Publicystyka filmowa
ZAPOMNIANE filmy SCIENCE FICTION z lat 70., które TRZEBA znać
10 wyjątkowych filmów SF lat 70.
Tekst pierwotnie opublikowany 26.02.2022.
Mieliście już okazję zapoznać się z zapomnianymi filmami science fiction lat 90. i 80. Nie pozostaje nam nic innego jak przenieść się do lat 70. Był to wspaniały okres dla filmowej fantastyki naukowej. Twórcy coraz odważniej poczęli nawiązywać do gatunkowej tradycji, oryginalnie ją przetwarzając. To wówczas powstały filmy SF, które na stałe zmieniły gatunek, takie jak: Mad Max, Solaris, Bliskie spotkania trzeciego stopnia, Mechaniczna pomarańcza czy w końcu Obcy – ósmy pasażer Nostromo. To zestawienie składa się z tytułów z lat 70., które są co prawda o wiele mniej znane, ale każdy fan SF powinien zobaczyć je przynajmniej raz.
Kwintet
Jeżeli lubicie filmowe zaskoczenia, ten film jest idealny dla was. Po pierwsze dlatego, że został nakręcony przez reżysera, który w żaden sposób do gatunku SF nie pasuje. Kwintet to film Roberta Altmana, znanego głównie (choć nie tylko) z kameralnych dramatów obyczajowych. Drugie zaskoczenie wiąże się z gwiazdą tego widowiska. W filmie wystąpił bowiem Paul Newman, któremu także ścieżki kariery nie układały się po linii fantastyki naukowej (czego nie można powiedzieć o takim na przykład Charltonie Hestonie).
Trzecie zaskoczenie wiąże się już z samym meritum, produktem, jaki otrzymujemy w wyniku połączenia tych dwóch osobowości na jednym ekranie. Bo choć plakat i tematyka sugerują Mad Maxa w krajobrazie zimowym, to jednak mamy tu do czynienia z wyjątkowo oryginalnym filmem postapokaliptycznym, kładącym nacisk bardziej na atmosferę niż samą treść. To nie zasady tytułowej gry, powołanej w zniszczonym, otulonym śniegiem świecie, są tu najważniejsze. Istotne jest samo granie i towarzyszące temu, podtrzymujące na życiu emocje. Niekiedy wieje nudą, ale warto Kwintetowi poświęcić czas, choćby w ramach ciekawostki.
THX-1138
Wielu fanów fantastyki po prostu przeskroluje ten fragment, uznając go za wyjątkowo oczywisty. Ja jednak wciąż mam wrażenie, że nie każdy wie, w jaki sposób rozpoczynała się kariera w kinie słynnego już George’a Lucasa. Nim twórca ten zaprojektował cały świat Gwiezdnych wojen, dał światu taki oto, bardzo ciekawy, oryginalny antyutopijny utwór, który lata później posłużył jako wzór dla Wyspy Michaela Baya. Słychać tu głosy literackich wzorów, takich jak Nowy wspaniały świat, Rok 1984 czy Powrót z gwiazd Stanisława Lema. Na pierwszym planie mamy z kolei zapomnianą rolę Roberta Duvalla, grającego jednostkę pragnącą wyzwolenia z opresyjnego systemu.
Warto wrócić do tego filmu, by raz jeszcze przyjrzeć się jego ciekawej, skąpanej w czerni i bieli aranżacji oraz uzyskanemu dzięki temu, niepokojącemu klimatowi. Kto zna ten film, pewnie się zgodzi z tym, że to jeden z ważniejszych filmów SF tamtych lat, choćby z tego względu, jak sprawnie zamienia w obraz to, co wcześniej wyobrażaliśmy sobie, czytając klasyki gatunku.
Aleja potępionych
Uwaga, przygotujcie się na solidną ilość kiczu. To jeden z tych filmów, który wygląda jak rasowe kino klasy B. Przydałby się tu lifting, film z 1977 roku stanowi więc gotowy materiał pod remake. Bo pomysł wyjściowy jest tu cholernie intrygujący i bardzo plastyczny. Po zniszczonym świecie jeździ sobie opancerzony samochód z grupą śmiałków. Zależy im na odnalezieniu śladów cywilizacji. Jak łatwo się domyślić, natrafiają na wiele przeszkód. Lubię ten film za energię, prostotę i za postapokaliptyczny klimat. Warto dodać, że scenariusz powstał na podstawie powieści o tym samym tytule autorstwa Rogera Zelazny’ego – jednego z guru SF. Ciekawostka obsadowa – gdybyście nie poznali, w postać Billy’ego wcielił się młody Jack Earle Haley, niezapomniany Rorschach z Watchmen.
Człowiek, który spadł na ziemię
Czy wiecie, że jest taki film science fiction, w którym zagrał sam David Bowie? I to film, dodajmy, nie byle jaki! Nakręcony w 1976 roku, opowiada o kosmicie, który przybywa na Ziemię w celu skorzystania z jej dobrodziejstw natury. Jako że pochodzi z planety, na której brakuje wody, szybko orientuje się, że „błękitna planeta” będzie najlepszym miejscem do uzupełnienia zasobów. Przybiera postać człowieka, z czasem zamieniając się w niego dosłownie, z całym dobrodziejstwem inwentarza. Człowiek, który spadł na ziemię działa niczym przypowieść, ponieważ celem tej historii jest obnażenie wszelkich ludzkich przywar, z chciwością i egoizmem na czele.
Jest to kino wymagające, często posługujące się symbolem i stawiające na niedopowiedzenia. Dużo w tym dusznym klimacie filozofowania o kondycji człowieka, dużo ukrytych w gestach i mimice niuansów aktorskich, podkręcających wrażenie wyjątkowości filmu.
Niemy wyścig
Kino SF lat 70. zaczęło dochodzić do proekologicznych wniosków. Niemy wyścig jest tego przykładem. Główny bohater, botanik na stacji badawczej, buntuje się bowiem przeciw nakazowi, jakoby miały zostać zniszczone ostatnie okazy ziemskiej roślinności. Według niego zadałoby to kłam całej misji, mającej na celu przywrócenie życia na zniszczonej po wojnie nuklearnej Ziemi. Robi więc co może, by zniweczyć te plany, a wspierają go przy tym sympatyczne roboty. Warto zresztą zaznaczyć, że Niemy wyścig nie tylko wyróżnia się ciekawymi efektami specjalnymi, ale także został wyreżyserowany przez kogoś, kto efektom specjalnym poświęcił całe życie.
Douglas Trumbull to bowiem facet, który odpowiada za wszystkie wizualne bajery w takich filmach jak Odyseja kosmiczna czy Łowca androidów. Bez niego klasyki SF nie byłyby takie same.
Zardoz
Dacie wiarę, że w latach 70. światło dzienne ujrzał film SF, w którym po ekranie biega przebrany w czerwone gacie Sean Connery? Jakby tego było mało, wydarzenia w filmie wyglądają tak, jakby reżyser, John Boorman, spożył solidną dawkę LSD, nim stanął za kamerą. Jak inaczej interpretować wielką, przerażającą głowę, symbolizującą Boga, zawieszoną gdzieś w powietrzu, która przestrzega nas, że pistolet jest dobry, ale penis już nie? Trzeba przyznać, że w tej wizji chęć przywrócenia świata po katastrofie ma charakter wybitnie seksualny. Zardoz to bowiem zmysłowa i intelektualna rozpusta. To film, który jest tak szalony, tak idiotyczny momentami, tak oniryczny, że aż fascynujący. Trudno nie uznać go za dzieło na swój sposób kultowe, osobliwe, jedyne w swoim rodzaju. W ramach filmowej ciekawostki – warto, a nawet trzeba się z nim zapoznać, choć ogląda się momentami ciężko.
Diabelskie nasienie
Film z 1977 roku swego czasu określiłem mianem Dziecka Rosemary gatunku SF, z tego względu, że przy użyciu technologicznych rozwiązań ponownie sprowadza na świat demona. Fabuła opowiada o naukowcu, który jest w posiadaniu superkomputera. Maszyna wkrótce zyskuje samoświadomość i wdraża przerażający plan, mający na celu… zapłodnienie kobiety. W kulminacyjnym momencie filmu piękna Julie Christe wpada w zastawione przez komputer sidła. I choć nie ma on humanoidalnej postaci, to okazuje się zabójczo skutecznym, seksualnym oprawcą. Diabelskie nasienie może wygląda momentami niedorzecznie i pokracznie, ale w swej istocie przekazuje bardzo ciekawe spostrzeżenie. Jeśli Sztuczna Inteligencja jest już faktem, to należy się zastanowić, czy na naszych oczach nie tworzy się właśnie nowy gatunek, który prędzej czy później będzie chciał się reprodukować.
Projekt Forbina
Superkomputer po raz drugi. Najwyraźniej wpływ Odysei kosmicznej na kino lat SF lat 70. był ogromny, stąd kolejna niepokojąca wizja, uwzględniająca chęć przejęcia kontroli przez SI nad człowiekiem. Komputery wówczas jeszcze raczkowały, ale najwyraźniej już wtedy pojawiła się dogodna przestrzeń do siania niepokoju. Projekt Forbina uzupełnia lęk przed wojną, który od zakończenia II wojny światowej był w społeczeństwie dość silny – vide zimnowojenne napięcia. Fabuła filmu opowiada o doskonałym komputerze, szczytowym osiągnięciu nauki, mającym kontrolować system rakiet.
Człowiek od momentu stworzenia Kolosa, bo tak nazywa się komputer, ma już spać spokojnie, ponieważ powierza swoje bezpieczeństwo tworowi, który nie popełnia błędów. Jak się jednak okazuje, błędem było w ogóle stworzenie tej maszyny, ponieważ po skomplikowanych obliczeniach dochodzi ona do wniosku, że ludzkość nie zasługuje na istnienie. Akcja Projektu Forbina rozgrywa się na ograniczonej przestrzeni, można powiedzieć, że niewiele się tu dzieje, choć napięcia w filmie nie brakuje.
Ciemna gwiazda
Film Johna Carpentera z 1974 roku, nakręcony jeszcze przed największymi sukcesami reżysera, należy do kategorii filmów tak niedorzecznych, że aż skrycie genialnych. Podszyta dużą dawką humoru historia astronautów, którzy podróżują po kosmosie, niszcząc poszczególne planety, tylko z pozoru jest filmem banalnym. Tak naprawdę ta B-klasowa, niskobudżetowa to film, który miał wysłać krytyczny komentarz odnośnie do działań wojennych w Wietnamie, ukazując bezsens ekspansywnych zapędów człowieka. Na statku kosmicznym pojawia się w dodatku kosmita utrudniający pracę załodze. Z racji ograniczonego budżetu na projekt potwora musiała wystarczyć odpowiednio przerobiona plażowa piłka (sic!).
Efekt jest tak zaskakujący, jak infantylny i autentycznie śmieszny. Lata później odpowiedzialny za scenariusz Dan O’Bannon wykorzystał zaprezentowane w Ciemnej gwieździe pomysły w innym filmie. Nie mylicie się – tak powstał Obcy – ósmy pasażer Nostromo.
Tajemnica Andromedy
Za podstawę do scenariusza wykorzystano książkę Michaela Crichtona pt. Andromeda znaczy śmierć, przez co czasami tytuł filmu z 1971 roku występuje właśnie w takiej formie. Film można traktować jako stylistyczną odpowiedź na tradycję zapoczątkowaną przez Odyseję kosmiczną. Mamy tu bowiem do czynienia z realizacją założeń twardej fantastyki. Tajemnica Andromedy we wszystkim, co pokazuje i o czym opowiada, stara się być zatem maksymalnie wiarygodna. To nie jest zatem typowy film SF, którego motywem przewodnim jest zetknięcie ludzkości z obcą formą życia.
Nie ma tu zielonych ludków. Jest za to obcy wirus, który może zdziesiątkować ludzkość, jeśli naukowcy nie poświęcą mu należytej uwagi. W trakcie seansu napięcie rośnie, choć akcja odbywa się głównie w zamkniętej przestrzeni. To z pewnością jeden z najlepszych filmów SF tamtych lat, zwłaszcza za sprawą solidnej realizacji. Rzadko jednak widać go w zestawieniu z popularniejszymi tytułami.
