Connect with us

Felietony - Cykle

Afera o Margot Robbie w Pewnego razu… w Hollywood. Czy Tarantino NIE LUBI KOBIET?

AFERA O MARGOT ROBBIE W PEWNEGO RAZU… W HOLLYWOOD to kontrowersyjna analiza relacji Tarantino z kobietami w jego filmach.

Published

on

Afera o Margot Robbie w Pewnego razu… w Hollywood. Czy Tarantino NIE LUBI KOBIET?

Wydaje się, że od czasu premiery Pewnego razu… w Hollywood każdy ma jakieś pretensje do Quentina Tarantino. Najpierw Emmanuelle Seigner zaprotestowała przeciwko zarabianiu na wizerunku jej męża i wykorzystywaniu jego tragicznej historii przy jednoczesnym wykluczaniu Polańskiego z Hollywood. Potem odezwała się córka Bruce’a Lee, nie zgadzając się z przedstawieniem w filmie jej ojca jako aroganckiego dupka.

Advertisement

Wypowiedziała się także PETA, organizacja broniąca praw zwierząt, krytykując Tarantino za promowanie w filmie szkodliwego wzorca rasy pitbull (wszystko rozchodzi się o uszy, które są psom sztucznie przycinane). Swoje trzy grosze wtrąciła także Margaret Qualley, która choć nie skrytykowała kategorycznie reżysera, opowiedziała, jak niekomfortowo się czuła w scenach, w których Tarantino nalegał na zbliżenia jej stóp.

Wreszcie, na konferencji prasowej w Cannes zapytano Tarantino, dlaczego tak utalentowanej aktorce jak Margot Robbie przypadła tak bardzo ograniczona rola ze szczątkową ilością tekstu. „Odrzucam twoją hipotezę” – odpowiedział wyraźnie zirytowany reżyser zadającej to pytanie dziennikarce, po raz kolejny wzbudzając dyskusję na temat bohaterek w jego filmach.

Advertisement

Chociaż Tarantino znany jest z tworzenia ciekawych i silnych postaci kobiecych, wielu krytyków i badaczy filmowych zwraca uwagę, że jego stosunek do bohaterek jest mizoginiczny. Roy Chacko, dziennikarz The Guardian, w swoim niedawnym tekście „End of the affair: why it’s time to cancel Quentin Tarantino” nawołuje do stanowczego sprzeciwienia się ekstremalnej przemocy względem kobiet w filmach reżysera. Czy Tarantino naprawdę nienawidzi kobiet?

Przemoc w filmach reżysera to jego znak firmowy, jednak krytycy argumentują, że Tarantino szczególnie fetyszyzuje przemoc wobec kobiet. W głowie pojawiają mi się obrazy skatowanej Panny Młodej leżącej na podłodze wiejskiego kościółka czy zakopanej żywcem pod ziemią, oskalpowanej O-Ren Ishii, noża wbitego w serce Vernity Green, krwi wypływającej z oczu Gogo Yubari, odciętej nogi „Jungle” Julii, zmasakrowanego w samochodowej pułapce śmierci ciała Pam, Elle Driver, której wyrwane zostaje oko, duszonej Bridget von Hammersmark, bitej i znaczonej Broomhildy, nieprzytomnej po przedawkowaniu narkotyków Mii.

Advertisement

W ramach kontrargumentu od razu próbuję przywołać w pamięci przykłady brutalnej przemocy wobec tarantinowskich bohaterów. Jest tego trochę: zemsta Beatrix Kiddo na pielęgniarzu Bucku, bity Django, katowany kaskader Mike, Budd uśmiercony przez jad węża, gwałt na Marsellusie i późniejsza zemsta bohatera, kiedy strzela Zedowi, gwałcicielowi, prosto w jądra, podziurawiony kulami Vincent Vega, odcięta przez O-Ren Ishii głowa szefa Tanaki i jej zemsta na Matsumoto, otruty, plujący krwią John Ruth dobity przez Daisy Domergue, niespodziewane śmierci Louisa Gary i Marvina.

Wydaje się, że Tarantino chętniej torturuje pozytywne bohaterki (Beatrix, Bridget, Shosanna, Mia, Broomhilda, dziewczyny z Grindhouse: Death Proof) niż pozytywnych bohaterów (Django), w dodatku śmierć mężczyzn dużo rzadziej jest tak widowiskowa jak kobiet. Kiedy Pan Blond odcina ucho Marvinowi Nashowi we Wściekłych psach, samego procesu okaleczania nie widzimy, kamera robi unik. W Kill Billu Bill zostaje uśmiercony przez Beatrix Techniką Pięciu Palców Dłoni Rozsadzających Serce, która nie pozostawia żadnych śladów na ciele ofiary.

Advertisement

W chwili śmierci Louisa Gary i Marvina nie widzimy ich twarzy, a jedynie rozbryzganą na szybach i tapicerce samochodu krew. Wiele jest u Tarantino przejawów przemocy wobec bohaterów obojga płci mieszczących się w ogólnie przyjętych filmowych standardach i nienastawionych na obrazowość, czego przykładem są liczne strzelaniny w każdym praktycznie filmie (Wściekłe psy, Pulp Fiction, Bękarty wojny, Django, Nienawistna ósemka).

Nie są to śmierci, nad którymi Quentin się specjalnie rozwodzi, dodaje do nich jedynie swój autorski sekretny składnik – dużą ilość efektownej sztucznej krwi (jak w kapitalnym ujęciu śmierci jednego z braci Brittle w Django, gdzie rozbryzgująca się krew barwi na czerwono gałązki bawełny). 

Advertisement

Czy reżyser faktycznie uwielbia patrzeć, jak jego bohaterki cierpią? Czy to po prostu nieumotywowane płcią bohatera zamiłowanie do obrazowej przemocy, pięknie wyglądającej na filmowym kadrze? Do ekranowego nadmiaru i przerysowania, często o efekcie komicznym, dającego widzom czystą rozrywkę, uciekającego od moralnego oceniania przyjemności, jaką daje nam oglądanie przemocy? Krótki research w encyklopedii Tarantinowskich śmierci i tortur pokazuje wyraźnie, że w filmach reżysera zarówno bohaterki, jak i bohaterowie w podobnym stopniu doświadczają przemocy.

Zarzut, jakoby Tarantino był wyjątkowo rozsmakowany w przemocy wobec kobiet, wydaje się więc nieco naciągany. Stwierdzenie to wydaje się prawdziwe do momentu, w którym nie zastanowimy się głębiej nad trzema konkretnymi przypadkami – Melanie Ralston z Jackie Brown, Daisy Domergue z Nienawistnej ósemki i żoną Cliffa Bootha z Pewnego razu… w Hollywood. Mam z tymi bohaterkami pewien problem.

Advertisement

Melanie Ralston, grana przez Bridget Fondę, jest zblazowaną kochanką Ordella Robbiego (Samuel L. Jackson), która całe dnie spędza na fotelu przed telewizorem, paląc marihuanę w bikini. Jej codziennym towarzyszem staje się Louis Gara (Robert De Niro), wspólnik i przyjaciel Ordella, który dopiero co wyszedł z więzienia. Gdy zostaje im powierzone zadanie odebrania pieniędzy od Jackie Brown w centrum handlowym, na parkingu Louis nagle strzela do Melanie robiącej sobie żarty z tego, że zestresowany nie pamięta, gdzie zaparkował auto. Niespodziewane śmierci to ulubiony sposób pogrywania sobie z widzami w filmach Tarantino, ta jednak jest wyjątkowo wstrząsająca.

Louis, który wcześniej palił z Melanie jointy i uprawiał z nią seks (a więc w jakiś sposób wykorzystywał ją do swojej przyjemności i dla swojej korzyści), teraz pozbywa jej się bez mrugnięcia okiem, tylko dlatego że go denerwuje. Biorąc pod uwagę, że taki rodzaj przemocy (wynikający z braku pewności siebie, z czegoś, co świat anglosaski nazywa fragile masculinity – „kruchą męskością”) jest częścią życia wielu wykorzystywanych przez swoich partnerów kobiet na całym świecie, takie uśmiercenie bohaterki i wykorzystanie tego w dodatku w sposób komiczny (rozmowa Louisa i Ordella w samochodzie: „Strzeliłeś do Melanie?!”) wydaje mi się szczególnie nieodpowiedzialne i niebezpieczne.

Advertisement

UWAGA: SPOILER Z PEWNEGO RAZU… W HOLLYWOOD

W podobny sposób traktuje reżyser traktuje w swoim najnowszym filmie żonę Cliffa Bootha (Brad Pitt). W środowisku filmowym Booth znany jest z tego, że zabił swoją żonę i w dodatku uszło mu to na sucho. Sam bohater nigdy tej plotki nie potwierdza, ale także jej nie zaprzecza. Postać żony pojawia się dosłownie na chwilę, w retrospekcji, w kilkusekundowym ujęciu w scenie na łodzi, w której wymyśla Cliffa od życiowych nieudaczników. Booth wygląda na przybitego i zmęczonego zrzędzącą żoną, jednak film nie pokazuje dalszego rozwoju wypadków.

Advertisement

Pomijając fakt, że Tarantino posługuje się seksistowskim stereotypem zrzędliwej sekutnicy (angielska nagging wife), po raz kolejny martwi mnie sankcjonowanie na ekranie przemocy domowej wobec kobiet i czynienia z tego elementu komicznego. Do końca filmu widz zastanawia się, czy ten poczciwy człowiek, lojalny przyjaciel i miłośnik zwierząt, zakochany w swojej suczce Brandy, mógłby zabić swoją żonę, a gdy dociera do jednej z ostatnich scen, patrząc na Cliffa uderzającego głową Patricii Krenwinkel o wszystkie sprzęty domowe, jakie ma pod ręką, z przerażeniem stwierdza, że tak. 

KONIEC SPOILERÓW

Advertisement

quentin tarantino

W przypadku większości pozostałych torturowanych i uśmiercanych u Tarantino bohaterów płeć raczej nie ma znaczenia (może z wyjątkiem śmierci dziewczyn w Grindhouse: Death Proof), a zabijający się mężczyźni i kobiety są równi sobie. Jednakże John Ruth i inni bohaterowie Nienawistnej ósemki bezpośrednio polegają na tym, że Daisy Domergue jest drobną i szczupłą kobietą, w dodatku niezdolną się bronić, bo przykutą kajdankami do łowcy głów.

Chociaż film wielokrotnie podkreśla, że Daisy jest niebezpieczną przestępczynią, a tym samym równą wszystkim zbirom obecnym w gospodzie, bohaterka doświadcza bardzo brutalnego traktowania – od silnych uderzeń łokciem w nos, gorącej potrawki wylanej na twarz, postrzału w stopę, krwi brata rozbryzgniętej na twarzy aż po długą śmierć poprzez powieszenie. Nie da się odmówić Daisy złożonej, wielowymiarowej osobowości – kapitalna kreacja aktorska Jennifer Jason Leigh sprawiła, że to szalenie interesująca postać kobieca i to działa na plus Tarantino. Wydaje się to jednak niewystarczające, szczególnie że przemoc jej zadawana nie jest czymś specjalnie widowiskowym i interesującym do oglądania (jak w Kill Billu czy w Bękartach wojny), a patrzenie na to, co spotyka Daisy, jest szczególnie nieprzyjemne.

Advertisement

Krytyk „New York Timesa”, Anthony Oliver Scott, napisał w recenzji filmu, że Nienawistna ósemka to pokaz „rozbudowanej, usprawiedliwionej mizoginii”.

Jeżeli takie traktowanie bohaterek połączymy ze świadectwem Umy Thurman, która na planie Kill Billa doświadczyła ogromnych obrażeń w wypadku samochodowym, a dla uzyskania odpowiedniego ujęcia była opluwana przez samego reżysera, Tarantino jawi się jako twórca i człowiek pozbawiony empatii. Patrząc jednak na całokształt jego filmografii, absurdem byłoby mu zarzucić brak rozbudowanych, ciekawych ról kobiecych, nawet jeśli jego fabularne i artystyczne wybory są moralnie wątpliwie.

Advertisement

Pewnego razu… w Hollywood był początkowo promowany jako film o Sharon Tate, problem w tym, że w rzeczywistości to film o czymś zupełnie innym – o końcu pewnej epoki, której Sharon Tate była tylko symbolem. Tak właśnie traktuje swoją bohaterkę Tarantino – jako pewną efemeryczną, wyidealizowaną do granic możliwości metaforę. Trochę smutno się robi, kiedy przypomni się słowa aktorki z wywiadu z 1968 roku, który przeprowadziło z nią belgijskie czasopismo „Ciné Revue Magazine”: „Próbowali zrobić ze mnie symbol seksu, głupiutką gąskę.

To był ich ulubiony pomysł. W Hollywood jest tylko kilka studiów filmowych i wszystkie są prowadzone przez starych facetów”. Nawet kilkadziesiąt lat później nikt nie był w stanie oddać Sharon Tate sprawiedliwości i uczynić z niej kogoś więcej niż tylko śliczną, słodką gąskę.

Advertisement

Filmoznawczyni, historyczka sztuki i miłośniczka współczesnego kina grozy i klasycznego kina hollywoodzkiego, w szczególności filmu noir i twórczości Alfreda Hitchcocka. W kinie uwielbia mieszanie gatunków, przełamywanie schematów oraz uważne przyglądanie się bohaterom.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *