Connect with us

Publicystyka filmowa

„ZGNIŁE” filmy, które UWIELBIAMY

Lubiane przez nas filmy, które mają poniżej 60% pozytywnych recenzji zarejestrowanych na portalu Rotten Tomatoes.

Published

on

„ZGNIŁE” filmy, które UWIELBIAMY

W sieci sporo pisało się ostatnio o tym, że Eternals Marvela jako pierwszy film MCU został uznany za „zgniły” na portalu Rotten Tomatoes. Oznacza to, że mniej niż 60% recenzentów z różnych portali oceniło go pozytywnie. W dzisiejszej „Szybkiej piątce” piszemy o filmach, które także nie spotkały się z uznaniem krytyków, a nas zachwyciły. 

Advertisement

W nawiasach procent pozytywnych recenzji zarejestrowanych na Rotten Tomatoes.

Filip Pęziński

1. Eternals (47%) – zacznijmy od, nomen omen, świeżaka, czyli Eternals, pierwszego „zgniłego” filmu Marvel Studios, a w moim odczuciu najlepszej odsłony marki. Chloé Zhao udało się stworzyć monumentalne dzieło gatunku, które z jednej strony stanowi podniosły blockbuster, a z drugiej ciekawą rozprawę o bogu i ludziach. Rewelacyjny przedstawiciel kina superbohaterskiego. Jeden z najlepszych w historii.

Advertisement

2. Batman v Superman: Świt sprawiedliwości (29%)zostańmy na chwilę w konwencji superbohaterskiego, ale przenieśmy się do sąsiedniego uniwersum. Sytuacja z Batman v Superman jest o tyle specyficzna, że w pełni rozumiem negatywne recenzje filmu, bo ten udany stał się dopiero na mocy wersji reżyserskiej, a tej krytycy nie oceniali. Tak czy inaczej film Snydera w swojej ostatecznej formie to rewelacyjnie zrealizowane i ciekawie mierzące się z mitem tytułowych bohaterów widowisko.  

3. Matrix: Rewolucje (35%)trzecia odsłona kultowej serii sióstr Wachowskich to przy tym pierwsza (i miejmy nadzieję, że ostatnia!) „zgniła”. Rzeczywiście względem jedynki i dwójki czuć tu mały spadek formy i pewne niezgrabności scenopisarsko-reżyserskie, ale to bardzo godne, emocjonujące i ekscytujące zwieńczenie losów Neo. A przynajmniej zwieńczenie pewnego etapu w jego życiu…

Advertisement

4. Kto tam? (36%)a skoro już jesteśmy przy postaci Keanu Reevesa, to przejdźmy do jego innej kreacji. Kto tam? Eliego Rotha zostało całkowicie niemal zgnojone, a w moim odczuciu wynikało to z niezrozumienia intencji reżysera i potraktowania jego filmu śmiertelnie poważnie, podczas gdy jest to niesamowicie sprawny pastisz i rzecz po prostu szalenie zabawna ze znakomicie odnajdującym się w tej konwencji Reevesem. No i to de facto dzięki temu filmowi świat odkrył wspaniałą Anę de Armas!

5. Jupiter: Intronizacja (28%) – w ostatnim tytule wróćmy do twórczości sióstr Wachowskich i znów filmu, który podobnie jak Kto tam? został w moim odczuciu błędnie zinterpretowany. Jupiter: Intronizacja to też pastisz, ale space oper. Pastisz niezwykle udany, celny i satysfakcjonujący. A przy tym znakomite widowisko.

Advertisement

Łukasz Budnik

1. Człowiek ze stali (56%) film otwierający DCEU uważam za produkcję lepszą od choćby wielu filmów MCU. To doskonałe widowisko, emocjonujące, ze świetnym protagonistą, kapitalnie wyglądające i brzmiące (muzyka Zimmera!). Bardzo podoba mi się pomysł na to, by osią fabuły uczynić właściwie inwazję kosmitów na Ziemię, zwłaszcza że generał Zod w wykonaniu Michaela Shannona to znakomity złoczyńca. W pełni kupuję wizję Snydera i do dziś uważam Człowieka ze stali za najlepszy film DCEU.

2. Osada (43%) – uwielbiam Osadę. Cenię tu nie tylko fantastycznie zbudowaną atmosferę, ale przede wszystkim relację między dwójką głównych bohaterów, których uczucie wyrażone jest nie w słowach, lecz gestach, spojrzeniach i dotyku. Podoba mi się, że to nie elementy horroru czy twist są w Osadzie najistotniejsze – jasne, obecność leśnych potworów potęguje nastrój i napięcie, ale Shyamalan najbardziej skupia się na ludziach. Przepiękny soundtrack.

Advertisement

3. Piraci z Karaibów: Skrzynia umarlaka (i Na krańcu świata, 53% i 44%) – jestem jednym z tych, którzy drugą i trzecią część oryginalnej trylogii stawiają ponad część pierwszą. Każdorazowo daję się wciągnąć w zakręcone przygody Jacka Sparrowa i jego załogi, a kolejne fantastyczne motywy przyjmuję z otwartymi ramionami. Jestem w stanie zrozumieć, że komuś kolejne zawirowania w scenariuszu czy mnożenie przegiętych, wypełnionych slapstickiem scen może przeszkadzać (zwłaszcza w obliczu prostoty oryginału), ale absolutnie nie należę do tego grona.

4. Źródło (52%)niesamowity film z jednym z najlepszych soundtracków, jakie słyszałem. Do wielokrotnego oglądania i analizowania. Smutny, najeżony symboliką, wspaniale zagrany, cieszący oczy. Wciąż moje ulubione dzieło Aronofsky’ego.

Advertisement

5. Batman Forever (38%) – gdy byłem dzieckiem, to właśnie Batman Forever był „moim” Batmanem i rozpalił we mnie sympatię do tej postaci; z tamtej perspektywy wydawał się najlepszym filmem świata. Dziś oczywiście patrzę na dzieło Schumachera chłodniej, ale mimo wszystko bardzo dobrze się na nim bawię i doceniam kreację świata oraz konsekwencję w jego tworzeniu, a sporo scen czy dialogów znam na pamięć.

Przemysław Mudlaff

1. Cobra (18%) – mam już na karku 36 lat, co oznacza, że pamiętam zapach kaset wideo. Zarówno tych z lokalnej wypożyczalni, jak również tych przegrywanych z nagryzmolonym na froncie i boku kasety tytułem filmu. Oczywiście jako dzieciak najbardziej jarałem się produkcjami, w których występowali tacy herosi ówczesnego kina akcji jak Rutger Hauer, Arnold Schwarzenegger, Jean-Claude Van Damme czy Sylvester Stallone. W tamtych czasach zamiast dobrze poprowadzonej historii, postaci i logicznych scenariuszy interesowała mnie przede wszystkim porządna rozpierducha oraz wsiąknięcie w niepowtarzalny klimat filmu.

Advertisement

Takich możliwości dostarczył mi m.in. Cobra George’a Cosmatosa. Opowieść o nieugiętym, nieprzekupnym i niezniszczalnym stróżu prawa, w którego wcielił się legendarny Sly, to kwintesencja kina akcji z tamtych lat. Krytycy mogą sobie więc mówić, co chcą, a Cobra i tak pozostanie w sercach większości fanów VHS-ów.

2. 8 milimetrów (23%) – produkcja Joela Schumachera to niezwykle mroczny, prowokacyjny i przerażający film. Chociaż siła jego oddziaływania została rzekomo złagodzona przez Columbia Pictures oraz samego reżysera, którzy nieco przerobili scenariusz Andrew Kevina Walkera, 8 milimetrów nie straciło na mocy. Dzieło twórcy Upadku skutecznie prowadzi widza po najohydniejszych kręgach piekła, które znajdują się bliżej nas, niżby się to wydawało. Świetne role Nicolasa Cage’a, Joaquina Phoenixa i Jamesa Gandolfiniego, gęsty klimat i bardzo istotny temat czynią z 8 milimetrów jeden z najbardziej niedocenianych thrillerów XX wieku.

Advertisement

3. Silent Hill (32%) – kolejny film, który przywiodła do mojej piątki nostalgia. Tym razem jednak chodzi o wspomnienie gry, w którą łoiłem namiętnie, nastolatkiem będąc. Ach! Ileż to nocy spędziłem przerażony atmosferą tej japońskiej produkcji, a gdy tylko wspomnę muzyczny motyw przewodni Akiry Yamaoki, to znów mam ciary na plecach. Myślę, że podobne emocje Silent Hill wywoływał u Christophe’a Gansa, który w sposób doskonały odwzorował klimat pierwowzoru i stworzył jedną z najlepszych filmowych adaptacji gier.

4.

Advertisement

Źródło (52%) – Źródło to naszpikowane religijnymi, historycznymi i fantastycznymi tropami psychodeliczne połączenie kina science fiction i melodramatu układające się w rozłożony na tysiąc lat epicki tryptyk o strachu przed śmiercią. Rozumiem, że najprawdopodobniej najbardziej osobiste dzieło Aronofsky’ego może zniechęcać odbiorcę pretensjonalnością czy nadmiarem symboli, może również kompletnie rozmijać się z oczekiwaniami widza wobec twórcy, którego głównym atutem była dotychczas drapieżność i umiejętność szokowania.

Nie pojmuję jednak, jak krytycy nie dostrzegli w Źródle piękna zdjęć (mikrofotografie), efektów specjalnych, ścieżki dźwiękowej oraz gry aktorskiej Jackmana i Weisz. Wszystkie te elementy tworzą przecież hipnotyzującą enigmę, fascynujące doświadczenie emocjonalne, które pragnie się choć w minimalnym stopniu zrozumieć.

Advertisement

5. Neon Demon (59%) – trudno było mi uwierzyć, że Neon Demon to wyłącznie ładnie opakowana, uwspółcześniona wersja mitu o Narcyzie oraz nieskomplikowana satyra na świat mody i show-biznesu. Usiadłem więc do filmu Refna z 2016 roku jeszcze dwa razy (Tak! Da się!). Kolejne seanse uświadomiły mi, że Neon Demon jest również, a może przede wszystkim straszną opowieścią o czarownicach i ich rytuałach.

Jest w filmie wiele wskazówek i elementów surrealistycznych, które na to wskazują. Gorąco zachęcam was zatem do obejrzenia neonowego demona w tym świetle. Gwarantuję, że otrzymacie spójną i szaloną historię o pozornie pięknych wiedźmach, zainspirowaną życiorysem ekscentrycznej Elżbiety Batory.

Advertisement

Tomasz Ludward

1. Apartament (27%) – amerykański remake francuskiego filmu Gilles’a Mimouniego ogląda się jak wielkomiejską baśń. Max, młody biznesmen, szuka swojej dawnej miłości, brodząc w retrospekcjach, dziwnych zbiegach okoliczności i fałszywych tropach, które zostawia za sobą Liza. Senną atmosferę Chicago, która rzadko okazuje się sprzymierzeńcem bohaterów, podkreśla wyrazisty songtrack i atmosferyczna ścieżka dźwiękowa Cliffa Martineza – byłego perkusisty Red Hot Chili Peppers. Fakt, że Apartament trąci zgnilizną, zawdzięcza zewsząd kulejącej logice i mazgającemu się Joshowi Hartnettowi, który, choć świetnie radzi sobie w marketingu, ma poważny, często trudny do uzasadnienia problem z płcią przeciwną.

2. K-Pax (42%) – tak, ten film również oberwał od krytyków. Większość widzów była jednak zgodna – przejmująca opowieść Prota, kosmity w ciele człowieka, zapada w pamięć nie tylko za sprawą Kevina Spaceya i partnerującego mu na ekranie Jeffa Bridgesa. To traktat o relacjach, zadający pytanie, jak postrzegamy siebie i otaczające nas społeczeństwo. Za punkt centralny przyjmuje popularny motyw dziwaka, który motywuje najbliższych do odnalezienia w sobie najczystszych ludzkich odruchów. Nie wszystkich przekonał jednak ten wycinek z terapii psychologicznej, którą K-Pax po części jest. Niechlubne 42% świadczy, że pacjent wymagał najwyraźniej zupełnie innego podejścia.

Advertisement

3. Kung Pow! Enter the Fist (13%) – totalny absurd, który wyśmiewa chińskie kino kopane z lat 70. i parę innych produkcji, na przykład Króla Lwa. Naszpikowany dziwactwami, tragicznymi efektami specjalnymi i surrealistycznym dubbingiem Kung Pow! Enter the Fist ogląda się, by zajrzeć w chorą wyobraźnię Steve’a Oedekerka, która dyktuje mu kolejne głupkowate gagi, nie zważając na ich zasadność. Bo jak wytłumaczyć krowę znającą tajniki kung-fu albo śmierć mistrza wschodnich sztuk walki poprzedzoną reklamą produktów spożywczych, które rekomendują bohaterowie, w tym sam konający? To specyficzna rozrywka narażona na zdecydowane potraktowanie z buta (13% na RT), ale nie typowa komediowa szmira. Kung Pow! jest oryginalny i zabawny na swój pokręcony sposób.

4. Vanilla Sky (42%) – sztandarowe dzieło Camerona Crowe’a, króla popkultury, który zanim poświęcił się branży filmowej, był redaktorem magazynu „Rolling Stone”. Jako sensualna laurka życia i wszystkich rozkoszy oraz trosk z nim związanych Vanilla Sky odsłania zawiłą jak świński ogon fabułę, w której milioner David Ames – w tej roli Tom Cruise – ma wszystko, co tylko można sobie wymarzyć. Crowe używa Amesa by zmielić kilka gatunków filmowych, od romansidła, przez thriller, aż do sci-fi przechodzącego w swoistą dystopię. Krytycy nie kupili obrazu, zarzucając mu infantylność i przesycony mądrościami à la Paulo Coelho język, ale Vanilla Sky ma to coś, co, pomimo wad, sprawia, że film ogląda się z zawstydzającą przyjemnością.

Advertisement

5. Gniew oceanu (47%) – człowiek kontra żywioł spod znaku filmowego patosu od Wolfganga Petersena. Grupa rybaków postanawia wypłynąć na pełny ocean, by tam po raz ostatni w sezonie zarzucić sieci. Załoga statku wkrótce musi stawić czoła huraganowi, który wywołał faktyczny sztorm w 1991 roku. Pomoże im przy tym braterstwo, niestrudzona chęć powrotu do domu i budżet filmu, który pochłonął 140 mln dolarów. Petersen nakręcił amerykański film katastroficzny z fantastyczną oprawą, choć najwyraźniej zbyt ckliwą narracją. Jego Gniew oceanu być może stałby się bardziej aktualny dziś z widmem katastrofy klimatycznej na horyzoncie.

Agnieszka Stasiowska

Najciekawsze aktorskie występy SŁYNNYCH REŻYSERÓW

1. Footloose (51%) – OK, ta pozycja może być odrobinę naciągana, bo do progu 60% Footloose brakuje w zasadzie niewiele. A jednak brakuje. I o ile rozumiem, że nie jest to arcydzieło na miarę Ojca chrzestnego, o tyle nie zgadzam się na jego lekko gnijącą pozycję. Muzyka jest świetna, sceny taneczne bardzo dobre, a za typowym teen drama idzie trudny temat akceptacji straty i bólu po wielkiej tragedii.

Advertisement

2. Władcy ognia (42%) – przyznaję, że kiedy oglądałam Władców ognia po raz pierwszy, nie byłam pod wrażeniem. Przypadkiem jednak trafił mi się seans drugi i nie żałuję, bo Matthew McConaughey w roli Dentona van Zana to absolutna perełka, która w towarzystwie jak zwykle świetnego Christiana Bale’a z powodzeniem wynagradza niezbyt wysokich lotów efekty specjalne i mielizny scenariusza.

3. Sypiając z wrogiem (20%) – być może dla wielu Sypiając z wrogiem to kolejny nudny film obyczajowy. Ja jednak przy okazji każdego seansu – a było już ich kilka – czuję się mocno niepewnie pod ewidentnie psychopatycznym spojrzeniem Patricka Bergina. Przemoc domowa to temat trudny, a Sypiając z wrogiem pokazuje, że nie zawsze musi mieć ona miejsce w slumsach. Aktorsko film wypada bardzo dobrze, a jego przekaz jest dziś tak samo aktualny jak 30 lat temu.

Advertisement

4. Życie za życie (19%) – 19%? Poważnie…? Uwaga, uzasadnienie brzmi: zamiast przedstawić przekonujący argument przeciwko karze śmierci, ten niewiarygodny, zagmatwany thriller wali widza po głowie swoim przesłaniem. Osobiście uważam, że taka właśnie jest rola tego typu filmów – walić po głowie. Bo przynajmniej w moim przypadku działa to o wiele skuteczniej niż wykwity typu laurka na cześć siostry Prejean.

5. Johnny Mnemonic (19%) – cóż mogę powiedzieć, od lat uwielbiam ten film. Być może to moja guilty pleasure, a być może nie jest taki zły – do mnie, jako do fanki cyberpunku w każdej postaci, trafia na pewno. No i dodam tylko jedno – Keanu Reeves to wartość sama w sobie, jak zawsze robi niezłą robotę, natomiast Dolph Lundgren jako Kaznodzieja to doświadczenie, którego życzę każdemu. Na zdrowie.

Advertisement

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *