Plebiscyt
NAJLEPSZE FILMY ANIMOWANE XXI WIEKU. Ranking czytelników
W XXI wieku filmy animowane zyskały nową jakość, łącząc pokolenia w magicznych opowieściach. Odkryj NAJLEPSZE FILMY ANIMOWANE XXI WIEKU!
W XXI wieku filmy animowane przeszły dużą przemianę. Po pierwsze, ich treść stała się atrakcyjna zarówna dla młodych, jak i starszych odbiorców. Wspólne seanse rodziców z dziećmi stały się zatem czymś oczywistym – jedni i drudzy mogli bowiem coś dla siebie z nich wyciągnąć. Po drugie, zmieniła się też metoda animacji, z rysunkowej na komputerową. Kapituła Oscarowa dostrzegła tę rewolucję i w 2001 postanowiła dołożyć dodatkową kategorię, rozpoczynając tym samym tradycję nagradzania najlepszych pełnometrażowych animacji.
My także postanowiliśmy pokusić się o podsumowanie. Podsumowanie, które powstało za sprawą waszej, nieocenionej pomocy. Spośród filmów animowanych, mających swoją premierę po 2000 roku, każdy z was wybrał swoją ulubioną dziesiątkę. Dziękujemy za wasze głosy. Plebiscyt był rekordowy pod względem liczby osób biorących udział w głosowaniu – licznik stanął bowiem na 2700 uczestnikach. Dlatego mamy pewność, że zaprezentowane wyniki są wartościowe i rzetelne. Zapoznajcie się z nimi i raz jeszcze powspominajcie te najlepsze animowane tytuły. Przed wami najlepsza trzydziestka XXI wieku.
30.
Wielka szóstka
Big Hero 6, 2014, reż. Don Hall, Chris Williams
Film Wielka szóstka był dla mnie wielką niespodzianką. Obejrzałem niejako z obowiązku (Disney to zawsze Disney), a zostałem oczarowany. Bardzo spodobała mi się ta, w gruncie rzeczy bardzo dojrzała, historia, nieuciekająca od trudnych tematów, w tym śmierci i godzenia się ze stratą. Urzekła mnie cała galeria wiarygodnych postaci oraz oprawa audiowizualna – ścieżki dźwiękowej (z piosenką Immortals na czele) słucham czasem do dziś, zaś stworzony na ekranie świat, przypominający azjatyckie San Francisco, to zdecydowana czołówka wszystkich animacji ostatnich lat. No i Baymax – takiego bohatera oczekujemy, siadając do oglądania filmów tego typu. Po prostu nie można się w nim nie zakochać. [Karol Barzowski]
29.
Kraina lodu
Frozen, 2013, reż. Chris Buck, Jennifer Lee
Rok 2013 to był ten rok, w którym co druga lalka w sklepie z zabawkami była Elsą… a pozostałe były Anną. Wszystkie małe dziewczynki i nie tylko wyśpiewywały na całe gardło „Mam tę moc” i fenomenem pozostaje, że po ponad czterech latach od premiery magia lodowej księżniczki nadal działa. Być może dlatego, że tym razem historia, choć inspirowana klasyczną baśnią, mocno odbiega od schematu. Celem księżniczki nie jest upolowanie księcia, lecz zrozumienie i pogodzenie się z własną odmiennością. Elsa przez większość swego życia uczona jest być „grzeczną”, ostrożną, nie wychylającą się ze swoimi nietypowymi umiejętnościami panienką.
Kiedy emocje biorą górę, decyduje się zerwać z przeszłością i pójść za własnym głosem – i dopiero siostrzana miłość przywraca ją światu poza granicą lodu. Migoczące i śpiewające lalki w stroju Elsy nadal królują na półkach sklepowych i w sercach małych dziewczynek – a Kraina Lodu pozostaje ciekawą próbą podjęcia tematu problemu z akceptacją odmienności – w przepięknej oprawie kryształków śniegu. [Agnieszka Stasiowska]
28.
Przez ciemne zwierciadło
A Scanner Darkly, 2006, reż. Richard Linklater
Film Richarda Linklatera powstał z miłości do prozy Philipa K. Dicka, a przede wszystkim: z zachwytu i uwielbienia wobec samego medium animacji. Jest to pierwszy pełnometrażowy film zrobiony metodą rotosopingu (pozwalającą na „przerysowanie” filmu aktorskiego na animację), który kosztował wiele pracy, cierpliwości i pieniędzy. Reżyser zaufał prozie fantasty zarazem wiele powierzając wrażliwości widza – historia Boba/Freda to opowieść o uzależnieniu (nie tylko od narkotyków), o nowoczesnym, opresyjnym społeczeństwie i zdegradowanych relacjach międzyludzkich. Być może trudno przebić się przez tę pesymistyczną wizję, jednak warto, by dzięki animacji przeżyć ten emocjonalny wstrząs, który dotychczas zarezerwowany był tylko dla aktorskich fabuł z najwyższej półki. [Karolina Dzieniszewska]
27.
Ralph Demolka
Wreck-It Ralph, 2012, reż. Rich Moore
Mokry sen fanów gier retro i jedna z najbardziej kreatywnych wówczas animacji, jakie powstały. Ralph Demolka skradł moje serce fanbojowską naturą, luźnym humorem i setkami nawiązań do kultowych gier wideo. Rich Moore, facet, który odpowiadał za reżyserię m.in. Simpsonów i Futuramy, a później rozbił bank Zwierzogrodem, stworzył animację kompletną, mówiącą o potrzebie wolności, krzywdzących stereotypach i przyjaźni rodzącej się w nawet najbardziej niespodziewanych okolicznościach. Piękny, mądry i niezwykle efektowny film, który mimo artystycznego i komercyjnego sukcesu chyba został nieco zapomniany. Miejmy nadzieję, że tegoroczny sequel to zmieni. [Dawid Myśliwiec]
26.
Trio z Belleville
Les triplettes de Belleville, 2003, reż. Sylvain Chomet
Nazwanie filmu Sylvaina Chometa po prostu „dziwnym” jest lekceważące i pogardliwe. Trio z Belleville jest fantasmagoryczną, ekscentryczną, groteskową, perwersyjną, kiczowatą i nieokrzesaną animacją. Świat przedstawiony został utkany z ponurych i brzydkich obrazów w szarych, spłowiałych barwach. Bohaterowie zaś nie mają w sobie krzty wdzięku i urody. Cisi, zgrzybiali i szpetni nawiedzają każdą scenę.
Mimo wszystko jednak chciałoby się każdy kadr filmu oprawić w ramkę i powiesić nad łóżkiem, nie spodziewając się, że z czasem zacznie generować nocne koszmary. Chomet stworzył poczciwy świat pełen szkaradności i magii, który bawi i cieszy. Nieprzeciętny urok jego dzieła, upiorne obrazy oraz niesamowita, oryginalna muzyka mącą w głowie widza, stając się najpiękniejszą makabrą, z jaką dane jest się spotkać. [Maja Budka]
25.
9
2009, reż. Shane Acker
Pamiętam, że zwiastun Dziewiątki zrobił na mnie tak niesamowite wrażenie, że obejrzałem go od razu kilkanaście razy, a potem do premiery filmu oglądałem jeszcze wielokrotnie (umieściłem go nawet w Szybkiej piątce #44 dotyczącej zwiastunów). To pewnie dlatego, gdy wreszcie usadowiłem się w kinowym fotelu, by skonsumować animację Shane’a Ackera, moje oczekiwania był gargantuiczne. I choć postapokaliptyczna opowieść o ożywionych szmacianych lalkach ratujących ludzkość wciąż jest cudownym filmem, nie udało jej się zawojować świata.
W warstwie fabularnej bowiem to dość przewidywalna historia, która niczym nie zaskakuje widza. Warto jednak sięgnąć po 9, by zachwycić się wspaniałą animacją i światem przedstawionym, który wypada mrocznie nawet w porównaniu z niektórymi wizjami Tima Burtona. Szkoda tylko, że film Ackera okazał się całkowitą klapą finansową, kładąc się cieniem na karierze zdolnego przecież artysty. [Dawid Myśliwiec]
24.
Sekrety morza
Song of the Sea, 2014, reż. Tomm Moore
Seans Sekretów morza na pewno należy do specyficznych. Ma się bowiem wrażenie, że nie obcujemy z filmem, ale ze zdobionym manuskryptem. To za sprawą nasyconych kolorów, uproszczonej kreski w rysunku postaci i wylewającej się z niemal każdego kadru symboliki. Nie sposób bowiem czytać Sekretów morza jeden do jednego. Wyobraźnia głównych bohaterów, rodzeństwa w wieku szkolnym, pracuje na najwyższych obrotach. To pod wpływem desperackiej wyprawy do ukochanego ojca. Podróży przerastającej ich możliwości.
Wszystkie postaci, lokacje i wydarzenia nabierają nowego charakteru. Przefiltrowane są przez baśniową, zanurzoną w celtyckiej mitologii symbolikę. Niewiele filmów w tak szczery sposób wyraża więź, jaka powstaje między rodzicem a dzieckiem. Sekrety morza to kino kompletne i spełnione. Prawdziwe dzieło sztuki. [Maciej Niedźwiedzki]
23.
Shrek 2
2004, reż. Andrew Adamson, Kelly Asbury
O ile pierwsza część Shreka zatrzęsła światem animacji, o tyle druga w jednych budziła niepokój (o niepotrzebny sequel, który mógł pogrzebać wszelkie dobre wrażenia), a w innych radość obcowania z niebanalnym bohaterem. Twórcom udało się nie tylko zachować poziom, dokonali też czegoś znacznie ciekawszego: rozwinęli swój post-baśniowy świat o kolejne miejsca, motywy i postaci. Nie wahali się porzucić klasycznej konwencji fabularnej, która charakteryzowała część pierwszą, na rzecz kompletnej zmiany akcentów – niespodziewanie Shrek miał się odnaleźć w roli męża i potencjalnego następcy trony, miał porzucić wygodne życie na rzecz świata wielkiego miasta, a nawet uporać z wątkiem sensacyjnym. To była niespodziewanie dobra kontynuacja, czego niestety nie można powiedzieć o kolejnych. [Karolina Dzieniszewska]
22.
Przygody Tintina
The Adventures of Tintin, 2011, reż. Steven Spielberg
Przygody Tintina to film dla mnie wyjątkowo ważny, bo stanowiący dowód, że w Spielbergu tli się jeszcze ten żar, którym rozpalał serca fanów kina nowej przygody w ubiegłym stuleciu. To duchowa kontynuacja Indiany Jonesa – wypełniona wartką akcją, znakomitym humorem, sprawną intrygą, świetną ścieżką dźwiękową spod batuty Johna Williamsa, galerią budzących natychmiastową sympatię bohaterów i z charyzmatycznym antagonistą po drugiej stronie barykady.
To również przepiękna, znakomicie nawiązująca do kreski komiksowego pierwowzoru animacja, dopieszczona świetnym dubbingiem (Daniel Craig!). Warto wspomnieć, że Steven Spielberg i Peter Jackson (który produkował film) w planach mieli całą trylogię, co niestety nigdy nie doszło do skutku. Wielka szkoda, bo otwarte zakończenie pierwszego filmu aż prosi się o ciąg dalszy. [Filip Pęziński]
21.
LEGO® PRZYGODA
The Lego Movie, 2014, reż. Phil Lord, Christopher Miller
Dziś film można zrobić ze wszystkiego. Nawet z klocków Lego. To, w jaki sposób słynna zabawka zmieniała się na przestrzeni lat, także zachęciło filmowców do stworzenia jej ekranowej wariacji. Klocki Lego stały się bowiem niezwykle barwnym atrybutem popkultury, korespondującym ze światem filmu i komiksu. LEGO® PRZYGODA jest zatem konsekwencją popularności klocków, poszerzania ich zaplecza tematycznego. Dla tych, co wychowali się na zabawie klockami, film Lorda i Millera jest w pewnym sensie spełnieniem marzeń, egzemplifikacją tego, co tworzyło się w głowach podczas zabawy. Ale nie tylko w tej roli się sprawdza. Bo to po prostu wciągająca, zabawna i pełna wrażeń przygoda, zademonstrowana w ciekawej formie komputerowej animacji poklatkowej. [Jakub Piwoński]
20.
Paprika
Papurika, 2006, reż. Satoshi Kon
Seans Papriki nie należy do najprostszych. Nie zrelaksuje po ciężkim dniu w pracy, wręcz zmobilizuje do intensywnej pracy mózgu. Warto jednak pobłądzić w jej przedziwnych i barwnych obrazach, doceniając tym samym kunszt japońskiej animacji. Tytułowa Paprika dzięki rewolucyjnej maszynie DC mini stoi na straży stabilności krainy snów, która niebezpiecznie wkracza w świat realny. Satoshi Kon po raz kolejny tworzy zawiły spektakl iluzji, podczas którego drzwi percepcji nigdy się nie zamykają.
Prowadzi z widzami otwartą grę psychologiczną, w której nieustannie i płynnie rzeczywistość przenika się z sennymi urojeniami, mrocznymi fantasmagoriami pełnymi symboli oraz barwną psychodelią.
19.
Persepolis
2007, reż. Vincent Paronnaud, Marjane Satrapi
Marjane Satrapi opowiada o dorastaniu w cieniu rewolucji islamskiej w Iranie, religijnego fanatyzmu oraz wielkich przemian politycznych i społecznych. Brzmi podniośle i patetycznie. Persepolis jednak broni się błyskotliwym humorem, dystansem oraz ironicznym podejściem narratorki do otaczającego ją ponurego świata. Oprowadza ona widza po swoich wspomnieniach, dorzucając trochę nostalgii, melancholii, a także sporą dawkę ciętych spostrzeżeń zbuntowanej nastolatki, kupującej nielegalnie kasety Iron Maiden na islamskich ulicach.
Zgrabna i energiczna, ale oszczędna czarno-biała animacja piękne otula kameralną i szczerą historię Marjane, która mija się z tanią ckliwością. Opowiada nie tylko o dramatycznej historii Iranu, lecz także o niezależności, wytrwałości,
18.
Kubo i dwie struny
Kubo and the Two Strings, 2016, reż. Travis Knight
Kubo i dwie struny przypomina baśń, którą odnajdujemy w przywiezionym gdzieś z Orientu opasłym tomisku. To historia jednocześnie egzotyczna, bo eksplorująca wątki samurajskie i magiczne, z drugiej jednak pozwalająca na identyfikację z bohaterem, który od najmłodszych lat skazany jest na niełaskę losu. Animacja studia Laika, które w 2009 roku fenomenalnie zadebiutowało w kategorii pełnometrażowych filmów animowanych niesamowitą Koraliną, to jedna z najpiękniejszych w ostatnich latach opowieści o walce dobra ze złem w tej klasycznej, najlepiej znanej nam formie. Dzieło Travisa Knighta zachwyca nie tylko nadzwyczajną animacją, ale też pełną wyobraźni kreacją świata przedstawionego i budowaniem postaci. No i ta muzyka! [Dawid Myśliwiec]
17.
Gdzie jest Nemo?
Finding Nemo, 2003, reż. Andrew Stanton, Lee Unkrich
Wielki dramat małych rybek. Bohaterami produkcji Pixar są Marlin i Nemo, dwa błazenki. Pierwszy to nadopiekuńczy ojciec z traumą, drugi to buntowniczy duchem syn, który spomiędzy nitek bezpiecznego ukwiału usiłuje wyrwać się na głębię – i udaje mu się to, choć z nieciekawym skutkiem. Zrozpaczony tato wyrusza dziecku na ratunek… W drodze spotyka Dory, rybkę cierpiącą na zanik pamięci krótkotrwałej, trio rekinów – wegetarian i żółwia Luzaka, którzy pokazują mu świat z nieco innej strony.
Historia stara jak matka ziemia, a jednak widz daje się jej porwać niczym Luzak et consortes prądowi oceanicznemu. Duża w tym zasługa zabawnych, pełnych czytelnych głównie dla dorosłego odniesień dialogów, ale także i barwnych postaci (Dory słusznie doczekała się po latach własnego filmu). Z pewnością pomogło, że twórcy filmu zapoznali się z mnóstwem materiałów filmowych na temat życia wodnych zwierząt – w ten sposób, kiedy dziecko zobaczy w oceanarium płaszczkę, pod której skrzydłami chowają się mniejsze rybki, natychmiast skojarzy ten widok ze szkołą z filmu i będzie to dla niego źródłem ogromnej radości. Gdzie jest Nemo? to – nawet po latach – doskonała rozrywka dla małych i dużych. [Agnieszka Stasiowska]
16.
Mary i Max
Mary and Max, 2009, reż. Adam Elliot
Mary i Max to hymn na cześć przyjaźni. Tej bezinteresownej i szczerej w każdym pierwiastku. Niepozbawionej jednak przypadkowości. Bo na pierwszy rzut oka tak niewiele może łączyć ze sobą mieszkającego w wielkim mieście zgorzkniałego sceptyka i mizantropa z kilkuletnią nieśmiałą dziewczynką z dalekiej australijskiej prowincji. Okazuje się, że punktem wspólnym jest doświadczenie samotności. W pierwszym przypadku ukrywane, a z powodu wstydu niewyrażane. W drugim natomiast bardzo niesprzyjające okoliczności zewnętrzne w postaci przerażającej, despotycznej matki, braku rówieśników i jakichkolwiek perspektyw na ucieczkę z przygnębiającej wioski.
Mary i Max to również triumf formy. Niewinna, „dziecięca” technika plastelinowa ma zupełnie inny ton od tego kojarzonego z produkcjami studia Aardmann. To nawet nie za sprawą wizerunków postaci (bo i tutaj obcujemy z karykaturą), ale przez monochromatyczną paletę i melancholijny nastrój. Oparta na wymianie listów narracja sprawia, że Mary i Max jest kinem naprawdę szczególnym. Także pod względem fabularnej struktury. Nie istnieje taki gatunek jak „film epistolarny”, ale nie mam wątpliwości, że Mary i Max jest jego najwybitniejszym przedstawicielem. [Maciej Niedźwiedzki]
15.
Potwory i spółka
Monsters, Inc., 2001, Pete Docter, David Silverman
Kto by pomyślał, że przyjaźń pokaźnego włochatego potwora i małej dziewczynki może okazać się jedną z najpiękniejszych i najbardziej rozczulających filmowych relacji? Potwory i spółka ominęły mnie w momencie premiery i dopiero kilka lat temu dostrzegłem znakomitość tego filmu na płaszczyźnie fabularnej, technicznej i emocjonalnej. Troska i przywiązanie, jakimi darzą się nawzajem Sulley i Boo, są tak rozbrajająco szczere, że trzeba naprawdę mnóstwo złej woli, by nie kibicować im gorąco w każdej minucie filmu.
W ostatnich kilku minutach Potworów magicy z Pixara już bezlitośnie wręcz poruszają najdelikatniejsze emocje widza. Ładunku emocjonalnego, jaki niosą za sobą końcowe sceny, na czele z ostatnim ujęciem, próżno szukać w większości filmów aktorskich. [Łukasz Budnik]
14.
Walc z Baszirem
Vals im Bashir, 2008, reż. Ari Folman
Jedna z najbardziej niezwykłych animacji tego zestawienia. Reżyser Ari Folman na podstawie swoich własnych przeżyć rysuje obraz wojny libańsko-izraelskiej z 1982 roku. Główny bohater, błądząc w skołtunionych i rozmytych wspomnieniach, rekonstruuje i odtwarza swą wojenną przeszłość. Okrutne obrazy mordu, przemocy i absurdu przeplatają się z onirycznymi wizjami oraz iluzjami. Nieco komiksowa animacja (pierwotnie nakręcone, a następnie zanimowane obrazy), a także różne oblicza wojny; wzruszające, wstrząsające, niekiedy prozaiczne, składają się na wstrząsające kino dokumentalne. Walc z Baszirem nie jest beznamiętną dokumentacją, a narracją tak osobistą, jak to tylko możliwe. Jest przejmującym obrazem spustoszenia, jakie wojna sieje w ludzkim umyśle. Zmusza do refleksji oraz zapuszcza silne korzenie w pamięci widza. [Maja Budka]
13.
Ratatuj
Ratatouille, 2007, reż. Brad Bird
To bodaj jeden z najbardziej apetycznych filmów, jakie widziałem. Obecna w mediach moda kulinarna jest zewsząd łatwo dostrzegalna, ale Ratatuj powstał jeszcze zanim na dobre się ona rozkręciła. Sympatyczni bohaterowie i wyraziści antagoniści to jedno. Ratatuj najlepiej smakuje jednak na poziomie przesłań. W tej wartkiej podróży po francuskiej kuchni możemy bowiem bardzo wiele dobrego dowiedzieć się o procesie tworzenia, kreatywności oraz, co nie mniej ważne, sztuce wyrabiania gustu. Dobrym wzorem i nauczycielem jest zatem ten niepozorny szczur, który z tylnego rzędu kieruje poczynaniami głównego bohatera, pobudzając jego talenty. [Jakub Piwoński]
12.
Koralina i tajemnicze drzwi
Coraline, 2009, reż. Henry Selick
Studio Laika nie może pochwalić się jeszcze dużą filmografią, ale Koralina i tajemnicze drzwi pozostaje czołowym osiągnięciem XXI wiecznej animacji. Nie mam jednak na myśli samego technicznego wykonania, choć i ono zasługuje na szczególnie uwagę. Lalkowa, poklatkowa animacja wyszła z mody, ale w Koralinie technika ta powraca w blasku i aurze wyjątkowości. Produkcja Laiki z 2009 roku balansuje na granicy horroru i baśni. Mieszają się w niej motywy Carrollowskiej Alicji w Krainie Czarów i Burtonowskiej groteski rodem z Edwarda Nożycorękiego czy Soku z żuka. Koralina pozostaje jednak kinem całkowicie samodzielnym i mierzącym się z poważna problematyką. Główną bohaterką jest przecież dziewczynka, starająca pogodzić się z „nieobecnością” rodziców, pochłoniętych pracą i nie mających dla niej czasu. Koralina traktuje o depresji, o rodzinnym kryzysie, o traumie i terapeutycznej sile wyobraźni. Arcydzieło formy i treści. [Maciej Niedźwiedzki]
11.
Gnijąca panna młoda
Corpse Bride, 2005, reż. Tim Burton
Tim Burton potrafił oczarować swoją specyficzną wyobraźnią i czarnym humorem. Zaplanowany mariaż szlachcianki ze zubożałego rodu i syna z bogatej rodziny kupieckiej utrudnia pojawienie się martwej panny młodej. Przez nią niedoszły mąż z nudnego świata żywych trafia do kolorowej i fascynującej krainy umarłych. W Gnijącej pannie młodej Burton swoim zwyczajem czerpie z niemieckiego ekspresjonizmu i powieści gotyckiej, a wszystko to łączy z cudownie szczegółową animacją poklatkową.
Po Vincencie i Miasteczku Halloween kolejny raz udowadnia, że ta technika nie jest ani trochę przestarzała. Groteskowa i nieco makabryczna historia wygląda lepiej niż niejedna komputerowa superprodukcja, a wszystko dopełnia charakterystyczna muzyka Danny’ego Elfmana i piosenki bijące wykonaniem na głowę niektóre popularne musicale. Wszystko z czasów, kiedy nazwisko Burton kojarzyło się prawie wyłącznie z wysoką jakością i autorskim sznytem. [Jan Dąbrowski]
10.
Jak wytresować smoka
How to Train Your Dragon, 2010, reż. Dean DeBlois, Chris Sanders
Ciężkie jest życie, kiedy ma się sławnego starego. Jeszcze jest ciężej, kiedy twój stary to wielki wódz Wikingów, na dodatek pogromca smoków, a ty jesteś tylko chuderlakiem, który młota podnieść nie potrafi, o zamachnięciu się draństwem nie wspominając. Jak wytresować smoka to opowieść o Czkawce, niewydarzonym synu Stoicka Ważkiego, i jego przyjaźni z groźną Nocną Furią, która dla chłopca staje się… po prostu Szczerbatkiem. I nie ma co ukrywać, to właśnie Szczerbatek jest w tym filmie gwiazdą – morderczy smok, który okazuje się być uroczym stworzeniem i fantastycznym przyjacielem, jeśli tylko ktoś zada sobie odrobinę trudu, żeby go bliżej poznać.
Czkawka to czyni i stawia nie tylko swój świat do góry nogami. Klasyczna, chwytająca za serce animacja o przyjaźni, poświęceniu i odwadze i o tym, że w odpowiednim towarzystwie każdy z nas może latać. [Agnieszka Stasiowska]
9.
Odlot
Up, 2009, reż. Pete Docter, Bob Peterson
To, co najbardziej urzeka w produkcjach Pixara, bynajmniej nie wiąże się tylko z estetyką ich cyfrowych kompozycji. To bowiem uniwersalne przesłania zostają z nami na długo po seansie. Odlot w formułowanym komunikacie jest niecodziennie odważny, bo nie jest to typowe kino familijne. To jeden z nielicznych przykładów filmów animowanych, w których główny bohater nie jest radosnym młodzieńcem w sile wieku, tylko starym, zrezygnowanym człowiekiem. Odlot niesie zatem unikalną opowieść o przemijaniu, zaszczepiając w widzu wiele smutku już na starcie historii.
Losy Carla, przeżywającego ostatnią wielką przygodę swojego życia, potrafią przejąć dogłębnie każdego, bez względu na wiek. Ale Odlot także traktuje o mocy przyjaźni, na którą nigdy nie jest za późno, udowadniając jednocześnie, że życie we wspólnocie jest konieczne do załatania pustki po stracie bliskiej osoby. Piękny, wzruszający film. [Jakub Piwoński]
8.
Zwierzogród
Zootopia, 2016, reż. Byron Howard
W oscarowym wyścigu Zwierzogród miał mocnych rywali, jednak chyba z perspektywy czasu i wraz z kolejnymi seansami wygrana nie wydaje się zaskoczeniem. Przede wszystkim jest to film odważny w narracyjnej konstrukcji – widz nie tylko otrzymuje dobrze rozegrany kolaż filmowych gatunków i motywów (a warto zobaczyć ten film chociażby dla pastiszu Ojca chrzestnego), ale także opowieść skonstruowaną tak, iż niczym nie odbiega od standardów aktorskich filmów fabularnych.
Jednocześnie Zwierzogród wciąż pozostaje bajką poruszającą uniwersalne treści dotyczące tolerancji, spełniania marzeń i nieoceniania po pozorach. Zarazem znacznie wykracza poza banały, gdyż twórcy nie stronią od wątków współczesnych dotyczących chociażby polityki, rasowości czy emancypacji. Pod emocjonującą intrygą kryje się tematyczne bogactwo urzekające widzów w każdym wieku. [Karolina Dzieniszewska]
7.
Toy Story 3
2010, reż. Lee Unkrich
Pierwszy seans Toy Story 3 zawsze będę wspominać jako przykład wyjątkowo emocjonalnej podróży. Piętnaście lat od premiery pierwszej części przygód zabawek zasiadłem w kinowym fotelu pełen nadziei, ale i obaw, czy powrót ukochanych bohaterów z dzieciństwa okaże się udany. Całe szczęście, że wszelkie wątpliwości okazały się całkowicie nieuzasadnione. Zamknięcie tej wspaniałej trylogii bawi, ekscytuje i – przede wszystkim – dogłębnie wzrusza. To cudowna opowieść o przyjaźni, przemijaniu i tęsknocie za dawnymi czasami.
Dla tych, którzy dorastali wraz z Andym, seans Toy Story 3 jest ze względu na sentyment przeżyciem absolutnie wyjątkowym, ale broni się również jako samodzielna fabuła. Scena na wysypisku nigdy nie przestaje być mniej emocjonująca, podobnie jak zakończenie, które chwyta mnie za gardło oglądane nawet w oderwaniu od całości. Do dziś to mój ulubiony film Pixara. Wspaniały. [Łukasz Budnik]
6.
Ruchomy zamek Hauru
Hauru no ugoku shiro, 2004, reż. Hayao Miyazaki
Ruchomy zamek Hauru pierwszy raz widziałam jako siedmiolatka, czyli wieki temu. W mieście nie było jeszcze multipleksów, a do kina okazjonalnie przychodziło się do Młodzieżowego Domu Kultury. Repertuar przewidywał dwie, w porywach trzy premiery miesięcznie, a jedną z nich było cudeńko prosto z Japonii.
Bajka dziwna i egzotyczna, nieznana dotąd młodszej publiczności. Film mistrza i legendy japońskiego Studia Ghibli, Niczym plac zabaw dla barwnej, dziecięcej wyobraźni. Ale nie tylko, bo film, nie tracąc nic ze swego subtelnego wdzięku, urzeka po dziś dzień. Właśnie dlatego ciężki i niezgrabny
5.
W głowie się nie mieści
Inside Out, 2015, Pete Docter
Gdyby W głowie się nie mieści było krótkometrażówką, opowiadającej tylko o drugoplanowej postaci Bing Bonga, nadal byłoby wybitnym osiągnięciem Pixara. Film Pete’a Doctera oferuje ponadto ogrom koncepcji i wątków. Mamy więc i spełnioną próbę oddania mechanizmu pamięci, dekonstrukcje pojęć abstrakcyjnych, analityczne rozpracowanie układu emocjonalnego człowieka i licznych mechanizmów, które decydują o naszym samopoczuciu, objawiając się w lęku, radości czy smutku.
Każde zagadnienie podjęte jest w wyczerpujący sposób. W głowie się nie mieści to jak dotąd najambitniejszy projekt tego studia. Równocześnie najtrudniejszy w realizacji, ponieważ w dużej mierze jest to materiał na pełen naukowych pojęć film dokumentalny o pracy mózgu. Pixarowi udało się przepisać go na zrozumiałą dla dzieci animację. Choć często po seansie to rodzice z wrażenia zbierają szczęki z podłogi. [Maciej Niedźwiedzki]
4.
Fantastyczny Pan Lis
Fantastic Mr. Fox, 2009, reż. Wes Anderson
Typowy film Wesa Andersona.
Pomijając samą formę, tutaj w postaci animacji poklatkowej, w pierwszym zdaniu zawiera się wszystko to, co w Fantastycznym Lisie fantastyczne, oryginalne, niepodrabialne i rozpoznawalne z daleka. To film jak zwykle obsesyjnie dopracowany w szczegółach, bawiący się obrazem (ach, ta symetria!), aluzjami, cytatami, komentarzem społecznym, a nad tym wszystkim unosi się absurdalny humor, gagi sytuacyjne, rasowa metafizyka i diagnoza natury ludzko-zwierzęcej.
Mało? Przebogaty styl Andersona może onieśmielać, a treść, mimo oparcia na prostej historyjce Roalda Dahla, nadaje się do wielowątkowych analiz. Ale nawet jeśli odrzucimy ten intelektualny sztafaż, to pozostaje kapitalna, mądra historyjka o lisie, który uczy się, że egoizm nie popłaca, a popłaca współpraca.
Innymi słowy, animowane cudo z George’em Clooneyem, Meryl Streep, Billem Murrayem, Willemem Dafoe i Owenem Wilsonem w rolach głównych, wyczuwalnych, choć niewidocznych. [Rafał Oświeciński]
3.
Shrek
2001, reż. Andrew Adamson, Vicky Jenson
Trudno określić, czy Shrek rzeczywiście był tym pierwszym milowym krokiem w stronę nowego typu animacji, ale na pewno najbardziej wyrazistym i z miejsca wdarł się do serc szerokiej publiczności. Te pierwsze kilka seansów było jak trzęsienie ziemi – nagle okazało się, iż można igrać z całą kulturą bajek, z dorobkiem pokoleń pisarzy i spuścizną Disneya w sposób niebanalny, śmiały i pomysłowy. Antybohater, który staje się księciem z bajki? Drugi plan zapełniony przez ikony baśniowego świata? Znana ścieżka fabularna, a mimo to taka… zabawna. Widzowie z miejsca pokochali ten wielopokoleniowy humor, w którym nie brakowało ironicznych odwołań do współczesności czy żartów przystępnych dla młodszej publiki.
Shrek był świetnie zrealizowany, miał genialny (choć ponownie: znany i rozpoznawalny) soundtrack, a na polskim poletku pozostaje w czołówce najlepszego doboru aktorów dubbingowych. Chyba nie można zaprzeczyć, że to wciąż jedna z top of the top animacji, do których wciąż powraca się z sentymentem, miłością i poczuciem, że to będzie wyśmienity seans. [Karolina Dzieniszewska]
2.
WALL-E
2008, reż. Andrew Stanton
Patrząc z punktu widzenia sympatyka science fiction, WALL-E to bardzo ciekawa hybryda gatunkowa. Zaczyna się bowiem jak klasyczna postapokalipsa, ukazując nam opuszczony przez ludzi świat, który mały robot musi uprzątnąć. Z kolei część druga filmu wchodzi bardziej w ramy space opery, gdyż akcja dzieje się na statku kosmicznym.
Aczkolwiek w tym, co chce wówczas przekazać, najbardziej przypomina dystopię, gdyż społeczeństwo utworzone na pokładzie zbyt daleko posunęło się w tworzeniu udogodnień, przez co zatraciło swoje człowieczeństwo. Bez względu na to, które przesłanie trafi do nas najmocniej, WALL-E zapamiętany zostanie jednak przez widzów głównie za sprawą tytułowego, przesympatycznego robota, który ma w sobie tyle dobra, bezinteresowności i ciekawości świata, że niejeden człowiek mógłby mu tego pozazdrościć. [Jakub Piwoński]
1.
Spirited Away: W krainie Bogów
Sen to Chihiro no kamikakushi, 2001, reż. Hayao Miyazaki
Tryumf wyobraźni! I najwybitniejsze dzieło Hayao Miyazakiego.
Zaskakujące pierwsze miejsce, czyż nie? Jedni powiedzą, że nie, bo jak to, najsłynniejsze chyba anime, od najsłynniejszego twórcy, z całym worem nagród, w tym z Oscarem za najlepszą animację na czele. Drudzy mogą być jednak zadziwieni – pozytywnie oczywiście – że tak ambitny i wyjątkowy film zajął mocne, pierwsze miejsce w rankingu najlepszych animacji XXI wieku – do tego z dużą przewagą nad kolejnymi miejscami! Świadczy to bardzo dobrze o was, naszych czytelnikach, którzy zagłosowali na zwyczajnie wybitną produkcję Hayao Miyazakiego.
Co wam się mogło spodobać? Mówię “wam”, choć również mam na myśli siebie, bo jest to jeden z moich typów, na który zagłosowałem. Na pewno jest to niesamowita forma, wypełniona surrealistycznymi obrazami – Miyazaki namalował w tradycyjny sposób świat wypełniony demonami, potworami, duchami i innymi magicznymi stworzeniami, które żyją w równoległej rzeczywistości, gdzieś pomiędzy życiem a śmiercią mocno nawiązując do japońskiej mitologii. Nigdy wcześniej kreska ze studia Ghibli nie była tak zachwycająca w każdym, nawet najmniejszym pojedynczym kadrze. To jest ten pierwszy, najbardziej wyraźny plan.
Ale dodajmy do tego bardzo wyrafinowany, niebanalny przekaz, który ostrze krytyki kieruje w stronę konsumpcjonizmu, chciwości, niskich pobudek – ekran wypełniają postaci nie znające umiaru, skupione na własnych żądzach, małostkowe, czasami głupie. Nawet główna bohaterka nie jest postacią w pełni pozytywną – to krnąbrna, rozpieszczona dziewczynka. W Spirited Away jednak wszystko zmierza do pewnego życiowego balansu, zdrowej konstatacji, że warto zauważać inne osoby i ich potrzeby; że trzeba dostrzegać coś więcej niż własne ego; że nie ma zła w nas, są tylko złe nawyki, niskie pobudki.
To zwyczajnie mądre, nienachalne refleksje. Mimo odważnej formy i górnolotnej treści całość jest w gruncie rzeczy dość lekka, zaskakująco zabawna, strawna dla 7-latka, dla 37-latka i 67-latka. Nie o to chodzi, że każdy zauważy coś miłego dla tylko siebie. Nie, każdy będzie widział praktycznie to samo, a piękno tego filmu zawiera się w uniwersalnym, choć bardzo nietypowym, oryginalnym spojrzeniu na ludzi i ich czyny. [Rafał Oświeciński]
