search
REKLAMA
Seriale TV

TRYGONOMETRIA. Bo do tanga trzeba trojga

Marcin Kempisty

29 listopada 2020

REKLAMA

Artyści już na wiele sposobów przepracowywali temat miłości i związanych z nią – czasami tragicznych – konsekwencji. Weszliśmy w etap historii, w którym konstelacja damsko-męska przestała być dominującą, a na równi zostały postawione także relacje osób tej samej płci. Nic więc dziwnego, że pojawiły się także produkcje podważające prymat związków składających się z dwóch części. Być może jest tak, że jedna osoba nie jest w stanie zaspokoić indywidualnych pragnień i pogoń za szczęściem powinna się odbywać w szerszym gronie?

Powyższe zagadnienie jest stare jak świat, w końcu kontakty międzyludzkie naznaczone są płynnością, zaś wielu przedstawianych bohaterów uważa, że monogamiczność jest jedynie ograniczającym piętnem. Z tego powodu, gdy przychodzi do rozmowy o miłości, bywa ona przedstawiana jako jednostronny projekt bez równego udziału ze strony drugiej połówki. Schemat jest prosty: osoby są w związku, ale jedna z nich szuka przygody/nowej miłości/ucieczki przed rutyną, więc wchodzi w relację z kimś innym. Powstaje trójkąt, w którym ktoś nie wie o oszustwach i zdradach. Ów schemat jest tak często powielany, że z łatwością da się odnaleźć tytuły dzieł kultury, w ramach których artyści przepracowują zagadnienie niemożności stworzenia monogamicznej relacji z powodu wrodzonego zła lub po prostu innego funkcjonowania natury ludzkiej, aniżeli zostało to narzucone w ramach obowiązujących norm społecznych.

Trygonometria

Tymczasem twórcy Trygonometrii od innej strony ugryźli melodramatyczny wątek splotu losów trzech ciał. O ile wcześniej taki układ z założenia determinował przykre konsekwencje, o tyle serial BBC wnosi znacznie więcej optymizmu w myśl o możliwości prowadzenia życia zgodnie z dewizą szczerej i niczym nieskrępowanej miłości. Oczywiście, początki nie są usłane różami, a fala nowego rodzaju uczuć zostaje przykryta niezręcznością, nieśmiałością oraz lękiem przed reakcjami otoczenia. Te wszystkie niuanse są fantastycznie chwytane przez reżyserkę pięciu z ośmiu odcinków – Athinę Rachel Tsangari – potrafiącą w zwyczajnych chwilach zwrócić uwagę na drżenie mięśni lub ukradkowe spojrzenie zdradzające wewnętrzny niepokój bohaterów. Dzięki niej spojrzenie kamery nie jest w żaden sposób oceniające, lecz czule przygląda się perypetiom zagubionych millenialsów pragnących jedynie ciepła, zrozumienia i miłości.

Choć Trygonometria jest przede wszystkim serialem o blaskach i cieniach trzyosobowego związku, to na dalszym planie pojawia się wiele socjologicznych spostrzeżeń dotyczących życia przedstawicieli pokolenia 30+ w wielkomiejskiej dżungli. Już sam początek zdradza społeczne zacięcie twórców: Gemma (Thalissa Teixeira) i jej partner Kieran (Gary Carr) pracują dniami i nocami – ona zakłada knajpkę, on jeździ karetką i pomaga ludziom – a i tak nie stać ich na utrzymanie mieszkania, toteż poszukują współlokatorki, której czynsz mógłby odciążyć ich pod względem finansowym. Na horyzoncie pojawia się Ray (Ariane Labed), ekspływaczka synchroniczna potrzebująca nowego zatrudnienia po tym, jak doznała groźnej kontuzji w trakcie treningu. Wprawdzie utrzymują ją rodzice, ale pragnie wreszcie się usamodzielnić i żyć zgodnie ze swoimi potrzebami.

Londyn jest zatem pełnoprawnym bohaterem serialu, buzującym tyglem wielu kultur, języków i przekonań. Jak zauważa Labed w rozmowie z The Guardian, podoba jej się sytuacja, w której jej bohaterka nie musi zwierzać się z przemyśleń dotyczących życia obcokrajowca na angielskiej ziemi. Po prostu – miasto wchłania osoby z każdego zakątka globu i nikt nie zwraca uwagi na to, czy wypowiadane słowa mają akcent grecki, francuski czy polski. Liczy się jedynie tolerancja oraz otwartość na drugiego człowieka. Ale obok tych pozytywnych aspektów jest także element negatywny: metropolia jest bowiem szachownicą dla bogatych deweloperów, dla których tkanka miasta nie ma znaczenia, a liczy się stawianie kolejnych budynków przynoszących zyski, o czym przekona się w pewnym momencie Gemma.

Jednakże Trygonometria to przede wszystkim historia młodych ludzi uwikłanych w tożsamościowy galimatias, nadal będących w pogoni za “prawdziwym ja”. Kolejne odcinki pokazują, jak miotają się między sprzecznymi emocjami, próbując uporać się z tym, czego naprawdę pragną. We wspomnianym wyżej wywiadzie Labed zauważyła, że to nie jest serial, w którym tylko oglądamy trójkę osób uprawiających seks. Gdyby to była produkcja Netfliksa, to pewnie już w pierwszym odcinku doszłoby do stosunku, tymczasem Brytyjczycy postawili na emocje, a nie seksowne obrazki, co jednak nie zmienia faktu, że między trójką bohaterów tworzy się intensywne napięcie erotyczne. Tsangari woli pokazywać z bliska dłonie przesuwające się po skórze i przeciągać wstrzemięźliwość wbrew popędom, ponieważ to w niej, a nie w szybkim rozładowaniu potrzeb, tkwi źródło dramaturgii i sensualności tego serialu. 

Trygonometria

Trygonometria plasuje się w tegorocznej czołówce, jeżeli chodzi o sposób nakręcania emocjonalnego napięcia. W każdej scenie aktorzy pracują dla dobra ogółu, subtelnie realizując plan możliwie jak najdokładniejszego przedstawienia stanu duszy bohaterów. A w dodatku jak to jest fantastycznie zrealizowane! Nareszcie mało jest w tle rzewnych melodii na siłę wyciskających łzy z oczu widzów. W końcu kamera pracuje na równi z wykonawcami, raz z drżeniem spoglądając to w jedną, to w drugą stronę, gdy próbuje nadążyć za dynamiką relacji, raz w długich minutach śledząc kolejne perypetie Gemmy, Ray i Kierana. Najlepiej to widać w trakcie fenomenalnego mastershota z czwartego odcinka, gdy postacie nie mogą znaleźć chociaż kilku sekund na rozmowę dotyczącą narastających między nimi trudności.

Tytuł BBC można bez końca rozkładać na czynniki pierwsze, a wnikliwsza lektura scenariusza może służyć za podręcznik rozpisywania konfliktów. Historia trzech osób pragnących miłości to rewelacyjne studium pogubienia przedstawicieli pokolenia, które nie załapało się na gospodarczą hossę, a jednocześnie nie przystosowało się jeszcze za młodu do rewolucji cyfrowej. Kieran, Gemma i Ray to reprezentanci grupy “analogowej”, nadal zmuszonej do przecierania szlaków, jeżeli chodzi o sposób funkcjonowania w społeczności, a przede wszystkim przypartej do ekonomicznego muru z powodu wielopłaszczyznowego kryzysu, którego mimowolnie stali się ofiarami.

Mimo wielu przeszkód na drodze trójka kochanków walczy o zasmakowanie upragnionej miłości, przez co Trygonometria staje się pozytywną opowieścią o sile uczuć zdolnych do przezwyciężenia każdej trudności. Wydaje się, że w dobie skomercjalizowania przeżyć takie historie są pocztówkami ze starego świata, do którego jednak warto wracać za wszelką cenę.

Marcin Kempisty

Marcin Kempisty

Serialoholik poszukujący prawdy w kulturze. Ceni odwagę, bezkompromisowość, ale także otwartość na poglądy innych ludzi. Gdyby nie filmy Michelangelo Antonioniego, nie byłoby go tutaj.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA