search
REKLAMA
News

23 twarze McAvoya, czyli nowy film Shyamalana na horyzoncie!

Jacek Lubiński

28 lipca 2016

REKLAMA

M. Night Shyamalan to dość kontrowersyjna osoba w filmowym światku. Hindus łatwo popadł w niełaskę widzów, którzy po Szóstym zmyśle czuli się zawiedzeni każdym kolejnym filmem reżysera. Przez długi czas niesłusznie jego filmy uchodziły za przekombinowane, niezrozumiałe chały, a wraz z Ostatnim Władcą Wiatru twórca ten wyczerpał pokłady cierpliwości publiki. I owszem, w zeszłym roku Manoj Nelliyattu Shyamalan zaprezentował całkiem udany film grozy z gatunku found footageWizytę – ale dla wielu to człowiek artystycznie skończony. Lecz bynajmniej nie próżnujący.

Już na początku przyszłego roku zobaczymy jego nowe dokonanie – Split – którego zwiastun właśnie wylądował w sieci i prezentuje się co najmniej intrygująco. Najdłuższy jak dotychczas i, według słów samego zainteresowanego, najtrudniejszy projekt w karierze skupia się na osobie cierpiącego na rozdwojenie jaźni Jamesa McAvoya (pierwotnie rolę tę miał zagrać Joaquin Phoenix, ale nie doszło do porozumienia), który porywa i więzi trzy nastolatki. Ku własnemu przerażeniu dziewczyny szybko przekonują się, że nie mają do czynienia z byle psycholem, ale aż dwudziestoma trzema (23!) różnymi osobowościami zamkniętymi, podobnie jak one same, w umyśle jednego człowieka.

Night tradycyjnie sam napisał scenariusz, zatem można spodziewać się wielu twistów – choć w tym wypadku aż się o nie prosi i może to być naprawdę żyzny grunt dla wyobraźni reżysera. Przede wszystkim jednak wygląda to na prawdziwe tour de force McAvoya, który być może zaliczy tym samym rolę… przepraszam role swojego życia. Póki co brak informacji odnośnie polskiej premiery, natomiast w amerykańskich kinach film wyląduje dokładnie za pół roku, bo 27 stycznia A.D. 2017. Z pewnością jest na co czekać.

Avatar

Jacek Lubiński

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA