search
REKLAMA
Felietony

Co ma wspólnego WIEDŹMIN z POLSKIM ŚREDNIOWIECZEM?

Michalina Peruga

19 listopada 2019

REKLAMA

Premiera serialu Wiedźmin na Netfliksie zbliża się wielkimi krokami, a wśród zaciekłych i paranoicznych obrońców Polski i polskości nie cichną kontrowersje. W ostatnim tygodniu larum podniósł jeden z użytkowników Twittera, zamieszczając kadr z serialu, na którym pojawili się czarnoskórzy bohaterowie, z podpisem: „Następna rewelacja Netflixa. Tak wyglądała Polska w średniowieczu“. Tylko kto powiedział, że przebogate uniwersum Wiedźmina ma coś wspólnego z naszą wizją średniowiecznej ojczyzny? To książki fantastyczne, a nie historyczne. Po kraju Mieszka I z pewnością nie wędrowali zmutowani, wyszkoleni zabójcy potworów, po niebie nie latały gryfy, a mieszkańców nie straszyły strzygi. 

https://twitter.com/NiezaleznyPolak/status/1194726468473020416

Na marginesie przypomnieć trzeba, że Netflix nie robi serialu o Polsce dla Polaków, musimy „niestety” naszym dobrem narodowym podzielić się z innymi. Wiedźmin jest produktem o zasięgu globalnym, targetowanym do odbiorców 190 krajów. Nie od dziś jednak wiadomo, że wszystko, co polskie, jest święte. Domorośli obrońcy Polski przed zachodnią poprawnością polityczną dostawali szału, gdy pojawiły się plotki, że do roli Ciri Netflix wcale nie szuka ślicznej, jasnowłosej dziewczynki o cerze białej jak śnieg (chociaż ostatecznie taka trafiła do obsady), a Yennefer nie będzie słowiańską seksbombą. A przecież Sapkowski do koloru skóry swoich bohaterów w ogóle nie przywiązywał wagi, skupiając się raczej na innych szczegółowych aspektach wyglądu, jak kolor włosów czy oczu.

Co więcej, pisarz nigdy nie próbował nawet sytuować wiedźmińskiego uniwersum w konkretnym miejscu i czasie. Skąd zatem to przekonanie, że kraje i miasta o wyimaginowanych, abstrakcyjnych nazwach, takich jak Cintra, Redania, Wolne Miasto Novigrad, Temeria czy Cesarstwo Nilfgaardu, znajdują się w średniowiecznej Europie? Owszem, Toussaint z nazwy i wszechobecnej w księstwie uprawy wina może i przypomina Francję, a Skellige Skandynawię, ale czy cokolwiek jest tu powiedziane wprost? Także potwory, na które poluje Geralt, pochodzą w większości ze słowiańskiego bestiariusza, ale przecież w Ostatnim życzeniu Jaskier zostaje zaatakowany przez dżinna, demona-ducha o niewątpliwie rodowodzie arabskim. Dlaczego zawsze wydaje nam się, że jesteśmy pępkiem wszechświata?

Zarzut dotyczący umieszczenia w serialu o Wiedźminie postaci o innym kolorze skóry niż biały wydaje się absurdalny. Szczególnie że świat Geralta z Rivii to świat, w którym koegzystują różne rasy – ludzie, elfy, krasnoludy, gnomy, niziołki, driady, syreny. Kolor skóry czy przynależność narodowa poszczególnych postaci jest kwestią nic nieznaczącą, bo świat Wiedźmina to przede wszystkim wielokulturowy tygiel (podobnie jak przez kilka stuleci sama Polska). Losy niektórych grup rasowych w Wiedźminie są w dodatku oczywistą analogią do przerażających i niechlubnych epizodów z historii świata. Szykanowanie w miastach krasnoludów, a także organizowane co jakiś czas ich pogromy to odniesienie do wojennych pogromów Żydów. Zdominowanie elfów (które Kontynent zamieszkiwały przecież jako pierwsze) przez ludzi to oczywista analogia do Indian, rdzennych mieszkańców obu Ameryk, których Europejczycy wymordowali lub wynarodowili, niszcząc do cna także ich kulturę. Książki o Wiedźminie doskonale obnażają pewne mechanizmy i ponad wszystko są pochwałą różnorodności i opowieścią o międzyrasowej tolerancji. Sam Geralt jest wyrzutkiem – niby człowiekiem, ale zmutowanym i nieakceptowanym przez “swoich”, za to często wyszydzanym. Wiedźmin sam często musiał zmieniać swoje podejście względem niektórych ras, tak jak wtedy, gdy uprzedzenia i stereotypy dotyczące wampirów okazały się nieprawdziwe i krzywdzące przy spotkaniu z Regisem, który dla Geralta stał się później prawdziwym przyjacielem.

Sapkowski stworzył nie tylko bogatą, postmodernistyczną, a więc czerpiącą z różnych gatunków i światów powieść, ale przede wszystkim zawarł w niej naukę o tolerancji, którą nie wszyscy zdążyli jeszcze przyswoić. A przecież najpiękniejsze w sztuce – literaturze, filmie, muzyce – jest właśnie to, że uwalnia naszą wyobraźnię i otwiera nas na to, co dotychczas było nam nieznane: nowe poglądy i światy.

Michalina Peruga

Michalina Peruga

Filmoznawczyni, historyczka sztuki i miłośniczka współczesnego kina grozy i klasycznego kina hollywoodzkiego, w szczególności filmu noir i twórczości Alfreda Hitchcocka. W kinie uwielbia mieszanie gatunków, przełamywanie schematów oraz uważne przyglądanie się bohaterom.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA