search
REKLAMA
Seriale TV

SUKCESJA. „All the Bells Say”, czyli SCENARIUSZOWA PERFEKCJA finału na miarę Szekspira

Wspominamy najlepszy odcinek „Sukcesji”. Produkcja HBO już we wrześniu powalczy o nagrody Emmy.

Jakub Piwoński

21 sierpnia 2022

REKLAMA

W poprzednim odcinku #23. SUKCESJA. „All the Bells Say”, czyli SCENARIUSZOWA PERFEKCJA finału na miarę Szekspira

Nie od dziś wiadomo, że z rodziną najlepiej wychodzi się tylko na zdjęciu. Stwierdzenie to zdaje się lejtmotywem produkcji HBO, która od kilku lat święci triumfy w kolejnych plebiscytach. Cenimy w Sukcesji przede wszystkim błyskotliwość scenariusza i wybitne role aktorskie. Jest jednak coś niepokojącego w tym, że tak silnie oddziałujący na nas serial w gruncie rzeczy opowiada o upadku idei rodziny i o tym, że jeżeli chce się na coś liczyć, trzeba liczyć głównie na siebie.

Akcja w Sukcesji rozgrywa się niczym w szekspirowskiej tragedii. Jest władza do przejęcia i sępy, które czyhają na swój kawałek. Poznajemy potentata medialnego Logana Roya, króla świata nie tylko z nazwiska, do którego nieubłaganie zbliża się jesień życia i zasłużony odpoczynek. Ma czwórkę dzieci, jest więc komu przekazać koncern medialny. Chorobliwie ambitny Kendall, ekscentryczny Roman, rezolutna Shiv czy idealistyczny Connor? W razie wątpliwości w drugim rzędzie jest także nieco fajtłapowaty zięć Tom. Problem polega jednak na tym, że sędziwy Roy nie ma bladego pojęcia, które z jego dzieci nadaje się do tego, by przejąć po nim schedę. Wikła się w dylematach, co wywołuje zniecierpliwienie wśród potencjalnych następców. Rozpoczyna się swoista „gra o tron”, z tą różnicą, że akcja umieszczona zostaje w biurowcach, a zamiast smoków argumentem przetargowym są ogromne pieniądze. I perspektywa ich mnożenia.

Według mnie Sukcesja jest jednym z najlepiej napisanych seriali telewizyjnych ostatnich lat, jeśli nie tego wieku. Wpływ na to mają nie tylko oryginalne rozwiązania fabularne. Sukcesja to przede wszystkim kapitalne dialogi, które niejednokrotnie wprawiają w osłupienie swą siarczystością i jadowitością (nie wiem, jak często aktorzy wypowiadają słowo „spierdalaj”, ale wydaje mi się, że jest to element składowy tego show). Wsłuchiwanie się w rozmowy bohaterów jest więc doświadczeniem odświeżającym, biorąc pod uwagę, jak bardzo dialogi w serialach są dziś sztampowe i mało autentyczne. Inteligentny, spójny, wciągający scenariusz to jedna rzecz, natomiast druga to postacie odgrywające ten rozpisany w kilku aktach dramat. Wielkość tej produkcji jest mierzona wielkością kreacji, a najpotężniejszą jest ta Briana Coxa, który rządzi zarówno w rodzinie, jak i na ekranie.

Twórcą serialu jest Jessie Armstrong. Jak dotychczas otrzymaliśmy od niego trzy sezony tej rodzinnej sagi. Dwa pierwsze sezony składają się z dziesięciu odcinków, natomiast trzeci, do tej pory ostatni, zawiera dziewięć rozdziałów. Struktura historii ułożona jest w taki sposób, że poszczególne odsłony zaczynają się od mocnego tąpnięcia, a potem napięcie rośnie aż do kulminacyjnego finału. Z tego też powodu zazwyczaj to ostatnie odcinki poszczególnych sezonów Sukcesji okazują się tymi najlepszymi, ponieważ zaskakują nas jakimś szokującym rozwiązaniem fabularnym lub zawierają trzymający w napięciu cliffhanger.

Jeśli miałbym wskazać najlepsze (jak na razie) odcinki Sukcesji, wskazałbym zatem na… trzy jej finały. Natomiast spośród nich zdecydowanie najlepszy jest odcinek wieńczący sezon trzeci pt. All the Bells Say w reżyserii Marka Myloda. Być może uznacie ten wybór za mało oryginalny. Uznałem jednak, że nie sposób zrozumieć, czym Sukcesja jest i o czym opowiada, bez uświadczenia ciężaru dramatycznego tej historii. A najlepiej działa w swych kulminacyjnych momentach, w momencie gdy karty zostają wyłożone na stół, dzieci zaczynają walczyć o swoje, a ojciec, jak to ojciec, pozostaje tymi zagrywkami niewzruszony.

Najlepszy odcinek serialu

All the Bells Say układa się w sposób typowy do tego, co już w serialu widzieliśmy wcześniej, natomiast jest to swoista cisza przed burzą, ponieważ w drugiej połowie tego odcinka otrzymamy od scenarzystów dwie bomby, które przejdą do historii tego telewizyjnego widowiska. Akcja odcinka rozgrywa się podczas ślubu matki rodzeństwa, gdzieś w malowniczej Toskanii. Pierwszy przełomowy moment to ten, w którym trójka rodzeństwa (Roman, Shiv i Kendall) spotyka się razem, dzieląc się uczuciem zrezygnowania. Przed momentem Roman został potraktowany bardzo protekcjonalnie przez ojca, gdy ten odsunął go od stołu negocjacyjnego przedsiębiorcy zainteresowanego kupnem Waystar – rodzinnej firmy. Rodzeństwo czuje się więc zagrożone i zmęczone spiskami ojca. Kendall z kolei przede wszystkim odczuwa ciężar moralnego kaca, z którym boryka się od jakiegoś czasu z powodu swego udziału w śmierci niewinnej osoby.

Rozmowa, której jesteśmy świadkami, boleśnie szczere otwarcie się Kena i reakcja reszty rodzeństwa na spowiedź brata jest według mnie jednym z piękniejszych momentów tego serialu. A to dlatego, że w końcu, po tak długim czasie, na skutek wzajemnych doświadczeń rodzeństwo staje się dla siebie bliskie, rozumiejąc paralelę położeń, w jakich każdy z nich się znajduje. Nie wiadomo, na jak długo odłożyli dzielące ich animozje, ważne, że w tym konkretnym momencie mamy w końcu okazję zobaczyć ich pojednanie. Pyskówki na bok, teraz jesteśmy braćmi i siostrą.

Natomiast drugi moment tego odcinka, który według mnie przejdzie do historii, to jego finałowe sceny, w których rodzeństwo decyduje się na odważną konfrontację z ojcem i zawalczenie o swoje, pod wspólną egidą. Konsekwencje tej ofensywy byliśmy w stanie przewidzieć. Ojciec pozostaje nieugięty, w dalszym ciągu wyraźnie lekceważąco traktując swoich potencjalnych sukcesorów. Natomiast to, czego przewidzieć nie mogliśmy, to sposób, w jaki Logan osiąga przewagą nad rodzeństwem. Okazuje się bowiem, że w najmniej spodziewanym momencie na scenę rozgrywki wkroczył Tom, mąż Shiv, który zdradzając Loganowi plan rodzeństwa, de facto zdradza jednocześnie swoją żonę.

Odwrócenie dynamiki

W ten sposób następuje kompletne odwrócenie dynamiki mocy. Przez cały ten czas podstawową i jedyną przewagą Logana Roya była świadomość, iż jego inteligentne dzieci są tak ambitne i tak bardzo łase na władzę, że nie są w stanie ze sobą współpracować, a co za tym idzie, przeciwstawić się jego supremacji. Natomiast gdy w końcu po kilkunastu rozdziałach tej historii dochodzi do pojednania między rodzeństwem, ojciec wyprzedza dzieci zręcznym ruchem na szachownicy, podkupując sobie fajtłapowatego Toma. W ten sposób Shiv i inni w lot zdają sobie sprawę z tego, że tak jak oni byli lekceważeni przez ojca, tak sami lekceważyli Toma, nie wierzyli w jego potencjał, co w konsekwencji obróciło się przeciwko nim. Mina Shiv w momencie, gdy zdaje sobie sprawę ze swego położenia – bezcenna.

Aktualnie nie mam bladego pojęcia, jak dalej potoczy się historia rodziny Roy. I bardzo dobrze. Czekanie na czwarty sezon tej błyskotliwej produkcji jest o tyle milsze, gdy perspektywa ponownego zaskoczenia jest bardzo realna.

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Kulturoznawca, pasjonat kultury popularnej, w szczególności filmów, seriali, gier komputerowych i komiksów. Lubi odlatywać w nieznane, fantastyczne rejony, za sprawą fascynacji science fiction. Zawodowo jednak częściej spogląda w przeszłość, dzięki pracy jako specjalista od promocji w muzeum, badający tajemnice początków kinematografii. Jego ulubiony film to "Matrix", bo łączy dwie dziedziny bliskie jego sercu – religię i sztuki walki.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA