search
REKLAMA
Fantastyczny cykl

TEST PILOTA PIRXA (1978). 40 lat od premiery adaptacji opowiadania Stanisława Lema

Jakub Piwoński

11 września 2018

REKLAMA

Jeśli mowa o polskim science fiction, to pierwszym nazwiskiem cisnącym się na usta jest Stanisław Lem. Ten bez wątpienia najwybitniejszy polski pisarz fantastyki naukowej oraz zaprawiony futurolog stworzył szereg znanych na całym świecie dzieł podejmujących temat rozwoju technologii, kontaktu z kosmiczną inteligencją czy w końcu natury człowieka. Mam jednak wrażenie, że potencjał tkwiący w jego twórczości wciąż nie został należycie wykorzystany i przełożony na język filmu.

Nie oznacza to jednak, że nie ma ciekawych adaptacji jego twórczości. Takie istnieją i jest ich co najmniej kilka. Wcześniej w cyklu wspominałem o Przekładańcu Andrzeja Wajdy, powołanym na bazie opowiadania Czy pan istnieje, Mr. Johns? To jednak film krótkometrażowy. Z kolei jednym z najlepszych filmów dających możliwość zapoznania się z myślą Lema w pełnym wymiarze jest Test pilota Pirxa z 1978, obchodzący w tym roku czterdziesty jubileusz. Choć film mocno się już zestarzał, zwłaszcza od strony technicznej, to zważywszy na to, że nie powstało wiele dobrych produkcji SF na rodzimym podwórku, każdy sympatyk gatunku powinien się z nim zapoznać.

Przytaczając najważniejsze fakty o filmie, warto wiedzieć, że to polsko-radziecka koprodukcja, która powstała na bazie opowiadania Rozprawa, będącego częścią zbioru Opowieści o Pilocie Pirxie z 1968. Reżyser filmu Marek Piestrak napisał scenariusz Testu… wespół z Vladimirem Valutskim. Zdjęcia do filmu tworzone były we Wrocławiu, w pałacu w Mosznej, ale także w Paryżu. W roli głównej wystąpił Sergei Desnitsky, który został zdubbingowany głosem Zygmunta Hübnera. Tyle. A o czym film opowiada?

Akcja dzieje się w bliżej nieokreślonej przyszłości. Głównym bohaterem i zarazem narratorem utworu jest komandor Pirx. Otrzymuje on rozkaz objęcia dowództwa na statku kosmicznym lecącym w stronę Saturna. Ta wyprawa ma jednak ukryty cel. Wśród załogantów znajduje się android, którego Pirx musi wykryć. Misja ma na celu udowodnienie przydatności humanoidalnego produktu (z serii tzw. „nieliniowców skończonych”), zanim zostanie on wypuszczony na rynek. Pirx musi przede wszystkim dokonać oceny od strony behawioralnej, czyli sprawdzić, jak syntetyczny osobnik zachowuje się w ekstremalnych warunkach. Nie wie jednak, że jeśli nie rozpozna go w porę, może przyczynić się do tragedii.

Wraz ze startem statku kosmicznego rozpoczyna się gra pozorów. Pirx z początku nie wie, w jaki sposób rozpoznać w ludzkiej załodze niepasujące ogniwo. Zadania nie ułatwiają mu załoganci, którzy co rusz dostarczają Pirxowi sprzeczne sygnały, nakierowując jego podejrzenia na kolejnych członków. Trudno się w tym gąszczu osądów odnaleźć zarówno bohaterowi, jak i widzowi, co na swój sposób tworzy jedyny w swoim rodzaju paranoiczny klimat, podkreślony nieśpiesznym tempem akcji, nastrojową muzyką oraz świetną grą świateł. Ostatecznie Pirx postanawia podjąć ryzyko i wystawić swoją załogę na najwyższą próbę. To ona zdemaskuje robota, uwidaczniając jednocześnie niezwykły paradoks jego konstrukcji.

Scenariusz nie trzyma się opowiadania kurczowo. Piestrak pozwolił sobie spłycić finałową konkluzję wypowiadaną słowami komandora Pirxa, podsumowującą rywalizację człowieka z robotem i brzmiącą w oryginale bardzo dosadnie. Na szczęście główne przesłanie Lema zostało nienaruszone. Test pilota Pirxa zestawia człowieka z maszyną po to, by wykazać, w czym kryje się wyjątkowość tego pierwszego i na czym polega człowieczeństwo. Wnioski Lema powtórzone przez Piestraka są zaskakujące. Siłą człowieka są jego ułomności. Z kolei największą wadą robota tworzonego według wyśnionego wzoru doskonałości jest to, że w porównaniu do człowieka tych wad nie posiada. Bezwzględnie skuteczna logika, napędzająca mechanizm syntetyka, w konsekwencji doprowadza go do zguby. Przewagą człowieka jest w tym wypadku to, że targany emocjami, potrafi w kryzysowej sytuacji wątpić. I jest to według Lema podstawa naszej inteligencji.

Dalece krzywdzące jest patrzenie po latach na Test pilota Pirxa przez pryzmat jego ubogiej, przestarzałej formy. Gdy zwraca się uwagę na scenograficzne uproszczenia widoczne na statku kosmicznym, trudno uciec od wrażenia, że film ewidentnie trąci myszką. Z kolei metodą na przeniesienie w przyszłość widza, gdy akcja filmu trwa jeszcze na Ziemi, była… zmiana miejsca zdjęć, z zaściankowej Polski na Francję. Do filmu podszedłem z otwartym umysłem, bez jakichkolwiek oczekiwań i przyznam, że za sprawą niedostatków technicznych bardzo trudno było mi przebrnąć przez kilkanaście pierwszych minut seansu.

Dwie rzeczy trzeba jednak filmowi oddać i przez ich pryzmat patrzeć na to dzieło po czterdziestu latach od jego premiery. Po pierwsze, jest to jeden z pierwszych i nielicznych przykładów polskich filmów science fiction, których akcja rozgrywa się w kosmosie. I ten kosmos faktycznie da się poczuć, chociażby za sprawą koślawej pod względem wizualnym, acz ujmującej w rezultacie, sceny lotu przez pasmo asteroid. Po drugie i najważniejsze, to jeden z ciekawszych moim zdaniem przykładów filmów science fiction, w wymiarze nie tylko polskim, ale i ogólnym, podejmujących temat rywalizacji człowieka z humanoidalną maszyną, stanowiącą dla niego bezpośrednie zagrożenie.

Tym razem nie chodzi bowiem o toporną i nierówną walkę z wykorzystaniem argumentu siły oraz o katastrofizm będący konsekwencją tej relacji. Test pilota Pirxa jest raczej wyniesioną do rozmiarów filmu wersją przeprowadzanego przez Ricka Deckarda w Łowcy androidów testu Voighta-Kampffa. Odpowiadając na pytanie, kim jest android, stanowiący krzywe zwierciadło nas samych, zagłębiamy się jednocześnie w głąb własnej duszy, grzebiąc w naszych największych słabościach. Słabościach podkreślających wyjątkowość naszego gatunku.

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Kulturoznawca, pasjonat kultury popularnej, w szczególności filmów, seriali, gier komputerowych i komiksów. Lubi odlatywać w nieznane, fantastyczne rejony, za sprawą fascynacji science fiction. Zawodowo jednak częściej spogląda w przeszłość, dzięki pracy jako specjalista od promocji w muzeum, badający tajemnice początków kinematografii. Jego ulubiony film to "Matrix", bo łączy dwie dziedziny bliskie jego sercu – religię i sztuki walki.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA