search
REKLAMA
Felietony

REŻYSER ŻYCIA to PATRYK VEGA polskiego YouTube’a

Janek Brzozowski

30 października 2020

REKLAMA

O Reżyserze Życia (Danielu Rusinie) pierwszy raz usłyszałem ponad trzy tygodnie temu, na samym początku października. Wszystko za sprawą nowego materiału Gargamela (Jakuba Chuptysia), który w prawie godzinnym wywodzie wypunktował największe wady twórczości Rusina. Paradoksalnie zachęcił mnie w ten sposób do bliższego zapoznania się z projektami filmowymi Reżysera Życia. Czy naprawdę jest aż tak źle? W kilka dni obejrzałem ponad 30 filmików, które odnaleźć można na kanale Daniela Rusina. Wnioski nasunęły się same – Reżyser Życia okazał się nie tylko manipulatorem i hipokrytą, ale również Patrykiem Vegą polskiego YouTube’a. Już tłumaczę dlaczego.

Pierwszym ogniwem spajającym twórczość Daniela Rusina z twórczością autora Botoksu jest jej pseudospołeczny charakter. Dlaczego „pseudo”? Obu „filmowców” zdaje się bowiem interesować nie tyle podejmowana przez nich tematyka, co związana z nią popularność. Obaj gorączkowo chwytają się spraw nośnych – albo będących aktualnie na świeczniku, albo stanowiących chroniczny, nigdy nierozwiązany problem społeczny. Jedyna różnica polega na tym, że Patryk Vega zwykł celować w tematy przez duże T (polityka, służba zdrowia, mafijne podziemie), podczas gdy Daniel Rusin najbardziej lubi żerować na nieco bardziej skonkretyzowanych, osobistych dramatach (niechciana ciąża nastolatki, pigułka gwałtu czy prześladowania w szkołach).

Obaj panowie wielokrotnie podkreślają w wywiadach, że kręcą swoje filmy z potrzeby serca, szlachetnych chęci zaprezentowania światu „jak naprawdę wygląda sytuacja”, a pieniądze grają role drugoplanową. Trzeba być bardzo naiwnym człowiekiem, aby uwierzyć w szczerość takich deklaracji. Rusin i Vega realizują swoje projekty jak najmniejszym nakładem czasu i pracy – najważniejsze jest, aby produkt ujrzał światło dzienne jak najszybciej, dopóki temat jest chwytliwy. Obaj nie widzą w takim podejściu nic złego, afiszują się nawet swoim zabójczym tempem pracy. Reżyser Życia podkreśla w wywiadzie dla portalu parenting.pl, że „krótkie filmiki można nagrać w jeden, dwa dni. Tak na szybko, na aparacie. Ostatni film kręciliśmy tylko 7 godzin”. Oczywiście taka strategia twórcza ma swoje określone konsekwencje – produkcje Rusina są inscenizacyjnie nudne (szczytem rozmachu jest wizualizacja rozmów na Messengerze), pełne prostych błędów technicznych (takich jak wypunktowana przez Gargamela nagła zmiana formatu albo niepożądany członek ekipy filmowej w kadrze) i, last but not least, okropnie powierzchowne.

Powierzchowne, czyli w gruncie rzeczy szkodliwe. Za przykład niech posłuży film Wpadka (figurujący wcześniej pod takimi tytułami jak Nastolatka w ciąży, Usunięcie dziecka czy Usunięcie ciąży – jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, że popularność nie jest tutaj celem nadrzędnym). Grana przez Julię Wróblewską siedemnastolatka zachodzi w ciążę i decyduje się na aborcję, korzystając z tabletek poronnych. W ostatnim momencie od decyzji odwodzi ją matka (postać, która dosłownie kilkanaście sekund wcześniej krzyczała: „Jaki wstyd! Co sąsiedzi teraz powiedzą? Nie myślałam, że jesteś taka głupia!”) oraz chłopak, który wpada do domu, aby prosić rodziców o rękę ich córki. Całą produkcję wieńczy duży, żółty (kilkakrotnie znikający – jak wykazał w swoim materiale Gargamel) napis: „Zawsze masz wybór by dać szanse życiu” (pisownia oryginalna). Jeżeli ktoś zabiera się za tak drażliwy temat jak nastoletnia ciąża, to powinien wykazać się znacznie większą wrażliwością i empatią. Postaci z filmów Reżysera Życia są impulsywne, krzykliwe, niestabilne emocjonalnie. Tacy bohaterowie wyglądają interesująco przed kamerą, przykuwają odbiorcę do ekranu, ceną jest jednak psychologiczny realizm, którego w produkcjach Rusina nie uświadczymy. Reżyser Życia zawsze musi uderzyć w ekstremum, każda scena musi być emocjonalną bombą – stąd tyle wrzasków, zwrotów akcji i dramatycznych ściemnień. Jego filmy są efekciarskie, moralizatorskie, oparte na uproszczonej, a zatem nieprawdziwej wizji świata, w którym nie ma miejsca na subtelności i odcienie szarości. Nie zdziwiłbym się, gdyby jakaś nastolatka pod wpływem Wpadki zdecydowała się zataić swoją ciążę przed rodzicami. Przecież rozmowy na trudne tematy zawsze muszą kończyć się krzykiem, płaczem i zamknięciem w toalecie.

Wpadka była pierwszą poważną wpadką (sic!) w internetowej karierze Daniela Rusina. Na tyle poważną, że twórca zdecydował się nagrać krótki materiał, w którym przepraszał, próbując jednocześnie wmówić widzom, jakoby jego intencją nie było opowiadanie się po którejkolwiek ze stron, ale obiektywna prezentacja tematu. Najważniejszym dowodem w sprawie miała być czarna plansza na końcu Wpadki – miejsce, w którym niegdyś znajdował się wspomniany akapit wyżej napis o charakterze pro-life. Jakiś czas temu, zapewne pod wpływem materiału Gargamela, filmik przeprosinowo-wyjaśnieniowy zniknął z kanału Rusina i podejrzewam, że już na niego nie wróci.

Janek Brzozowski

Janek Brzozowski

Student poznańskiego filmoznawstwa. Licencjat poświęcił "Pogardzie" Godarda, "Nocy amerykańskiej" Truffaut oraz skomplikowanej relacji, łączącej obu twórców. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska oraz francuska, a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Ostatnimi czasy odkrywa w sobie ogromne pokłady miłości względem kina dokumentalnego. Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym. E-mail kontaktowy: jan.brzozowski@protonmail.com

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA