W czym INIEMAMOCNI biją na głowę filmy Marvela i DC?
Rodzina
Chociaż to Marvel (a w tym przypadku Fox) ma w swojej stajni najbardziej znaną komiksową rodzinę, to trzy podejścia do ekranizacji przygód Fantastycznej Czwórki nie były nawet połowicznie (nawet w ćwierci) tak udane jak to, co widzimy w Iniemamocnych. To prawdziwa rodzina i chociaż pełna niezwykłych mocy, to mająca takie same problemy jak każda inna. Bezmyślnie przytakujący ojciec, mająca wszystko na głowie matka, łobuziarski syn i wycofana córka. Kto nie widział takiej rodziny? Najważniejsze jednak, że gdy pojawia się zagrożenie, wszyscy wiedzą, jak bardzo mogą na siebie liczyć.
Kryzys wieku średniego
Niesamowity wciąż wydaje mi się fakt, że Brad Bird tak naprawdę osią swojego dzieła (skierowanej głównie jednak do dzieci animacji i filmu superbohaterskiego sprzed czternastu lat) uczynił kryzys wieku średniego głównego bohatera – emerytowanego herosa. Bob nienawidzi swojej pracy (zwróciliście kiedyś uwagę, że nawet jego biurowy boks nie jest standardowy, a w połowie zajmuje go potężny betonowy filar?), stania w korkach, nudnego życia na przedmieściach. Kiedy tylko może, wymyka się z domu, aby wraz z oddanym kumplem wracać do “kawalerskiego” życia. W końcu sztucznie się odmładza i potajemnie wraca do branży. Takich wątków raczej nie uświadczymy w filmach Marvela i DC – może poza znudzonym miliarderem, który bez większego powodu postanawia zamordować Supermana.
Syndrom
Podobne wpisy
Przeciwnicy filmów Marvela zarzucają im brak charyzmatycznych antagonistów, oddani fani przeciwnie – konkurencji zbyt duże skupianie się na nich. I tutaj właśnie przeciwnik animacji Pixara – Syndrom – jawi się jako idealny zbiorczy portret toksycznego fandomu. To nerd i fanboy, który postanawia zniszczyć i stworzyć na nowo całą ukochaną franczyzę, kiedy ta przestaje spełniać jego oczekiwania. Twórca Iniemamocnych znów przynajmniej o dekadę wyprzedza swoje czasy.
Dubbing
Znacie to okropne uczucie, kiedy zwiastun kolejnego filmu Marvela atakuje was w kinie wersją z dubbingiem? A może mieliście okazję usłyszeć niesławną zdubbingowaną wersję dialogu między Supermanem a Batmanem w Batman v Superman? W przypadku filmu Brada Birda wasze uszy nie będą krwawić, bo przygotowany na polski rynek dubbing to arcydzieło samo w sobie. Pomijając już świetną Dorotę Segdę, fenomenalnie bawiącą się Korę czy Piotra Adamczyka w swojej życiowej roli, Piotr Fronczewski jest dla mnie jedynym prawdziwym Panem Iniemamocnym. A scena jego kłótni z Elastyną w pierwszej połowie filmu to aktorskie Mount Everest.
Iniemamocni to film wyjątkowy i chociaż lubiany, mam wrażenie, że mocno niedoceniany. Zwróćmy uwagę, że pomysły, rozwiązania, gry konwencjami, które Brad Bird zaproponował prawie piętnaście lat temu, dopiero dziś konkurencja dogania. Zatem zanim udacie się do kina na sequel, koniecznie odświeżcie oryginał.