search
REKLAMA
Plebiscyt

Filmy, które TRZEBA obejrzeć PRZED ŚMIERCIĄ. Ranking czytelników

REDAKCJA

14 marca 2021

REKLAMA

Filmy, które trzeba obejrzeć przed śmiercią, czyli dzieła, które na stałe zapisały się nie tylko kartach kinematografii, ale przede wszystkim w sercach kinomanów.  Niektóre ze względu na to, że są uznawane za wybitne, niektóre ze względu na swoją nowatorskość, inne dlatego, że okazały się być kultowe, a jeszcze inne ze względu na sentyment, a nawet łzy wzruszenia, które wywołują w widzach; a to tylko kilka z wielu potencjalnych powodów dlaczego tak ważne jest, by je zobaczyć.  Poniżej znajdziecie listę 40 tytułów, które Waszym zdaniem każdy koniecznie powinien zdążyć obejrzeć przed śmiercią. 

40. Psy [ex aequo]

1992, reż. Władysław Pasikowski

Psy to prawdopodobnie najbardziej przełomowy dla polskiego kina tytuł lat 90., natomiast Władysław Pasikowski jest być może najważniejszym reżyserem tamtego czasu i zmarnowanym potencjałem na eksport rodzimej kinematografii na Zachód. Wstrząs, jaki wywołało pojawienie się tego tytułu na ekranach, rezonował w polskich widzach jeszcze przez wiele lat, a ośmielę się stwierdzić, że jest tak nawet do dzisiaj – 25 lat po premierze wciąż ma się poczucie obcowania z niezwykłym, kultowym już dziełem. Pokochano ten film od pierwszego obejrzenia za jego unurzanie w rzeczywistości, w polityce, za chwytanie atmosfery czasu transformacji. [Karolina Dzieniszewska, fragment artykułu]

40. Titanic [ex aequo]

1997, reż. James Cameron

Oryginalny scenariusz autorstwa Jamesa Camerona powstały na podstawie historycznego zdarzenia – zatonięcia brytyjskiego transatlantyku RMS Titanic w wyniku zderzenia z górą lodową w 1912 roku. Na pokładzie luksusowego statku romans nawiązują wywodząca się z bogatego domu Rose DeWitt Bukater (Kate Winslet) i ubogi sierota Jack Dawson (Leonardo DiCaprio). Chyba jedyny film, w historii kina, na którym im jestem starsza, tym bardziej się wzruszam. Kultowy, przejmujący, niezapomniany. Zdobył jedenaście Oscarów, w tym jako najlepszy film. Z zarobkami w postaci 2.195 bilionów USD, jest trzecim najbardziej kasowym filmem w historii kina, jednocześnie będąc pierwszym, który przekroczył 1 miliard USD przychodów.  Jeśli to nie jest wystarczającym argumentem na to, że to jedno z tych dzieł, które koniecznie trzeba obejrzeć, dodam jeszcze, że według rankingu czytelników jest to najlepszy film o miłości wszech czasów. [Paulina Zdebik]

35. Amadeusz [ex aequo]

1984, reż. Miloš Forman

Miloš Forman nakręcił tak sugestywny film o Mozarcie, że niektórzy widzowie faktycznie uwierzyli, że genialny kompozytor wszedł w tak mroczną, wręcz diaboliczną relację z niejakim Antonio Salierim. A może jednak tak było? Salieri przecież zazdrościł Mozartowi, a przy tym był człowiekiem bezwzględnym i zawistnym. Więc może rzeczywiście otruł Mozarta rtęcią, jak sugerują niektórzy historycy? Wspaniała reżyseria, ponadczasowa muzyka, tajemnica, która ma pokrycie w historycznych poszlakach, denerwujący śmiech Toma Hulce’a, podobno zgodny z reakcjami Mozarta, i posągowy F. Murray Abraham jako Salieri. Naprawdę warto znać Amadeusza. [Odys Korczyński]

35. Kevin sam w domu [ex aequo]

1990, reż. Chris Columbus

Kevin sam w domu jest u nas po prostu otoczony kultem. Kiedy w 2010 roku stacja Polsat zapowiedziała, że nie wyemituje tego filmu w okresie świątecznym, widzowie zaprotestowali. W internecie wrzało – mówiło się o tym, że można odwołać Boże Narodzenie, że Polsat zabija święta, i tak dalej, i tym podobne. Powstała nawet petycja do władz telewizji, aby jednak pokazano Kevina…. Ostatecznie stacja ugięła się pod protestami i zdecydowała się na emisję świątecznego hitu, a w kraju zapanowała euforia. I to nie tylko na Facebooku. Sam doskonale pamiętam, jak wybrałem się wtedy z koleżanką do Media Markt na ostatnie przedświąteczne zakupy. Gdy oglądaliśmy okładki dvd, ni stąd ni zowąd podbiegła do nas rozentuzjazmowana dziewczyna. „Nie kupujcie Kevina… na dvd! Polsat pokaże go w święta, nie odwołujemy Gwiazdki!” – głosiło jej przesłanie. Do dzisiaj nie wiem, czy zrobiła to spontanicznie, czy może był to element szeroko zakrojonej akcji. Jak by nie było, pokazuje to, jak wielkie emocje wzbudza w Polakach ten film o rezolutnym ośmiolatku – i to niezmiennie od wielu, wielu lat. [Karol Barzowski, fragment artykułu]

35. Obywatel Kane [ex aequo]

1941, reż. Orson Welles

Szczególny przypadek w historii kina – film jednogłośnie określany przez krytyków mianem najwybitniejszego dzieła wszech czasów. Już w roku premiery był uważany za wybitne osiągnięcie, co widać po ilości zdobytych nominacji do Oscara (w sumie dziewięć), ale ten artystyczny sukces nie przyniósł spodziewanych zysków. Za sprawą Louelli Parsons, wiernej współpracowniczki Williama Randolpha Hearsta, która widziała przedpremierowy pokaz filmu, do wpływowego magnata prasowego dotarły wieści o powiązaniu postaci Kane’a z historią Hearsta. Wpływowy przedsiębiorca postanowił nie dopuścić do premiery, a gdy wytwórnia RKO nie poddała się naciskom, postanowił zdyskredytować reżysera. Jego działania doprowadziły do tego, że przy ogłaszaniu każdej z dziewięciu oscarowych nominacji film był wygwizdywany. Obywatel Kane zachwyca do dziś klarowną, spójną konstrukcją, wykorzystaniem innowacyjnych technik filmowania, drobiazgowym rozpisaniem każdej sceny, by nadać im ukryte znaczenia. Scenariusz napisał Herman J. Mankiewicz, który został kiedyś wyrzucony z przyjęcia Hearsta za pijaństwo. Operator Gregg Toland kreatywnie korzystał z głębi ostrości i dzięki temu uważany jest za innowatora. Należy jednak dodać, że pionierem użycia głębi ostrości był James Wong Howe, który zastosował tę technikę dziesięć lat wcześniej – w Transatlantyku (1931). Pomysły na inscenizację pożyczono także od Johna Forda i jego Dyliżansu (1939). [Mariusz Czernic]

35. Życie jest piękne [ex aequo]

1997, reż. Roberto Benigni

Kino czystych emocji – jest miejsce na mnóstwo uśmiechu, lecz także wiele łez wzruszenia. Film Benigniego jest dla mnie jednym z najpiękniejszych ekranowych portretów miłości – zarówno do ukochanej czy ukochanego, jak również tej rodzicielskiej. Trudno przesiedzieć seans bez żadnych emocji. [Łukasz Budnik]

35. Casablanca [ex aequo]

1942, reż. Michael Curtiz

W roku 1939 w dziedzinie filmowego melodramatu poprzeczka została postawiona bardzo wysoko za sprawą Przeminęło z wiatrem. A jednak filmowcy na czele z Michaelem Curtizem, mimo iż dysponowali znacznie mniejszym budżetem, dołożyli swoją cegiełkę do kinowego kanonu. Casablanca łączy porywającą historię miłosną z aktualną (na tamten moment) tematyką wojenną i prezentuje ją w realistycznym, mrocznym stylu, w jakim wytwórnia Warner Bros. się specjalizowała (w tym duchu powstał o rok wcześniejszy Sokół maltański, a na początku lat 30. nowatorskie filmy gangsterskie). Dzięki temu film stoi bliżej rzeczywistości i skupia się bardziej na dramacie społecznym, a nie na widowisku plenerowym. Co ciekawe, filmowcy nie opuścili Stanów, a jednak udało im się ukazać Casablankę czasów wojny w sposób wiarygodny. W budowaniu klimatu bardzo pomocne okazały się błyskotliwe dialogi, oprawa muzyczna (na czele z broadwayowskim szlagierem As Time Goes By), zdjęcia i niezapomniane występy Humphreya Bogarta i Ingrid Bergman. [Mariusz Czernic]

33. Mechaniczna pomarańcza [ex aequo]

1971, reż. Stanley Kubrick

Amerykańsko-brytyjski dramat science fiction, ekranizacja głośnej powieści Anthony’ego Burgessa pod tym samym tytułem. Główny bohater, Alex DeLarge (Malcolm McDowell) to młody mężczyzna z dobrej rodziny, miłośnik kompozycji Beethovena, który wolny czas spędza na terroryzowaniu okolicy wraz ze swoimi przyjaciółmi, z którymi tworzy małą, ale zorganizowaną grupę przestępczą. Podczas jednego z napadów zostaje aresztowany – by wydostać się z więzienia godzi się przejść przez eksperymentalną terapię, która ma na celu uczynić go dobrym człowiekiem, przykładnym obywatelem. W wykreowanym na ekranie przez Kubricka ekscentrycznym, dystopijnym, pełnym przemocy i agresji świecie, nic nie jest oczywiste. Widz po seansie na długo pozostaje z wątpliwościami odnośnie istoty dobra i zła, człowieczeństwa i wolnej woli, które pojawiają się w rytm IX Symfonii Beethovena. [Paulina Zdebik]

33. Rocky [ex aequo]

1976, reż. John G. Avildsen

Rocky to prosta, uniwersalna historia, która wielokrotnie była maglowana przez kino na różne sposoby i dziś już nie robi takiego wrażenia, jak kiedyś. Fabuła na tyle bowiem spowszedniała, czy wręcz stała się standardem scenariuszowym, iż dobrze ją znamy nawet bez znajomości rzeczonego tytułu. Czemu więc wciąż jest to pozycja, która z łatwością aspiruje do miana tych, które trzeba obejrzeć przed śmiercią? Powód jest bardzo prosty: jego niepodważalna, szczera energia oraz pasja twórcza. Oglądając Rocky’ego można dostać takiego pozytywnego powera i chęci do walki, że nawet śmierci przejdzie na nas ochota. I oto chodzi! [Jacek Lubiński]

32. Dziecko Rosemary

1968, reż. Roman Polański

Pozycja, którą warto mieć na koncie choćby ze względów czysto encyklopedycznych – jest to pierwszy film, który Roman Polański zrealizował w Stanach Zjednoczonych. Historia Guya (John Cassavettes) i Rosemary (Mia Farrow) Woodhouse’ów, którzy wprowadzają się do starej kamienicy to nie typowy, pełen jump scare’ów i potoków posoki horror, ale gęsty od atmosfery niepokoju film psychologiczny. Rosemary trafia pod natrętną opiekę wiekowej sąsiadki, wkrótce okazuje się, że jest w ciąży. Czy poczucie zagrożenia i niepokojące sygnały, które z wolna zatruwają jej życie, wywołane są jej stanem, czy rzeczywiście nosi w sobie potomka księcia ciemności? Dziecko Rosemary realizacyjnie dziś już trochę trąci myszką, akcja jest zbyt powolna i liniowa, aktorstwo zbyt naiwne. Nadal jest to jednak kawał świetnego kina, a wisienką na torcie – i jego główną dziś ozdobą – jest niesamowita muzyka Krzysztofa Komedy. [Agnieszka Stasiowska]

31. Król Lew

1994, reż. Rob Minkoff, Roger Allers

Król Lew – prawdopodobnie najlepsza animacja ze stajni Disneya (miejsce 35. w TOP 250 IMDb – żadna animacja nie stoi wyżej) i jedna z najlepszych, jakie w ogóle powstały, bez podziału na wytwórnie. (…) 1. miejsce w plebiscycie FILM.ORG.PL na najlepsze animacje Disneya. Do tego dwa Oscary – dla Eltona Johna za piosenkę Can You Feel the Love Tonight oraz dla Hansa Zimmera za najlepszą muzykę, a także blisko miliard zielonych zarobiony w kinach. O przeogromnym wpływie na widzów (na samo wspomnienie wiadomej sceny śmierci, dzisiejsi 30-40-latkowie beczą jak 6-latki), może świadczyć fakt, że cieszący się raczej słabą prasą (…) remake Króla lwa (reż. Jon Favreau), z superrealistycznymi zwierzętami, za to pozbawiony uroku oryginału, jadąc na potędze sentymentu do animacji z 1994 roku, zarobił w kinach blisko 1,7 miliarda dolarów, stając się 7. najbardziej dochodową produkcją wszech czasów.  [Rafał Donica, fragment artykułu]

REKLAMA