search
REKLAMA
Felietony

CZY VEGA TO SZKODNIK? Dlaczego Botoks jest tak groźny

Szymon Pewiński

8 października 2017

REKLAMA

Mój dobry kolega stwierdził, że Botoks powinien być nakręcony jako horror, wtedy żaden krytyk nie miałby prawa się czepiać epatowania przemocą i wyolbrzymianiem. Sęk w tym, że horror nie sprzedałby się tak dobrze jak wizje „inspirowane autentycznymi wydarzeniami”.

Czy lekarze są czyści jak łza? Oczywiście, że nie. Wielu z nich korzysta z luk w systemie ochrony zdrowia, wykorzystuje, by zarabiać, a tylko przy okazji leczyć. Świetnie pisał o tym Paweł Reszka w książce Mali bogowie. Jeśli ktoś chce sprawdzić, jak wygląda leczenie od strony lekarzy, pielęgniarek i dlaczego tak wielu z nich wypala się, nie kończąc nawet trzydziestego roku życia, powinien po ten tytuł sięgnąć.

Ta książka nie jest doskonała, ale jej autor, nie wygładzając rzeczywistości, rzeczywiście stara się postawić pewną diagnozę. Wie, że lekarze i ratownicy to nie mordercy. Oni naprawdę są dla nas, a my ich potrzebujemy – tak zwyczajnie, po ludzku. Grypa, wysypka, chore dziecko, złamany palec, kolizja, nadwyrężony kręgosłup, omdlenie, ciąża… Jeśli przez film Vegi krucha granica między zaufaniem i nieufnością zostanie przekroczona, to jako pacjenci mamy przechlapane. Bo pomijając, jak głupi to film i nawet zakładając, że trochę prawdziwy, Botoks nie uleczy relacji pacjent–lekarz, pacjent–ratownik; nie wywoła rzeczowej dyskusji, jak w swoich wpisach zapewniał Vega. Sprawi jedynie, że z jeszcze większą dozą nieufności będziemy patrzeć lekarzom na ręce, gdy tylko przekroczymy próg gabinetu lub szpitala. A za każdym razem, gdy wybierzemy 112, będziemy się martwić, czy nie przyjedzie ratownik-hiena, który nie dość, że wstrzyknie nam pawulon, to jeszcze okradnie nas z butów i godności.

Polska to nie (tylko) Warszawa, Kraków, Wrocław czy Trójmiasto. Polska to miasta powiatowe,  kilkutysięczne mieściny i wioski, w których wszyscy się znają. Tam również pracują lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni. Nie wszyscy są kryształowi, ale często są też przemęczeni, sfrustrowani i nieraz bardziej – delikatnie mówiąc – wkurzeni niż czekający w kolejkach pacjenci. Ci drudzy w paszkwilu autorstwa Vegi znajdą przynajmniej ujście dla swoich emocji.

Czy koncerny farmaceutyczne zgarniają gigantyczne pieniądze? Oczywiście. Ich konsultanci (już nie przedstawiciele) spotykają się z lekarzami, opłacają badania, konferencje i wycieczki nazywane konferencjami. To biznes. Nie tylko w Polsce tak on działa. Korzystają na tym ci, którzy korzystać chcą. Bo, powiedzmy otwarcie, jeśli lekarz przeboleje te chude lata, ma szansę odbić się finansowo w kolejnych. Tylko że w okolicach trzydziestki często ma dość: systemu, papierologii, roszczeniowych i kłamiących pacjentów. Tak, pacjenci kłamią. Wiem, sam czasami to robię.

Wracając jednak do głównego wątku. Obejrzałem Botoks, starałem się go obśmiać w 50 prawdach objawionych, ale po kilku dniach od premiery, podkręcaniu przez Vegę atmosfery, pieprzeniu o walce „światła z ciemnością” już wiem, że nie wybaczę mu tego bezpardonowego ataku nie tyle na koncerny farmaceutyczne, które robią biznes, ile głównie na ratowników i pielęgniarki. W jego filmie ci pierwsi kradną buty samobójcom, chleją i wymiotują na noworodki, a te drugie sprawdzają, czy noworodek już przestał oddychać, czy trzeba mu w tym pomóc z poduszką w ręku.

I wiecie, ile z takiego kina pożytku? Ano tyle, że widzowie się pośmieją (albo nie), a pielęgniarki, położne, ratownicy i lekarze przez najbliższe miesiące, zanim kurz po tym filmowym badziewiu nie opadnie, nawet nie pomyślą o upominaniu się o podwyżki i godne warunki pracy. Tyle dobrego z Botoksu i Patryka Vegi – oświeconego przez Ducha Świętego rycerza światłości.

korekta: Kornelia Farynowska

Avatar

Szymon Pewiński

REKLAMA