Connect with us

Festiwale

70. BERLINALE. Podsumowanie festiwalu

70. BERLINALE to jubileusz i nowe otwarcie festiwalu, który łączy dziedzictwo z pytaniami o przyszłość kina w Berlinie.

Published

on

70. BERLINALE. Podsumowanie festiwalu

Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie już z nami. Zwycięzcą prestiżowego Złotego Niedźwiedzia został Mohammad Rasoulof za film There Is No Evil. Tegoroczna edycja była z jednej strony jubileuszem, wieńczącym siedem dekad działalności kojarzonej z niedźwiedziem imprezy, z drugiej zaś stanowiła nowe otwarcie pod zarządami nowej dyrekcji. Celebracja dziedzictwa łączyła się więc w tym roku z pytaniami o nowy kierunek, wyzwania i pozycję festiwalu. Niemniej jednak najważniejsze pozostają w festiwalu filmy – a pod tym względem tegoroczna edycja Berlinale okazała się interesująca, choć może mało spektakularna. Po ostudzeniu emocji postaram się więc podsumować intensywne dziesięć dni w rozrzuconych po całym Berlinie kinach.

Advertisement

Kurs na zmiany

W 2020 roku po raz pierwszy festiwal odbył się pod dyrekcją Carlo Chatriana, byłego dyrektora MFF w Locarno, który zastąpił na tym stanowisku długoletniego dyrektora artystycznego, Dietera Kosslicka. Nie jest tajemnicą, że od Chatriana oczekuje się przeformułowania berlińskiej imprezy tak, by odzyskała poważanie branżowe i historyczny prestiż nadszarpnięte w ostatnich latach.

Włoch nie rozpoczął jednak swojego urzędowania od rewolucji, zamiast niej stawiając na stopniowe korygowanie kursu, a 70. Berlinale stanowiło pierwszy krok na tej drodze. Pod wieloma względami tegoroczna edycja festiwalu była więc kontynuacją ścieżki realizowanej w poprzednich latach i podtrzymywała wizerunek Berlinale jako specyficznego święta kina, lokującego się gdzieś pomiędzy blichtrem czerwonego dywanu a alternatywnym posmakiem, miejsca, gdzie flirt z mainstreamem łączy się z krytyczną awangardą.

Advertisement

Podobnie jak w ubiegłych latach, organizatorzy przyciągnęli do Berlina światowego formatu gwiazdy, wokół których w dużej mierze skupiała się uwaga mediów – swoje nowe produkcje promowali w Berlinie m.in. Johnny Depp (Minamata, biografia W. Eugene’a Smitha), Cate Blanchett i Jai Courtney (serial Stateless), Willem Dafoe (konkursowa Syberia Abla Ferrary), Javier Bardem (Roads Not Taken Sally Potter), Omar Sy (Police) czy Roberto Benigni (Pinokio). Festiwal odwiedziła też w związku z premierą dokumentu na swój temat Hillary Clinton, swoją premierę miał także reżyserowany przez Damiena Chazelle’a serial Netflixa The Eddy z Andre Hollandem i Joanną Kulig, a także najnowsza produkcja Pixara Naprzód.

Delikatne, ale znaczące zmiany względem poprzednich lat widoczne były w zestawie filmów rywalizujących o główne nagrody, przyznane przez jury pod wodzą Jeremy’ego Ironsa. Przede wszystkim program wyczyszczono z pokazów „konkursowych poza konkursem”, przesuwając najistotniejsze premiery, których jednak nie brano pod uwagę przy przyznawaniu Złotego Niedźwiedzia, do sekcji Berlinale Special. W zestawie tym obok Pinokia, Minamaty czy Naprzód znalazł się też Charlatan Agnieszki Holland, rok temu biorącej udział w konkursie głównym, co również interpretować można jako pewne przesunięcie akcentów ku młodszemu kinu, a odchodzenie od kojarzonych z Berlinem bywalców.

Advertisement

Nie oznacza to, że zrezygnowano z „ciągnących” program szeroko rozpoznawalnych nazwisk nagradzanych twórców – w konkursie głównym znalazły się nowe filmy Abla Ferrary, Sally Potter i Philippe’a Garrela (Salt of Tears), a także azjatyckich mistrzów Hong Sang-soo (The Woman Who Ran) oraz Tsaia Ming-Lianga (Days). Z łatwością można jednak zauważyć, że nie są to nazwiska o największej sławie, co podkreśla naturalne ciążenie Berlinale ku obrzeżom kina, które festiwal zaczyna powoli wykorzystywać zamiast z nim walczyć.

W skomponowanym tradycyjnie z nazwisk uznanych, zyskujących znaczenie i dopiero debiutujących na międzynarodowym rynku programie konkursowym wyjątkowo wyraźnie dało się zauważyć też, gdzie tkwi faktyczna siła Berlinale – poza Hongiem i Tsaiem, operującymi w pozaeuropejskiej, kierowanej raczej do wąskiej grupy koneserów poetyce, mistrzowie raczej zawodzili. Ferrara i Potter przywieźli na festiwal filmy słabe, a zazwyczaj broniący się w swoim manieryzmie Garrel zaczął powoli przekraczać granicę artystycznego skostnienia. Równocześnie o sile tegorocznego festiwalu stanowili twórcy młodsi, tacy jak Eliza Hittman z Never Rarely Sometimes Always, bracia D’Inocenzzo, komentujący współczesne młode pokolenie w Bad Tales czy Burhan Qurbani, twórca współczesnej interpretacji Berlin Alexanderplatz.

Advertisement

Mocno zaistnieli też twórcy cenieni, ale w skali światowej dość niszowi, tacy jak Kelly Reichardt (wysoko ocenianie First Cow), Mohammad Rasoulof i Christian Petzold. Do jaśniejszych punktów konkursu zaliczyć też można społecznie zaangażowany dramat All The Dead Ones, wizjonersko rozliczający się z historią niewolnictwa i rasizmu w Brazylii.

Wzloty i upadki głównego programu Berlinale w pewnym sensie wskazały horyzont, do którego odpowiedzialni za kształt festiwalu Chatrian i dyrektor wykonawcza Mariette Rissenbeek powinni dążyć – przestrzeni dla nowych głosów, bardziej czerpiącej z różnorodności światowego kina i przyciągającej artystyczną świeżość, niż „eventu” rywalizującego z Cannes i Wenecją na udział wielkich nazwisk (w tej rywalizacji Berlin skazany jest na porażkę). W kierunku takiej konkluzji prowadzić też mogą nagrody przyznane przez jury – manifestujący polityczną wrażliwość festiwalu Złoty Niedźwiedź dla There Is No Evil, docenienie autorskiej konsekwencji reżyserii Hong Sang-soo czy dyskretnej ekstrawagancji Undine ze świetną rolą tytułowej ondyny, a także nagroda za wkład artystyczny dla Jürgena Jürgesa, autora zdjęć kontrowersyjnego, ale z pewnością frapującego i odważnego DAU.

Advertisement

Natasha. Oprócz wspomnianych dzieł Ferrary, Potter i Garrela do rozczarowań festiwalu mógłbym zaliczyć brak nagród dla epickiego Berlin Alexanderplatz – tym bardziej, że w niemieckim filmie znakomitą rolę zagrał Albrecht Schuch, podczas gdy Srebrnego Niedźwiedzia dla najlepszego aktora odebrał Elio Germano za typowo wcieleniową rolę czołowego przedstawiciela sztuki naiwnej, Antonio Ligabue w Hidden Away – filmie, który zresztą swoją konwencjonalnie biograficzną formą nie pasował do tegorocznego profilu konkursu głównego. [Lista zwycięzców znajduje się na ostatniej stronie tekstu]

W stronę awangardy

Najbardziej wyraźną nowością tegorocznej edycji Berlinale była nowa sekcja Encounters, stanowiąca drugą główną linię programu. Jej założeniem jest stworzenie przestrzeni dla filmów bardziej eksperymentujących i niejednoznacznych od tych rywalizujących w konkursie. W programie Encounters znalazł się więc m.in. hermetyczny Malmkrog, nowy film Cristiego Puiu – twórcy Śmierci Pana Lazarescu i Sieranevady – nakręcony na podstawie pism filozoficznych Władymira Sołowowa, arthouse’owe science fiction Trouble With Being Born obiecującej Austriaczki Sandry Wollner, grająca z konwencjami Shirley, zbierające świetna recenzje ekstrawaganckie Servants, wchodząca w świat zwierząt Gunda czy indyjski The Sheperdness and Seven Songs, metaforyzujący napięcia społeczne rejonu kaszmirskiego za pomocą ludowej baśni (jedno z moich osobistych odkryć festiwalu).

Advertisement

Powołanie do życia równoległego konkursu Encounters jest wyraźną manifestacją chęci nowej dyrekcji, by wykreować w ramach Berlinale klarowną przestrzeń dla filmów bardziej niszowych, które w konkursie głównym byłyby jedynie ciekawostkami, a które w nowej sekcji mają szanse na faktyczną rywalizację o wyróżnienia. Widać to wyraźnie choćby po werdykcie przyznania nagrody za najlepszy film sekcji awangardowemu, siedmiogodzinnemu kreacyjnemu quasi-dokumentowi The Works and Days (of Tayoko Shiojiri in the Shiotani Basin) oraz Cristiemu Puiu za konceptualną reżyserię Malmkroga.

Skutkiem ubocznym takiego ułożenia programu było znaczne osłabienie Panoramy, pozbawionej na rzecz Encounters co najmniej kilku mocnych tytułów. Podział na poszczególne linie programowe wydawał się zresztą dość niejasny. Zrzucić to można – przynajmniej w tym roku – na przejściowy charakter 70. edycji Berlinale, która ma dopiero rozpoczynać stopniową reformę festiwalu, z wyrazistym profilem konkursu głównego oraz sekcji pobocznych. Niemniej jednak przemyślenie i prawdopodobnie zredefiniowanie charakterystyki poszczególnych sekcji będzie jednym z większych wyzwań dyrekcji festiwalu na kolejne kilka edycji.

Advertisement

Jednak sam kierunek wydaje się ciekawy, a zgrupowanie w sekcji Encounters tych bardziej nieszablonowych i eksperymentujących z językiem filmowym produkcji zaowocowało wyłonieniem się wartego uwagi, wyrazistego nurtu programu Berlinale i wydaje się krokiem w dobrym kierunku dla festiwalu, cierpiącego od kilku lat na rozmycie wyrazistości i coraz mocniej potrzebującego ponownego przemyślenia swojej tożsamości oraz niszy.

Berlińska polityka

Cieniem na jubileuszu berlińskiego festiwalu położyła się jeszcze przed jego rozpoczęciem postać legendarnego założyciela i wieloletniego dyrektora imprezy, Alfreda Bauera, który, jak opublikował w styczniu „Der Spiegel”, w latach 30. i 40. współpracował z nazistowskim reżimem, pełniąc wysokie stanowisko w berlińskiej cenzurze. Pomimo jednak wstrząsu wywołanego przez te sensacje „afera Bauera” nie odbiła się (przynajmniej na razie) zbyt mocno na Berlinale.

Advertisement

Największym wymiernym efektem odkrycia niechlubnej przeszłości Bauera było przemianowanie nagrody jego imienia na Srebrnego Niedźwiedzia 70-lecia Berlinale, być może nieco mniej hucznie podkreślano długoletnie tradycje wydarzenia. W tej chwili nie wydaje się, żeby sprawa miała głębsze konsekwencje dla festiwalu, budującego co prawda swój prestiż na tradycji, ale tożsamościowo mniej niż do przeszłości sięgającego do swojego aktualnego ideowego profilu.

Ten podkreślały sygnowane przez jury pod kierownictwem Jeremy’ego Ironsa werdykty. Złoty Niedźwiedź dla There Is No Evil to pierwsza od 2016 roku główna nagroda przyznana filmowi o wyrazistym politycznym przekazie, co w pewnym sensie zwraca Berlinale z powrotem na tory, z którymi festiwal był mocno kojarzony za kadencji Kosslicka, a która to charakterystyka zaczęła w ubiegłych latach nieco się rozmywać i sprowadzać do kostniejącego dyskursu, zastępującego realne gesty. Podobnie rzecz ma się ze zdobywcą „drugiego miejsca”, czyli Nagrody Jury – Never Rarely Sometimes Always, amerykańskiego niezależnego dramatu traktującego o problemie niechcianej ciąży nastolatki.

Advertisement

W tym kontekście dodać też warto, że w przedostatni dzień Berlinale czerwony dywan został udostępniony aktywistom, manifestującym na rzecz działań walczących ze zmianami klimatu. Wyłania się z tego jasna deklaracja nowej dyrekcji o pragnieniu utrzymania politycznego charakteru festiwalu, jak również dopatrywać się można pewnych korekt artystycznych. Czas pokaże, na ile są to słuszne hipotezy.

„Wypuszczający” bardzo mocny w wymowie społecznej film, mogący potencjalnie odbić się dużo szerszym echem w przestrzeni międzynarodowej niż Synonimy czy Touch Me Not 70. Festiwal w Berlinie potwierdza swoje ambicje i tożsamość, jak również pozwala mieć nadzieję na dalsze zmiany w kierunku podniesienia jakości i rangi imprezy. Berlinale konsoliduje więc swój profil jako miejsce, w które bardziej niż dla wielkich nazwisk czy światowych przebojów jeździ się dla nieco bardziej alternatywnych, trochę dalszych od mainstreamu niż gwiazdy Cannes i Wenecji filmów, a także na „wyławianie” nowych ciekawych głosów światowego kina.

Advertisement

W tym sensie pod kierunkiem Chatriana Berlinale kontynuuje realizowaną od lat ścieżkę, wprowadzając też nieco niezbędnej świeżości do metodologii realizującej te cele. W tym roku o skoku jakościowym mówić raczej nie można, ale widać wyraźnie początek przeobrażeń festiwalu, a przekrojowo patrząc, tegoroczna edycja Berlinale oferowała wiele kinowego dobra. Warto śledzić w kolejnych latach, jak rozwinie się dalej kadencja włoskiego kinofila Chatriana na czele niemieckiego festiwalu i jak zmieni się samo wydarzenie.

Zwycięzcy

Konkurs główny

Złoty Niedźwiedź dla najlepszego filmu: There Is No Evil, reż. Mohammad Rasoulof

Advertisement

Srebrny Niedźwiedź – Nagroda Jury: Never Rarely Sometimes Always, reż. Eliza Hittman

Srebrny Niedźwiedź dla najlepszego reżysera: Hong Sang-soo za film The Woman Who Ran

Advertisement

Srebrny Niedźwiedź dla najlepszej aktorki: Paula Beer za rolę w filmie Undine (reż. Christian Petzold)

Srebrny Niedźwiedź dla najlepszego aktora: Elio Germano za rolę w filmie Hidden Away (reż. Giorgio Diritti)

Advertisement

Srebrny Niedźwiedź za najlepszy scenariusz: Fabio i Damiano D’Innocenzo za film Bad Tales

Srebrny Niedźwiedź za największe osiągnięcie artystyczne: Jürgen Jürges za zdjęcia do filmu DAU. Natasha (reż. Ilya Khrzhanovskiy i Jekaterina Oertel)

Advertisement

Srebrny Niedźwiedź – 70. Berlinale: Benoît Deléphine i Gustave Kervern za film Delete History

Sekcja Encounters 

Najlepszy film: The Works and Days (of Tayoko Shiojiri in the Shiotani Basin)Werke und Tage (der Tayoko Shiojiri im Shiotanibecken), reż. C.W. Winter, Anders Edström

Advertisement

Nagroda Specjalna Jury: The Trouble With Being Born, reż. Sandra Wollner

Najlepszy reżyser: Cristi Puiu za Malmkrog

Advertisement

Specjalne wyróżnienie: Isabella, reż. Matías Piñeiro

Pełną listę zwycięzców, uwzględniającą nagrody przyznawane przez niezależne jury znaleźć można na stronie festiwalu.

Advertisement

 

 

Advertisement

Antropolog, krytyk, praktyk kultury filmowej. Entuzjasta kina społecznego, czarnego humoru i horrorów. W wolnych chwilach namawia znajomych do oglądania siedmiogodzinnych filmów o węgierskiej wsi.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *