search
REKLAMA
Felietony

Dlaczego nowy MATRIX jest nam wszystkim tak bardzo POTRZEBNY

Jakub Piwoński w swym felietonie o tym, że nowy Matrix może ponownie otworzyć nam oczy…

Jakub Piwoński

9 września 2021

REKLAMA

Znamy datę premiery. Znamy oficjalny tytuł. Zobaczyliśmy już teaserowy plakat. Zobaczyliśmy też pierwszy zwiastun. Mamy więc wszystkie narzędzia służące do tego, by z niecierpliwością wyczekiwać premiery widowiska Matrix Zmartwychwstania, czyli czwartej odsłony prominentnej serii filmów science fiction. W swoim felietonie pójdę jednak o krok dalej i powiem, że na ten film nie tyle jest warto czekać, co po prostu jest nam on wszystkim bardzo potrzebny. Dlaczego?

Na łamach portalu niejednokrotnie podkreślałem, jak ważnym filmem jest dla mnie dzieło rodzeństwa Wachowskich z 1999 roku (jeśli chcecie, poczytajcie o ciekawostkach z tego filmu lub o tym, dlaczego uważam ten film za najważniejszy w swym gatunku, klikając TUTAJ i TUTAJ). Mówiąc o Matrixie jako osiągnięciu w swej dziedzinie, mam przede wszystkim na myśli absolutnie przełomową część pierwszą, która wyznaczyła nowe standardy widowisk SF. Zarówno Reaktywacja, jak i Rewolucje są dla mnie sequelami przyzwoitymi, acz niedorastającymi do pięt oryginałowi, gdyż popełniono w nich jeden zasadniczy błąd – zabrakło w nich umiaru, twórców chyba zjadło ego oraz przekonanie, że mają światu do przekazania coś naprawdę ważnego. Pogmatwali tę fabułę niebywale, przez co fani do dziś prześcigają się w rozwiązywaniu zagadek ukrytych w treści, tym samym sprzątając po twórcach niemały bałagan interpretacyjny. Znacznie lepiej, w ramach uzupełnienia tego, co zaprezentowało rodzeństwo Wachowskich w Matrixie, radził sobie Animatrix, ale to temat na zupełnie inne rozważania.

Gdy w 2019 roku oficjalnie ogłoszono, że powstanie czwarta część mojego ukochanego filmu, przyznam szczerze, że na chwilę mnie zmroziło. Nie byłem bowiem pewien, czy to dobry pomysł wracać po tylu latach do tego, jakby nie patrzeć, kompletnego, domkniętego konceptu. Co z bohaterami, których już nie ma? Co z furtkami fabularnymi, które raz na zawsze zostały zamknięte? Później jednak przypomniałem sobie, że był taki film jak Blade Runner 2049, który udowodnił, że tak jak łyżka nie istnieje w Matrixie, tak w kinie nie ma niczego niemożliwego, a już na pewno nie w Hollywood. Perspektywa wskrzeszenia (czy jak kto woli, zmartwychwstania) dawnych bohaterów na papierze wyglądała tak szalenie, że z czasem zaczęło to przybierać intrygujący kształt, zwłaszcza gdy pomysłem na promocję filmu było utrzymywanie fabuły w ścisłej tajemnicy. Pojawiły się ciekawe nazwiska w obsadzie, ale i tak najważniejszym okazało się to jedno. Za sprawą swoistego renesansu popularności Keanu Reevesa, który rolą w Johnie Wicku udowodnił świetną formę fizyczną i wciąż dużą siłę przyciągania, producenci postanowili zapewne złożyć Lanie Wachowskiej propozycję nie do odrzucenia. Im więcej o tym myślę, tym bardziej układa się to w całość.

Dlaczego jednak sądzę, że nie dość, że warto na czwartego Matrixa czekać, to jeszcze niesie on w sobie coś, co może okazać się dla nas ważne? A to dlatego, że powstawanie tego filmu zbiegło się z ogromnymi zmianami społecznymi, jakich jesteśmy świadkami od jakiegoś półtora roku. Mam na myśli tąędziwną, nierówną walkę, jaką toczymy z niewidzialnym przeciwnikiem, poprzez zakrywanie ust, nosa, dystans społeczny, szczepienia i inne środki mające na celu ograniczenie lub wręcz wygaszenie transmisji SARS-CoV 2. Gdzie przez ten czas zawędrowaliśmy? Na jakim etapie walki jesteśmy? Co przyniesie nam przyszłość? Czy wciąż możemy z czystym sumieniem mówić o tym, że sytuacja społeczno-polityczna, kryzys, w którym tkwimy, jest jeszcze pod kontrolą? Co mnie jednak najbardziej dziwi, to nie to, że wirus wciąż nie chce wejść w tryb odwrotu, ale to, że po tak długim czasie od wybuchu pandemii wciąż zdajemy się stać w miejscu, bo wdrażane na początku roku, dość eksperymentalne szczepienia zamiast wyeliminować wirusa z gry, pozytywnie wpłynęły głównie na to, że zmniejszył się licznik ciężkich przypadków wymagających hospitalizacji. Dobre i to, ale przez to nadal nie wiadomo, w jakim kierunku w tym kryzysie podążamy i czy w ogóle z niego wyjdziemy.

Bardzo nie chciałem, by ten felieton wszedł w tematykę oceny działań rządów (bo łatwo jest mówić, że coś poszło źle), ale siłą rzeczy należy zwrócić uwagę, że świat, który widzimy obecnie za oknem, nie jest już tym światem, który znamy z roku 2019, roku, w którym zapowiadano czwartego Matrixa, roku, w którym nikt nie miał bladego pojęcia, że już wkrótce na łopatki powali nas nowa odmiana grypy. Z jednej strony rozwiązania, które są nam proponowane, wynikają z pobudek humanistycznych, są obliczone na to, by zapewnić nam bezpieczeństwo, szanując każde życie. Z drugiej jednak strony pojawiają się głosy, iż podstawowe, płynące z konstytucji prawa zostają ograniczone. Do tego jeszcze dochodzi informacyjny chaos, który nigdy nie był tak nasilony, a który bardzo dobrze wpływa tylko na jedno – na tworzenie się społecznych podziałów. To z kolei wydaje mi się w kontekście Matrixa wręcz symboliczne, ponieważ według mnie tworzy analogię do wyboru, jakiego musiał dokonać Neo, gdy zaproponowano mu niebieską i czerwoną pigułką.

Prawda niby jest na wyciągnięcie ręki, ale trzeba się postarać, by wejść w głąb króliczej nory. Nie wiemy tego, ale rację może mają ci, którzy dziś biją na alarm, sugerując, iż strach wywołany pandemią jest powoli wykorzystywany do tego, by podporządkowywać sobie społeczeństwo, wdrażać różne zmiany, które w normalnych warunkach nigdy by przez społeczeństwo nie zostały zaakceptowane. Nie wiem tego, ale boję się o tym myśleć w ten sposób. Historia nauczyła mnie, że w jednoznacznej, negatywnej ocenie sugestii płynących z danej teorii spiskowej należy być ostrożnym. Ta właśnie ostrożność, pobudzenie wrażliwości na to, jak bardzo zmienia się świat, co dzieje się z prawami jednostek, ale także, a może przede wszystkim to, w jaki sposób technologia bierze w tym wszystkim czynny udział, to wątki, które są dzisiaj niezwykle ważne, wręcz palące. To niebywałe, ale mija od 1999 roku ponad dwadzieścia lat, a hasło „życie w matrixie” nie dość, że nie traci na wartości, to z każdym dniem staje się co raz bardziej aktualne. Najbardziej jednak przewrotne w tym haśle jest to, że dziś sami sobie tę trwałą ucieczkę w wirtualną rzeczywistość implikujemy, będąc w codzienności pod silnym wpływem swojego smartfona (co najciekawsza scena zwiastuna widowiska skutecznie sugeruje), narzędzia zarówno zbawiennego, jak i diabelskiego.

Czy system nasz oszukuje, czy chce dla nas dobrze? Jesteśmy wolni czy zniewoleni? Czy ludzkość, słowami Agenta Smitha, nadal zachowuje się jak wirus, czy może (jak zauważamy) jest od wirusów zależna? Jestem przekonany, że nowy Matrix stworzy przestrzeń do refleksji nad tymi kwestiami. Mam też nadzieję, że dzięki temu z miejsca ruszy też sam gatunek science fiction, który w ostatnich latach wyraźnie zjada swój własny ogon, operując wyświechtanymi do bólu stereotypami o robotach i cyberprzestrzeni. Twórcy fantastyki z początku wieku XX, tacy jak Verne czy Wells, mieli do powiedzenia więcej o tym, co przyniesie nam przyszłość, niż robią to filmy SF z ostatnich lat, co można uznać za niemały paradoks. Prawda jest jednak taka, że widząc to, co dzieje się za oknem, to, czego doświadczamy od półtora roku, można powiedzieć, że odhaczone już zostały najbardziej negatywne scenariusze SF, więc to najlepszy moment na oddzielenie grubą kreską tego, co było, i tworzenie nowych, oryginalnych antycypacji. Dogoniliśmy przyszłość, trzeba więc zrobić krok naprzód i dać do zrozumienia widowni, jaka będzie konsekwencja socjo-politycznych wolt, które z technologią i wciąż rosnącą siłą mediów przyczynią się do wzmacniania w nas poczucia osamotnienia, a także zniewolenia. Poczucia, które tak silnie wybrzmiało w dziele z 1999 roku.

Tu czy w Matrixie, najwyraźniej wciąż jesteśmy tylko bateryjkami. Pionkami w wielkiej rozgrywce, zakładającej przejęcie kontroli nad naszymi umysłami czy poczynaniami. Wybór między pigułką zapewniającą błogi sen i bezrefleksyjną wiarę w to, co nas otacza, a pigułką dającą przebudzenie, torującą drogę do prawdy, jeszcze nigdy nie był tak ważny. I jak głosi tagline produkcji, słusznie i tym razem ten wybór należy do nas.

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Kulturoznawca, pasjonat kultury popularnej, w szczególności filmów, seriali, gier komputerowych i komiksów. Lubi odlatywać w nieznane, fantastyczne rejony, za sprawą fascynacji science fiction. Zawodowo jednak częściej spogląda w przeszłość, dzięki pracy jako specjalista od promocji w muzeum, badający tajemnice początków kinematografii. Jego ulubiony film to "Matrix", bo łączy dwie dziedziny bliskie jego sercu – religię i sztuki walki.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA