Festiwale
Krwawy bufet filmowych atrakcji, czyli 12 najlepszych filmów 12. edycji Splat!FilmFest
Jeśli chodzi o moje osobiste wyróżnienia, to Krzyki w ciemności uznaję za najstraszniejszy, a zarazem najlepszy film tegorocznej edycji Splat!FilmFest.
12. edycja Splat!FilmFest już za nami, a tegoroczny program okazał się na tyle bogaty i różnorodny, że udało mi się obejrzeć aż 22 filmy, w tym trzy odrestaurowane klasyki. Festiwal rozpoczął się od koprodukcji Danii i Wysp Owczych pt. Grzesznicy nie zaznają spokoju, który choć okazał się całkiem niezły, to sprawił, że w natłoku filmowych osobliwości został prawie zapomniany i wypadł poza najlepszą dziesiątkę.
Właściwie tylko trzy produkcje – Roma Elastica, The Taxidermist i Bloody Tennis – nie przypadły mi do gustu. Pozostałe miały jednak na tyle dużo dobrych stron, że nawet jeśli nie zawsze spełniały moje oczekiwania, to z kina wychodziłem usatysfakcjonowany. Nie każdy film musi być arcydziełem, by dostarczyć ciekawych wrażeń.

Doskonałym uzupełnieniem kinowych pokazów były sesje pytań i odpowiedzi, w których wzięli udział zagraniczni goście. Panele dyskusyjne prowadziła Marta Górna, natomiast o profesjonalny przekład większości festiwalowych spotkań zadbała Zuźka Błahuszewska, znakomicie radząc sobie z językowymi niuansami i zapewniając rozmowom naturalny rytm. Wyjątkowe było spotkanie z reżyserem Lugera, podczas którego świetnie sprawdziła się tłumaczka hiszpańskojęzyczna Katarzyna Górna. Nad sprawnym przebiegiem całego festiwalu czuwała jego dyrektorka Monika Stolat, natomiast były redaktor Film.org.pl Krzysztof Walecki wziął na siebie opiekę nad blokami filmów krótkometrażowych.
W ramach podsumowania postanowiłem zrobić ranking dwunastu tytułów spośród obejrzanych 19 nowości. Pominąłem klasyki – Diabły, Opowieść o dwóch siostrach oraz Studnię i wahadło. Nie uwzględniłem także Witajcie w Hope, gdyż ten tytuł zaliczyłem na Warszawskim Festiwalu Filmowym. Niestety nie udało mi się dotrzeć na dwa polskie filmy grozy – ÒPI i Sick – ponieważ kolidowały z innymi pozycjami festiwalowego programu, na których bardziej mi zależało. Tegoroczna edycja dostarczyła sporo filmowych niespodzianek, a niektóre seanse na długo pozostaną w mojej pamięci.

12. Martwe oczy (Dead Eyes), reż. Richard E. Williams
Punktem wyjścia australijskiego horroru Richarda E. Williamsa jest rodzinna tragedia, która nie daje spokoju Seanowi. Bohater, wciąż zmagający się z traumą po śmierci siostry Lilly, wraca wraz z przyjaciółmi do lasu, w którym przed laty doszło do dramatycznych wydarzeń. Wkrótce okazuje się, że wśród drzew kryje się coś potwornego, a odkrycie rodzinnych sekretów nie przyniesie ulgi, lecz spotęguje szok. Znaczenie ma nie tylko sama historia, ale przede wszystkim sposób jej opowiedzenia. Film został w całości nakręcony z perspektywy pierwszej osoby, a widz ogląda wydarzenia oczami Seana, nie widząc jego twarzy.
Zastosowanie perspektywy FPP nie jest tu wyłącznie formalną ciekawostką. Williams wykorzystuje ją do ograniczenia wiedzy odbiorcy, pozbawienia go bezpiecznego dystansu wobec wydarzeń. Las staje się labiryntem, w którym każdy kolejny krok może prowadzić do odkrycia czegoś przerażającego. Eksperyment formalny został podporządkowany budowaniu napięcia, dzięki czemu Martwe oczy wyróżniają się na tle horrorów opartych na znacznie bardziej konwencjonalnej narracji. To przykład kina, które poszukuje nowych sposobów angażowania, zamiast polegać wyłącznie na sprawdzonych chwytach.

11. Wśród martwej ciszy (Unholy Night), reż. Michael Gabriele
Początkujący kanadyjski filmowiec Michael Gabriele za swój film krótkometrażowy Get Away otrzymał nagrodę podczas Przeglądu Młodych Twórców Kina w Pawilonie Amerykańskim odbywającym się w Cannes. Po tym sukcesie zadebiutował w pełnym metrażu, realizując czarną komedię Wśród martwej ciszy. To udany debiut, wyróżniony Nagrodą Publiczności na festiwalu Fantasia w Montrealu. Film ma szansę dołączyć do grona kultowych produkcji bożonarodzeniowych, gdyż Święta wraz z ich konfliktami pokoleniowymi i rodzinnymi stanowią kapitalną podstawę do gatunkowej zabawy pełnej makabry i humoru.
Scenarzyści Jef Burnham i Michael Gabriele wymyślili na potrzeby filmu włoską klątwę „I Ritornati”, która łączy opowieści o zombie ze świętością rodzinnych tradycji. Złamanie obyczajowych wzorców powoduje, że zmarli członkowie rodziny wstają z grobów, by dać nauczkę żyjącym według własnych zasad młodym pokoleniom. Autorzy doskonale wykorzystali potencjał tkwiący w prawdziwych relacjach rodzinnych i stworzyli brawurową mieszankę gore, czarnego humoru i włoskiej stylistyki, widocznej szczególnie w oprawie muzycznej.

10. Eliminacja (Onslaught), reż. Adam Wingard
Ten film można uznać za ostatni rozdział „trylogii militarno-spiskowej”, której autorami są Simon Barrett (scenarzysta) i Adam Wingard (reżyser). Poprzednie tytuły w tym uniwersum to Następny jesteś ty (2011) i Gość (2014). To dzieła traktujące konwencje gatunkowe jako materiał do zabawy – łączą horror z kinem akcji i thrillerem paranoicznym. W najnowszej odsłonie silniej obecny jest wątek science fiction zainspirowany tajną operacją amerykańskich służb wywiadowczych. Chodzi o Operację Paperclip, w ramach której sprowadzono do USA naukowców z III Rzeszy, by wykorzystać ich umiejętności do rozwoju amerykańskiej armii.
Główną bohaterką jest Celeste, kobieta z wojskowym doświadczeniem i umiejętnościami bojowymi, ale obecnie pełniąca rolę matki. Aby chronić córkę decyduje się ponownie sięgnąć po broń, gdy z tajnego laboratorium wydostają się genetycznie zmodyfikowani żołnierze. Atutem filmu jest Adria Arjona, która okazała się charyzmatyczną protagonistką kina akcji. Ma odpowiednią prezencję, ekranową energię i wiarygodność w scenach wymagających sprawności fizycznej, a przy tym nie sprowadza swojej postaci do jednowymiarowej maszyny do zabijania. Eliminacja to solidne kino sensacyjne – nie sili się na wielkie ambicje, tylko dostarcza dokładnie tego, czego oczekuje widz spragniony bezpretensjonalnej, brutalnej rozrywki.

9. Bezpieczny dystans (A Safe Distance), reż. Gloria Mercer
Bohaterka tego thrillera, Alex (Bethany Brown), wybiera się ze swoim chłopakiem na romantyczny wypad do lasów kanadyjskiej prowincji. Historia osiąga punkt zwrotny, gdy mężczyzna porzuca partnerkę na odludziu po nieudanych oświadczynach. Wkrótce Alex poznaje Kiannę (Tandia Mercedes) i jej partnera Matta (Cody Kearsley). Początkowo para wydaje się wybawieniem, lecz za pozorną życzliwością kryją się niebezpieczne tajemnice. Nowi znajomi są bowiem współczesnymi wcieleniami Bonnie i Clyde’a. W pierwszej chwili nie do końca rozumiałem, dlaczego prolog zdradza rozwój wypadków – można po nim łatwo wywnioskować, że z Bonnie i Clyde’a historia przekształci się w Thelmę i Louise. Od początku widz wie, że nieskazitelna do tej pory bohaterka ulegnie iluzji wolności reprezentowanej przez bandytów.
Okazuje się jednak, że ten thriller psychologiczny Glorii Mercer na podstawie scenariusza Aidana Westa to rozwinięcie ich pomysłu z filmu krótkometrażowego o takim samym tytule. W tamtym shorcie tematem była relacja dwóch kobiet po dokonanym morderstwie. Wiedząc o tym, ta przewidywalność już nie razi tak bardzo, szczególnie że film zawiera niedomówienia, dzięki którym mimo wszystko intryga i relacje między postaciami trzymają w napięciu. Siłą filmu nie są zwroty akcji, lecz psychologiczna gra między bohaterami. Mercer i West są bardziej zainteresowani obserwacją przemian zachodzących w bohaterkach, pytaniem o granicę między pragnieniem wolności a uleganiem niebezpiecznej iluzji, mniej zaś interesuje ich sensacyjny rozwój wydarzeń.

8. Krwawy bufet (Buffet Libre), reż. Zoe Berriatúa
Hiszpańska czarna komedia przedstawiająca chińskie małżeństwo prowadzące restaurację w Madrycie. Kiedy w lokalu dochodzi do tragicznego wypadku, małżonkowie postanawiają ukryć ciało i zachowywać się tak, jakby nic się nie stało. Ta sytuacja otwiera drogę do kolejnych desperackich decyzji i makabrycznych wydarzeń. Pogłębiające się problemy finansowe i małżeński kryzys sprawiają, że sytuacja wymyka się spod kontroli – granica między desperacką walką o przetrwanie a moralnym upadkiem stopniowo się zaciera. W świecie Krwawego bufetu trudno znaleźć postaci niewinne – każdy ma coś na sumieniu, narodowość nie ma żadnego znaczenia. Aby dobitnie ukazać, jakie irracjonalne zło tkwi w człowieku reżyser nie oszczędził widzom drastycznych obrazów.
Twórca filmu Zoe Berriatúa przyjechał do Warszawy z autorką zdjęć Rosą Vercher. Mówił o nawiązaniach do Akiry Kurosawy, w szczególności do Snów (1990), polecał Karmazynową głębię (1996) Artura Ripsteina, zaś scena nekrofilskiego gwałtu kojarzyła mu się z Romeo i Julią Williama Szekspira. Z kolei praca kamery Rosy Vercher, cechująca się zbliżeniami na twarze bohaterów, może przywodzić na myśl estetykę francuskiej Nowej Fali. Z pewnością jeden z tych najbardziej szokujących i szalonych filmów festiwalu, który może wywołać burzliwą dyskusję po seansie. Pod warstwą makabry, groteski i prowokacji kryje się bowiem opowieść, która nie pozostawia widza obojętnym, a jej nieprzewidywalność sprawia, że trudno o filmie zapomnieć jeszcze długo po seansie.

7. Strzeż się (Beware Boiúna), reż. Mike P. Nelson
Co może się wydarzyć, gdy ludzie, którzy potrafią być potworami, spotkają na swej drodze bestię znacznie potężniejszą i niemal niezniszczalną? Kolejna interesująca propozycja festiwalowa to podróż w samo serce amazońskiej dżungli. Tytułowa Boiúna wywodzi się z mitologii Ameryki Południowej i staje się przeciwnikiem, którego nie sposób poskromić ani pokonać. Do scenariusza wprowadzono także wątek sensacyjny, dzięki któremu zagrożenie nie ogranicza się do konfrontacji z nadnaturalną bestią. W obsadzie Logan Marshall-Green, Jessica Rothe i Kiana Madeira. Ta ostatnia jest mi kompletnie nieznana, lecz po tym filmie z pewnością ją zapamiętam – wypadła tu znakomicie.
Dzieła z gatunku animal attack lub monster movie zazwyczaj budzą mieszane odczucia i ten film również zbiera zróżnicowane opinie. Na mnie zrobił wrażenie. Po pierwsze ze względu na ukazanie amazońskiej fauny i flory. Dżungla nie jest tylko malowniczym tłem, lecz pełnoprawnym uczestnikiem wydarzeń, fascynującym i nieprzyjaznym. Po drugie, znakomite sceny survivalowe z umiejętnym wykorzystaniem otoczenia. Po trzecie, bohaterowie są na tyle charyzmatyczni, że wcale nie chciałem ich zobaczyć w paszczy potwora. Największe napięcie wynika z dysproporcji sił – tytułowa istota jest tak potężna, że możliwości człowieka są żałośnie ograniczone.

6. Ostatnie kuszenie Becky ( The Last Temptation of Becky), reż. Jenn Wexler
Nie widziałem pierwowzoru (Becky, 2020), ale nadrobiłem niedawno sequel pt. Gniew Becky (2023), więc dla mnie Lulu Wilson w roli outsiderki walczącej z neonazistami to tegoroczne odkrycie. Film trafił w mój gust i moje poczucie humoru, więc przygotowałem się też na obejrzenie ostatniej (?) części trylogii. Tym razem Becky, która stała się najmłodszą agentką CIA, zostaje wysłana do Polski z misją infiltracji niemieckiej rodziny prowadzącej gospodę w Wilczym Szańcu, dawnej siedzibie Hitlera. Głowa rodu, generał Wilhelm Reuss (Neil Patrick Harris), skrywa plany, które mogą doprowadzić do katastrofalnych konsekwencji.
Jenn Wexler, autorka Gry w opętanie (2023), rozwija sprawdzoną formułę serii, w której gniew, pomysłowość i bezwzględność bohaterki stają się narzędziami wymierzania sprawiedliwości na własnych zasadach. Film nie próbuje zachować pozorów realizmu, a brutalność, groteska i świadoma przesada stanowią fundament całej zabawy. Podczas seansu śmiech widowni wywoływały polskie akcenty, zwłaszcza wypowiadane przez niemieckich bohaterów polskie słowo „Witamy”. Ostatnie kuszenie Becky to propozycja dla widzów, którzy lubią kino eksploatacyjne bez zahamowani i nie oczekują, że ekranowa przemoc będzie podporządkowana realistycznej logice.

5. Wleczone (Drag), reż. Raviv Ullman & Greg Yagolnitzer
Dwie przyjaciółki (Lizzy Caplan & Lucy DeVito) zamierzają obrabować dom pewnego mężczyzny, który podobno jest dłużnikiem jednej z nich. Ich plany szybko się komplikują, gdy Lizzy doznaje poważnego urazu pleców i nie jest w stanie się ruszyć. Koleżanka musi więc dosłownie wywlec ją z rezydencji, zanim wróci właściciel, co samo w sobie stanowi karkołomne zadanie. Sytuacja gmatwa się jeszcze bardziej, gdy w domu pojawiają się dwie nowe postacie (John Stamos i Christine Ko). Wleczone to czarna komedia z elementami thrillera i horroru, która większość wydarzeń rozgrywa w jednym domu, a na ekranie koncentruje uwagę zaledwie na czwórce aktorów. Kameralność nie oznacza jednak nudy – wręcz przeciwnie, twórcy potrafią wycisnąć z ograniczonej przestrzeni zaskakująco dużo napięcia i komediowych możliwości.
Jednym z największych atutów produkcji jest duet Lizzy i Lucy – ta druga jest córką Danny’ego DeVito, który pełnił funkcję producenta filmu. Można by mówić o nepotyzmie, ale w tym przypadku jest on uzasadniony – Lucy DeVito odziedziczyła po ojcu talent komediowy, a jej ekranowa chemia z Caplan stanowi jeden z filarów całej opowieści. Siłą filmu jest także umiejętne balansowanie między groteską i makabrą. Obok zabawnych, niekiedy wręcz drażniących scen, w których bohaterki prowadzą ze sobą niekończące się słowne utarczki, pojawiają się momenty autentycznie niepokojące, brutalne i ponure. Pod powierzchnią historii o nieudanym rabunku kryje się opowieść o skomplikowanej kobiecej relacji, wzajemnych pretensjach, odpowiedzialności i solidarności w obliczu zagrożenia. Mistrzowskie, bardzo przewrotne jest zakończenie, które pozostawia widza ze szczęką na podłodze.

4. Kick On, reż. Nick Kozakis
Idealna propozycja dla widzów o mocnych nerwach, która z każdą kolejną minutą coraz śmielej przekracza granice ekranowej brutalności. Początkowo film zapowiada się jako sensacyjna opowieść o młodych narkomanach, którzy zostają wplątani w niebezpieczną rozgrywkę z przestępczym półświatkiem. Szybko okazuje się, że konwencja thrillera stanowi jedynie punkt wyjścia dla krwawej jatki. Kozakis serwuje bezkompromisową dawkę przemocy, makabrycznych efektów gore i scen, które spokojnie mogłyby konkurować z rasowym splatter horrorem.
Co ciekawe, niemal cała akcja scenariusza Phillipa Klimka rozgrywa się we wnętrzach wielopiętrowego budynku, który staje się swoistym labiryntem bez wyjścia, a zarazem areną nieustającej eskalacji przemocy. Ograniczona przestrzeń nie oznacza jednak ograniczonych emocji – przeciwnie, klaustrofobiczna atmosfera, narastające napięcie i kolejne makabryczne konfrontacje sprawiają, że trudno oderwać wzrok od ekranu. Kick On dostarcza więcej niż można było oczekiwać, cechuje się również znakomitym aktorstwem. Mocno zapadają w pamięć odtwórcy ról czarnych charakterów – Nikolai Nikolaeff oraz wcielający się w postać jego ojca, bossa rosyjskiej mafii, Jacek Koman.

3. Luger, reż. Bruno Martín
Spośród trzech filmów zaprezentowanych w sekcji „Kino kopane” Luger Bruno Martína okazał się zdecydowanie najmocniejszą pozycją i nie chodzi wyłącznie o siłę ciosów bohaterów ani poziom brutalności filmu. Pozostawił w tyle zarówno belgijski Atak na Raj, jak i indonezyjskie Krew za krew ze względu na czysto kinowe zalety – od przemyślanej struktury narracyjnej (opracowanej przez scenarzystę Santiago Taboadę) poprzez wiarygodne aktorstwo i wykorzystanie przestrzeni aż po nieprzewidywalne i błyskotliwe zakończenie. Kryminalna intryga skupiona jest wokół niemieckiego pistoletu Parabellum (Luger P08) pamiętającego czasy II wojny światowej. Broń uruchamia spiralę przemocy, w której ludzkie życia ma niewielką wartość, a lojalność i moralność szybko ustępują miejsca instynktowi przetrwania. Film przywołuje najlepsze dokonania Sama Peckinpaha, szczególnie w sposobie ukazywania bezwzględnego świata mężczyzn, choć autor nie ukrywał także inspiracji twórczością Waltera Hilla, Álexa de la Iglesii, Quentina Tarantino, a także klasycznym kinem wojennym, w którym Luger jest nieodłącznym rekwizytem.
Dodatkowy kontekst przyniosło zorganizowane po seansie spotkanie z Brunem Martínem pełniącym funkcję reżysera, montażysty, współscenarzysty i aktora (zagrał postać poczciwego, budzącego sympatię gangstera Charliego). W rozmowie ze „splaciakami” towarzyszyła mu producentka Irene Guerrero. Podczas spotkania reżyser zwrócił uwagę na tło wydarzeń, jakim jest środowisko przemysłowe na obrzeżach Madrytu. Interesującym motywem podjętym w dyskusji jest również zderzenie mikrokosmosu, jakim jest pechowy dzień dwóch przyjaciół, z makrokosmosem, jaki stanowi historia II wojny światowej. W filmie mnóstwo jest wyrazistych postaci i są one znakomicie zagrane. Na wyróżnienie zasługują moim zdaniem Mario Mayo wcielający się w postać Toniego oraz Mauricio Morales w roli psychopatycznego Cygana.

2. Chili Finger, reż. Edd Benda & Stephen Helstad
Małżeństwo Jess (Judy Greer) i Rona (Sean Astin) przeżywa kryzys, potęgowany przez narastające problemy finansowe. Podczas wizyty w restauracji Jess znajduje w zamówionej misce chili odcięty ludzki palec. Postanawia wykorzystać sytuację i zażądać od właścicieli lokalu wysokiego odszkodowania. Uruchamia w ten sposób lawinę zdarzeń, która przeradza się w serię nieprzewidywalnych komplikacji. Chili Finger to czarna komedia z misternie skonstruowaną intrygą, gdzie jedna absurdalna sytuacja prowadzi do licznych zaskakujących zwrotów akcji.
Ogromną zaletą filmu jest obsada, w szczególności znakomita Judy Greer, świetnie odnajdująca się w roli sfrustrowanej kobiety gotowej przekroczyć kolejne granice. Bardzo dobre są również męskie kreacje – od poczciwego Seana Astina przez podejrzliwego Johna Goodmana po bezwzględnego i cynicznego Bryana Cranstona. Każdy z nich wnosi do tej historii własny rodzaj energii, ale też przypominają trochę groteskowe postacie z filmów braci Coen. Pod warstwą groteski można też dostrzec coś więcej niż tylko zabawę makabrycznym pomysłem – opowieść o frustracji wynikającej z niespełnionych ambicji, braku płynności finansowej, chłodnej kalkulacji i korporacyjnej hipokryzji.

1. Krzyki w ciemności (Never After Dark), reż. Dave Boyle
Film obejrzany już podczas drugiego dnia festiwalu i do końca pozostał tym najlepszym, nie licząc oczywiście odrestaurowanej klasyki. Dla Dave’a Boyle’a, amerykańskiego twórcy od lat związanego z japońską kulturą, jest to pierwszy pełnometrażowy horror i zarazem pierwszy film nakręcony w całości w Japonii. Reżyser czerpie z klasycznych J-horrorów oraz wybitnie nastrojowych opowieści o duchach, takich jak Zemsta po latach (The Changeling, 1980) Petera Medaka. Reżyser, pełniący także funkcję autora scenariusza, wprowadził nowe motywy, z których wyróżnia się rytuał „przełamywania zasłony” z wykorzystaniem świecy, lustra i zoetropu. Powstał on przy pomocy scenografa Yujiego Hayashidy.
To, co w horrorach najważniejsze, czyli budowanie atmosfery grozy, stoi tu na wysokim poziomie. Ale nie brakuje też scen przerażających, które na długo zapadną w pamięć. Do wysokiego poziomu realizacji dostosowała się obsada – przekonująca jest zarówno odtwórczyni głównej roli Moeka Hoshi, jak i aktorzy drugoplanowi. Dodam jeszcze, że na drugim planie wystąpili Tae Kimura i Kento Kaku, którzy zagrali również w poprzedniej produkcji Boyle’a, miniserialu Dom Ninja (2024), którego nie jestem fanem ze względu na więcej podobieństw do kina familijnego niż rasowego akcyjniaka. Więcej o Krzykach w ciemności w recenzji pod linkiem.

POST SCRIPTUM
Wraz z zakończeniem festiwalowego przeglądu rozpoczął się proces głosowania na najlepsze filmy. Piszę niniejszy tekst krótko po ogłoszeniu wyników, więc jeszcze zostawię swój komentarz na ten temat. Nagrodę publiczności w kategorii Najlepszy film zgarnęła polska produkcja ÒPI, a za reżyserię wyróżniono Agatę Trzebuchowską za Sick. Nie widziałem tych filmów, bo mam nadzieję, że doczekają się normalnej dystrybucji, więc prędzej czy później będzie okazja je zobaczyć. Spośród innych laureatów to widziałem jeszcze koreańską superprodukcję Witajcie w Hope nagrodzoną za efekty specjalne. Film nie trafił do powyższego rankingu, ponieważ seans zaliczyłem podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Zgadzam się, że efekty specjalne są mocną stroną tego dzieła – są tu wprawdzie zarówno świetne efekty praktyczne, jak i niedopracowane CGI, ale mimo wszystko efektowniejszego filmu chyba nie było na tej imprezie.
Jeśli chodzi o moje osobiste wyróżnienia, to Krzyki w ciemności uznaję za najstraszniejszy, a zarazem najlepszy film tegorocznej edycji. Najbardziej szokującym doświadczeniem było jednak dla mnie Drag (Wleczone). Za najlepszą reżyserię wyróżniłbym Bruno Martína (Luger), a za scenariusz – Stephena Helstada (Chili Finger). Dorzuciłbym jeszcze nagrody dla aktorów – Judy Greer i Bryana Cranstona (dla obojga za role w Chili Finger) – oraz dla osób odpowiedzialnych za oprawę wizualną, Patricka Ouziela i Yûjiego Hayashidy (za Krzyki w ciemności). Nie sposób oczywiście wyróżnić wszystkich, którzy na to zasłużyli. Pozostaje mieć nadzieję, że przynajmniej część festiwalowych odkryć doczeka się szerszej dystrybucji.

