Plebiscyt
NAJLEPSI AKTORZY WSZECH CZASÓW. Wielki ranking czytelników
Odkryj fascynujący ranking NAJLEPSI AKTORZY WSZECH CZASÓW, który ukazuje talenty z różnych epok kina, przyciągając uwagę i emocje.
Głosowanie na najlepszego aktora wszech czasów dobiegło już końca, ale do ostatnich minut jego trwania napływały nowe głosy. W efekcie udało nam się uzyskać imponującą listę ponad 50 nazwisk, które nasi czytelnicy uznali za godne nazwania najlepszymi aktorami wszech czasów. Choć zadanie to wydawało się do niedawna karkołomne lub wręcz niemożliwe, trudno się z poniższym rankingiem nie zgodzić – skupia on w jednym miejscu wiele niezwykle utalentowanych i cenionych aktorów z różnych okresów kina. W niektórych miejscach walka była wyrównana, jednak podium wywalczyło sobie sporą przewagę nad pozostałymi.
Zapraszamy do zapoznania się z wynikami! Dajcie znać w komentarzach, jak wyglądałyby wasze osobiste listy.
49. Michael Fassbender (ex aequo)
Spartanin. Mutant. Android. Więzień. Seksoholik. Michael Fassbender zadebiutował w filmie pełnometrażowym 11 lat temu i przez ten czas dał się już poznać jako artysta stale szukający nowych wyzwań i otwarty na wszelkie gatunki.
Wymienione wyżej role to tylko namiastka jego już bogatej filmografii, wciąż rozbudowywanej o nowe pozycje. Zachwycał wielokrotnie, ciesząc się popularnością wśród widzów i krytyków, a także całą serią nagród i nominacji (w tym również do Oscara). [Łukasz Budnik, fragment zestawienia]
49. Jeremy Irons (ex aequo)
Laureat Oscara sprzed lat trzydziestu (Druga prawda, 1990) jest wybitnym aktorem brytyjskim. Niewątpliwie potrafiłby zagrać wszystko. Zwrócił na siebie uwagę krytyków rolami w serialu Znowu w Brideshead oraz w Kochanicy Francuza, obu z roku 1981.
Były to pierwsze okazje do nominacji, choć nie ostatnie. Jeremy Irons jest aktorem odważnym, nie boi się ról trudnych i kontrowersyjnych (Czy znacie dramat M. Butterfly? Jeśli nie, polecam szybko nadrobić!), równie swobodnie jednak czuje się w lekkim repertuarze (ostatnimi czasy bawi się występami w Lidze Sprawiedliwości i serialu Watchmen). Dla mnie pozostanie najbardziej charyzmatycznym Aramisem (Człowiek w żelaznej masce), najbardziej okrutnym z mężczyzn (Dom dusz) i najbardziej z nich perwersyjnym (Lolita). [Agnieszka Stasiowska]
49. Gene Hackman (ex aequo)
Zanim przeszedł na zasłużoną emeryturę, należał do najbardziej pracowitych aktorów, który rzadko odrzucał propozycję roli. I nawet kiedy film z jego udziałem nie był najlepszej jakości, to sam Hackman był fundamentem produkcji i wnosił wiele już samą swoją osobą. Po sukcesie Bez przebaczenia i zdobyciu drugiego Oscara aktor mógł liczyć na jeszcze więcej ofert.
I nadal nie przebierał za bardzo w scenariuszach. W 1995 roku zagrał w trzech zdecydowanie komercyjnych przebojach kinowych. Pierwszym z nich był Karmazynowy przypływ Tony’ego Scotta, opowiadający o konflikcie dwóch dowódców łodzi podwodnej. Hackman zagrał tam stanowczego i twardego kapitana Ramseya, któremu w kwestii interpretacji rozkazu przeciwstawia się jego zastępca, grany przez Denzela Washingtona. W efektownym, lecz umownym konwencjonalnie westernie Sama Raimiego Szybcy i martwi był przeciwnikiem Sharon Stone jako despotyczny szeryf organizujący turniej dla rewolwerowców. W obu filmach Hackman udowodnił, że jest zawodowcem, a jego postacie budziły respekt. W Dorwać małego Barry’ego Sonnenfelda aktor pozwolił sobie na luz i dystans, przekonując, że i w wydaniu komediowym radzi sobie całkiem zgrabnie. [Krzysztof Dylak, fragment zestawienia]
48. Viggo Mortensen
Aktorzy tacy jak Viggo zdarzają się raz na pokolenie. Chadzają własnymi ścieżkami, wybierają projekty nie według ich potencjału komercyjnego, lecz według swoich artystycznych preferencji, nie bacząc na konsekwencje. Gdy już pojawią się na ekranie, wzbudzają powszechny zachwyt, choć nie zawsze – lub prawie nigdy – przekłada się on na laury i statuetki.
Jednak tacy aktorzy nie zabiegają o wyróżnienia, lecz konsekwentnie realizują własną wizję siebie i swojej sztuki – Mortensen postanowił robić to także poprzez fotografię, malarstwo i poezję, wykazując się rzadko spotykaną w Hollywood wrażliwością i odwagą. I choć wciąż postrzega się go przede wszystkim przez pryzmat atrakcyjnego fizys, uroda jest tylko jednym z wielu, nie zaś jedynym atutem mającego duńskie korzenie aktora. [Dawid Myśliwiec, fragment biografii]
47. Toshirō Mifune
Mifune i Kurosawa zrealizowali wspólnie 16 (!) filmów – z czego większość to absolutne klasyki kina światowego, począwszy od doskonałego kryminału noir Pijany anioł, aż po Rudobrodego. Panowie świetnie się uzupełniali, a sam Kurosawa pisał role specjalnie skrojone pod swojego ulubionego aktora – którym był zresztą niesłychanie zafascynowany. Słusznie zauważył, że Mifune ma w sobie coś z chuligana i zawadiaki, co w połączeniu ze specyficzną szorstkością gry i niebywałym talentem czyniło z niego doskonały materiał dla genialnego reżysera i scenarzysty. [Karolina Michalska, fragment artykułu]
45. Joe Pesci (ex aequo)
Specyficzna uroda oraz charakterystyczna porywcza gra aktorska Joe Pesciego sprawiają, że w pierwszym odruchu jego osoba budzi sympatię oraz uśmiech. W serii z Kevinem rola włamywacza Harry’ego Lyme’a wręcz dźwigała na swoich barkach komediowy ciężar produkcji, i to z ogromnym powodzeniem. Role gangsterskie, jak te w Irlandczyku czy Chłopcach z ferajny, sprawiają jednak, że Joe Pesci zapisał się w historii kina jako ktoś więcej niż nieporadny, naiwny złodziejaszek. Choć jego komediowe umiejętności potrafią sprowokować salwy śmiechu, aktor potrafi wzbudzić swoją grą aktorską ogromny szacunek u widza, a nawet przestrach, w wielu wybitnych scenach zgarniając uwagę widzów tylko dla siebie. [Maja Budka]
45. Jeff Bridges (ex aequo)
Mówi się o nim, że jest leniem, a oprócz bycia znakomitym aktorem również specjalistą od unikania każdej pracy. Gdyby tylko nie musiał zarabiać pieniędzy, grałby pewnie dla przyjemności, tyle że nie tak często – co w jego przypadku też nie jest przepracowywaniem się.
Jeff Bridges wybrzydza, gdera, oczekuje modyfikacji scenariuszy, bo inaczej grozi, że ich nie przyjmie. Pewnie dlatego jego aktorskie portfolio jak dotąd go nie zaszufladkowało. Wciela się w postaci, mając za charakteryzację zwykle tylko mimikę własnej twarzy, i to działa. [Odys Korczyński, fragment zestawienia]
43. Robert Downey Jr. (ex aequo)
Dziś Robert Downey Jr. kojarzy się zapewne przede wszystkim z kinowym uniwersum Marvela i swoją (znakomitą!) rolą Iron Mana. Choć aktor doskonale odnalazł się w blockbusterach, warto sięgnąć po starsze produkcje z jego udziałem, aby przekonać się, że to człowiek wielu talentów.
Moim faworytem wśród jego występów jest tytułowa rola w Chaplinie, gdzie z ogromnym powodzeniem wcielił się w legendarnego filmowca, ale trudno też zapomnieć o Jajach w tropikach, gdzie zagrał metodycznego aktora, który na potrzeby roli zmienia pigment skóry, i udowodnił, jak świetnie czuje się w komedii. Mam nadzieję, że zobaczymy go w jeszcze wielu ambitnych projektach. [Łukasz Budnik]
43. Arnold Schwarzenegger (ex aequo)
Obecność pochodzącego z Austrii aktora na liście tych zdaniem naszych czytelników najlepszych bez wątpienia świadczy o zarówno o jego popularności, jak i charyzmie. Bo, powiedzmy sobie to wprost, Arnold Schwarzenegger nawet nie aspiruje warsztatowo do innych obecnych tu nazwisk.
Pozostaje przy tym jedną ze zdecydowanie najbardziej znanych i lubianych postaci popkultury XX wieku. Powszechnie kochany jest za skrojoną pod jego warunki rolę Terminatora w serii filmów rozpoczętej przez Jamesa Camerona w latach 80. ubiegłego wieku; u mnie specjalne miejsce w sercu ma za Komando, Predatora i… Batmana i Robina. Filmy mojej młodości, których bez udziału Schwarzeneggera sobie nie wyobrażam. [Filip Pęziński]
41. Matthew McConaughey (ex aequo)
Gdy kilka lat temu pisałem podobny artykuł, Matthew McConaughey święcił największe triumfy. Był świeżo upieczonym zdobywcą Oscara, media rozpisywały się o jego niesamowitej metamorfozie dla roli w Witaj w klubie (2013) Jean-Marca Valléego, a Detektyw rewolucjonizował zrewolucjonizowaną przecież niewiele wcześniej telewizję. Jeśli dodamy do tego rewelacyjny epizod w Wilku z Wall Street (2013) Martina Scorsesego, jednym z najważniejszych filmów sezonu, otrzymamy obraz sukcesu kompletnego. I rzeczywiście tak było – McConaughey zamieniał w złoto wszystko, czego się dotknął, a jego passa odmieniła się o 180 stopni. Ale to było kilka lat temu. Później przyszło kilka nie najlepszych decyzji zawodowych i pozycja Matthew w tym szalenie kapryśnym biznesie momentalnie się zachwiała.
Całe szczęście nie były to wstrząsy na tyle duże, by spowodować jakieś nieodwracalne zmiany – McConaughey to wciąż jedno z najgorętszych nazwisk Hollywood, najważniejsi reżyserzy nadal chcą go w napisach początkowych swoich filmów, a widzowie niezmiennie wzdychają na widok jego uśmiechu, sześciopaka i najczystszej teksańskiej charyzmy. [Dawid Myśliwiec, fragment biografii]
41. Mads Mikkelsen (ex aequo)
Duński aktor udowadnia, że nigdy nie jest za późno, by stać się sławnym w Hollywood. Początkowo Mikkelsen skupiał się na karierze tanecznej, jednak dzięki występowi w trylogii Pusher na poważnie zainteresował się aktorstwem. Prawdziwy przełom przyszedł z nową odsłoną przygód Jamesa Bonda, gdzie aktor wcielił się w antagonistę – Le Chiffre’a.
Propozycje występów w hollywoodzkich produkcjach zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu. Mikkelsena widzieliśmy nie tylko w Gwiezdnych wojnach, ale również w Doktorze Strange’u oraz grze Hideo Kojimy Death Stranding, zaś w najbliższym czasie ma on zastąpić Johnny’ego Deppa w ekranizacji Fantastycznych zwierząt. Zdobył też rzesze nowych fanów, wcielając się w kultową rolę Hannibala Lectera w serialu telewizyjnym. W 2010 roku został mu przyznany Order Danebroga oraz francuski Order Sztuki i Literatury.
Co by nie mówić, aktor – mimo ogromnego międzynarodowego sukcesu – zawsze będzie kojarzył się z duńską kinematografią i tak świetnymi filmami jak Jabłka Adama, Zieloni rzeźnicy czy Polowanie. [Gracja Grzegorczyk]
37. Heath Ledger (ex aequo)
Wycofany, wyciszony, małomówny Ennis Del Mar w arcydzielnej Tajemnicy Brokeback Mountain oraz przebojowy, charyzmatyczny i wygadany Joker w zjawiskowym Mrocznym rycerzu. Te dwie spełnione, fascynujące i, co bardzo ważne, skrajnie odmienne kreacje pokazują, z jakiego kalibru aktorem mieliśmy do czynienia i jak przeogromną stratą dla kina była jego przedwczesna śmierć. Heath Ledger na szczęście zdążył na tyle zaznaczyć swoją obecność i talent, że nie uważam za przesadne mówić o nim jako o jednej z ikon kina XXI wieku. [Maciej Niedźwiedzki]
37. Jim Carrey (ex aequo)
Jim Carrey to z pewnością jeden z najlepszych i najważniejszych aktorów komediowych w historii kina. Zasłużył na to miano pełnymi pasji i energii rolami w takich kultowych komediach jak Maska, Kłamca, kłamca czy Głupi i głupszy.
Styl Carreya można określić jako wybitnie ekspresywny, co podparte jest niezwykłymi umiejętnościami mimicznymi. Nie zapominajmy jednak, ze Carrey prócz bycia królem komedii jest także bardzo wrażliwym, naznaczonym osobistymi tragediami i wyczulonym na krzywdę człowiekiem oraz świadomym artystą (Carrey pasjonuje się malarstwem), który niejednokrotnie starał się próbować swych sił w zgoła innym niż komediowy repertuarze. Na uwagę i najwyższe laury zasługują jego występy dramatyczne w takich filmach jak Truman Show czy Człowiek z księżyca. Oby tej energii starczyło mu na długo. [Jakub Piwoński]
37. Alan Rickman (ex aequo)
Nie ma chyba na świecie osoby, która nie rozpoznałaby Alana Rickmana po charakterystycznym głosie. Brytyjski aktor nigdy nie został nominowany do Oscara, jednak kolejne pokolenia dalej wspominają jego najbardziej pamiętne role w Szklanej pułapce, Robin Hoodzie czy serii o Harrym Potterze.
Dla wielu osób dalej jednak pozostanie Harrym ze świątecznego klasyka To właśnie miłość. Jednak zapewne nigdy nie doczekałby się kariery filmowej, gdyby nie koniec lat 80. XX i występ w Niebezpiecznych związkach na Broadwayu. Dzięki niej otrzymał propozycję zagrania Hansa Grubera w Szklanej pułapce, a reszta to już historia. Rickman to jeden z niewielu aktorów, którym pasuje łatka eksperta od czarnych charakterów. Mało kto pamięta natomiast, że jego debiut reżyserski Zimowy gość z 1997 roku również okazał się sukcesem i przyniósł nagrody na licznych festiwalach filmowych. Aktor odszedł w wieku 69 lat, na chwilę przed swoimi 70. urodzinami. [Gracja Grzegorczyk]
37. Louis de Funès (ex aequo)
Przez kilkadziesiąt lat swojej aktywności we francuskim kinie stał się jego komediową wizytówką oraz komediowym wzorcem. Szkoda, że głównie w Europie. Nawet na Starym Kontynencie jednak nie wszyscy widzowie zaakceptowali jego sposób gry aktorskiej. Zarzucali mu częste plagiatowanie samego siebie, zwłaszcza w ostatnich 10 latach kariery.
Ten hiszpański szlachcic, który zrobił karierę we Francji, nigdy się jednak nie poddał. Z uporem maniaka ciągle był taki sam i tym samym zyskał. Faktycznie, odgrywanie ciągle tak samo różnych postaci niekiedy może sprawiać wrażenie, że Louis de Funès od pewnego momentu w swoim życiu zmęczył się tym, kim przyszło mu być na ekranie. Tę wtórność jednak zauważą jedynie ci, do których do końca nigdy nie trafił ten rodzaj komizmu. W moim przypadku również musiało upłynąć trochę czasu, zanim dojrzałem do klaunowskich popisów de Funèsa. Dzisiaj już wiem, że komedie francuskie z nim w roli głównej nigdy mi się nie znudzą, w przeciwieństwie np.
do gagów Woody’ego Allena, Jima Carreya, Steve’a Martina czy Chrisa Rocka. [Odys Korczyński, fragment zestawienia]
35. Christoph Waltz (ex aequo)
Zanim stał się międzynarodową gwiazdą, grywał w licznych pomniejszych, głównie niemieckich serialach oraz choćby u Krzysztofa Zanussiego w Bracie naszego Boga. Przełomem w jego karierze była brawurowa, nagrodzona Oscarem rola Hansa Landy w Bękartach wojny Quentina Tarantino. Kolejna współpraca z reżyserem przy Django skończyła się drugą, troszkę mniej zasłużoną statuetką za rolę drugoplanową. Te dwa najważniejsze występy w karierze Waltza ukształtowały jego aktorski wizerunek, od którego wciąż nie może się uwolnić. Postacie Waltza to wykształcone, elokwentne, pozbawione skrupułów, podstępne i dystyngowane charaktery, pełne uroku i wewnętrznych przeciwieństw. Kino lubi tak jaskrawych bohaterów. [Maciej Niedźwiedzki]
35. Humphrey Bogart (ex aequo)
Chociaż już w 1930 roku zagrał jedną z głównych ról, i to u samego Johna Forda (Up the River), na przełom musiał poczekać jeszcze pięć lat. Kreacja gangstera w broadwayowskiej sztuce Roberta E. Sherwooda pt. Skamieniały las przyniosła mu uznanie krytyki, a następnie rolę w adaptacji filmowej. Początkowo w ekranizacji miał zamiast niego wystąpić Edward G. Robinson, ale dzięki głównej gwieździe filmu, Lesliemu Howardowi, angaż dostał Bogart (w dowód wdzięczności aktor dał córce imiona Leslie Howard).
Drugoplanowa kreacja w Skamieniałym lesie uczyniła z Bogarta rozpoznawalnego aktora, ale zanim przeszedł do głównych ról, obsadzano go często stereotypowo, jako złoczyńców – z najlepszymi rezultatami w Aniołach o brudnych twarzach i Burzliwych latach dwudziestych. Status gwiazdy otrzymał w 1941 roku, kiedy to zagrał w gangsterskim dramacie Raoula Walsha High Sierra i detektywistycznym kryminale Johna Hustona Sokół maltański. Ten ostatni jest często określany jako początek kina noir, a Bogart stał się czołową twarzą nurtu, m.in.
także dzięki występom w Wielkim śnie Howarda Hawksa, Mrocznym przejściu Delmera Davesa, Key Largo Johna Hustona i Pustce Nicholasa Raya. Do wyróżniających się filmów z jego udziałem należą dramat społeczny Nocna wyprawa Raoula Walsha, melodramat Casablanca Michaela Curtiza i utrzymany w podobnym stylu, ale też znakomity Mieć i nie mieć Howarda Hawksa, będący przykładem ekranizacji znacznie lepszej od literackiego pierwowzoru. Na planie tego ostatniego poznał kobietę swojego życia, Lauren Bacall.
Wybitne kreacje stworzył w Skarbie Sierra Madre i Afrykańskiej królowej, obu w reżyserii Johna Hustona, oraz w Buncie na okręcie Edwarda Dmytryka. Mniej znane dzisiaj są jego role w westernach (Oklahoma Kid, Virginia City) i produkcjach wojennych (Konwój, Sahara). Zdaniem krytyki został źle obsadzony w komedii romantycznej Sabrina, reżyserowanej przez Billy’ego Wildera. [Mariusz Czernic]
33. Ralph Fiennes (ex aequo)
Rola Czarnego Pana to być może najbardziej rozpoznawalna kreacja Ralpha Fiennesa, jednak nie można powiedzieć, żeby do niego specjalnie przylgnęła. Ten angielski aktor wykreował zaś wiele wspaniałych filmowych postaci, nie pozwalając, by jedna górowała nad pozostałymi. Przykładowo Amon Goeth, zło wcielone z Listy Schindlera, postać odpychająca i bezwzględna, która budzi realne zgorszenie oraz strach. Obłęd i fanatyzm w czystej postaci. A z drugiej strony Gustave H., najjaśniejsza, wzbudzająca największą sympatię postać Grand Budapest Hotel, która urzeka swoim wdziękiem i ekscentrycznością eleganckiego konsjerża. Nieistotne jest, jaką rolę powierzy się Ralphowi Fiennesowi – możemy mieć pewność, że zostanie ona odegrana z największym pietyzmem i w sposób niezwykle przekonywujący. [Maja Budka]
33. Paul Newman (ex aequo)
Przez całą swą karierę, która trwała – bagatela! – blisko sześć dekad, emanował klasą, którą chcieli mieć wszyscy mężczyźni. Zarówno jako 30-latek na planie Kotki na gorącym blaszanym dachu (1958) Richarda Brooksa, jak i w wieku 60 lat w nagrodzonej Oscarem kreacji w Kolorze pieniędzy (1986) Martina Scorsesego miał w sobie mieszankę buntowniczej charyzmy i dżentelmeńskiego opanowania. Gdy patrzyło się na Paula Newmana, można było obstawiać w ciemno, że w prywatnej hierarchii wartości tego aktora słowo „honor” zajmuje najważniejsze miejsce. To oczywiście projekcja z jego filmowego wizerunku, bo nawet wtedy, gdy Newman grywał złodziei, to byli to „uczciwi złodzieje”, kierujący się specyficznym kodeksem etycznym.
