search
REKLAMA
Esej

Zarażeni kinem. O narodzinach FRANCUSKIEJ NOWEJ FALI

Jan Brzozowski

15 listopada 2020

REKLAMA

„Często pytają mnie, w którym momencie mojej kinomanii zapragnąłem zostać reżyserem czy krytykiem. Prawdę mówiąc, nie wiem; wiem tylko, że chciałem być coraz bliżej filmu”1 – napisał w artykule O czym marzą krytycy? François Truffaut. Jestem przekonany, że pod tymi słowami równie dobrze mógłby podpisać się Jean-Luc Godard, Claude Chabrol, Eric Rohmer (właśc. Maurice Schérer) czy Jacques Rivette. Każdy z nich przeszedł bowiem podobną drogę – od kinofila, przez krytyka, aż po reżysera. Kariera każdego z nich zaczynała się na dobrą sprawę od tego samego – czystej, bezwarunkowej, szalenie zaraźliwej miłości względem kina.

Dzieciństwo znacznej części francuskich nowofalowców przypadło na lata wojenne. W przeciwieństwie do Polaków Francuzi nie bojkotowali instytucji kulturalnych znajdujących się w rękach okupanta – „liczba widzów w kinach podwoiła się w porównaniu z okresem przedwojennym, kwitło życie teatralne, działały kabarety, biblioteki nigdy dotąd nie miały tylu klientów”2. Największym powodzeniem cieszyły się rodzime produkcje, takie jak Kruk Henri-Georges’a Cluozota (widziany przez Truffauta, jeżeli wierzyć jego skrupulatnym zapiskom, czternaście razy), Anioły grzechu Roberta Bressona oraz Wieczorni goście i Komedianci Marcela Carné.

Młodzi, perspektywiczni krytycy filmowi – Truffaut i Godard

Wiele zmieniło się po wyzwoleniu, kiedy to na ekrany francuskich kin zaczęły trafiać nieobecne do tej pory filmy amerykańskie. Młodzi kinofile beznadziejnie zakochali się w tytułach sygnowanych nazwiskami Hitchocka, Hawksa czy Wellesa. Spora w tym zasługa klubów filmowych, które po 1945 roku zaczęły wyrastać we Francji niczym grzyby po deszczu. Ten wspaniały, funkcjonujący do dziś pod postacią DKF-ów wynalazek po raz pierwszy próbowano wdrożyć nad Sekwaną już w latach 20. Wówczas własne kluby założyli m.in. Jean Vigo i Luis Buñuel – bez większego powodzenia. Dwadzieścia lat później idea trafiła na znacznie podatniejszy grunt, zupełnie nowy rodzaj widza – głodnego kultury inteligenta, który nade wszystko pragnie o kinie dyskutować.

To właśnie w klubach filmowych przyszli nowofalowcy stykali się ze sobą po raz pierwszy, najczęściej nieświadomie. Chodzili na te same filmy, zawsze biorąc udział w dyskusjach i konkursach, które następowały zwykle po projekcjach. Jak wspomina w obszernej monografii nurtu Tadeusz Lubelski: „Najmodniejsze były wtorki w Studiu Parnasse; czekano zwłaszcza na konkurs dla kinowych erudytów, który szef klubu, Jean-Louis Cheray, przeprowadzał co tydzień na zakończenie dyskusji. Zwycięzca otrzymywał wolny wstęp na następny miesiąc. Odkąd na początku 1949 roku z rodzimego Rouen przybył do Paryża Jacques Rivette, stał się on prawdziwym postrachem klubowiczów; niski, chudy, przeraźliwie poważny, umiał błyskawicznie odpowiadać na najtrudniejsze pytania, miał więc stale kilka klubowych foteli do dyspozycji”3.

Chabrol i Godard w redakcji Cahiers du Cinéma

Na osobne omówienie zasługują pokazy odbywające się w paryskiej Filmotece, zarządzanej przez legendarnego Henriego Langloisa – właściciela pokaźnych rozmiarów kolekcji filmowej, będącej efektem „niebywałej, potajemnej akcji zbierackiej z okresu okupacji”.5 Od 1948 roku organizował on codzienne projekcje w małej, liczącej 60 miejsc siedzących salce przy avenue de Messine. Langlois uwielbiał płatać widzom specyficznego rodzaju „figle” – filmy nieme pokazywał bez żadnego akompaniamentu muzycznego, a filmy dźwiękowe – z napisami w nikomu nieznanym języku. W ten sposób odbiorcy, wśród których przodowali, rzecz jasna, przyszli redaktorzy Cahiers du Cinéma, zmuszeni byli zwracać uwagę nie na fabułę, ale na anatomię filmu – rodzaj planu, długość ujęcia, ruchy kamery, montaż itd. Seanse organizowane przez Langloisa były więc swego rodzaju szkołą zawodu – szkołą na tyle praktyczną i przyjemną, że lwia część nowofalowców przedkładała ją ponad formalną edukację (z wymienionych na wstępie twórców jako jedyny studia ukończył Eric Rohmer). Nie bez powodu Rivette i Godard zwykli powtarzać, że „zajęcia na uniwersytecie są nie do pogodzenia z godzinami projekcji w Filmotece”.

Jednakże to nie modne wtorki w Studiu Parnasse ani nawet obrosłe legendami seanse w Filmotece okazały się kluczowe dla powstania nurtu, lecz kompletnie zapomniany dziś klub utworzony przez Bazina, Doniola-Valcroza, Kasta, Mauriaca, Astruca, Clementa, Gremillona, Tachella i Cocteau – „Objectif 49”. To właśnie na zorganizowanym przez to dość elitarne grono Festiwalu Filmów Przeklętych w Biarritz (1949 rok) zaprzyjaźnili się ze sobą Jacques Rivette, Claude Chabrol, Jean-Luc Godard, Jean Douchet i François Truffaut. Ulokowani w wieloosobowych salach licealnych nastoletni chłopcy prowadzili niekończące się rozmowy dotyczące kina. Te wyczerpujące, całonocne dyskusje można uznać za podwaliny kultowego “Cahiers du Cinéma”, którego pierwszy numer ujrzał światło dzienne niecałe dwa lata później.

1F. Truffaut, O czym marzą krytycy?, tłum. Maria Szczepańska, w: Film na świecie 361-362, 1989, str. 48.

2T. Lubelski, Nowa Fala 60 lat później. O pewnej przygodzie kina francuskiego, Kraków 2017, str. 26.

3T. Lubelski, op.cit., str. 31.

4R. Lachenay, Młodość, tłum. Tadeusz Szczepański, w: Film na świecie 361-362, 1989, str. 11.

Janek Brzozowski

Jan Brzozowski

Absolwent poznańskiego filmoznawstwa. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska (w szczególności proza Huntera S. Thompsona i Philipa Rotha) oraz francuska (zwłaszcza dzieła Marcela Prousta i Alberta Camus), a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Ostatnimi czasy odkrywa w sobie ogromne pokłady miłości względem kina dokumentalnego. Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA