search
REKLAMA
Plebiscyt

NAJLEPSI AKTORZY WSZECH CZASÓW. Wielki ranking czytelników

REDAKCJA

1 stycznia 2021

REKLAMA

Głosowanie na najlepszego aktora wszech czasów dobiegło już końca, ale do ostatnich minut jego trwania napływały nowe głosy. W efekcie udało nam się uzyskać imponującą listę ponad 50 nazwisk, które nasi czytelnicy uznali za godne nazwania najlepszymi aktorami wszech czasów. Choć zadanie to wydawało się do niedawna karkołomne lub wręcz niemożliwe, trudno się z poniższym rankingiem nie zgodzić – skupia on w jednym miejscu wiele niezwykle utalentowanych i cenionych aktorów z różnych okresów kina. W niektórych miejscach walka była wyrównana, jednak podium wywalczyło sobie sporą przewagę nad pozostałymi. Zapraszamy do zapoznania się z wynikami! Dajcie znać w komentarzach, jak wyglądałyby wasze osobiste listy.

49. Michael Fassbender (ex aequo)

Spartanin. Mutant. Android. Więzień. Seksoholik. Michael Fassbender zadebiutował w filmie pełnometrażowym 11 lat temu i przez ten czas dał się już poznać jako artysta stale szukający nowych wyzwań i otwarty na wszelkie gatunki. Wymienione wyżej role to tylko namiastka jego już bogatej filmografii, wciąż rozbudowywanej o nowe pozycje. Zachwycał wielokrotnie, ciesząc się popularnością wśród widzów i krytyków, a także całą serią nagród i nominacji (w tym również do Oscara). [Łukasz Budnik, fragment zestawienia]

49. Jeremy Irons (ex aequo)

Laureat Oscara sprzed lat trzydziestu (Druga prawda, 1990) jest wybitnym aktorem brytyjskim. Niewątpliwie potrafiłby zagrać wszystko. Zwrócił na siebie uwagę krytyków rolami w serialu Znowu w Brideshead oraz w Kochanicy Francuza, obu z roku 1981. Były to pierwsze okazje do nominacji, choć nie ostatnie. Jeremy Irons jest aktorem odważnym, nie boi się ról trudnych i kontrowersyjnych (Czy znacie dramat M. Butterfly? Jeśli nie, polecam szybko nadrobić!), równie swobodnie jednak czuje się w lekkim repertuarze (ostatnimi czasy bawi się występami w Lidze Sprawiedliwości i serialu Watchmen). Dla mnie pozostanie najbardziej charyzmatycznym Aramisem (Człowiek w żelaznej masce), najbardziej okrutnym z mężczyzn (Dom dusz) i najbardziej z nich perwersyjnym (Lolita). [Agnieszka Stasiowska]

49. Gene Hackman (ex aequo)

Zanim przeszedł na zasłużoną emeryturę, należał do najbardziej pracowitych aktorów, który rzadko odrzucał propozycję roli. I nawet kiedy film z jego udziałem nie był najlepszej jakości, to sam Hackman był fundamentem produkcji i wnosił wiele już samą swoją osobą. Po sukcesie Bez przebaczenia i zdobyciu drugiego Oscara aktor mógł liczyć na jeszcze więcej ofert. I nadal nie przebierał za bardzo w scenariuszach. W 1995 roku zagrał w trzech zdecydowanie komercyjnych przebojach kinowych. Pierwszym z nich był Karmazynowy przypływ Tony’ego Scotta, opowiadający o konflikcie dwóch dowódców łodzi podwodnej. Hackman zagrał tam stanowczego i twardego kapitana Ramseya, któremu w kwestii interpretacji rozkazu przeciwstawia się jego zastępca, grany przez Denzela Washingtona. W efektownym, lecz umownym konwencjonalnie westernie Sama Raimiego Szybcy i martwi był przeciwnikiem Sharon Stone jako despotyczny szeryf organizujący turniej dla rewolwerowców. W obu filmach Hackman udowodnił, że jest zawodowcem, a jego postacie budziły respekt. W Dorwać małego Barry’ego Sonnenfelda aktor pozwolił sobie na luz i dystans, przekonując, że i w wydaniu komediowym radzi sobie całkiem zgrabnie. [Krzysztof Dylak, fragment zestawienia]

48. Viggo Mortensen

Aktorzy tacy jak Viggo zdarzają się raz na pokolenie. Chadzają własnymi ścieżkami, wybierają projekty nie według ich potencjału komercyjnego, lecz według swoich artystycznych preferencji, nie bacząc na konsekwencje. Gdy już pojawią się na ekranie, wzbudzają powszechny zachwyt, choć nie zawsze – lub prawie nigdy – przekłada się on na laury i statuetki. Jednak tacy aktorzy nie zabiegają o wyróżnienia, lecz konsekwentnie realizują własną wizję siebie i swojej sztuki – Mortensen postanowił robić to także poprzez fotografię, malarstwo i poezję, wykazując się rzadko spotykaną w Hollywood wrażliwością i odwagą. I choć wciąż postrzega się go przede wszystkim przez pryzmat atrakcyjnego fizys, uroda jest tylko jednym z wielu, nie zaś jedynym atutem mającego duńskie korzenie aktora. [Dawid Myśliwiec, fragment biografii]

47. Toshirō Mifune

Mifune i Kurosawa zrealizowali wspólnie 16 (!) filmów – z czego większość to absolutne klasyki kina światowego, począwszy od doskonałego kryminału noir Pijany anioł, aż po Rudobrodego. Panowie świetnie się uzupełniali, a sam Kurosawa pisał role specjalnie skrojone pod swojego ulubionego aktora – którym był zresztą niesłychanie zafascynowany. Słusznie zauważył, że Mifune ma w sobie coś z chuligana i zawadiaki, co w połączeniu ze specyficzną szorstkością gry i niebywałym talentem czyniło z niego doskonały materiał dla genialnego reżysera i scenarzysty. [Karolina Michalska, fragment artykułu]

45. Joe Pesci (ex aequo)

Specyficzna uroda oraz charakterystyczna porywcza gra aktorska Joe Pesciego sprawiają, że w pierwszym odruchu jego osoba budzi sympatię oraz uśmiech. W serii z Kevinem rola włamywacza Harry’ego Lyme’a wręcz dźwigała na swoich barkach komediowy ciężar produkcji, i to z ogromnym powodzeniem. Role gangsterskie, jak te w Irlandczyku czy Chłopcach z ferajny, sprawiają jednak, że Joe Pesci zapisał się w historii kina jako ktoś więcej niż nieporadny, naiwny złodziejaszek. Choć jego komediowe umiejętności potrafią sprowokować salwy śmiechu, aktor potrafi wzbudzić swoją grą aktorską ogromny szacunek u widza, a nawet przestrach, w wielu wybitnych scenach zgarniając uwagę widzów tylko dla siebie. [Maja Budka]

45. Jeff Bridges (ex aequo)

Mówi się o nim, że jest leniem, a oprócz bycia znakomitym aktorem również specjalistą od unikania każdej pracy. Gdyby tylko nie musiał zarabiać pieniędzy, grałby pewnie dla przyjemności, tyle że nie tak często – co w jego przypadku też nie jest przepracowywaniem się. Jeff Bridges wybrzydza, gdera, oczekuje modyfikacji scenariuszy, bo inaczej grozi, że ich nie przyjmie. Pewnie dlatego jego aktorskie portfolio jak dotąd go nie zaszufladkowało. Wciela się w postaci, mając za charakteryzację zwykle tylko mimikę własnej twarzy, i to działa. [Odys Korczyński, fragment zestawienia

43. Robert Downey Jr. (ex aequo)

Dziś Robert Downey Jr. kojarzy się zapewne przede wszystkim z kinowym uniwersum Marvela i swoją (znakomitą!) rolą Iron Mana. Choć aktor doskonale odnalazł się w blockbusterach, warto sięgnąć po starsze produkcje z jego udziałem, aby przekonać się, że to człowiek wielu talentów. Moim faworytem wśród jego występów jest tytułowa rola w Chaplinie, gdzie z ogromnym powodzeniem wcielił się w legendarnego filmowca, ale trudno też zapomnieć o Jajach w tropikach, gdzie zagrał metodycznego aktora, który na potrzeby roli zmienia pigment skóry, i udowodnił, jak świetnie czuje się w komedii. Mam nadzieję, że zobaczymy go w jeszcze wielu ambitnych projektach. [Łukasz Budnik]

43. Arnold Schwarzenegger (ex aequo)

Obecność pochodzącego z Austrii aktora na liście tych zdaniem naszych czytelników najlepszych bez wątpienia świadczy o zarówno o jego popularności, jak i charyzmie. Bo, powiedzmy sobie to wprost, Arnold Schwarzenegger nawet nie aspiruje warsztatowo do innych obecnych tu nazwisk. Pozostaje przy tym jedną ze zdecydowanie najbardziej znanych i lubianych postaci popkultury XX wieku. Powszechnie kochany jest za skrojoną pod jego warunki rolę Terminatora w serii filmów rozpoczętej przez Jamesa Camerona w latach 80. ubiegłego wieku; u mnie specjalne miejsce w sercu ma za KomandoPredatora i… Batmana i Robina. Filmy mojej młodości, których bez udziału Schwarzeneggera sobie nie wyobrażam. [Filip Pęziński]

41. Matthew McConaughey (ex aequo)

Gdy kilka lat temu pisałem podobny artykuł, Matthew McConaughey święcił największe triumfy. Był świeżo upieczonym zdobywcą Oscara, media rozpisywały się o jego niesamowitej metamorfozie dla roli w Witaj w klubie (2013) Jean-Marca Valléego, a Detektyw rewolucjonizował zrewolucjonizowaną przecież niewiele wcześniej telewizję. Jeśli dodamy do tego rewelacyjny epizod w Wilku z Wall Street (2013) Martina Scorsesego, jednym z najważniejszych filmów sezonu, otrzymamy obraz sukcesu kompletnego. I rzeczywiście tak było – McConaughey zamieniał w złoto wszystko, czego się dotknął, a jego passa odmieniła się o 180 stopni. Ale to było kilka lat temu. Później przyszło kilka nie najlepszych decyzji zawodowych i pozycja Matthew w tym szalenie kapryśnym biznesie momentalnie się zachwiała. Całe szczęście nie były to wstrząsy na tyle duże, by spowodować jakieś nieodwracalne zmiany – McConaughey to wciąż jedno z najgorętszych nazwisk Hollywood, najważniejsi reżyserzy nadal chcą go w napisach początkowych swoich filmów, a widzowie niezmiennie wzdychają na widok jego uśmiechu, sześciopaka i najczystszej teksańskiej charyzmy. [Dawid Myśliwiec, fragment biografii]

41. Mads Mikkelsen (ex aequo)

Duński aktor udowadnia, że nigdy nie jest za późno, by stać się sławnym w Hollywood. Początkowo Mikkelsen skupiał się na karierze tanecznej, jednak dzięki występowi w trylogii Pusher na poważnie zainteresował się aktorstwem. Prawdziwy przełom przyszedł z nową odsłoną przygód Jamesa Bonda, gdzie aktor wcielił się w antagonistę – Le Chiffre’a. Propozycje występów w hollywoodzkich produkcjach zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu. Mikkelsena widzieliśmy nie tylko w Gwiezdnych wojnach, ale również w Doktorze Strange’u oraz grze Hideo Kojimy Death Stranding, zaś w najbliższym czasie ma on zastąpić Johnny’ego Deppa w ekranizacji Fantastycznych zwierząt. Zdobył też rzesze nowych fanów, wcielając się w kultową rolę Hannibala Lectera w serialu telewizyjnym. W 2010 roku został mu przyznany Order Danebroga oraz francuski Order Sztuki i Literatury. Co by nie mówić, aktor – mimo ogromnego międzynarodowego sukcesu – zawsze będzie kojarzył się z duńską kinematografią i tak świetnymi filmami jak Jabłka Adama, Zieloni rzeźnicy czy Polowanie. [Gracja Grzegorczyk]

REKLAMA