Connect with us

Publicystyka filmowa

SOUNDTRACKI 2016 – część II

W drugiej części podsumowania SOUNDTRACKI 2016 odkryj najciekawsze, nieszablonowe ścieżki dźwiękowe, które zaskoczą każdego melomana!

Published

on

SOUNDTRACKI 2016 – część II

Noworocznych podsumowań starego roku ciąg dalszy. Szczęśliwie następstwem poprzedniej części rankingu (KLIKAMY!) w kwestii muzyki wracamy jedynie do ostatnich sześciu miesięcy. Jak się jednak okazuje, było to bardzo owocne, bogate w ciekawe ścieżki dźwiękowe półrocze, zatem dobrych pozycji na liście nie brakuje. Oto tytuły, na które warto skierować swą melomańską uwagę – ilustracje nie tylko najlepsze, ale także najbardziej intrygujące, nieszablonowe, najważniejsze. Na tapetę wzięte są te soundtracki, które ukazały się po czerwcu 2016, a przewodzi im, już tradycyjnie, alfabet. Zapraszam!

Advertisement

Aż do piekła

Kto: Nick Cave & Warren Ellis.

Co i jak: Z jednej strony typowy Cave, czyli smętny minimalizm o niepodrabialnym klimacie, a z drugiej ciut bardziej energiczne ballady country i piosenki spod znaku lekkiego rocka.

Efektem tego zaskakująco dobrze przyswajalna, niedługa płytka, która powinna spodobać się także tym na co dzień nie gustującym w podobnych rzeczach. Z pewnością ciekawsza propozycja na wieczór niż ilustracja serialu Mars tego samego duetu.

Advertisement

Za ile: Niestety ceny są zaporowe, bo od 80 zł wzwyż za importowany winyl.

https://soundcloud.com/milanrecords/nick-cave-warren-ellis-robbery-from-hell-or-high-water

Advertisement

 

ASIAN TERROR, czyli GROZA PO AZJATYCKU

Czerwony żółw

Kto: Laurent Perez Del Mar.

Co i jak: Muzyka do animacji – i jedno, i drugie mało znane nad Wisłą. Nuty są jednak momentami naprawdę piękne, przejmujące i tak przyjemnie tradycyjne w formie, że łatwo potrafią zaskarbić sobie przychylność odbiorcy nawet bez znajomości ruchomego obrazu. Nie znajdziemy tu wielu fajerwerków dźwiękowych, za to sporo szczerych emocji.

Advertisement

Za ile: 17 euro + przesyłka dzięki uprzejmości Quartet Records.

Advertisement

 

Distance Between Dreams

Kto: Junkie XL.

Co i jak: Były DJ, któremu niespecjalnie wiedzie się w wielkim kinie z pierwszych stron gazet, po raz kolejny udowadnia, że o wiele więcej do powiedzenia ma w projektach mniejszych, niezależnych. Distance Between Dreams to dokument o surferach, zatem w muzyce można poczuć smak wolności.

Advertisement

Szum fal zastępuje szmer ambientu i szeroko pojęta elektronika, przy której fajnie jest się odprężyć. Trochę to jednolite i przydługie, ale zdecydowanie ciekawsze od wszystkich pozostałych ubiegłorocznych projektów tego artysty.

Za ile: 10 dolców za wersję elektroniczną, lada chwila wyjdzie też na płycie gramofonowej za grubszą kasę.

Advertisement

 

Advertisement

Doktor Strange

Kto: Michael Giacchino.

Co i jak: Kino superbohaterskie w trochę odmiennej formie niż zazwyczaj. Ilustracja Doktora Dziwadło nie jest co prawda idealna, bywa toporna i mocno zależna od filmu, ale to i tak najciekawszy jak dotychczas projekt Marvela w kwestii muzycznej. Rozbuchane tematy trafnie ubarwiają zatem orientalne wstawki i nietypowe eksperymenty dźwiękowe. Ot, taka ambitna rozrywka dla co cierpliwszych słuchaczy.

