Connect with us

Publicystyka filmowa

STRACH SIĘ BAĆ. Krótka historia kinowej paranoi

STRACH SIĘ BAĆ to fascynująca podróż przez historię paranoi w kinie, ukazująca, jak strach kształtuje nasze postrzeganie rzeczywistości.

Published

on

STRACH SIĘ BAĆ. Krótka historia kinowej paranoi

Słowo „paranoja” ma ścisłą, językową definicję, która odnosi się do jednostki chorobowej. Przy braku urojeń, zaburzeń toku myślenia, zachowaniu struktury osobowości pacjent przejawia usystematyzowane urojenia, które znacząco wpływają na jego zachowanie i podejmowane decyzje. W przeciwieństwie do urojeń paranoidalnych te paranoiczne dotyczą rzeczy, które autentycznie mogą się wydarzyć. Jednak „paranoję” zapożycza się obecnie do opisu wielu innych zagadnień, wykraczających poza język medycyny, i często rozumie się przez nią masowy, publiczny strach, podszyty zupełnie rozsądnymi i realnymi powodami, przed wydarzeniami lub stanami, które wydają się nieadekwatne do rzeczywistości.

Advertisement

„Paranoja jest jak czosnek w kuchni życia. Nigdy jej za wiele” – stwierdził w swojej najnowszej powieści Bleeding Edge Thomas Pynchon, autor, którego ostatnie zdjęcie pochodzi z lat pięćdziesiątych i którego nikt nigdy nie widział na żywo, a który od lat siedemdziesiątych roztacza w swoich powieściach (Tęcza grawitacji, Vineland, Wada ukryta) wizję świata kontrolowanego przez tajemnicze organizacje o zapędach imperialistycznych.

Możemy więc uznać, że paranoja jest zupełnie realnym strachem przed zupełnie realnymi problemami, których stopień prawdopodobieństwa może budzić wątpliwości zarówno w przypadku zbyt małej, jak i zbyt dużej informacji na ich temat. Wiek XX, a potem XXI przyniosły wiele wydarzeń, które podsycają tego typu myślenie do maksimum. Dwie wojny światowe, podział świata, z grubsza, na kapitalistów i komunistów, towarzyszący temu podziałowi wyścig zbrojeń, podróże poza planetę Ziemia, rozwój technologii telekomunikacyjnych i cyfrowych, błyskawiczny rozwój nauki, tysiące odkryć naukowych, przeludnienie, nowe rodzaje epidemii i tak dalej, i tak dalej.

Advertisement

Z jednej strony wszystko to wydaje się logicznym następstwem decyzji podejmowanych przez ludzkość od dawien dawna, z drugiej – nie można oprzeć się wrażeniu, że wszystkiego jest dużo więcej, niż wskazywałaby logika. Czy paranoją jest zatem myślenie, że jest jakiś wielki, międzynarodowy spisek, który prowadzi do drastycznych, globalnym zmian, czy raczej odwrotnie – paranoikiem jest ten, kto myśli, że wszystko toczy się swoim naturalnym torem?

Pierwszy paranoik kina

Jednym z pierwszych filmowców podejmujących problematykę zbiorowej histerii był Fritz Lang. W swoim słynnym arcydziele – kryminale M z 1931 – zrekonstruował proces paraliżu społeczeństwa przez czyny jednostki. Działający na terenie przedwojennego Berlina morderca dzieci skutecznie obnażał bezradność policji i społeczności wobec sytuacji kryzysowej. Atmosferę podsycały plotki, działalność prasy oraz wzajemne podejrzenia i oskarżenia. Co ciekawe, Lang kilka lat wcześniej przedstawił niemal odwrotną sytuację – paraliż jednostki przez instytucję społeczną.

Advertisement

Metropolis było wizją miasta (symbolizującego zinstytucjonalizowaną władzę i wertykalną konstrukcję społeczeństwa), w którym jednostka była jedynie narzędziem w trybach wielkiej, korporacyjnej, machiny. Ta wcześniejsza wizja z dzisiejszego punktu widzenia wydaje się bardziej akuratna i niemal prorocza w odniesieniu do tego, co stało się z Niemcami po roku 1933. Lang uciekł do Stanów Zjednoczonych, ale jego podejrzliwość wobec instytucji społecznych wcale nie podupadła w nowym systemie. Jego Ministerstwo strachu i Bannion pomogły ukształtować nurt kina czarnego, którego jednym z wyznaczników był właśnie racjonalny strach przed nieracjonalnym zagrożeniem. I tak, Ministerstwo… już w samym tytule zapowiada swoją tematykę, natomiast Bannion – policyjny kryminał – zagłębia się w meandry korupcji i moralnej zgnilizny policji i obrońców prawa. Niemal dosłowną reminiscencją niemieckiej paranoi i sposobu prowadzenia wojennej polityki jest też Langowskie Polowanie na człowieka, w którym angielski żołnierz znajduje się o krok od możliwości zamordowania Hitlera.

Kiedy tego nie robi, plącze się w niebezpieczny układ z niemieckim rządem, w wyniku którego tak czy inaczej zostaje zmuszony do ucieczki. Lang nie był, rzecz jasna, jedynym „paranoikiem” powojennego kina. Film noir jako nurt często dotykał tematyki strachu przed nieznanym. Ale to właśnie u twórcy Testamentu doktora Mabuse najwyraźniej uwypukla się dychotomia między racjonalnym a nieuzasadnionym, która idealnie oddaje istotę paranoi. Był też jednym z pierwszych, którzy podjęli tę tematykę.

Advertisement

Zimna wojna

Ledwo świat zdążył się podnieść z kolan po światowej wojnie lat 1939-1945, a już stał u progu nowych konfliktów i zagrożeń. Geopolitycznie wyraźny był podział – mentalny i fizyczny – między kapitalistycznym zachodem a komunistycznym wschodem. Zimna wojna, żelazna kurtyna, wojny w Korei i Wietnamie, strach przed użyciem bomb atomowych, konflikt zbrojny – aż do końca lat osiemdziesiątych wszystkie te czynniki składały się na obraz świata po raz kolejny pogrążanego w strachu i zagrożeniu, co nie mogło umknąć filmowcom. Dwa konkurujące mocarstwa – ZSRR i USA – zaczynają zresztą w tym czasie wykorzystywać medium filmowe jako jeden ze środków propagandy państwowej, która ma uczyć, ukierunkowywać i przestrzegać przed przeciwnikiem.

Amerykańskie filmy propagandowe przedstawiają zagrożenia, jakie płyną z kolaboracji z przeciwnikiem. Ostrzegają przed szpiegami, komunistami, włóczęgami, a w dalszej perspektywie łączą palenie marihuany z działaniem na szkodę narodu. Tym, co istotne, jest postępowanie ze ściśle określoną polityką rządu, która ma na celu wyeliminowanie jakiejkolwiek „czerwonej” myśli. W latach pięćdziesiątych szaleje komisja McCarthy’ego, a strach przed zagrożeniem wojną atomową staje się całkiem realny. Film noir Śmiertelny pocałunek idealnie pokazuje, jak po nitce do kłębka niewielki incydent może prowadzić do śmiertelnego niebezpieczeństwa.

Advertisement

W Japonii powstaje Godzilla – film o gigantycznej jaszczurce zrodzonej prawdopodobnie w wyniku testów atomowych. ZSRR również uprawia antykapitalistyczną propagandę, podkręcając społeczny niepokój propagandowymi filmami. Co ciekawe, często są to filmy animowane, jak chociażby Milioner z 1964, który przedstawia tragiczną historię psa, który zdobywa fortunę i dołącza do burżuazyjnej klasy uprzywilejowanych.

Strach na Wyspach

W 1965 ma miejsce premiera dokumentalnego filmu Petera Watkinsa Zabawa w wojnę. Reżyser przedstawia hipotetyczną wizję życia w hrabstwie Kent po wojnie atomowej. Obraz był manifestem przeciwko kontynuowaniu wojny zbrojeń, o której angielska telewizja wolała milczeć. Watkins dotarł do materiałów i informacji na temat miejsc, które w rzeczywistości zostały zbombardowane, i zrealizował zainscenizowany, a jednak realny i przemawiający do wyobraźni film, który nagrodzono zarówno Oscarem, jak i nagrodą na festiwalu w Wenecji. Zaledwie rok wcześniej Stanley Kubrick zrealizował czarną, satyryczną komedię Doktor Strangelove, lub jak przestałem się martwic i pokochałem bombę, której tytuł (i zakończenie) w ironiczny sposób nawiązywał do oswojenia się z myślą o atomowej zagładzie świata. W tym samym czasie powstała też i zanotowała niesamowitą popularność seria filmów o przygodach Jamesa Bonda, w których konflikt amerykańsko-rosyjski był teatrem działań szpiegów i tajnych agentów.

Advertisement

Przygody Bonda niejednokrotnie zawierały elementy tajnej broni, kontroli umysłu, ponadnarodowych organizacji i syndykatów oraz cały anturaż typowych „czerwonych” przeciwników. Zarówno Zabawa w wojnę, jak i film Kubricka i przygody Jamesa Bonda powstawały na terenie Wielkiej Brytanii.

Lęk, odraza i paranoja – USA lat sześćdziesiątych

Kinowe oblicze paranoi jednak najwyraźniej kształtuje się na przestrzeni lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w Stanach Zjednoczonych. W tym okresie mają premiery takich obrazów jak Przeżyliśmy wojnę, Siedem dni w maju, Twarze na sprzedaż – wszystkie trzy zrealizował John Frankenheimer.

Advertisement

Pierwszy opowiada o jednostce żołnierzy kierowanych za pomocą eksperymentalnej metody oddziaływania na umysł. Drugi przedstawia alternatywną historię próby zamachu na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Trzeci odchodzi od tematyki wojennej i dotyka bardziej psychologicznych aspektów jednostki – tożsamości i percepcji świata. Można śmiało stwierdzić, że swoją nieformalną trylogią Frankenheimer dał podwaliny pod nowoczesne kinowe paranoje. Pomimo światowych niepokojów i niepewnej sytuacji politycznej paranoja przenosiła się również na grunty religijne, psychologiczne i społeczne. Zaledwie dwa lata po Twarzach na sprzedaż powstaje Dziecko Rosemary – obraz kobiety podejrzewającej, że nosi w łonie dziecko diabła. W 1973 to rok premiery Kultu, w którym policjant odkrywa religijny spisek mieszkańców odizolowanej od świata zewnętrznego wyspy. W 1971, 1974 i 1976 Alan J. Pakula realizuje swoją trylogię – Klute’a, Syndykat zbrodni i Wszystkich ludzi prezydenta.

Psychoanaliza, pranie mózgu, manipulacja mediami przez najbliższe otoczenie prezydenta – tylko jeden z trzech filmów oparty został na autentycznych wydarzeniach, a jednak wszystkie scenariusze brzmią nieprawdopodobnie. W 1974 Francis Ford Coppola kręci Rozmowę, a w 1975 Sydney Pollack realizuje Trzy dni Kondora. W 1979 wraca wątek strachu przed zagrożeniem atomowym, tym razem pod postacią elektrowni jądrowej w thrillerze Jamesa Bridgesa Chiński syndrom. Ta dekada to również szczyt popularności kina katastroficznego, w którym obawa i zagrożenie wynikają ze zderzenia ludzkich zapędów do dominacji z siłami natury.

Advertisement

Tragedia Posejdona, Tajemnica Andromedy, seria Port lotniczy, Rój, Płonący wieżowiec, Terror w przestworzach – wszystkie prezentują całkiem realne sytuacje, wzbudzając jednocześnie irracjonalny strach przed lataniem, epidemiami, pożarami i innymi zagrożeniami, które statystyczne wydarzają się niezwykle rzadko, ale są zupełnie realne i możliwe.

Na szczycie szczytów

W latach osiemdziesiątych XX wieku napięcie między Zachodem a Wschodem sięgnęło zenitu. Strach przed wojną stał się wręcz rutynowym elementem codzienności. Popkultura szybko nasiąkła przekonaniem, że koniec świata jest kwestią czasu. Radiowe hity, takie jak Enola Gay (w wykonaniu Orchestral Manoeuvres in the Dark – OMD) czy Vamos a la playa (wyk. Righeira), w synth-popowym brzmieniu skrywały metafory o wybuchach atomowych. Echa konfliktu widać nawet w tak oddalonych od polityki seriach jak chociażby Rocky, który w czwartej części mierzy się z przeciwnikiem rodem ze Związku Radzieckiego – Ivanem Drago, napisanym niemalże w konwencji superczłowieka, wspomaganego rosyjską myślą technologiczną i wzmacnianego najnowszymi osiągnięciami na polu nauki. W kinach wyświetlano Czerwony świt, Firefoxa, Testament i, chyba najbardziej nihilistyczny i pozbawiony złudnej nadziei, obraz Steve’a De Jarnatta pt. Cudowna mila. Bohater tego ostatniego przypadkiem odbiera telefon, podczas którego nieznany nadawca po drugiej stronie informuje go, że do odpalenia głowic atomowych została zaledwie godzina.

Advertisement

Bohater robi, co może, by ocalić siebie i bliskich, ale koniec wydaje się nieunikniony. W 1983 telewizja ABC wyświetliła produkcję Nazajutrz. Film przedstawiał, na przykładzie grupy luźno powiązanych postaci, przyczyny, przebieg i konsekwencję jądrowego holocaustu. Przed telewizorami zgromadziła się rekordowa liczba około stu milionów widzów, emisja filmu stała się jednym z najważniejszych wydarzeń w historii telewizji, a po zakończeniu filmu producenci otrzymali wiele telefonów z pytaniami zaniepokojonych odbiorców. Odwilż nadeszła dopiero z końcem dekady, po upadku Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, chociaż strach pozostał.

Po zimnej wojnie

Warto zwrócić uwagę na jeden z tytułów, który w okresie powstania odebrano jako thriller science fiction, a dzisiaj wydaje się wizją niemal proroczą – mowa tutaj o Grach wojennych Johna Badhama. Obraz ten nie tylko traktował o możliwości rozpoczęcia globalnej wojny, ale „zatrudniał” do tego komputer i cyfrową technologię, wtedy będącą jeszcze w powijakach. Co ciekawe z dzisiejszego punktu widzenia bohater nie potrafił rozróżnić symulacji od rzeczywistości.

Advertisement

Brzmi znajomo? Zaledwie rok wcześniej premierę miał TRON – rozgrywający się „wewnątrz” komputera. Wizja wirtualnej rzeczywistości zastępującej tę prawdziwą ewoluowała powoli, razem z rozwojem technologii i możliwości. Po drodze John Carpenter ujął to w nieco ironicznym, b-klasowym thrillerze Oni żyją, a zaledwie kilka lat później świat zachwycił się japońską animacją Ghost in the Shell, a chwilę później wizją totalnego zniewolenia ludzkości przez komputery i sztuczną inteligencję – Matrixem. Paranoja lat dziewięćdziesiątych, w czasach względnego pokoju, w znacznym stopniu dotyczyła strachu przed utratą tożsamości i możliwości odróżnienia fikcji od prawdy – dokładnie tak, jak w przypadku Pamięci absolutnej, zrealizowanej na podstawie prozy bodaj największego paranoika literatury, Philipa K.

Dicka. Z drugiej strony, obawiano się również zupełnie przyziemnych kwestii, takich jak milenijna pluskwa, która miała dokonać (ale nigdy tego nie zrobiła) spustoszeń w komputerowych bazach danych na całym świecie. Rozwój astronomii i kosmologii przyniósł pytania o zagrożenia z kosmosu. Dzień Niepodległości opisywał wizję zagłady ludzkości przez obcą cywilizację, a Armageddon i Dzień zagłady wyrażają strach przed końcem świata, który miałaby spowodować uderzająca w nasza planetę asteroida.

Advertisement

Jeszcze wiele lat po zakończeniu zimnej wojny filmowcy próbowali ją rozliczyć, rozdrapując dawne rany – efektem czego filmy takie jak JKF, Good Night and Good Luck. W 2004 zrealizowano remake Przeżyliśmy wojnę, umieszczając akcję w czasach bliższej współczesności wojny w Zatoce Perskiej, a kilka lat później paranormalne próby prowadzenia wojny opisano w Człowieku, który gapił się na kozy. Utrata tożsamości i kontrola umysłu znalazły swoje współczesne ujście w szpiegowskiej trylogii Bourne’a (Tożsamość, Ultimatum, Krucjata). Przed utratą kontroli nad eksperymentami naukowymi przestrzegają Park Jurajski i seria filmów o Terminatorze.

Nowy wiek, nowy strach

Współczesność stanowi doskonały nawóz dla wszelkiego rodzaju teorii spiskowych. Oficjalnie wiemy, że jesteśmy podsłuchiwani – to, co było dreszczykiem niepokoju w momencie premiery Wroga publicznego (1998), stało się faktem kilka lata temu za pośrednictwem Edwarda Snowdena, pracownika CIA, który zdemaskował amerykański rząd i naraził się na niewyobrażalne konsekwencje z jego strony. Mamy tutaj do czynienia z klasycznym zapętleniem: po roku 2001 rząd paranoicznie boi się kolejnych ataków terrorystycznych, dopuszcza się więc inwigilacji obywateli na masową skalę.

Advertisement

Obywatele dowiadują się, że rząd ich inwigiluje, a to rodzi falę kolejnych niemożliwych do potwierdzenia lub zdementowania domysłów. O Snowdenie powstał zarówno dokument (Citizenfour), jak i film fabularny (Snowden). Rozwój technologii nadal niepokoi ludzi – i filmowców – o czym może świadczyć niebywały sukces serialu Czarne lustro.

Spisków doszukujemy się już wszędzie – od firm farmaceutycznych po rynek mieszkaniowy. Historię filmów paranoicznych wydają się zamykać Tajemnice Silver Lake, których bohater doszukuje się wzorów, ukrytych znaczeń i spisków wśród dóbr popkultury – filmów, seriali, komiksów, książek. Może to po prostu jego wymysł, a może coś jest na rzeczy?

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *