Krótkie spięcie

ARCYBISKUP GĄDECKI naoglądał się queerowych filmów na Netfliksie i ZAKLINA RZECZYWISTOŚĆ

Autor: Szymon Skowroński
opublikowano

Arcybiskup Gądecki, czyli bardzo ważna szycha w polskim Kościele katolickim, postanowił zbinge’ować kilka seriali i filmów z tagiem „LGBT” na Netfliksie i wypowiedzieć się w temacie, o którym, jak to człowiek oderwany kompletnie od rzeczywistości, nie ma najmniejszego pojęcia. Kapłanowi nie podoba się, że w serialach dostępnych na platformie jest tak wielu elgiebetów, wyraża też głębokie zaniepokojenie sumieniami młodych ludzi, a przyczyn postępującej laicyzacji doszukuje się w porażce systemu wychowania. 

By zacząć od strony, która arcybiskupa interesuje najbardziej, to geje, lesbijski, transy i queery są nie tylko w serialach Netflixa, ale też na ulicy, w biurach, domach, kościołach, synagogach, meczetach, rządach, szkołach, na oazach. To, że przez ostatnich kilka dekad ukrywali się i nie wyrażali publicznie swojego zdania, wynika tylko i wyłącznie z faktu, że ich życiu towarzyszył strach przed wyrzuceniem poza nawias społeczeństwa. Arcybiskup zapewne w swoim najbliższym gronie ma mitycznych kolegów gejów, którzy nie popierają „ideologii LGBT”, ale to nie znaczy, że zasady wewnętrzne swojego środowiska musi projektować na ogół społeczeństwa. Zresztą wygląda na to, że Gądecki faktycznie wpadł w netfliksową pułapkę kategorii „Wybrane dla Ciebie” – im więcej oglądasz tam filmów o LGBT, tym więcej system ci ich proponuje. Ja na ten przykład cisnę Star Treka i jakoś mój Netflix nie epatuje homoseksualizmem. 

Nie znaczy to, że nie widzę faktycznego statystycznego wzrostu udziału LGBT w kinie i telewizji. Widzę też statystyczny wzrost udziału w kinie i telewizji mieszkań loftowych, samochodów elektrycznych, scen realizowanych na green screenie, kawy bezkofeinowej. I nie jest nawet tak, że i ja czasem nie wkurzę się na krzyczących i rozbestwionych atencjuszy z łatką bojowników o sprawiedliwość społeczną, którzy brak czarnoskórego w serialu o Czarnobylu utożsamiają z rasizmem i brakiem postępu. Nie, to nie jest tak, że uważam, że osobę trans zawsze powinna grać osoba trans, a osoba trans nie może zagrać roli osoby nie-trans. Staram się po prostu dostrzegać świat poza granicami mojego kraju, mojego poznania, mojej bańki informacyjnej. Mój zamknięty, prywatny świat, w którym oglądam filmy głównie z lat 40.-90., w dodatku w ściśle określonych gatunkach, nie jest jedynym światem, jaki istnieje. 

Zaniepokojenie sumieniami młodych ludzi jest oczywiście symptomatyczne dla przedstawicieli katolickiej firmy, wobec czego chciałbym – choć nigdy nie będę mieć takiej możliwości – zaproponować arcybiskupowi eksperyment myślowy, w ramach którego przez, dajmy na to, miesiąc dałby sobie spokój z niepokojeniem się o sumienia wiernych lub niewiernych, a spróbował w tym czasie zastanowić się, jakie problemy, dylematy, a niejednokrotnie dramaty i tragedie spotykają osoby LGBT w Polsce. Niech zastanowi się, czy młodzież potrzebuje traumatycznej instytucji spowiedzi, czy może prawdziwej, doraźnej pomocy psychologicznej i psychiatrycznej. Nie niepokoi arcybiskupa fakt, że psychiatria dziecięca w umiłowanym przez Boga kraju praktycznie nie istnieje? Nie niepokoją go samobójstwa dzieci i młodzieży? Oczywiście akceptacja własnej niebinarności i nieheteronormatywności stoi w opozycji z boskim nauczaniem i planem. Może zatem warto nagiąć boskie nauczania i plany, a nie naginać społeczeństwo do granicy wytrzymałości psychicznej. 

pose netflix

Na tym arcybiskup nie poprzestaje. W jego wypowiedzi słyszymy, że „kod kulturowy narzucany jest także m.in. w grach komputerowych czy produkcjach filmowych. Są to obszary zagospodarowane całkowicie przez marksistów kulturowych, którzy konsekwentnie realizują program formowania posłusznego nowym ideom człowieka”. O samym „marksizmie kulturowym” nawet nie będę się rozpisywał, bo prawicowe gęby są od tego wyrażenia tak wytarte, że ledwo rozpoznawalne, w dodatku żadna z nich nie przetrawiła jego znaczenia ani nawet nie przyswoiła jego merytorycznych podstaw. Ale nie mogę nie zareagować na zarzuty „narzuconego kodu kulturowego” i „konsekwentnego, programowego formowania posłusznego ideom człowieka” z ust pracownika firmy, która od dwóch tysięcy lat ma monopol na narzucanie kodu kulturowego jednej czwartej świata.

W końcu – duszpasterz twierdzi, że „dzisiaj (…) niemalże każdy serial dla młodzieży na Netfliksie zawiera promocję homoseksualizmu, hedonizmu i rozwiązłości”. Ileż bym dał w tym momencie za warsztat językowy godny Stefana Kisielewskiego lub Artura Andrusa, za ripostowy talent Woody’ego Allena, za zwiewną, poetycką swadę Starszych Panów lub ironiczną rzutkość językową twórców Komicznego Odcinka Cyklicznego. Jakże chciałbym ująć moje przemyślenia w soczystą, inteligentną odpowiedź na zarzuty Gądeckiego. Ale jedyne, co przychodzi mi do głowy, to stare, dobre: „chyba ty”. 

Wracając jednak do meritum, a jesteśmy na stronie filmowej – tak, na Netfliksie jest sporo wątków LGBT. No i?

Zdjęcie arcybiskupa Gądeckiego z grafiki głównej: PAP

Ostatnio dodane