Za ile: Zakup w przedziale 40–50 złociszy polskich.

Advertisement

 

Advertisement

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć

Kto: James Newton Howard.

Co i jak: Jeśli ktoś zakochał się w muzycznym świecie Harry’ego Pottera stworzonym przez Johna Williamsa, ten… nie powinien zawieść się na Fantastycznych zwierzętach Jamesa Newtona Howarda. Pozornie jest to dzieło zrywające z poprzednikami, bo też i powiązane z innymi bohaterami i wydarzeniami. Ale niekiedy równie bogate i atrakcyjne w formie, podobnie absorbujące, nie mniej potężne. Długość materiału może odstraszać – zwłaszcza na rozszerzonym wydaniu deluxe – ale nie ulega wątpliwości, że jest… fantastycznie.

Za ile: Za znalezienie wersji podstawowej liczą sobie 40 polskich złotych. Deluxe to odpowiednio wyższe koszta, zamykające się w granicach 60–65 zł.

Advertisement

 

Advertisement

Geniusz

Kto: Adam Cork.

Co i jak: Niezwykle przyjemna, jazzowo-swingowa mieszanka od mało znanego twórcy, który udowodnił, że śmiało może stawać w szranki z tymi najbardziej popularnymi kompozytorami. Całość zaczyna się dość niemrawo, ale warto dać muzyce szansę na rozwinięcie skrzydeł – szczególnie gdy lubujemy się w „czarnych rytmach” i towarzyszących im improwizacjach. Jest stylowo, szykownie i z przytupem.

Za ile: Tylko z importu, czyli od 10 do 14 dolarów amerykańskich w zależności od wersji.

Advertisement

https://soundcloud.com/milanrecords/1-08-swing-gently-sweet-harlem

 

Advertisement

Hunt for the Wilderpeople

Kto: Moniker.

Co i jak: Rewelacja filmowa sezonu ma swoje odbicie także w niezwykle lotnej ścieżce dźwiękowej, za którą po części odpowiada także Polak – Łukasz Buda. Wraz z kumplami z grupy Moniker udało mu się stworzyć nuty w równym stopniu mistyczne, co dyskotekowe. Króluje elektronika i syntezatory, czyli młyn na wodę każdego miłośnika lat osiemdziesiątych. Co ciekawe, sporo tutaj nie tyle przebojowych rytmów, co lirycznej zadumy, przy której można się zapomnieć. Całość ubarwiają w dodatku fikuśne i niepozostawiające obojętnym piosenki.

Za ile: Za granicą już od 10 dolców, w Polsce brak.

Advertisement

 

Advertisement

Księga dżungli

Kto: John Debney, różni wykonawcy.

Co i jak: Wodewilowe piosenki wykonywane przez część głosowej obsady są tutaj szczęśliwie tylko dodatkiem do pełnoorkiestrowej, bogatej tematycznie muzyki ilustracyjnej. 60 minut materiału oferuje nam równie dużo atrakcji, co sam film, zatem jeśli komuś podobała się ta aktorska wersja klasycznej bajki Disneya, nie powinien mieć oporów przed sięganiem po soundtrack – a ten momentami prezentuje się naprawdę okazale.

Za ile: Wersja cyfrowa tańsza od płytowej, czyli odpowiednio: 40 i 50 złotówek.

Advertisement

 

Advertisement

La La Land

Kto: Justin Hurwitz, różni wykonawcy.

Co i jak: Gorący hit zimy i dla wielu murowany kandydat do Oscara. A może nawet dwóch? Oglądając film, nie mamy najmniejszej wątpliwości, że jego największą siłą jest właśnie muzyka – z polotem i szacunkiem nawiązująca do klasyków gatunku, ale też i z łatwością potrafiąca przemówić do współczesnej publiczności. Nie dziwi więc, że ścieżka dźwiękowa doczekała się aż dwóch wydań – podstawowego, na którym rewelacyjne piosenki mieszają się z czystą ilustracją oraz osobnej płytki z samym tylko, niezwykle urodziwym score’em Justina Hurwitza. I obie można z czystym sercem polecić.

Za ile: Świeżutki soundtrack zakupimy w kraju już za 45 zł; po score musimy udać się już za granicę, tak że koszta rosną.

Advertisement

 

Advertisement

Lion. Droga do domu

Kto: Dustin O’Halloran & Hauschka.

Co i jak: Jeśli ktoś dobrze wspomina film, ten z pewnością pamięta energiczny przebój Sii, który wybrzmiewa na napisach końcowych. Rzeczona piosenka płytę z soundtrackiem otwiera i na szczęście nie jest na nim jedynym wartościowym fragmentem. Kolaboracja amerykańskiego kompozytora Dustina O’Hallorana i niemieckiego pianisty o pseudonimie Hauschka jest co prawda propozycją już zdecydowanie bardziej ckliwą i liryczną, ale perfekcyjnie grającą na emocjach i trafiającą w punkt. Zdecydowanie warto.

Za ile: Gdy dobrze poszukać, uda się kupić płytkę za już około 40 złotych.

Advertisement

 

Advertisement

Living in the Age of Airplanes

Kto: James Horner.

Co i jak: Co prawda James Horner pożegnał się z kinem remakiem Siedmiu wspaniałych, ale ostatnią ukończoną przez niego muzyką dla dziesiątej muzy jest właśnie ta powstała do krótkometrażowego dokumentu o lotnictwie (którym się zresztą pasjonował). I cóż to jest za podsumowanie kariery! Przepiękna, zapierająca dech w piersiach, pełna pasji i zwiewności muzyka, która bez problemu podrywa do lotu wyobraźnię. Pozycja obowiązkowa!

Za ile: 10 dolarów to zdecydowanie dobra wiadomość. Zła – do kupienia jest tylko wersja elektroniczna.

Advertisement

 

Advertisement

Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie

Kto: Michael Giacchino.

Co i jak: Solidna i w duchu oryginalnych części – to pierwsze, co przychodzi na myśl po przesłuchaniu jedynej (jak na razie) nie napisanej przez Williamsa ścieżki dźwiękowej do uniwersum Gwiezdnych wojen. Zgrabnie imitującej mistrza, ale nie będącej więźniem jego stylu. Najlepiej sprawdzającej się na dużym ekranie, lecz i poza nim odpowiednio angażującej, emocjonującej. Dobra po prostu, choć nie bardzo dobra.

Za ile: W zależności od sklepu będzie to przedział 35–50 zł.

Advertisement

 

Advertisement

Młody papież

Kto: Lele Marchitelli, różni wykonawcy.

Co i jak: Twórcą kontrowersyjnego serialu jest Paolo Sorrentino, zatem na ścieżce dźwiękowej nie mogło zabraknąć specyficznej mieszanki klasyki i współczesnych szlagierów różnych gatunków. Warner wysłuchał modłów fanów i od razu wydał budzącą respekt dwupłytową składankę, na której znalazły się wszystkie najważniejsze momenty muzyczne z dziesięcioodcinkowej serii – od instrumentalnej wersji Watchtower począwszy, przez hity Jefferson Airplane i Jeffa Buckleya, na kompozycjach Schuberta, Bartoka i Góreckiego skończywszy. Jest tu zatem na czym ucho zawiesić.

Za ile: Od 100 złotych wzwyż i tylko z importu.

Advertisement

 

Advertisement

The Monkey King 2

Kto: Christopher Young.

Co i jak: Druga część chińskiego przeboju opartego o tamtejsze wierzenia jest właściwie w Polsce nieznana. Warto jednak przybliżyć muzykę z tego filmu, napisaną przez… Amerykanina. A jest to muzyka potężna i robiąca niemałe wrażenie także poza kontekstem – zwłaszcza że autor tak przygotował płytę, że przypomina bardziej koncertowe dokonanie niż zwykłą ścieżkę dźwiękową. Dlatego też, pomimo monstrualnej długości, nie ma mowy o nudzie. Kto lubi rozbuchane tematy i oldskulowe zrywy pełnej orkiestry symfonicznej, ten nie powinien się ani chwili zastanawiać nad kupnem.

Za ile: Płytka dostępna jest jedynie w Stanach za około 22 tamtejsze dolce.

Advertisement

 

Advertisement

Moonlight

Kto: Nicholas Britell.

Co i jak: Skromna, bardzo intymna, niekiedy wręcz eteryczna kompozycja do dramatu o czarnoskórym geju to niezbyt zachęcająca charakterystyka. Niemniej nuty Nicholasa Britella potrafią poruszyć, nie brakuje im także odrobiny magii. Okazjonalne piosenki i utwory innych wykonawców wprowadzają z kolei do całkiem krótkiego materiału nieco życia. Ogółem raczej dla koneserów, idealna jednak na wieczór i chwile spokoju.

Za ile: Kolejna pozycja do sprowadzenia z zachodu, gdzie ceny wahają się od 9 do 25 martwych prezydentów w zależności od wersji, którą wybierzemy (MP3, CD, LP).

Advertisement

Neon Demon

Kto: Cliff Martinez.

Co i jak: Duet Martinez-Refn magnetyzował już wcześniej, ale chyba jeszcze nigdy w tej współpracy nie osiągnęli podobnego poziomu symbiozy obrazu z muzyką jak tutaj. To niesamowicie magnetyzujące połączenie dwóch mediów na dużym ekranie sprawdza się wręcz wybornie. Samoistnie natomiast ilustracja mocno traci na sile oddziaływania, ale nawet wówczas nie przestaje intrygować, przyciągać. Raz jeszcze ważnym punktem albumu staje się piosenka Sii, stanowiąca pyszne zwieńczenie fosforyzującego licha. Warto zaryzykować.

Advertisement

Za ile: W Empiku od 60 zł, wszędzie indziej nieco taniej.

https://soundcloud.com/milanrecords/sets/the-neon-demon-original-motion

Advertisement

 

Najbardziej OKLEPANE kwestie filmowe. Zdania, które usłyszysz w KAŻDYM filmie!

Nerve

Kto: Rob Simonsen.

Co i jak: Elektronika przeżywa właśnie swoją drugą młodość, czego potwierdzeniem między innymi ta właśnie pozycja – przez wielu uważana za najciekawszy zbiór bitów ubiegłego roku. O ile można z tym stwierdzeniem dyskutować, to nie ma wątpliwości, iż Simonsenowa nerwica stanowi górną półkę syntetycznych dźwięków A.D. 2016. Jeśli zatem nie przejadła wam się jeszcze podobna stylistyka, sięgnięcie po rzeczony soundtrack powinno być jedynie kwestią najbliższych godzin, bo to nuty zrobione nie tylko z nerwem, ale i z pomysłem.

Advertisement

Za ile: Za najbardziej podstawową, elektroniczną wersję zapłacimy około 9 zielonych, potem cena idzie w górę.

Advertisement

 

Nowy początek

Kto: Jóhann Jóhannsson.

Co i jak: Napisać o muzyce Jóhanna Jóhannssona, że jest dziwna, to jak nie napisać nic. A przecież posągowy Islandczyk nie przekracza barier, nie tworzy też absolutnego novum w danym gatunku. Niemniej jego nuty zawsze drażnią zmysły, wwiercają się w mózg i przy okazji wynoszą klimat filmów, do których powstają na niebotyczne wręcz poziomy. Nie inaczej jest w przypadku Arrival, któremu produkcja Denisa Villeneuve’a zawdzięcza połowę sukcesu; a które samo w sobie jest jedynym w swoim rodzaju, acz niełatwym w obyciu dziełem. I zarazem pochłaniającym bez reszty.

