Felietony - Cykle
FILMOWY DRAMAT I PRAWDZIWA ZBRODNIA? Czy oscarowy film zainspirował morderców?
FILMOWY DRAMAT I PRAWDZIWA ZBRODNIA? Czy Oscarowy MANCHESTER BY THE SEA zainspirował do tragicznych czynów? Szokująca analiza!
O tym, że filmy, gry komputerowe i brutalne kino mogą wpłynąć na potencjalnych zabójców, wiadomo od dawien dawna. Ale ten przypadek wydaje się zgoła odmienny od pozostałych. Film, który miał stać się inspiracją do zbrodni, to nie pełen przemocy horror czy kryminał, a jeden z najlepszych dramatów, jakie trafiły do kin w ostatnich miesiącach. Czy wydarzenia ukazane w oscarowym Manchester By the Sea rzeczywiście mogły przyczynić się do popełnienia zbrodni przez rodziców na niepełnosprawnym synu? A może to kolejna próba dopisania filmowej fikcji do tragicznej rzeczywistości?
1 marca, kilkanaście minut po pierwszej, do strażaków wpłynęło zgłoszenie o pożarze jednego z domów w Guilford, w stanie Nowy Jork. Na miejscu ratownicy znaleźli zwłoki szesnastoletniego Jeffreya – adoptowanego syna Ernesta i Heather Franklinów. Ojciec chłopaka twierdził, że gdy w domu pojawił się ogień, on akurat wyprowadzał psy. Jego żona wyjechała przed północą, wróciła trzy godziny później. Szybko wyszło na jaw, że małżonkowie prawdopodobnie wywołali pożar celowo, próbując ukryć zbrodnię.
Trzy tygodnie po śmierci Jeffreya śledczy poinformowali, że małżeństwo zostało oskarżone o morderstwo drugiego stopnia, podpalenie i manipulowanie dowodami. Teraz okazało się, że w wieczór poprzedzający zbrodnię obejrzeli Manchester By the Sea – film nagrodzony Oscarem za najlepszą rolę Caseya Afflecka oraz scenariusz oryginalny autorstwa jego reżysera, Kennetha Lonergana.
Jeśli potwierdzi się informacja, że filmowe wydarzenia rzeczywiście stały się inspiracją dla tego, co stało się w Guilford, Manchester By the Sea może dołączyć do niechlubnej, a przy tym bardzo długiej listy obrazów, które tragicznie przeplatają się z rzeczywistością.

Wielu morderców twierdziło, że zainspirował ich film Olivera Stone’a
Ogromne kontrowersje towarzyszyły choćby Urodzonym mordercom Olivera Stone’a. Ten film mieli kilka razy pod rząd obejrzeć Sarah Edmondson i Benjamin Darrus, którzy najpierw wzięli pod język LSD, a potem – wzorem Mickeya i Mallory Knox – wyruszyli w podróż naznaczoną ofiarami.
Z ich rąk zginął między innymi właściciel fabryki, który okazał się znajomym Johna Grishama. W dużej mierze to autor Firmy i Czasu zabijania przyczynił się do oskarżeń pod adresem twórców kontrowersyjnego obrazu.
Film Stone’a – piętnujący tak naprawdę kreowanie przez media przestępców na romantycznych bohaterów – stał się łatwym celem i kozłem ofiarnym przy okazji domniemanych motywów innych zbrodni. W Urodzonych mordercach Mickey morduje rodziców Mallory, ale pozwala żyć jej rodzeństwu. Nathan Martinez siostry jednak nie oszczędził. Zabił też matkę. W czasie wspólnego seansu Eric Tavulares zamordował swoją koleżankę. Zabił także pewien czternastolatek, gdyż – jak twierdził – chciał być sławny niczym para zabójców z filmu twórcy JFK.
Jego ofiara miała trzynaście lat. Podczas publicznej debaty reżyser głośno pytał, jakim cudem młodociany zabójca w ogóle obejrzał Urodzonych morderców. Tymczasem film Stone’a przywoływano również przy okazji słynnej masakry w Columbine, której 20 kwietnia 1999 roku dokonali dwaj uczniowie tamtejszej szkoły średniej.
Eric Harris i Dylan Klebold zabili trzynaście osób – w większości swoich rówieśników, ranili – dwudziestu jeden, trzy osoby zostały ponadto ranne podczas próby ucieczki z budynku. Sami popełnili samobójstwo jeszcze przed wkroczeniem policji. Trzy lata po tych wydarzeniach Gus van Sant nakręcił doskonałego Słonia, zdobywając zresztą za niego Złotą Palmę w Cannes.
Z prowadzonych przez zabójców zapisków wynika, że przemocą znaną z ekranów i gier komputerowych fascynowali się od dawna, a swoją zbrodnię planowali długo i metodycznie. Mimo wszystko psychologowie zajmujący się sprawą ostrożnie podchodzą do kwestii wpływu mediów na postępowanie obu sprawców. Podobnie jak w wielu innych przypadkach, zwracają raczej uwagę na złożoność sytuacji i czynników decydujących o popełnieniu zbrodni. U Harrisa zdiagnozowano choćby zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Klebold cierpiał na depresję, miał skłonności samobójcze. Wnioski wydają się oczywiste: nawet po obejrzeniu najbardziej brutalnego filmu bardzo młody człowiek, kierujący się ogólnie przyjętym systemem wartości, nie chwyci za broń. Ale wątpliwości pozostają.

Mechaniczna pomarańcza także wywołała kontrowersje
Nie brakowało ich między innymi przy okazji Mechanicznej pomarańczy. Dzieło Stanleya Kubricka przynajmniej kilka razy zainspirowało „naśladowców” Alexa i jego kompanii.
Ostatni przykład? W 2010 roku w Londynie osiemnastolatka skopała sześćdziesięciodwulatka. Mężczyzna zmarł. Tę zbrodnię – jak w przypadku Urodzonych morderców i wydarzeń z Columbine – jedynie łączono z filmem. Ale sprawcy wydarzeń z lat siedemdziesiątych bezsprzecznie inspirowali się scenami z filmu Kubricka.
W 1971 roku ubrany w melonik, biały kombinezon i glany szesnastolatek pobił dziecko. Kilkanaście miesięcy później – przy dźwiękach wyśpiewywanej przez siebie Deszczowej piosenki – członkowie gangu z Lancashire zgwałcili siedemnastoletnią Holenderkę.
Po kontrowersjach wokół Mechanicznej pomarańczy obrażony Kubrick zdecydował o jej wycofaniu z brytyjskiego rynku.
Trudno Stone’owi i Kubrickowi zarzucać nawoływanie do przemocy. Obaj przecież ją piętnowali, używając do tego środków wyrazu, które po prostu zostały opacznie zinterpretowane. Ale historia zna też przypadki, gdy do morderstw lub prób ich popełnienia dochodziło po obejrzeniu mniej ambitnych produkcji.
Jedno z najbardziej wstrząsających „filmowych” – a właściwie serialowych – morderstw miało miejsce w 2011 roku. Czternastoletni wówczas Daniel Bartlam zabił swoją matkę, a potem podpalił jej ciało. Chłopaka miała zainspirować postać Johna Stape’a – bohatera Coronation Street. Jedna z serialowych ofiar w brytyjskiej operze mydlanej również zginęła od uderzeń młotkiem w głowę.
Na długiej liście tytułów, które rzekomo zainspirowały morderców, znajdziemy też Krzyk, Laleczkę Chucky, Piłę, Królową potępionych (czyli dalsze losy Lestata, bohatera Wywiadu z wampirem), Dextera, a nawet Matrixa. To „fikcyjna rzeczywistość” naszego świata miała wpłynąć na młodego Lee Boyda Malvo, który obejrzał film sióstr Wachowskich ponad sto razy. W toku śledztwa wyszło na jaw, że był pomocnikiem Johna Allena Muhammeda – snajpera, który w 2002 strzelał do mieszkańców Waszyngtonu.
Jedna z najgłośniejszych polskich spraw kryminalnych ostatnich lat, której przebieg również mógł zostać zainspirowany filmem, to zabójstwo sześciomiesięcznej Madzi z Sosnowca. 24 stycznia 2012 roku pojawiły się informacje o rzekomym uprowadzeniu dziewczynki. Jej matka, Katarzyna Waśniewska, najwidoczniej lubiła kino. Jak pisała „Gazeta Wyborcza”, po słynnej konferencji prasowej, podczas której apelowała do porywaczy o oddanie dziecka, kobieta poszła do kina. Obejrzała horror.
Ale jeszcze bardziej interesujący wydaje się wątek, który ujawnił „Super Express. Według Katarzyny Waśniewskiej jej córka została porwana przez nieznanego mężczyznę, który miał ją wcześniej uderzyć w głowę. Dziennikarze tabloidu donosili – powołując się na nieoficjalne policyjne źródła – że swoje pierwsze wyjaśnienia kobieta miała wzorować na fabule Koloru zbrodni z Julianne Moore i Samuelem L. Jacksonem w rolach głównych.
Jak wiadomo, w przypadku Madzi żadnego porwania nie było. We wrześniu 2013 roku Katarzyna Waśniewska została skazana na dwadzieścia pięć lat więzienia za zabójstwo córki.

Kolor zbrodni miał pomóc ukryć zabójstwo?
Na rewelacje „Super Expressu” trzeba brać poprawkę – w końcu to tam pojawił się również wywiad ilustrowany słynną sesją zdjęciową siedzącej na koniu Waśniewskiej, która mówi, że w końcu ma czas na swoje pasje.
Jeśli jednak coś jest na rzeczy, to między zabójstwem sześciomiesięcznej Madzi i szesnastoletniego Jeffreya dostrzegam pewną analogię. Ich zabójcy nie inspirowali się filmami, ale czerpali z nich wskazówki dotyczące prób ukrycia swojej zbrodni. Większość filmów wpływających – w mniejszym lub większym stopniu – na postępowanie sprawców to obrazy, które – jak twierdzą niektórzy – mogą gloryfikować przemoc. Trudno jednak o ten zarzut pod adresem Manchester By the Sea. To więc pewna tragiczna nowość. Jak widać, każdy film, nawet tak piękny dramat, może posłużyć zabójcom za inspirację do realizacji ich planów.
korekta: Kornelia Farynowska
