Plebiscyt
Najlepsze SERIALE SCIENCE FICTION wszech czasów
Najlepsze SERIALE SCIENCE FICTION wszech czasów to wyjątkowa podróż przez kosmiczne opowieści, które zachwycają i inspirują. Od klasyków po nowoczesne hity!
Choć science fiction kojarzy się z wielkimi widowiskami kinowymi, gatunek z powodzeniem radzi sobie także w telewizji. Oto trzydziestka najlepszych seriali SF w historii. Wyboru dokonali czytelnicy. Star Trek, Z Archiwum X, a może Czarne lustro? Przekonajcie się, kto znalazł się na podium.
30. Gwiezdna Eskadra (1995–1996)
Gwiezdna Eskadra to amerykański serial emitowany w latach 1995–96. Produkcję stworzyli Glen Morgan i James Wong. W Gwiezdnej Eskadrze śledzimy znajdujących się w kosmosie członków oddziału przeszkolonego do pracy nad naszą planetą, których misją jest walka z pozaziemską cywilizacją. Akcja rozgrywa się w latach 2063–2064. Choć twórcy planowali aż pięć sezonów serialu, zrealizowano zaledwie jeden. [Łukasz Budnik]
29. Star Trek: Enterprise (2001)
W świecie Star Treka było już wszystko poza prequelem – postanowiono to w końcu nadrobić. 100 lat przed wydarzeniami z pierwszego serialu dzielny kapitan Archer razem z załogą przemierza kosmos i odkrywa nowe cywilizacje. Serial trafił na antenę w kiepskim momencie, bowiem w tym samym czasie nadawano w telewizji aż cztery inne produkcje z serii i w dodatku kręcono jeszcze filmy. W rezultacie został przedwcześnie skasowany i to tuż po tym, jak jego jakość zaczęła szybować wysoko w górę. Wielka szkoda. Główny wątek serialu dotyczył broni masowej zagłady, która podczas pierwszych prób zniszczyła Florydę i miała posłużyć do unicestwienia całej planety. Podróż w nieznane, by zatrzymać potencjalną rzeź, była doskonałym pomysłem na fabułę. A do interesujących, dobrze napisanych postaci aż chciało się wracać. [Gracja Grzegorczyk]
28. The OA (2016–2019)
Specyficzny, inny, nietypowy – te słowa z marszu cisną mi się na usta po seansie dwóch sezonów The OA. To z pewnością jeden z najbardziej zagadkowych, nietuzinkowych seriali SF, ale też jeden z tych trudno przyswajalnych. Niejednokrotnie miewałem chwile, gdy chciałem zakończyć swoją przygodę z serialem – bo mnie zwyczajnie nudził. Równie często przeżywałem jednak zachwyt jego charakterystycznym romantyzmem. Teoria światów równoległych sprowadzona została tu do roli tła dla historii o poszukiwaniu łączności.
Przy odrobinie zaangażowania i otwartym sercu da się The OA wzruszyć. Dlatego szkoda, że ostatecznie Netflix zdecydował się skasować serial – znacznie gorsze twory kontynuowane są bez opamiętania. [Jakub Piwoński]
27. Star Trek: Stacja kosmiczna (1993–1999)
Kolejna odsłona Star Treka, która okazała się na swój sposób wyjątkowa. W serialu pojawia się wiele ciekawych postaci, z czarnoskórym kapitanem na czele. Ważne jest, że scenarzyści każdemu z nich dali własny głos oraz błyskotliwe i niezwykle mądre kwestie dialogowe. Oglądanie serii tylko dla nich to przyjemność sama w sobie. Choć produkcja jest momentami nierówna, wcale nie wpływa to na przyjemność płynącą z jej odbioru. Można spotkać się z głosami, że lepiej opuścić dwa pierwsze sezony, bo są irytujące. Nic bardziej mylnego. Każdy odcinek serii jest niezwykle ważny.
Istotne jest, że dzięki nim rozumiemy dynamikę pomiędzy postaciami i to, dlaczego niektóre interakcje pomiędzy nimi przebiegają w taki, a nie inny sposób. W DS9 dużo się dzieje, ale podstawową przesłanką i głównym czynnikiem odróżniającym go od wszystkich innych Star Treków jest to, że odbywa się na stacji kosmicznej, a nie na podróżującym przez próżnię statku. Dziwne stworzenia muszą nauczyć się współistnieć w tym zapomnianym przez Boga miejscu. Dzięki temu same postacie wypadają dużo ciekawiej, niż gdyby były standardowymi reprezentacjami wymyślonych przez scenarzystów gatunków. [Gracja Grzegorczyk]
26. Sliders (1995–2000)
W serialu śledzimy przygody grupy ludzi, który „ślizgają się” pomiędzy różnymi wymiarami, gdzie rozwiązują problemy o globalnym znaczeniu, jednocześnie próbując odróżnić się od swoich międzywymiarowych odpowiedników. Nie jest to dzieło przełomowe, ale niesamowicie przyjemne w odbiorze. Widzimy powtarzające się motywy, które dziś są może przestarzałe. Jednak to bez znaczenia, bo całość to totalna jazda bez trzymanki. Pojawiają się też odcinki, które starają się namieszać i wywrócić całą fabułę do góry nogami, co tylko działa na korzyść serialu. Do tego mamy bohaterów, który są na tyle sympatyczni, że chcemy dalej oglądać ich przygody.
Oczywiście lata 90. nie byłyby sobą, gdyby co drugi serial nie został opatrzony tandetnymi efektami specjalnymi. Tak jest też w tym przypadku, dzięki czemu otrzymujemy dzieło, które poziomem nie odbiega od klasyki gatunku, czyli Doktora Who. To przykład serialu, który albo się kocha, albo nienawidzi. [Gracja Grzegorczyk]
25. SeaQuest (1993–1996)
Produkcja przetrwała niestety tylko trzy sezony. To kolejna próba wykorzystania boomu na seriale SF, jaki nastąpił w latach 90., kiedy powstawały takie produkcje jak chociażby Babylon 5. To jednak nie przykład klasycznego serialu, gdzie konieczne jest oglądanie na bieżąco. Tylko kilka postaci pojawia się więcej niż raz, a niewiele wątków zostaje kontynuowanych w kolejnych odcinkach. Jednak ten serial powstawał w czasach z dzisiejszej perspektywy „prehistorycznych”, kiedy nowy widz mógł losowo włączyć się w oglądanie serialu na dowolnym odcinku i właściwie niczego nie przegapić.
Dzisiaj jest to już praktycznie niemożliwe. SeaQuest wyróżniał na tle innych produkcji z tamtego czasu tym, że nie opowiadał o przygodach w kosmosie, a o eksploracji głębin oceanu. Jako morską odpowiedź na Star Treka ogląda się go naprawdę nieźle, a przy tym oferuje on kilka całkiem świeżych pomysłów. [Gracja Grzegorczyk]
24. Fringe: Na granicy światów (2008–2013)
J.J. Abrams kojarzy mi się z tym, że za jaki projekt by się nie wziął, zamienia go w złoto. Tak też było w tym przypadku. Siła serialu leży w trojgu jego bohaterów i ich złożonych relacjach, co czyni całość niezwykle atrakcyjną pod względem fabularnym. Historie są również świeże i ekscytujące, a wypróbowana formuła „potwora tygodnia”, którym zajmują się bohaterowie, za każdym razem wnosi coś nowego i wyjątkowego do fabuły. To inteligentne science fiction w najlepszym wydaniu. Mamy tu wiele wątków i niuansów, które sprawiają, że momentami serial przypomina współczesne Z Archiwum X.
Troje głównych bohaterów łączy siły, aby zbadać przypadki, których nie można wyjaśnić zwykłymi kanałami naukowymi, a przy okazji muszą rozliczyć się z własną przeszłością, przyszłością i teraźniejszością. Na szczególną uwagę zasługuje John Noble w podwójnej roli, ukazującej jego niezwykły kunszt aktorski. [Gracja Grzegorczyk]
23. Neon Genesis Evangelion (1995–1996)
Neon Genesis Evangelion to nie tylko świetny serial science fiction, ale przede wszystkim wybitne anime psychologiczne, które ciąży na psychice widza przez długie lata. Reżyser i scenarzysta Hideaki Anno obrazuje świat po Drugim Uderzeniu – ogromnej światowej katastrofie, po której populacja zmniejszyła się o połowę. Po 15 latach od tego wydarzenia ludzkość staje jednak przed nowym zagrożeniem – Aniołami, olbrzymimi maszynami bojowymi zstępującymi z nieba, niszczącymi wszystko na swojej drodze.
Ich przeciwnikami stają się biomechaniczne roboty stworzone przez ludzi. Shinji, główny bohater anime, jest jednym z pilotów takiej maszyny. Prócz ciekawej historii o podłożu fantastycznonaukowym mamy tu bolesną historię o końcu świata, którą ukazuje się przez pryzmat pełnokrwistych bohaterów o pogłębionych portretach psychologicznych. Całości dopełniają psychologiczno-filozoficzne rozmyślania na temat kondycji człowieka we wszechświecie, depresji i poczuciu wewnętrznej pustki okraszone ciężką, ponurą biblijną symboliką. Neon Genesis Evangelion to serial, od którego bije aura geniuszu. [Maja Budka]
22. Utopia (2013–2014)
Utopia to dzieło szalonej i błyskotliwej wyobraźni Dennisa Kelly’ego, wciągające widza do dziwnego, brutalnego, misternie zbudowanego labiryntu, z którego wyjście istnieje, choć wydaje się, że jego osiągnięcie jest po prostu niemożliwe. Brytyjski serial jest bowiem tworem wybitnie skomplikowanym na poziomie scenariusza. W ciągu zaledwie 12 odcinków dwóch sezonów produkcja opowiada o teoriach spiskowych, cyberszpiegostwie, powieściach graficznych z ukrytymi informacjami i kodami, podejrzanych interesach firm farmaceutycznych oraz jeszcze wielu innych sprawach.
Co dziwniejsze, wszystkie te tematy w odpowiednich momentach doskonale się zazębiają, potęgując poczucie ogromnego niepokoju i paranoi. Dyskomfort i ciekawość u odbiorcy wprowadza także niesamowita strona wizualna Utopii, której skrzące się mocnymi barwami z żółcią i zielenią na czele oraz zadziwiające wszechobecną symetrią elementy przełamywane są aktami bezsensownej, brutalnej przemocy. Świetnie zagrany brytyjski serial to najprawdopodobniej jedna z najoryginalniejszych produkcji telewizyjnych XXI wieku, a wszyscy, którzy ją widzieli, rozpoznają Utopię zaledwie po czterech słowach: „Where is Jessica Hyde?”. [Przemysław Mudlaff]
21. Roswell: W kręgu tajemnic (1999–2002)
Amerykański serial Roswell: W kręgu tajemnic opowiada historię trójki (w drugim sezonie czwórki) przybyszów z kosmosu, którzy w 1947 rozbili się nieopodal Roswell. Poza kosmitami w serialu śledzimy też perypetie ich ludzkich przyjaciół. Roswell doczekało się trzech sezonów, a łącznie nakręcono 61 odcinków. W Polsce serial można było oglądać między innymi na Polsacie. [Łukasz Budnik]
20. Babylon 5 (1994–1998)
Babylon 5, mimo swoich gorszych i lepszych momentów, zawsze był traktowany jako świetny kawał telewizji i doczekał się statusu serialu kultowego. Nie odbyło się jednak bez pewnych problemów. Produkcja zaczęła z wysokiego C, ale bardzo szybko zraziła do siebie wielu widzów. A wszystko za sprawą mało subtelnych dialogów i dość schematycznej gry aktorskiej, które dla jednych były elementem charakterystycznym serialu, a dla innych czymś nie do zniesienia. Tym, którzy dotrwali do końca, przyniósł możliwość zanurzenia się w fascynująco skonstruowaną fantastyczną rzeczywistość.
Świat przedstawiony w produkcji jest spójny, podobnie jak cała fabuła, bowiem twórcy już na początku wiedzieli, jak będzie wyglądać wszystkich pięć sezonów. A taka spójność w przypadku współczesnych telewizyjnych produkcji nie zdarza się często. W dodatku serial był pionierem w wykorzystaniu efektów specjalnych generowanych komputerowo. Ostatecznie okazał się tak dobry, że twórcy Star Trek: Deep Space Nine przestraszyli się na tyle, że musieli całkowicie zmienić swój serial, by w ogóle mógł on konkurować z Babylon 5. [Gracja Grzegorczyk]
19. Ghost in the Shell: Stand Alone Complex (2002–2003)
Ghost in the Shell: Stand Alone Complex i jego bezpośrednia kontynuacja o podtytule 2nd GiG to doskonały serial z gatunku cyberpunk – głęboki, wciągający i diablo efektowny, mimo faktu, że sceny akcji stanowią tu tylko niezbędne uzupełnienie całości, będąc naturalną konsekwencją rozwoju fabuły. Finały obu sezonów potrafią zaś autentycznie wzruszyć. Serial Kenjiego Kamiyamy zdążył już wejść do klasyki anime (…). Nie jest w żadnym wypadku ubogim krewnym dwóch wybitnych filmów w reżyserii Mamoru Oshiiego, a alternatywną, nie mniej pasjonującą adaptacją mangi Masamune Shirowa. [Michał Włodarczyk, fragment recenzji]
18. Opowieść podręcznej (2017–)
Adaptacja dystopijnej powieści Margaret Atwood drastycznie straciła na jakości, kiedy materiał z literackiego pierwowzoru został wykorzystany przez twórców, ale sam pierwszy sezon wystarczył, by produkcję zaczęto wymieniać wśród najlepszych seriali XXI wieku. Opowieść podręcznej to produkcja, która autentycznie przeraża, ponieważ zaprezentowana w niej wizja przyszłości wcale nie jest nieprawdopodobna. Największym sukcesem produkcji okazało się jednak to, jak mocno zakorzeniła się w ogólnej świadomości i jak ważna okazała się dla rzeszy widzów, przede wszystkim kobiet. Kiedy uczestniczki Czarnego Protestu przebrały się za Podręczne, był to symbol czytelny dla wszystkich. [Katarzyna Kebernik]
17. Altered Carbon (2018–)
Nie od dziś fani produkcji SF wiedzą, że śmierć to dopiero początek. W Altered Carbon cała osobowość i pamięć człowieka zapisana jest w postaci cyfrowej, a ludzkie ciało to zaledwie powłoka. Wystarczy jedynie zasobny portfel i po śmierci można rozpocząć nowe, czasem lepsze, czasem gorsze życie. Można również wyjąć kogoś z „lodówki” i zażądać, aby ten zbadał prawdziwą przyczynę naszej wcześniejszej śmierci. Serial Laeta Kalogridisa stanowi luźną adaptację powieści Morgana Richarda pod tym samym tytułem.
Historia Takeshiego Kovacsa (głównie Joel Kinnaman) to cyberpunkowy kryminał zjawiskowo skrzący się wszechobecnymi futurystycznymi neonami. To wreszcie traktat o życiu i śmierci oferujący ponadto interesujący, choć niezwykle ponury komentarz na temat problemów społecznych, aktualny zarówno dziś, jak i w odległej przyszłości. [Przemysław Mudlaff]
16. Star Trek: Voyager (1995–2001)
Kolejna odsłona Star Treka przyniosła siedem sezonów i jeden z bardziej znienawidzonych spin-offów w historii serialu. To przede wszystkim niekompetentni bohaterowie i pani kapitan, która jest jeszcze bardziej nieodpowiedzialna niż kapitan Kirk. To także powtarzanie cały czas tych samych historii, tylko inaczej opakowanych. Wciąż pojawiają się te same problemy i wciąż rozwiązywane są w ten sam sposób. Ale z drugiej strony to dalej świetny startrekowy klimat oraz różne rasy obcych, z których każda ma swoje motywy. Muszę przyznać, że mocną stroną serialu jest też humor, choć jestem przekonana, że twórcom wyszedł on zupełnie mimochodem. W tej serii mamy także zabawę teoriami matematycznymi i fizycznymi, co pozwala zadowolić nawet najbardziej nerdowską część widowni. [Gracja Grzegorczyk]
15. Strefa mroku (1959–1964, 1985–1989, 2019–)
„Książka kucharska” – tak zwykło się określać tę monumentalną antologię. Nie tylko w nawiązaniu do najsłynniejszego odcinka (To Serve Man), ale przede wszystkim po to, by podkreślić, że ten serial to swoisty zbiór gotowych przepisów, pomysłów i chwytów, z których kolejne pokolenia scenarzystów mogą bez ograniczeń czerpać. Cała współczesna amerykańska fantastyka, naukowa i nie tylko, garściami korzysta z pomysłów Roda Serlinga i innych twórców Strefy mroku. Oryginalny serial broni się po latach doskonale, a jego słabsze kontynuacje – łącznie z najnowszą odsłoną produkcji Jordana Peele’a – również są warte uwagi.
Więcej o Strefie mroku przeczytacie w moim opracowaniu, do którego odsyłam zainteresowanych. [Katarzyna Kebernik]
14. Cowboy Bebop (1998–2000)
Nie przepadam za anime, ale Cowboy Bebop uwielbiam. Futurystyczna opowieść o łowcach nagród przemierzających kosmos? Eklektyczny misz-masz gatunkowy i stylistyczny? Kupuję to w całości. To dzieło jedyne w swoim rodzaju, zbiór niesamowitych przygód, no i soundtrack, do którego ciągle wracam. Cowboy Bebop ma w Polsce sporą grupę fanów, o czym świadczy między innymi wysoka pozycja w naszym plebiscycie (wyżej od Neon Genesis Evangelion). Na naszej stronie znajdziecie bardzo ciekawy artykuł poświęcony temu serialowi. [Katarzyna Kebernik]
13. Star Trek (1966–1969)
Pierwszy Star Trek to dzieło już niemal legendarne. Aktorzy wcielający się w główne role do dziś mają status kultowych. Kapitan Kirk, w którego brawurowo wcielił się William Shatner, to chyba najbardziej bezużyteczny dowódca w dziejach jakiejkolwiek floty. Świat jednak pamięta najbardziej Leonarda Nimoya, którego Spock to ostoja logiki i braku emocji. Nie można też zapominać o doktorze McCoyu, Uhurze czy Sulu, który zawsze ratował statek Enterprise z wszelkich tarapatów i nikt nigdy mu za to nie podziękował. Mimo całej swojej tandety, fatalnych dialogów i karykaturalnych postaci to dalej jedno z przełomowych dzieł telewizji, które przetarło szlaki wielu produkcjom SF, zaś kolejne odsłony serii pojawiają się do dziś.
Star Trek to nie tylko szeroki zakres spin-offów, ale i gry, figurki, powieści, zabawki, komiksy oraz atrakcja tematyczna w Las Vegas. Na potrzeby serialu powstał nawet odrębny sztuczny język – klingoński. Do lipca 2016 roku całość przedsięwzięć związanych z Star Trekiem wygenerowała przychód w wysokości 10 miliardów dolarów, co czyni go jedną z najlepiej zarabiających franczyz medialnych wszech czasów. [Gracja Grzegorczyk]
12. Doktor Who (2005–)
To jeden z pierwszych serial SF, który przetarł szlaki kolejnym tego typu produkcjom na całym świecie. Połączenie coraz to nowszych przygód w czasie i przestrzeni z przeciwnikami, z których najgroźniejszy wykonany jest z przepychacza do toalety, okazało się być strzałem w dziesiątkę. Sama postać Doktora jest kultowa, szczególnie na Wyspach Brytyjskich, ale ostatnimi czasy także w Stanach. Nie przeszkadza w tym prymitywizm efektów specjalnych, który wydaje się zupełnie nie przystawać do dzisiejszej serialowej rzeczywistości. Krąży też powiedzenie, że Wielka Brytania ma 12 aktorów i pięć planów zdjęciowych, co idealnie widać na przykładzie tej produkcji.
Ale wszystko to składa się na jej niepowtarzalność. Trzeba też przyznać, że scenarzyści, w tym sam Steven Moffat, potrafili puścić wodze fantazji – wszak ani miejsce, ani czas nie ograniczają bohaterów. Któż z widzów nie chciałby być jednym z towarzyszy Doktora? Połączenie przygody, dramatu, pojedynków na śmierć i życie oraz ciekawych postaci sprawiło, że produkcja jest kontynuowana z sukcesem od roku 1963. [Gracja Grzegorczyk]
11. Firefly (2002–2003)
Serial Jossa Whedona to jeden z najbardziej osobliwych ewenementów telewizyjnych w całej historii tego wynalazku. Już od początku produkcji wszystko szło nie tak, jak powinno – zonk obsadowy, zakończony zwolnieniem Rebekki Gayheart (miała grać Inarę… bez komentarza), problemy budżetowe i wymagania producentów, którzy pogrzebali serial już na starcie i koniec końców zdjęli go z anteny tuż przed zakończeniem pierwszej (i jedynej) serii – wypuszczonej w świat bez niemal żadnej reklamy i chronologii. Dopiero gdy serial wyszedł na DVD i pobił rekord sprzedaży, stał się z miejsca dziełem kultowym, którym pozostaje po dziś. I trudno się dziwić, bo to wielce fantazyjna i nietypowa seria, która na dobrą sprawę nie ma minusów. Shiny! [Jacek Lubiński]
10. Zagubieni (2004–2010)
Pierwsze trzy sezony Zagubionych były stosunkowo zwyczajne w porównaniu do tego, co działo się później. Jasne, od samego początku twórcy pokazywali nam zjawiska, które trudno nazwać naturalnymi, ale dopiero w połowie serialu skręcili kompletnie w stronę science fiction. Wielu widzom trudno było oswoić się z tą zmianą, choć sami Zagubieni stracili na jakości dopiero w finałowym sezonie, gdzie twórcom jakby wyczerpała się kreatywność. Wcześniej niejednokrotnie zachwycali tajemnicą, kapitalnymi postaciami, przejmującymi historiami i mnóstwem emocji – na tyle, że trudno nie wspominać miło całości tej serii. Mam do niej zresztą ogromny sentyment – to pierwszy serial, który śledziłem na bieżąco od deski do deski. [Łukasz Budnik]
9. The Expanse (2015–)
The Expanse to zjawiskowa i oszałamiająca wizualnie kosmiczna opera z elementami innych gatunków filmowych. Było tak zarówno wtedy, gdy serial należał jeszcze do stacji SyFy, jak też teraz, kiedy odpowiada za niego Amazon. Mimo różnych zawirowań produkcja Fergusa i Ostby’ego wciąż trzyma wysoki poziom. To twór doskonały zarówno pod względem narracji, jak też akcji i postaci, nawet wtedy, gdy jego twórcy nie trzymają się kurczowo literackiego pierwowzoru. Według fanów sci-fi The Expanse to najlepsze, co ich spotkało w kategorii serial od czasów Battlestar Galactica. Ja tam im wierzę. [Przemysław Mudlaff, opis z plebiscytu na seriale ostatniej dekady]
8. Gwiezdne wrota (1997–2007)
Serial był bezpośrednią kontynuacją filmu z 1994 roku, z Kurtem Russellem i genialnym Jamesem Spaderem w rolach głównych. Wprawdzie produkcja nie skradła serc krytyków, to przypadła do gustu fanom, którzy oglądali serial wręcz nałogowo. Choć oryginalna filmowa obsada została wymieniona w serialu na mniej znanych, a przede wszystkim mniej kosztownych aktorów, to MacGyver, czyli Richard Dean Anderson, okazał się być idealny w roli pułkownika Jacka O’Neilla, namiętnie cytującego Star Treka. Produkcja pełnymi garściami czerpała z mitologii egipskiej, nordyckiej, a momentami pojawiały się nawet legendy arturiańskie.
Do tego dorzućmy podróże międzyplanetarne i bohaterów, których nie sposób nie lubić. Na przestrzeni kolejnych sezonów razem z protagonistami pozwaliśmy coraz to nowe rasy, ale i też niezwykle groźnych antagonistów. Jak na koniec lat 90. była to niesamowicie przyjemna rozrywka, wypełniona po brzegi walkami, wybuchami, nie zawsze dobrym CGI i – co najważniejsze – ciekawymi przygodami. [Gracja Grzegorczyk]
7. Battlestar Galactica (2004–2009)
16 lat temu na ekrany telewizorów wszedł serial, który na zawsze zmienił oblicze telewizji. To serial o apokalipsie – o tym, co dzieje się z ocalałymi z katastrofy, która doprowadziła do śmierci miliardów na planetach stanowiących Dwanaście Kolonii Kobala. Tylko ci, którzy byli w kosmosie, przeżyli, więc ostatecznie utworzyli karawanę dziwnych statków, stanowiących ostatnią szansę dla rasy ludzkiej. Każdego tygodnia napisy początkowe stanowiły przypomnienie o tym, ilu ludzi wciąż żyje. Pomijając wszystkie statki kosmiczne, był to naprawdę serial o przetrwaniu – o tym, co ono zabiera, a co kosztuje.
Bohaterowie regularnie dokonywali trudnych wyborów, które w większości przypadków doprowadzały do śmierci niewinnych osób. Liczne zwroty akcji oraz zdrady w wykonaniu stałych bywalców serii niejednokrotnie zaskakiwały widzów i stały się wzorem dla innych tego typu produkcji. Niewątpliwym plusem był również występ brytyjskiego króla produkcji SF – Marka Shepparda. [Gracja Grzegorczyk]
6. Westworld (2016–)
Jeden z głośniejszych seriali SF ostatnich lat. Twórcy postanowili przetworzyć film Świat Dzikiego Zachodu na modłę serialu, by dać telewizji widowisko SF, jakiego nie było. Wykorzystali do tego świetne efekty specjalne, wysmakowaną stylistykę, rozpoznawalne nazwiska w obsadzie i, rzecz jasna, bardzo wyrazistą kampanię marketingową. Mam wrażenie, że serial podzielił widownię na pół. Sporo osób rozczarował, ale ma też swoich wiernych fanów. Ja stoję gdzieś po środku – doceniam jego oprawę wizualną i klimat, jednak mam wrażenie, że twórcy zbyt zdawkowo podchodzą do budowania fabuły.
Zagadki zręcznie odwracają uwagę od tego, jak mało twórcy w rezultacie mogą mieć do powiedzenia i jeśli to podejście nie zmieni się w sezonie trzecim, obawiam się, że czwartego już nie otrzymamy. [Jakub Piwoński]
5. Star Trek: Następne pokolenie (1987–1994)
To serial, który miał siedem niesamowitych sezonów, nominację do nagrody Emmy za finałowy sezon i najlepszego kapitana gwiezdnej floty, czyli sir Patricka Stewarta. Przed premierą właściwie nikt się nie spodziewał, że produkcja przetrwa choć jeden sezon. Jednak okazało się, że każdy kolejny odcinek ogląda średnio 20 milionów widzów w samych tylko Stanach Zjednoczonych. Twórcy przedstawili bowiem urzekającą, uwodzicielską i, co ważniejsze, optymistyczną wizję ludzkiej przyszłości, w której choroby, bieda i granice państw były już przeszłością. W przeciwieństwie do wcześniejszego Star Treka Picard i członkowie jego załogi mierzyli się z problemami, których nie można było po prostu rozwiązać w sposób siłowy.
Bardzo często konieczne okazywało się wykorzystywanie inteligencji, sprytu i posiadanych umiejętności. Każdy odcinek był świetnie napisany, a widz nie odczuwał znużenia materiałem. To najbardziej udany i najbardziej rozpoznawalny serial spośród wszystkich odgałęzień serii Star Trek, który nawet dzisiaj zasługuje na specjalne traktowanie. [Gracja Grzegorczyk]
4. Dark (2017–)
Bardzo miła niespodzianka. Podchodziłem do Dark bez świadomości, czego się po nim spodziewać, a otrzymałem wyjątkowo klimatyczną, świetnie napisaną historię, która znakomicie wykorzystuje swój potencjał i niejednokrotnie sprawia, że widzowi opada szczęka. Nieopatrzeni aktorzy tworzą świetne, wiarygodne kreacje, dzięki czemu nietrudno zaangażować się w losy postaci. Twórcy szanują inteligencję widza i budują fabułę w taki sposób, że seans każdego odcinka wymaga od nas łączenia faktów oraz nieustannego przetwarzania wydarzeń na bieżąco, a przed kolejnym sezonem warto przypomnieć sobie dokładnie, co działo się wcześniej. To wielka zaleta. Mocno czekam na trzecią odsłonę. [Łukasz Budnik]
3. Czarne lustro (2011–)
Dwa pierwsze sezony były objawieniem. Z punktu widzenia zasad twardej fantastyki, opowiadającej o grozie, jaka tkwi w rozwoju technologii, telewizja nie miała wcześniej (i obawiam się, że już mieć nie będzie) tak dobrego, rzetelnego serialu, dosadnie ową grozę oddającego. Gdy serial przejął Netflix, na początku było intrygująco, ale ostatecznie, po finale piątego sezonu, da się odczuć, że twórcom powoli zaczyna brakować pomysłów. Zaczyna się chodzenie po wcześniej udeptanych ścieżkach, który dla serialu antologicznego, z założenia budowanego tak, by każda jego część była osobliwa i oryginalna, jest bardzo ryzykownym podejściem.
Niemniej – wedle mnie i pewnie wielu innych fanów SF – Czarne lustro zasłużenie pretenduje do tytułu jednego z najlepszych seriali fantastycznonaukowych w historii, więc cieszy mnie jego pozycja w tym rankingu. [Jakub Piwoński]
2. Stranger Things (2016–)
Stranger Things pokochali wszyscy, bo dostarczył widowni, to, za czym zatęskniła. Walkmany, gry planszowe, BMX-y, kasety wideo i inne atrybuty budujące klimat lat 80. stworzyły przyjazną aurę, wywołującą w widzach miłe wspomnienia. Z kolei groza przeplatana z fantastyką naukową realizuje tu najbardziej rozpoznawalne motywy gatunkowe, cytując przy okazji swych popularnych reprezentantów. Spotkanie z Kingiem czy Lovecraftem nigdy wcześniej nie było tak przyjemne i fascynujące. Ale Stranger Things to nie tylko dziwactwa i odrealnienia, ale także pochwała tradycyjnych wartości – o przyjaźń tu bowiem chodzi i o to, że w obliczu niebezpieczeństwa najlepiej jest działać we wspólnocie. [Jakub Piwoński]
1. Z Archiwum X (1993–2002, 2016–2018)
Zwycięzca mógł być tylko jeden. Nie ma chyba w Polsce widza, który nie obejrzałby choć jednego odcinka Z Archiwum X albo nie kojarzył charakterystycznej muzyki z czołówki. O ogromnej popularności tego symbolu lat 90. świadczy także zwycięstwo w naszym plebiscycie, do tego z wyraźną przewagą nad miejscem drugim. Sukces Z Archiwum X tkwi w wielu czynnikach: paranormalnej tematyce, wciągającej fabule, umiejętnemu zaskakiwaniu, a nawet szokowaniu widza (odcinek Home). Dla mnie jednak kluczowa jest chemia pomiędzy głównymi, świetnie napisanymi postaciami: Mulderem i sceptyczną Scully.
To dzięki nim dobrze oglądało się nawet te słabsze sezony i odcinki. Więcej o Z Archiwum X przeczytacie w monumentalnym opracowaniu Karoliny Chymkowskiej. [Katarzyna Kebernik]