Gdy w Nieugiętym Luke’u grał więźnia, był to więzień o nieuleczalnym wręcz poczuciu godności i potrzebie zwalczania opresyjnego systemu. Paul Newman był symbolem wszystkiego, co poczciwe i godne naśladowania w zwykłym, niedoskonałym człowieku. [Dawid Myśliwiec, fragment artykułu]
32. Robin Williams
Minęło zaledwie sześć lat od śmierci Robina Williamsa, a na samą myśl o tym, że nie ma go wśród nas, wielu jego fanów – i nie tylko – wciąż czuje smutek. Powiedzieć bowiem o Robinie Williamsie, że był dobrym aktorem, to nic nie powiedzieć.
Choć nikt z nas nie znał go osobiście, oglądając film z jego udziałem, miało się zawsze wrażenie, że jego życzliwość wylewa się z ekranu wprost na nasze poharatane dusze. John Keating, Daniel Hillard, Sean Maguire, Chris Nielsen – to przyjaciele, o których każdy z nas marzy. Na wyciągnięcie ręki, dzięki temu wspaniałemu aktorowi i człowiekowi, utrwaleni dla nas na zawsze. [Agnieszka Stasiowska]
30. Michael Caine (ex aequo)
Trudno nie tylko wymienić, ale i spamiętać wszystkie świetne i pamiętne role sir Michaela’a Caine’a. W latach 60. słynną Teczką Ipcress (1965) Sidneya J. Furiego zapoczątkowano szpiegowską serię o Harrym Palmerze […]. Rozszerzał swój wojenny dorobek (m.in. O jeden most za daleko Richarda Attenborough z 1977 roku), grywał w nikomu niepotrzebnych sequelach (Szczęki 4: Zemsta Josepha Sargenta z 1987 roku), a także wcielał się w Sherlocka Holmesa (Bez śladu Thoma Eberhardta z 1988 roku). W 1984 roku był nominowany do Oscara za kolejny film Lewisa Gilberta, Edukację Rity (1983), zaś trzy lata później zdobył upragnioną (i, jak miało się okazać, nie ostatnią) statuetkę za Hannę i jej siostry (1986) Woody’ego Allena. I gdy w połowie lat 90.
mogło wydawać się, że sir Michael Caine zaczyna być już nieco zmęczony aktorstwem, a jego nie zawsze trafne wybory zwiastują rychłą emeryturę urozmaicaną nagrodami za zasługi i całokształt twórczości, pochodzący z Rotherhite aktor zaskoczył wszystkich dwiema świetnymi rolami rok po roku. Najpierw znakomicie zaprezentował się w roli niezbyt utalentowanego menedżera artystycznego w O mały głos (1998) Marka Hermana, by chwilę później zachwycić wszystkich kreacją dobrodusznego dyrektora sierocińca we Wbrew regułom (1999) Lassego Hallströma, nagrodzoną Oscarem za najlepszą rolę drugoplanową. Sir Michael wchodził w XXI wiek z podniesioną głową – i słusznie, bo mimo 84 lat na karku wciąż jest jednym z czołowych aktorów Hollywood, nawet jeśli kondycja nie pozwala już grać tak dużo jak dawniej. [Dawid Myśliwiec, fragment biografii]
30. Denzel Washington (ex aequo)
Choć po raz pierwszy stanął przed kamerą w roku 1977, dopiero 12 lat później wypłynął na głębsze wody. Rola w dramacie Edwarda Zwicka Chwała przyniosła mu statuetkę Oscara i otworzyła worek z ciekawymi propozycjami. Washington zagrał zatem Malcolma X w filmie o tym samym tytule, w następnym roku pojawił się w thrillerze prawniczym Raport Pelikana, ekranizacji dzieła Szekspira Wiele hałasu o nic oraz w dramacie społecznym Filadelfia. Odhaczając kolejne nominacje do złotej statuetki, zdobył ją – tym razem za rolę pierwszoplanową (Dzień próby) – w roku 2002. Zdarzają mu się role mniej wymagające (Żona pas
