BEZSENNOŚĆ W SEATTLE, czyli kiedy Annie osaczyła Sama

Walter i Victoria (Bill Pullman i Barbara Garrick)
Para wzgardzonych. Walter, narzeczony Annie, to odrażający drab. Jadąc z nią na świąteczne spotkanie do jej rodziny, uczy się na pamięć ich imion i historii. Ofiaruje swojej narzeczonej pierścionek swojej mamy, wyznając ze słusznym zażenowaniem, że musiał dać go do przerobienia, ponieważ mama miała grubsze palce. Ma alergię! Czyni z niej co prawda przedmiot żartów przy stole rodzinnym, ale to nadal nie powód, żeby ją tak łatwo zaakceptować. Na dodatek używa nawilżacza powietrza w sypialni. A kiedy Annie, w porywie serca, podczas jakże przewidywalnej i nudnej randki w Walentynki (serio, w Walentynki? Nie mógł wymyślić czegoś bardziej zaskakującego?…) oświadcza mu, że z nim zrywa, bo czuje, że jej przeznaczeniem jest ktoś, kogo nawet nie zna, zimny ten drań, zamiast wykonać z kelnerami skomplikowany układ choreograficzny do piosenki Lionela Richie, po prostu pozwala jej odejść. Żenujące.
Victoria z kolei to projektantka wnętrz, która wpadła w oko Samowi. Samowi, dodajmy, nie jego synowi, co skreśla ją na starcie (biedaczka, nie bardzo jest tego świadoma). Jako że stanowi zaledwie tło całej historii, nie można o niej powiedzieć zbyt wiele, poza tym, że ma specyficzny śmiech (jak to podsumowuje życzliwie Jonah, śmieje się jak hiena), nie wie, że młody Baldwin woli na obiad ryż, a nie ziemniaki, i stanowi duże zagrożenie dla planów syna Sama. Victoria bowiem, o zgrozo, dogaduje się z Samem bardzo dobrze (działają w tej samej branży, więc podczas rozmów nadają na tych samych falach), a nawet posuwa się tak daleko, że składa na jego niemal dziewiczych do tej pory wargach nieśmiały pocałunek. To dla Jonaha jest zbyt wiele, dzielny młody człowiek, obrzucając kobietę niewybrednymi obelgami, robi awanturę na cały dom, ratując nieco przechodzoną cnotę taty.
Znaki, magia i Niezapomniany romans
Podobne wpisy
Przez całe Bezsenność w Seattle przewija się motyw Niezapomnianego romansu z Carym Grantem i Deborah Kerr. To na tym klasycznym wyciskaczu łez Annie opiera swoje zainteresowanie Samem, według niego ustawia potencjalne spotkanie, to o takiej miłości skrycie marzy, leżąc nocą u boku nudnego Waltera. To ten film ogląda ze swoją przyjaciółką, Becky, cytując z pamięci kwestie i zalewając się łzami. I choć Becky w rzadkiej chwili przytomności umysłu zauważa, że film i rzeczywistość mogą się jednak odrobinę różnić, Annie nie daje się zwieść. Wszystkie znaki na niebie, ziemi i Empire State Building mówią jej, że powinna walczyć o swoje domniemane szczęście kosztem wszystkiego.
Bezsenność w Seattle to typowa produkcja na babskie wieczory przy winie i pudełku lodów. Historia, która w prawdziwym życiu budziłaby raczej grozę lub politowanie (Annie dzięki swoim działaniom podpada albo pod niezrównoważoną stalkerkę, albo pod beznadziejną desperatkę), na ekranie tworzy słodziuchny klimat w tonie czerwonego, pulsującego walentynkowego serduszka. Taki klimat jest potrzebny od czasu do czasu, i nie jest niczym złym – pod warunkiem, że nie budzi i utwierdza nikogo w przekonaniu, że w prawdziwym życiu związek dwojga ludzi to nie wartość, na którą trzeba stale pracować, ale magia, która pojawia się za dotknięciem ręki.
korekta: Kornelia Farynowska