Advertisement

Za ile: 45–50 zł – mniej więcej.

Advertisement

 

Odyseja

Kto: Alexandre Desplat, różni wykonawcy.

Co i jak: Ilustracja do francuskiego filmu o Jaku Cousteau to bodaj najbardziej przystępna i optymalna praca Desplata z ubiegłego roku. Stanowi niejako wyznacznik stylu tego kompozytora, jego twórczość w pigułce. Pogodna, przyjemna w odbiorze, ładna, niekiedy również osobliwie porywająca. Na deser dostajemy także skromny zbiór piosenek, które ładnie korespondują z muzyką oryginalną. Dla każdego rodzaju odtwarzacza jest to właściwie samograj.

Advertisement

Za ile: 17 euro oraz koszty przesyłki z Francji.

https://www.youtube.com/watch?v=-1BQAYwqmlI

Advertisement

 

Twórcy GRY O TRON nawiązują współpracę z Netflixem

Orange Sunshine

Kto: Matt Costa.

Co i jak: Dokument o hipisach i LSD. Brzmi rozluźniająco i cool? Dokładnie taki też jest soundtrack, będący mieszanką rockowych przebojów, jazzowych wyskoków, leniwych ballad miłosnych oraz snujących się brzmień o różnorakim zabarwieniu. Nie jest to może nie wiadomo jaki odlot, ale nie można odmówić tej pracy ani atmosfery, ani polotu. Ciekawe doznanie. W dodatku dobre na każdą okazję.

Advertisement

Za ile: Zagramaniczne serwisy oferują płytkę bądź pliki elektroniczne już od 45 złotych (w zależności od kursu euro, dolara lub funta).

Advertisement

 

Outlander – sezon 2

Kto: Bear McCreary.

Co i jak: Polecałem już kiedyś muzykę z pierwszej serii serialu, zatem nie powinno dziwić, że czynię to samo z płytką do drugiego sezonu. Album to co prawda niebotycznie długi i przeznaczony głównie dla fanów serii oraz celtyckich klimatów, lecz nie można odmówić mu utrzymania ducha, aury i klasy oryginału. Pod paroma względami jest zresztą od niego także nieco ciekawszy. Wysmakowaną, pełną smaczków ilustrację raz jeszcze ubarwiają pieśni w starym stylu, jakby żywcem wyjęte z XVIII wieku. Nie można się nie zakochać.

Advertisement

Za ile: 41 złotych to obecnie najtańsza oferta na rodzimym rynku, acz trzeba mieć na uwadze jeszcze koszty przesyłki.

Advertisement

 

Pasażerowie

Kto: Thomas Newman.

Co i jak: Przede wszystkim jest to ścieżka dźwiękowa pełną gębą, która w filmie otrzymała naprawdę dużo miejsca i dzięki temu na ekranie przykuwa uwagę, niekiedy naprawdę błyszcząc. Niemniej także na albumie udaje się jej utrzymać zainteresowanie naszych uszu, przy jednoczesnym zachowaniu atrakcyjności. Wszystko dzięki specyficznemu stylowi kompozytora, dla którego jest to bardzo charakterystyczna praca – pełna ciepła, fikuśnych rozwiązań dźwiękowych i niezwykle barwnych melodii, którym łatwo dać się porwać. Do czego zachęcam.

Advertisement

Za ile: W rozsądnych granicach 40–45 złotówek.

Advertisement

 

The Queen of Spain (La Reina de España)

Kto: Zbigniew Preisner.

Co i jak: Sam film pozostaje póki co zagadką dla polskiego widza. Za rekomendację muzyki wystarcza jednak w chwili obecnej sama osoba kompozytora, który nie przywykł zawodzić oczekiwań. I rzeczywiście, mimo iż na albumie znajdziemy aż 41, w większości bardzo krótkich ścieżek, to jest to soundtrack dobrze korespondujący z tytułem – a więc dostojny, piękny, w swoim tempie sączący się z głośników z odpowiednią gracją. Przy odpowiednim zaprogramowaniu odtwarzacza będzie to urocza znajomość i dobrze spędzony czas.

Advertisement

Za ile: 13 euro za płytę, 10 za pliki mp3 – zza granicy ma się rozumieć.

Advertisement

 

Rozwód przed ślubem

Kto: I Like Trains.

Co i jak: Jeszcze jeden dokument na liście, i jeszcze jedna niebanalna ścieżka dźwiękowa, która mu towarzyszy. Brytyjska grupa post-rockowa wysmażyła mocno odprężający kawałek muzyki. Niektóre kawałki mają tu posmak niemalże metafizyczny, podczas gdy inne to po prostu solidne, energiczne takty do potupania nóżką. Jest to więc propozycja nie tylko na chwile kontemplacji, ale i dobra do porannej kawy. Choć również i bardzo zależna od naszego nastroju, zatem polecam z lekką rezerwą.

Advertisement

Za ile: Niektóre polskie serwisy sprowadzają soundtrack za około 70 złotych. Taniej będzie jednak nabyć płytkę lub empetrójki z oficjalnej strony, oszczędzając blisko dwie dyszki.

Advertisement

 

CHARLIZE THERON kończy 44 lata. Zobacz galerię ZDJĘĆ i ciekawostek

Rycerz pucharów

Kto: Hanan Townshend, różni wykonawcy.

Co i jak: Jeszcze jeden składak w zestawieniu. Na szczęście udany. O ile sporo można zarzucić kinu Terrence’a Malicka w ostatnich latach, o tyle o sferze audiowizualnej jego filmów trudno powiedzieć złe słowo. Knight of Cups to kolejna współpraca reżysera z Hananem Townshendem, chyba najlepsza jak do tej pory. Minimalistyczne, nastrojowe melodie kompozytora wymieszane zostały tutaj z klasyką od Griega i Debussy’ego oraz Exodusem Wojciecha Kilara i efekt jest naprawdę znakomity. Mimo pewnej powtarzalności tematycznej jest to jedna z tych pozycji, w które wsiąka się nie wiadomo kiedy.

Advertisement

Za ile: Jeśli chcemy sprowadzać zza zachodniej granicy wydanie fizyczne, musimy przygotować równowartość 12 dolarów amerykańskich; nieco taniej wyjdzie ściągnięcie wersji elektronicznej, która jest jednak uboższa.

https://soundcloud.com/milanrecords/hanan-townshend-water-theme-no1-knight-of-cups-ost

Advertisement

 

Sully

Kto: Christian Jacob and The Tierney Sutton Band, Clint Eastwood.

Co i jak: Ciekawy przykład muzyki, która w filmie właściwie nie istnieje. Płyta z soundtrackiem do Sully’ego przypomina więc bardziej składankę inspirowaną ruchomym obrazem lub też concept album. Co nie zmienia faktu, iż słucha się tego krążka wybornie. Leniwe, często improwizowane melodie i piosenki jazzowe są jak kojący balsam dla duszy i masaż dla umysłu. Fakt, zagorzali przeciwnicy tego gatunku muzyki raczej nie mają tu czego szukać. Ale wszyscy inni mogą bez przeszkód szukać u Eastwooda upragnionej chwili zapomnienia.

Advertisement

Za ile: 10–14 dolarów będzie nas kosztowało to amerykańskie wydawnictwo.

https://www.youtube.com/watch?v=Llkq_xsF7ig

Advertisement

 

Westworld

Kto: Ramin Djawadi.

Co i jak: Po latach dość średniej jakości rzemiosła, Ramin Djawadi w końcu jest na fali wznoszącej. Pozytywnie zaskoczyła już muzyka do szóstej serii Gry o tron, całkiem dobry okazał się też chiński Wielki Mur. Ale to Westworld stanowi na chwilę obecną bodaj najlepsze i najbardziej dopracowane jego dzieło, które kupuje się już od pierwszych taktów, lajkuje za znakomitą przeróbkę Paint it Black i dodaje do ulubionych za kilka innych niespodzianek ukrytych na dwupłytowym wydawnictwie. Mimo pewnej jednolitości brzmienia jest to rzecz godna rekomendacji nie tylko zagorzałym miłośnikom serii HBO.

Advertisement

Za ile: Kupno elektronicznych plików od około 10 dolarów, wydanie fizyczne wychodzi dopiero w lutym i kosztować będzie ciut więcej.

Advertisement

 

Wołyń

Kto: Mikołaj Trzaska.

Co i jak: Podobnie jak w przypadku Sully’ego, również i dzieło Mikołaja Trzaski nie jest muzyką filmową sensu stricte, bowiem to, co usłyszeć możemy na albumie, znacząco różni się od fragmentów użytych w filmie. Jakby jednak nie było, to i tak niezła petarda. Już od pierwszych taktów pozycja ta wciąga niesamowicie i hipnotyzuje bez reszty. Mimo pozornie dołującego wydźwięku, ciężkiego, nietypowego brzmienia i drażniących zmysły taktów o wielce jarmarcznym posmaku folkloru, trudno jest się od niej oderwać. Zdecydowana czołówka roku.

Advertisement

Za ile: To chyba najtańsza pozycja na liście, bo przytulić można ją już za nieco ponad jednego Bolka Chrobrego.

Advertisement

 

Zwierzęta nocy

Kto: Abel Korzeniowski.

Co i jak: Nie mogło zabraknąć tu również naszego rodaka, który coraz śmielej radzi sobie za oceanem. Jego ilustracja do magnetyzującego filmu Toma Forda jest co prawda bardzo krótka, bo trwa zaledwie pół godziny, ale za to niesamowicie wymowna. Mało oryginalna, ale ekscytująca. Monotonna, lecz bynajmniej nie nudna. Wręcz przeciwnie – im dalej w nuty, tym trudniej jest się im oprzeć. Ot, czysty artyzm wymieszany z atrakcyjną formą. Warto!

Advertisement

Za ile: Można się zamknąć w 35 złociszach, czyli nie ma tragedii.

https://www.youtube.com/watch?v=PZiqhf4o4Hw

Advertisement

 

Bonusy:

 

Na koniec warto także wspomnieć o kilku albumach około filmowych oraz ekskluzywnych wydawnictwach starszych soundtracków. Do tej pierwszej kategorii zalicza się praca koncertowa Jamesa Hornera – Collage: The Last Work – będąca w istocie jego ostatnim ukończonym dziełem; oraz Przymierze Michała Lorenca, które kompozytor napisał na otwarcie Świątyni Opatrzności Bożej i zarazem 1050 rocznicę Chrztu Polski. Obie te pozycje bez problemu nabędziemy w polskich sklepach, już za około 30 złociszy.

Advertisement

Jeśli zaś idzie o starocie, to warto zainwestować z pewnością w The French Connection Collection, które skupia w sobie pełne wydania ścieżek dźwiękowych Dona Ellisa do obu części Francuskiego łącznika oraz muzykę Brada Fiedela do powstałego na ich kanwie serialu telewizyjnego, Popeye Doyle. Dużą gratką dla kolekcjonerów jest także oglądająca po raz pierwszy światło dzienne kompletna prezentacja nut Harolda Faltermeyera do Gliniarza z Beverly Hills 1 i 2; a także The John Williams Jurassic Park Collection, które – jak sama nazwa wskazuje – skupia się na ilustracjach Johna Williamsa do dwóch pierwszych Parków Jurajskich, tym razem w ich rozszerzonej edycji. Rzecz jasna, te tytuły można sprowadzić jedynie z zagranicy i nie będzie to tania inwestycja – szczególnie że ilość egzemplarzy jest limitowana.

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

 

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *