umiejętnie oddaje ciężar, jaki dźwiga na swoich barkach Laura Hébrard, zmuszona dorosnąć szybciej, niż powinna. W rodzinnym zestawieniu najsłabiej wypada Raphaël Romand, czyli młodsze dziecko Virginie – Gaston, który pozostaje najmniej wyrazistym Hébrardem, funkcjonującym głównie jako figura w budowaniu postaci jego starszej siostry.

Niech was nie zmyli nawiązanie do internetowej pasty w nadanym przeze mnie tytule – jest to zabieg żartobliwy, ale absolutnie nie prześmiewczy, ponieważ Chmara stanowi udany debiut reżyserski, a co więcej, jeden z ciekawszych horrorów, które pojawiły się w ostatnim czasie na Netflixie. Just Philippot to niewątpliwie nazwisko, które warto zapamiętać. Umiejętność budowania grozy na niekonwencjonalnej tematyce przywodzi na myśl twórczość jego rodaczki, nagrodzonej Złotą Palmą na tegorocznym Cannes za swój drugi pełnometrażowy film, Titane. Mowa oczywiście o Julii Ducournau, która zaczęła swoją karierę bezprecedensowym Mięsem – tak jak u reżyserki kanibalizm przybiera zaskakującą, bo nieoczywistą twarz nastoletniej wegetarianki, tak równie niespodziewanie u Philippota sformułowanie o wypruwaniu sobie krwi z żył, by utrzymać rodzinę, nabiera zupełnie nowego znaczenia.

Paulina Zdebik

Paulina Zdebik

Z urodzenia gdańszczanka, z miejsca zamieszkania - katowiczanka, paryżanka, a aktualnie warszawianka. Studentka Szkoły Filmowej im. Krzysztofa Kieślowskiego Uniwersytetu Śląskiego. Na planach zdjęciowych najlepiej odnajduje się w pionie reżyserskim bądź kostiumowym. Oprócz tworzenia filmów, bardzo lubi też o nich pisać. Wielka fanka Mechanicznej pomarańczy, Xaviera Dolana, Yorgosa Lanthimosa, francuskiej Nowej Fali oraz... horrorów. Kontakt: paulinazdebik@wp.pl.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA